Forum House M.D Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Fic: Fairy God Doctor [Z]
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum House M.D Strona Główna -> Hilson
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Richie117
Onkolog
Onkolog


Dołączył: 24 Sty 2008
Posty: 5994
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 39 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: w niektórych tyle hipokryzji?
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 2:04, 09 Cze 2010    Temat postu: Fic: Fairy God Doctor [Z]

Kategoria: love

Zweryfikowane przez Richie117

Cytat:
no dopsz... kto czekał na kolejnego fika GeeLady w moim tłumaczeniu, ręka do góry!
W każdym razie się doczekaliście
Zapomnijmy o gównianym 6. sezonie (i o 5. też), o shipowaniu Huddy, odwyku od Vicodinu i rozpadającej się Hilsonowej przyjaźni. W tym fiku wszystko jest na swoim miejscu, a w ramach bonusu - dla odmiany - to House ratuje Wilsonowi tyłek, a nie na odwrót
Mam nadzieję, że nie odstraszy was atmosfera sali sądowej i przesłuchań - srsly, GeeLady mogłaby tym fikiem konkurować z powieścią Grishama Na osłodę tu i tam jest trochę ery, no i zeznania House'a są miejscami takie mrrrrr

Jeszcze tylko wyjaśnię opisowo ( ), co oznacza tytuł, bo oczywiście na polski przełożyć się go nie da
Z ang. godmother to matka chrzestna. Fairy godmother to matka chrzestna, która jest wróżką - jak w Shreku czy w innych bajkach Kumacie o co chodzi? Obdarzona magicznymi zdolnościami osóbka, która zjawia się w najmniej oczekiwanym momencie, zmienia dynię w karocę i wszyscy żyją długo i szczęśliwie... - to właśnie rola House'a w tym fiku: wróżkowy doktor chrzestny

Enjoy!




Tytuł: [link widoczny dla zalogowanych]
Autor: G.E Waldo (GeeLady)



Rozdział 1


- Dlaczego ja?

Cuddy spojrzała na swojego ciemnowłosego szefa Oddziału Onkologicznego wzrokiem nie pozostawiającym miejsca na sprzeciw.
- Ponieważ możesz go znieść przez cztery dni.

Wilsonowi oczy wyszły z orbit.
- Nie, nie mogę. Być może go koch... - Wilson zwilżył usta i z westchnieniem zaczął jeszcze raz: - House jest moim przyjacielem, ale nawet ja nie mogę przekraczać pewnych granic. Jeden dzień w jego towarzystwie sprawi, że...

Cuddy była bezlitośnie ciekawa: - Tak? Sprawi, że co?

- Że będę jak wykręcona ścierka do naczyń, która nadaje się wyłącznie na śmietnik.

- Z pewnością odnotuję to w sprawozdaniu dla działu finansowego. Tutaj chodzi o medyczną konferencję na temat diagnostyki. House musi tam pojechać, ma to zapisane w kontrakcie, ale jedynym sposobem, żeby go do tego nakłonić, to zagrozić mu finansową ruiną albo dwudziestoma pięcioma godzinami dyżurów w klinice tygodniowo, póki nie stuknie mu sześćdziesiąt pięć lat.

Teraz Wilson się zaciekawił. - To go nie przekona.

- Oraz - dodała Cuddy - nakazanie tobie, żebyś przestał wypisywać mu recepty na Vicodin.

Wilson rozważał to przez chwilę. W przeciwieństwie do House'a, on zrobiłby to, czego żądała Cuddy, ponieważ - chociaż rozsądnie nigdy o tym nie wspominał - on i Cuddy nigdy się ze sobą nie przespali, a poza tym ona podpisywała jego czeki z wypłatą. House stanowczo odmawiał uznania władzy wynikającej z jej stanowiska. Został zatrudniony przez jedną z niewielu kobiet, która kiedyś rzekomo go kochała. Ależ z House'a był szczęśliwy sukinsyn.
- Dzięki. Proszę bardzo - uczyń moje życie jeszcze bardziej nieszczęśliwym, niż jego. A zatem House zgodził się na ten wielowymiarowy szantaż?

- Tak.

