Forum House M.D Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Jesienna miłość [BO]

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum House M.D Strona Główna -> The Vampire Diaries - Pamiętniki Wampirów / VD Fan Fiction
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rory Gilmore
Jazda Próbna
Jazda Próbna


Dołączył: 11 Lip 2011
Posty: 6309
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Westeros
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 13:32, 11 Lis 2011    Temat postu: Jesienna miłość [BO]

Fik konkursowy.


Tytuł:Jesienna miłość
Klasyfikacja: Bez ograniczeń
Fandom: The Vampire Diaries
Postacie: Klaus, Stefan Salvatore, Madeleine (postać wymyślona przeze mnie)
Uwagi: Może zawierać niewielki spoiler dotyczący końcówki 2 sezonu i początku 3, jednak jest to mało rzucająca się w oczy sprawa.
Opis: Czy z pozoru maniakalny i bezwzględny zabójca potrafi kochać? Dlaczego uważa jesień za najgorszą porę roku?


Wiedział, że jest zdany tylko na siebie. Miał towarzysza, jasne. Ale co z tego? Mógł go hipnotyzować, zmuszać do posłuszeństwa, lecz nigdy nie mógł być przy nim otwarty. Stefan Salvatore wiedział jak zabijać. Oczywiście on mógłby zrobić to sam, ale po co? Od tego ma właśnie swego towarzysza. Stał na dachu baru, w którym właśnie przebywali i poczuł na twarzy chłodny wiatr.
Jesień.
Jego najgorsza pora roku. Z tymi kolorowymi drzewami, łąkami i opadającymi liśćmi.
Brakowało mu pewnej osoby. Kogoś, kto był z nim bez względu na okoliczności. Osoby, której nie przeszkadzało to kim był, co robił. Osoby, która najprawdopodobniej ocaliła go.
Przymknął oczy na wspomnienie jej brązowych oczu, perlistego śmiechu i miękkich ust.
Nie. Nie może sobie na to pozwolić.
Wrócił do baru, gdzie czekał na niego towarzysz.
- Gdzie teraz? - zapytał Stefan Salvatore, który właśnie skończył pić krew jakiejś przypadkowej dziewczyny.
- Dowiesz się. - Klaus rozejrzał się po barze, który teraz bardziej przypominał pole bitwy niż bar. - Posprzątaj tu. - wyszedł.

To było w roku 1825. Pamiętał ten dzień dokładnie.
Piękne, jesienne popołudnie. Nie obchodziło go nic i nikt. Całą rodzinę wymordował, ale co go obchodziły te marne istnienia? Nie chcieli go słuchać, narazili go na nieprzyjemności. Wyszedł wściekły z domu i skierował się w stronę lasu. Nie zauważał nawet tego piękna, które go otaczało. Drzewa zrobiły się kolorowe, liście spadały z drzew przy najlżejszym podmuchu. Wydawało się, że jest ich za dużo, że już powinny opaść całkiem, lecz one wciąż spadały.
Dom stał w otoczeniu pól, które zostały powoli ogołocone ze zboża, żniwa dobiegły końca, brązowa ziemia leżała na polach, które zostały idealnie zagrabione przez okolicznych mieszkańców. Łąki wciąż pozostawały zielone, chociaż powoli zieleń bledła w miarę upływu czasu.
Klaus nie widział tego. Był zbyt pochłonięty swoimi myślami.
Usłyszał ją jak przez ścianę. Z początku nie był pewien co się dzieje, co to za dźwięk. Stanął i słuchał. Głos zdecydowanie należał do dziewczyny. Śpiewała jakąś piosenkę a głos jej był tak dźwięczny, że ptaki milkły by jej posłuchać. Śpiew przebijał się przez szum drzew a Klaus podszedł bliżej by posłuchać, by zobaczyć kim ona jest.
Stała na środku polany. Ubrana była w błękitną sukienkę, która przypominała mu niebo, jej długie, brązowe włosy były rozpuszczone i powiewały na wietrze. Przez ramię miała przewieszony koszyk do którego wrzucała jakieś jesienne, kolorowe kwiatki, ostatnie w tym roku.
W pewnym momencie odwróciła się i dostrzegła go, czającego się przy jednym z drzew. Piosenka się urwała a ona roześmiała się radośnie. Klaus nie ruszył się z miejsca. Sam nie wiedział dlaczego. Przecież był jednym z najpotężniejszych, najbardziej nieczułych wampirów jakie chodziły po tym padole. Mimo to, zauroczyła go jakaś wiejska dziewka, która zdawała się nie wiedzieć kim on jest. Podeszła bliżej a on dostrzegł liście, które wplatały się jej we włosy. Chciał je wyciągnąć, ale powstrzymał się.
- Witaj, panie. - ukłoniła się lekko przed nim. Jej głos był spokojny, nie wyczuwał w nim strachu. Skinął głową, ale nie odpowiedział. - Te lasy chyba należą do ciebie, czyż nie?
- Należą do mojej rodziny. - przytaknął. Powinien ją zabić. Wyssać z niej krew do ostatniej kropelki.
- Widzisz, paniczu, tu rosną najpiękniejsze kwiaty. Zobacz, ostatnie maki. - pokazała mu czerwony kwiat. - Jesień już jest, wszystko się zmienia. Mój ojciec mówi, że jesień jest szara i smutna. To nieprawda. Jest kolorowa. Zobacz, panie na te drzewa. Wczoraj były zielone a dziś są złociste.
Mówiła jak wariatka. A może to tylko jemu się tak wydawało? Nie znał przecież prawdziwego życia. Nie był normalnym szlachcicem i nie potrafił, nie chciał, cieszyć się tą marną namiastką życia jakie posiadał. Chciał jej coś powiedzieć, ale usłyszeli w oddali krzyki.
- Tato! - krzyknęła dziewczyna. Chciała pobiec, ale Klaus chwycił ją za rękę.
- Jak masz na imię? - zapytał.
- Jestem Madeleine, panie. - wyrwała rękę z jego uścisku i wybiegła z lasu.
- Madeleine... - powtórzył.