Wilson zmarszczył brwi. - Naprawdę? Teraz zaczynam się niepokoić.

- House chce pojechać. Potrzebna mu była jedynie jego dzienna dawka uprzykrzania mi życia. Teraz ja przekazuję tę pochodnię tobie. Baw się dobrze.

Wilson opuścił gabinet Cuddy ciężkim krokiem. Cztery dni. To będzie najdłuższy okres spędzony w towarzystwie House'a od śmierci Amber. Wilson zaczął się zastanawiać, czy ma na to wystarczające ubezpieczenie.


<center>#####</center>

Wilson musiał jej to przyznać - Cuddy poczyniła odpowiednie przygotowania, by okiełznać świrującego House'a.

W pokoju nie było barku, który House mógłby splądrować, a wszystkie kosztowne kanały porno w telewizji zostały odcięte.

Wilson ucieszył się również na widok tego, że Cuddy - chociaż musiała mieć na uwadze rozliczenie wydatków - pamiętała także o fizycznych potrzebach House'a. Przestronna łazienka była wyposażona w poręcze przy wannie oraz antypoślizgowe dywaniki. Oba łóżka były olbrzymich rozmiarów i wyłożone poduszkami dla większej wygody. W jednej z szuflad komody znajdowały się dodatkowe koce elektryczne, a na dużej szafce leżały dwa opłacone z góry kupony na masaż, gdyby z nogą House'a było naprawdę źle.

Pomimo całego jej rozwodzenia się nad tym, czym był ból House'a, Cuddy ciągle starała się nim zaopiekować. Ona tak bardzo przypomina mi mnie. Wilson rozejrzał się po pokoju i zajął łóżko znajdujące się dalej od łazienki.

House, jeżeli dostrzegł ten gest, nie skomentował go i upuścił swoją walizkę na podłogę.
- Nie dałeś napiwku gońcowi hotelowemu?

- Czemu pytasz?

- Nie wniósł mojej walizki.

- Może to dlatego, bo powiedziałeś mu, że wygląda jak jeden z elfów Świętego Mikołaja. I z tego, co słyszałem, masz własne pieniądze.

- Pewnie, tylko zapomniałem ich zabrać.

- Jasne. - Wilson podejrzewał, że tak będzie i zabrał ze sobą dwa razy tyle gotówki, ile przewidywał na własne wydatki plus jeszcze raz tyle.

House stał pośrodku pokoju, rozglądając się dookoła z grymasem na twarzy.

Wilson znał odpowiedź, ale i tak zapytał: - No co?

House spojrzał na niego ze zgrozą. - Nie ma barku?

- Nie ma. Zalecenie Cuddy.

- Nie dosyć, że wysyła mnie na konferencję - na konferencję z tobą - i zmusza mnie do dzielenia się pokojem, to na dodatek odmawia mi alkoholu??

- Cuddy nie chce, żeby dzwonił do niej dyrektor hotelu, Nowojorski Departament Policji, Nowojorski Wydział Straży Pożarnej ani Gubernator. A zatem, owszem, nie ma barku.

House przywołał na twarz szczerą minę wyrażającą przygnębienie. - Ależ z niej złośliwa wiedźma. Nie mogę uwierzyć, że wczoraj pozwoliłem jej się ze mną przespać.

- Z pewnością tak było - odparł Wilson z pełną wiarą i bez śladu powątpiewania.


Wilson wydobył z walizki swoje starannie poskładane koszule i zawiesił je w jedynej szafie w pokoju. - Nie masz zamiaru się rozpakować?

- Nie, ty to zrobisz. Ja idę na dół do hotelowego baru, popracować nad moją przemową.

- Wygłaszasz mowę?

- Cuddy najwyraźniej tak uważa. Ja z jakiegoś powodu sądzę, że jest w błędzie.

- Więc idziesz się upić przed wieczornym otwarciem?

- Myślałeś, że pójdę tam na trzeźwo?

- Przyszło mi to do głowy, na ułamek sekundy. Cuddy będzie wściekła.

- Tym lepiej, żebym zaczął pić już teraz.

Wilson pozostawił resztę swoich rzeczy w walizce i chwycił za portfel. - Zaczekaj na mnie.


Wilson sączył swój owocowy koktajl i patrzył z niesmakiem, jak House wlewa w siebie kolejne szklaneczki whisky.
- House, masz cztery dni, żeby zalać się w trupa. Nie musisz dokonać tego w ciągu pierwszego wieczoru.

House dał znak barmanowi, żeby napełnił jego szklaneczkę i wzniósł ją ku Wilsonowi. - Jeszcze nie zacząłem pić.

- Założę się, że mógłbym przywrócić do stanu używalności ćwiartkę twojej wątroby.

House się uśmiechnął: - I nie tylko wątroby.

- Czarujące. - Ale Wilson zaczynał właśnie odczuwać niedający się pomylić z niczym innym wpływ alkoholowej mgiełki na jego procesy umysłowe i uśmiechnął się głupkowato.

House spojrzał zmrużonymi oczyma na swojego przyjaciela-onkologa o głębokich, ciemnych oczach i brązowych puszystych włosach, które nie przerzedziłyby się, nawet gdyby dożył tysiąca lat.
- Czemu przyjechałeś ze mną na tę konferencję?

Wilson odrobinę zmarszczył brwi. - Bo Cuddy mnie o to poprosiła.

- Jasne. Bo niańczenie pijanego House'a to twoje ulubione hobby.

- House, pijany czy trzeźwy, jest moim najlepszym przyjacielem i nie ma pojęcia, kiedy przestać zalewać swoją biedną wątrobę albo wkurzać kierownictwo hotelu. - Wilson poprosił gestem o nowego drinka dla siebie. - Zatem jestem tu, żeby dopilnować, żeby to się nie stało.

House obserwował go uważnie. - Kochasz mnie, tylko dlatego tu jesteś. Nienawidzisz płacić za mnie rachunków. - Przerwał swój monolog, by podnieść szklaneczkę do ust i przełknąć alkohol. - Nienawidzisz wyjaśniać moich nieporozumień z ludźmi oraz sprzątać łazienki po tym, jak skończę zabawiać się pod prysznicem.

- Faktycznie, nienawidzę tego wszystkiego. Co do kochania ciebie - tylko żartowałem.

Wilson patrzył, jak House kończy swojego drinka i bierze do ręki laskę. - Dokąd idziesz?

House spojrzał na niego trzeźwo. - Konferencja się zaczęła.

- Chcesz przemawiać po pijanemu?

- Nie ma żadnej przemowy. Ale jeśli chcemy zjeść na kolację darmowe pieczone żeberka, lepiej zajmijmy sobie stolik.

Wilson spuścił wzrok na swoją pozbawioną krawata koszulę z plamą po soku z cytryny. - Muszę się przebrać.

- Okay. Spotkamy się na miejscu.

- Gdzie będziesz siedział?

- Gdzieś w pobliżu stołu z deserami - odpowiedział House, nie odwracając się za siebie.


<center>#####</center>

Wilson się nie pokazał i House przesiedział dwa nudne wystąpienia, zanim zdecydował się porzucić wszelką nadzieję na kolację i pójść się za nim rozejrzeć.
- Z pewnością spotkał piersiastą brunetkę - mamrotał pod nosem, lustrując wzrokiem hotelowy bar. - W tej chwili prawdopodobnie się żeni.

Ale po Wilsonie nie było ani śladu. House wsunął kartę magnetyczną w drzwi swojego pokoju. Wilson nie leżał nieprzytomny na łóżku, ani nie zasnął w wannie.
- Hm.

Rozległ się dźwięk dzwonka hotelowego telefonu. House pochwycił słuchawkę z widełek: - Wilson, jeżeli poszedłeś kupować obrączki...

- Rozmawiam z doktorem House'em?

House milczał przez moment. - To zależy. Masz jakieś pretensje i pistolet przy sobie?

- Słucham? Mówi sierżant DeMarcus. Jestem w hotelowej kuchni razem z Jamesem Wilsonem - on twierdzi, że pana zna.

- Czyżby ten podrywacz przystawiał się do pańskiej siostry? Proszę się nie martwić, później własnoręcznie go ukarzę.

- Niech pan sobie daruje tę przemądrzałą gadkę i zejdzie tutaj, doktorze House. Zdarzył się wypadek.