Pił stuletnią whiskey i myślał co powinien teraz zrobić. Jego plany stworzenia armii hybryd nie wypaliły. Stefan coś ukrywał, wiedział to. Wiedział również co ukrywa, ale nie chciał zdradzać wszystkiego od razu.
Początek jesieni był nie do zniesienia, ale on nie żył i jedynie wspomnienia go raniły, bardziej od pogody.
Nie żył od wielu stuleci, miał wszystko gdzieś. Czuł się samotny w tym obcym dla siebie świecie. Wszyscy się go bali, jego imię budziło strach i . Gdziekolwiek by nie poszedł, z kimkolwiek by nie rozmawiał – każdy się go bał. Czy taki był jego cel? Tak. Od samego początku.
Stefan gdzieś zniknął, ale Klaus nie martwił się tym, że go nie ma. Cenił sobie jego lojalność a poza tym zahipnotyzował go. Musiał to zrobić, chociaż od samego początku Stefan nie sprawiał kłopotów.
Zamówił sobie kolejny kieliszek whiskey.

Nie było go dwa lata. Powrócił do rodzinnej posiadłości dokładnie na drugą jesień. Tym razem potrafił docenić jej piękno. Wokół domu posadzono więcej drzew i kwiatów, które teraz powoli umierały, jednak kolorowe liście na drzewach wyglądały dość ładnie.
Jego powóz zatrzymał się przed wejściem, lokaj otworzył drzwi i Klaus powoli wysiadł. Nie zmienił się w ogóle od ostatniej wizyty. Jego służba co roku zostawała wymordowana by nikt nie wiedział o tajemnicy rodzinnej. Podejrzewał, że okoliczni wieśniacy o tym wiedzieli, ale bali się zareagować. I tak zostawali mordowani przez niego lub któregoś z podległych mu wampirów.
- Witaj, panie. - usłyszał tak znajomy głos. Ona również się nie zmieniła. Jej włosy wciąż były rozwiane przez wiatr a suknia nadal była błękitna. Wciąż wyglądała pięknie. - Twój pokój jest przygotowany.
Pracowała tu. Nie wiedział od jak dawna, wiedział jedynie to, że jej rodzina zginęła i musiała się gdzieś podziać. Została przyjęta do pracy przez poprzednią gospodynię i teraz to ona pełniła jej obowiązki.
Klaus miał tu pewne plany i zawracanie sobie głowy służką nie mogło mu przeszkodzić w ich realizacji.
Coś się zmieniło w jej zachowaniu. Obserwowała go, uśmiechała się jakoś smutno i wyśpiewywała swoje piosenki o otaczającym ich świecie.
Trzymała go na dystans, ale on ją obserwował. Widział jak chodzi po łące, jak rozkoszuje się kolorowymi drzewami, jak zbiera jesienne liście, które potem trafiały do wazonów ustawionych po całym domu. Ich kolory były cudowne. Czerwone, żółte, niektóre wciąż były jeszcze zielonkawe. Napełniały dom życiem. Życiem, którego tak mu brakowało czasami.
Przez kolejne dni pojawiał się i znikał. Przychodzili do niego różni ludzie, którzy czasem nie wychodzili i słuch po nich ginął. Cała służba nauczyła się trzymać język za zębami. Co jakiś czas odbywały się przyjęcia, wypełnione piciem, muzyką i często zbrodniami.
Tak było i tym razem. Klaus kazał urządzić przyjęcie. Pojawiło się wielu znakomitych gości. Zgodnie z życzeniem pana domu, dom ozdobiono kolorami jesieni. Były suche liście koło okien, jesienne kwiatki, brązowo-złote zasłony i obrusy. Madeleine postarała się o szyszki i bazie.
Klaus bawił się wyśmienicie. Pił, tańczył, ale wzrokiem szukał jej. Brązowowłosej kobiety, która wzbudzała w nim dziwne uczucia.