House'owi serce podeszło do gardła. Z trzaskiem rzucił słuchawkę telefonu i pokuśtykał do windy tak szybko, jak szybko mógł poruszać się kulawy facet po wypiciu połowy butelki Jacka Danielsa.

Wypadek. House czekał na przybycie frustrująco powolnej windy, która miała go zawieźć jedenaście pięter w dół. "Wypadek" było kulturalnym określeniem dyrekcji hotelu oznaczającym coś złego.

Wilson rozbił kolejne lustro. House wyobraził sobie czerwonego z wściekłości maître- de'* ubranego w smoking i stojącego obok Wilsona, który wypisywał właśnie czek na pokaźną sumę, żeby pokryć szkody spowodowane jego żałosnym brakiem samokontroli. Idiota.

Winda otworzyła się z dźwięcznym dzwonkiem i House wszedł do środka, wciskając L oznaczające lobby. Nadzieja weszła, stanęła w kącie i zabrała się na przejażdżkę razem z nim.

Wilson siedział pośrodku kuchni, a kilka osób pilnowało go stojąc w pobliżu, niektórzy poczerwieniali na twarzach, niektórzy bladzi jak porcelana.

Ludźmi, którzy wydawali się być naprawdę nie na miejscu, byli dwaj ratownicy medyczni, policjant, który robił notatki (prawdopodobnie ten sam, który po niego zadzwonił) i mężczyzna leżący na noszach z maską tlenową przykrywającą pokaźny nos. Miał on na sobie czarny smoking i najwyraźniej był jednym z organizatorów konferencji, odbywającej się w hotelu.

Nikt nie zwrócił uwagi na to, że House podszedł do wyglądającego o wiele trzeźwiej Wilsona i usiadł obok niego.
- No i? Dobrze się bawisz na konferencji póki co?

Wilson wyglądał bladziej niż większość obecnych i dyskretnie spojrzał na House'a kątem oka. Wyglądał żałośnie.
- Uratowałem mu życie.

House zerknął na mężczyznę na noszach i skinął głową. - Zgadzam się, to może wytrącić człowieka z równowagi. Ale...

Wilson westchnął, równocześnie pocierając dłonią twarz - był to podświadomy gest, po którym House na przestrzeni lat nauczył się rozpoznawać, że Wilson był w emocjonalnej rozsypce.

- ...on się dusił. Zawołano lekarza, ja się zgłosiłem...

- Oczywiście, ponieważ byłeś jedynym lekarzem do wyboru w hotelowej sali balowej, którą wypełniało dwa tysiące innych lekarzy. To ma sens.

Wilson zignorował wtrącenie się House'a. - Zastosowałem [link widoczny dla zalogowanych], usunąłem przyczynę zadławienia i nic mu nie było.

- I dlatego zabiera go karetka?

- House, jego stan się pogorszył - wyjaśnił zmęczonym głosem Wilson. - Musiałem coś rozerwać albo doprowadzić do pęknięcia czegoś w jego wnętrznościach. Niespodziewanie nie mógł złapać oddechu, a ja nie mogłem nic na to poradzić.

House westchnął, podniósł się z miejsca, złapał Wilsona za ramię i zaciągnął go na stojącą bardziej na uboczu ławeczkę na zewnątrz kuchni, w pobliżu lobby.
- Bez obaw - zwrócił się do pilnującego policjanta. - Nie będziemy planować ucieczki. - House podniósł do góry swoją laskę. - Widzisz?

House popchnął Wilsona na wygodne, obite aksamitem podwójne siedzisko i jeszcze raz usadowił się obok niego.
- Zatem on może umrzeć. Co z tego? Chcesz adoptować jego dzieci? Pójść do łóżka z jego żoną w ramach przeprosin? Uratowałeś mu życie. Koniec historii. Całą resztę... - House wzruszył ramionami - mogło spowodować cokolwiek.

- Być może właśnie zabiłem człowieka, a ty sobie żartujesz.

- Och, przestań łamać mi serce. Twoje żydowskie sumienie przyznaje się do przypadkowego zabójstwa jeszcze zanim pojawi się trup. Zanim czegokolwiek się dowiesz. - House wskazał laską w kierunku kuchni i mężczyzny leżącego na noszach. - Wiesz, kto to jest?

Kiedy Wilson pokręcił głową, House wyjaśnił: - To doktor Maurice Terrance Morgan.

- Co takiego?

House wykrzywił usta. - Tak, wiem, okropne imię, co?

- House. To zła wiadomość. Jest nawet gorzej, niż przypuszczałem. Morgan jest czołowym onkologiem w kraju. Opublikował więcej artykułów, niż ja miałem pacjentów. Jeśli on umrze...

- ...Jeśli on umrze, przesuniesz się z pozycji pięćset osiemdziesiątego siódmego onkologa w kraju na pozycję pięćset osiemdziesiątego szóstą. Spokojnie, Wilson, to dobra wiadomość, a nie zła.

- Jak bardzo jesteś pijany? Jakim cudem to, że zabiłem człowieka, który mógłby zmiażdżyć moją karierę jak łagodnego polipa, może być dobrą wiadomością?

- Ponieważ Morgan od dziesięciu lat stał jedną nogą w grobie. Na długo przed tym, zanim zacząłeś bawić się w nieudolnego lekarza - czemu w ogóle zawsze musisz to robić? Dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, gdziekolwiek jesteś, zachowujesz się jak lekarz. Nie masz żadnego innego hobby poza byciem naprawdę, naprawdę miłym facetem?

- Ja jestem lekarzem.

- Ale nie wybitnym. Powinieneś częściej zachowywać swój zawód dla siebie. Wspaniały i Straszliwy Onkolog Morgan ma kiepskie serce, jeżeli waży sto kilo, to ma ponad dwadzieścia kilogramów nadwagi i - co najlepsze - pali tyle, co parowóz.

- Tak, to wspaniała nowina. Do czego zmierzasz?

- Zmierzam do tego, że on niedługo umrze, więc nie dręcz się niczym, co jedynie mogłeś, ale czego prawdopodobnie nie przyspieszyłeś odrobinę. Poza tym, prawdopodobnie nie zrobiłeś nic złego.

- Potrafisz działać inspirująco.

- Staram się.

Wilson nadal sprawiał żałosne wrażenie. - Gliniarz uważa, że mogę potrzebować prawnika, specjalizującego się w prawie karnym.

- Gliniarz prawdopodobnie ma rację.

- Myślałem, że twoim zdaniem nie zrobiłem nic złego.

- Moim zdaniem nie, ale Morgan może uważać inaczej. - House oparł się o ścianę i postukał laską w gruby dywan. - No więc, znasz jakiegoś naprawdę dobrego prawnika od spraw karnych?

- Nie, ale mam przeczucie, że niedługo poznam.

House poklepał Wilsona po kościstym kolanie i wstał. - Zaczekaj tutaj.

- Dokąd idziesz?

- Znaleźć ci naprawdę dobrego obłudnika.

- Prawnika.**

- Na to samo wychodzi.


<center>#####</center>


- Żartujesz sobie ze mnie.

House zamrugał, słysząc jej niedowierzający ton w słuchawce przy uchu. - Nie. Gdybym powiedział, że Wilson uratował cały hotel przed tajemniczą zarazą, wtedy bym żartował. W to, że Wilson niemalże kogoś zabił, można uwierzyć. Ma w tym niezłą wprawę.

House zniżył głos i Cuddy wyłapała nutę niepokoju, nawet pomimo dystansu, jaki dzielił go od Princeton.
- Wilson może potrzebować dobrego prawnika. Znasz jakiegoś?

- Pewnie. Mam ciebie na liście płac, prawda? - Cuddy westchnęła i zadała niedorzeczne pytanie: - Tak właściwie, to o popełnienie jakiej koszmarnej zbrodni jest podejrzewany nasz wzorowy chłopak Wilson?

- Uratował człowiekowi życie. - House zerknął przez ramię na przygarbionego, załamującego ręce, kochanego kretyna, który był jego przyjacielem.

Przeklęte szczęście.