Dostrzegł jak jak wychodzi z sali balowej. Niewiele myśląc poszedł za nią. Wino nie uderzyło mu do głowy, jako wampir mógł pić i pić i nic się nie działo.
Madeleine wyszła z domu i udała się w stronę lasu. Szedł za nią tak, by go nie dostrzegła. Zatrzymała się na polance a wtedy usłyszał odgłos strzałów i krzyki. Odwrócił się by wrócić.
- Nie! - krzyknęła. - Nie idź tam. Zginiesz!
Klaus spojrzał na nią uważnie.
- Wiem kim jesteś. - dodała.
Kim.
Zazwyczaj słyszał „czym”. Było to miłe uczucie.
- Co wiesz? - zapytał łapiąc ją brutalnie za ramię. Oczy mu zabłysły, ale ona nie okazała strachu.
- Moja rodzina... Oni na was polują. Nie możesz tam iść. - prosiła go. - Wiem, że jestem głupia, ale kocham cię. Kocham cię od kiedy cię ujrzałam. Muszę cię chronić. Przysięgłam to sobie.
- Milcz głupia dziewczyno! - odepchnął ją brutalnie od siebie. Madeleine straciła równowagę i upadła. Klaus spojrzał na nią i dostrzegł gałąź wychodzącą z jej piersi. - Nie... - szepnął i uklęknął przy niej. Patrzył w jej oczy, z których uciekało życie. Odbijał się w nich księżyc a za sobą słyszał szum drzew i odgłos spadających liści. - Nie... - powtórzył. Szybkim ruchem przegryzł sobie tętnicę a gdy trysnęła krew przystawił rękę do jej ust. Kropelki krwi pociekły po jej policzkach, ale było już za późno. Madeleine zamknęła oczy. Klaus siedział przy niej długo. Miał nadzieję, że zdążył, ale ta nadzieja gasła z każdą kolejną minutą.
Gdy zaczęło świtać spojrzał ostatni raz na dziewczynę. Jej krew splamiła opadłe liście, na których leżało jej ciało. Nachylił się i pocałował ją delikatnie. Czuł smak krwi na jej ustach, czuł jej krew, ale powstrzymał głód. W końcu wstał i odszedł.


Przymknął oczy. Nie mógł okazać słabości, nie w tym momencie, nie teraz.
- Idziemy. - rzucił do Stefana i wyszli z baru. Opuścili miasto, stan.
Dużo czasu upłynęło nim powrócił w te strony. Znowu nastała jesień, na grobach leżały strącone przez wiatr liście. Klaus zostawił Stefana w zrujnowanym przez stulecia swoim byłym domu i poszedł szukać grobu, który pragnął zobaczyć. Mijał po drodze starożytne grobowce, które w większości należały do osób, które tak doskonale znał.
Mijał drzewa, które przestały być zielone i znów nabierały jesiennych kolorów. Pomyślał sobie, że ona kochała jesień.
Leżała w cieniu dębu. Jeszcze nie tak dawno był całkiem zielony, teraz jego liście pożółkły i spadły na stary nagrobek. Zgarnął liście z płyty i położył dłoń na zimnym kamieniu. Litery jej imienia i nazwiska dawno wyblakły. Ciężko było je odczytać, ale on wiedział, że to jej grób.
Po co tu przyszedł? Musiał powiedzieć to, co przez te wszystkie lata tak skrzętnie ukrywał pod fasadą brutalności i okrucieństwa. Jak on w tym momencie nienawidził jesieni. Nikt nie wiedział dlaczego. Ta tajemnica miała zostać schowana i pogrzebana głęboko. Tak jak jej ciało.
- Ja ciebie też kocham... - powiedział.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum House M.D Strona Główna -> The Vampire Diaries - Pamiętniki Wampirów / VD Fan Fiction Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Soft.
Regulamin