Cytat:
* maître d’ - skrót od maître d’hôtel - wyrażenie pochodące z francuskiego; oznacza osobę zajmującą się gośćmi hotelu/restauracji

** gra słów oparta na podobnej wymowie angielskiego liar (kłamca, obłudnik) i lawyer (prawnik, adwokat). Gdyby ktoś miał lepszy pomysł na przetłumaczenie tego na polski, to jestem otwarta na propozycje


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Richie117 dnia Nie 2:16, 31 Lip 2011, w całości zmieniany 15 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
martuusia
Dermatolog
Dermatolog


Dołączył: 14 Mar 2008
Posty: 1581
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 15:40, 09 Cze 2010    Temat postu:

Ooo! Co widzą zmęczone oczy me? Kolejny fik - jak miło.
Dobra, komentuję.

Odmiana - zawsze to House lądował w areszcie/ więzieniu/ szpitalu/ rynsztoku/ ciemnej uliczce. Ta sytuacja jest dosyć niespodziewane. Świetny pomysł - tchnie to w postać Wilsona trochę nowości.
House się martwi - słodkie - chociaż nadal próbuje grać zimnego sukinsyna z niezłym poczuciem humoru.
Ah i oczywiście czekam na odwiedziny małżeńskie xD już House postara się o jakąś pustą celę, w której mógłby wyrazić swoją tęsknotę. Hahha!

Dzięki, Richie. Utrzymujesz mnie w nadziei xD Z niecierpliwością czekam na rozwój akcji. Weny!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eais
Pacjent
Pacjent


Dołączył: 08 Maj 2010
Posty: 60
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 17:58, 09 Cze 2010    Temat postu:

Oho, zapowiada się interesująco Takie łamanie stereotypów - dobry wujcio Greg pomaga małemu Wilsonkowi, który wpakował się w tarapaty


Richie117 napisał:
Cuddy ciągle starała się nim zaopiekować. Ona tak bardzo przypomina mi mnie.

Cuddy nigdy nie będzie przypominała Wilsona. Ble, buu, fuuj!

Richie117 napisał:
Kochasz mnie, tylko dlatego tu jesteś.

...

Richie177 napisał:
Niespodziewanie nie mógł złapać oddechu, a ja nie mogłem nic na to poradzić.

Wilson i ten jego Kompleks Mesjasza... Myśli, że może uratować cały świat, a gdy tylko stanie się coś złego załamuje się i ma wyrzuty sumienia. Mam nadzieję, że House go dobrze pocieszy...

Ciesze się, że mój pierwsze fanfick przeczytany na tym forum tak dobrze się zaczyna (no i pewnie kończy )

Weny i cierpliwości na dalsze tłumaczenie!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
milea
Ginekolog
Ginekolog


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2104
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 11 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: The Mighty Boosh
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 18:20, 09 Cze 2010    Temat postu:

Z tym liar i lawyer już były problemy w filmie Kłamca Kłamca.

- Kim jest twój ojciec?
- Kłamcą. (liar)
- Nie, twój tata jest adwokatem! (lawyer)


Richie napisał:
- Znaleźć ci naprawdę dobrego obłudnika.

- Prawnika.


Bardzo mi się podoba, że znalazłaś tak dobrze dopasowane wyrazy

Ja mam takie problemy przy obecnym tłumaczeniu hamerona. Potrafię podać 5 synonimów danego wyrazu po angielsku, ale po polsku nic mi do głowy nie przychodzi

Pomysł świetny, uwielbiam gdy akcja toczy się w sądzie

*przypomina sobie A Few Good Man i Toma C. * (ale u mnie to chyba zboczenie zawodowe, studia prawnicze nie pozwalają na inne zainteresowania )

Mam tylko nadzieję, że nie wylądują obydwoje w więzieniu (chyba, że będą sceny pod prysznicem )

Będę cierpliwa i nie przeczytam oryginału

Wena i czasu!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Richie117
Onkolog
Onkolog


Dołączył: 24 Sty 2008
Posty: 5994
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 39 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: w niektórych tyle hipokryzji?
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 5:38, 11 Cze 2010    Temat postu:

Ależ z Was pesymistki (optymistki?) Od razu przewidujecie najgorsze... i odwiedziny małżeńskie


martuusia napisał:
Świetny pomysł - tchnie to w postać Wilsona trochę nowości.

ale tylko "trochę" Bo w końcu z Wilsona zawsze jest taka ciamajda, co się pakuje w kłopociki Tym razem przynajmniej coś się poważnie pokićkało

martuusia napisał:
chociaż nadal próbuje grać zimnego sukinsyna z niezłym poczuciem humoru.

oooch, House się dopiero rozgrzewa Jeszcze więcej grania (?) przed nami

martuusia napisał:
Utrzymujesz mnie w nadziei xD

a Ty mnie



***

Eais napisał:
Ciesze się, że mój pierwsze fanfick przeczytany na tym forum tak dobrze się zaczyna (no i pewnie kończy )

A ja się cieszę i do tego jest mi strasznie miło, że zaczęłaś od tego fika
No i serdecznie witam kolejną Hilsonkę w naszym (szacownym i perwersyjnym) gronie

Eais napisał:
Cuddy nigdy nie będzie przypominała Wilsona. Ble, buu, fuuj!

zgadzam się w pełni! Cuddy nawet nigdy nie będzie się mogła równać z Wilsonem, o.
Autorka fika jest (nie)stety wyjątkowo poprawna politycznie, więc czasem napisze coś takiego... Ale z powodu jej ogólnego geniuszu można jej wybaczyć

Eais napisał:
Mam nadzieję, że House go dobrze pocieszy...

oooch, z pewnością



***

milea napisał:
Z tym liar i lawyer już były problemy w filmie Kłamca Kłamca.

też mi się ten film skojarzył Ale że jakimś cudem nigdy nie udało mi się go obejrzeć w całości, to nie wiedziałam, czy ichni tłumacz jakoś wybrnął z tej gry słów (jak widać słabo mu poszło )

milea napisał:
Ja mam takie problemy przy obecnym tłumaczeniu hamerona. Potrafię podać 5 synonimów danego wyrazu po angielsku, ale po polsku nic mi do głowy nie przychodzi

skąd ja to znam
na szczęście są słowniki synonimów np [link widoczny dla zalogowanych] (chociaż wolę w formie książkowej, bo można go poczytać na wyrywki i czasem jakaś inspiracja się trafi)
A poza tym jeszcze jest [link widoczny dla zalogowanych] - mój ulubiony słownik ang-pl, czasem korzystam z niego tylko po to, żeby właśnie znaleźć odpowiedni synonim do tego, co mi chodzi po głowie

milea napisał:
*przypomina sobie A Few Good Man i Toma C. *

a buuu, nie znam

milea napisał:
(ale u mnie to chyba zboczenie zawodowe, studia prawnicze nie pozwalają na inne zainteresowania )

to się ciesz bo ja od kiedy zaczęłam studiować psychologię mam ogromną awersję do wszystkiego, co psychologiczne (w tym do Mayfield and all that shit)
Może to dlatego, że prawo jest bardziej rzeczowe i nie pozostawia zbyt wiele miejsca na interpretacje, a w psychologii nigdy nic nie wiadomo i zbyt dużo wątpliwości się nasuwa przy czytaniu

milea napisał:
Mam tylko nadzieję, że nie wylądują obydwoje w więzieniu

OBAJ/OBYDWAJ!!!
i nie (czyżbym za dużo zdradzała z fabuły? )



***

Argh! Miałam potłumaczyć kolejny kawałek, ale przez ten okropny upał aż mi się palce lepią do klawiatury i mój musk się gotuje... więc jeszcze trochę mi zejdzie


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Richie117 dnia Pią 5:41, 11 Cze 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
milea
Ginekolog
Ginekolog


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2104
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 11 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: The Mighty Boosh
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 7:55, 11 Cze 2010    Temat postu:

Richie napisał:

A poza tym jeszcze jest [link widoczny dla zalogowanych] - mój ulubiony słownik ang-pl, czasem korzystam z niego tylko po to, żeby właśnie znaleźć odpowiedni synonim do tego, co mi chodzi po głowie


Jak biorę się za tłumaczenie, to w pasku mam zawsze linga, fika w Wordzie i Winampa Chociaż ostatnio kilka razy zdarzyło się, że ling nie znał wyrazów, które mu wpisałam

(zamiast pisać pussy, autorka hamerona ciągle używa różnych dziwnych określeń )

Richie napisał:

milea napisał:
*przypomina sobie A Few Good Man i Toma C. *

a buuu, nie znam


Aaaaa jak można nie znać Ludzi Honoru! O.O

*wpycha DVD z filmem w kabel i przesyła Richie*

Richie napisał:

Może to dlatego, że prawo jest bardziej rzeczowe i nie pozostawia zbyt wiele miejsca na interpretacje, a w psychologii nigdy nic nie wiadomo i zbyt dużo wątpliwości się nasuwa przy czytaniu


Ojj zdziwiłabyś się Jeśli na egzaminie masz przepis, który składa się tylko z jednego zdania, wtedy się zaczyna interpretacja (i lanie wody przez 3 strony )

Richie napisał:

milea napisał:
Mam tylko nadzieję, że nie wylądują obydwoje w więzieniu

OBAJ/OBYDWAJ!!!


Oba, obydwoje, obaj, obydwaj, whatever Upał mi już szkodzi



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Lady Makbeth
Jazda Próbna
Jazda Próbna


Dołączył: 29 Paź 2008
Posty: 2464
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Płaszczyk Bena ;)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 18:36, 11 Cze 2010    Temat postu:

Cóż, okazało się, że jednak nie mogłam się powstrzymać i skomentuję
Jeszcze wczoraj miałam w głowię cały wykład na temat fików GeeLady, ale dzisiaj i tak większość wyleciała mi z głowy, więc, jak zwykle, skończy się na niezwięzłej paplaninie

Mam naprawdę dwuznaczny stosunek do fików tej autorki. Jednocześnie kocham ją i się jej boję . Z jednej strony pisze genialne historie z naprawdę dobrą fabułą (nawet "Gone with the world", mimo, iż jakby na to nie spojrzeć, jest to zwykły pornos), jednak potrafi dogłębnie sknocić relacje między postaciami, które, wynikając z fabuły, powinny być dobrze rozpisane.
Praktycznie w każdym jej hilsonowym fiku powtarza się ten sam schemat; House i Wilson nagle zostają parą/kochankami i równie nagle Wilson ma sernik zamiast mózgu, a House przypomina mimozę (wybaczysz mi to, prawda? Prawda? ) I ostatecznie pomimo fajnej fabuły wszystko sprowadza się do tego jaki to House jest piękny i cudowny i jaki dobry w łóżku (a przecież głównie to on tam leży i NIC nie robi). Zresztą Wilson jest tu najdziwniejszy bo w obecności House'a Wilsonowi zwyczajnie odbija. I to bynajmniej nie jest romantyczne. Czytałam ten fik w oryginale i w miarę upływu fabuły (i rozwojem relacji pomiędzy Housem a Wilsonem) Wilson staje się coraz bardziej irytujący. Natomiast House z całej dwójki zdaje się zachowywać bardziej dojrzale (to plus ). A końcówka jest zwyczajnie...
BTW, dla mnie mistrzostwem w "randomly writing about random feelings" pozostanie "All I need to know". Niby zwykła obyczajówka, ale, matko, jak pięknie się czyta o prostym związku

Mimo wszystko to opowiadanie czytało mi się świetnie. Doskonale wiem, że to, co mnie się akurat nie podoba, uwielbiają inni, i jakkolwiek by mnie takiego typu relacje pomiędzy bohaterami nie kręciły, to jednak dobry kunszt pisarski poznam wszędzie
I wiesz co, Richie, czytając to po raz myślałam sobie: "Ciekawe kiedy Richie się za to weźmie." Cieszę się, że w końcu to zrobiłaś, bo dzięki temu ja nie będę się musiała za to brać, a chciałam! Wiń moje permanentne lenistwo, że nawet nie zaczęłam Miast tego wznowiłam tłumaczenie "Changes", może niedługo skończę 6 rozdział

PS, czytałam sequel OSCA i dotąd mam tylko jedno zastrzeżenie;
'Scruff-muffin'? Seriously???? Muszę się napić


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Richie117
Onkolog
Onkolog


Dołączył: 24 Sty 2008
Posty: 5994
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 39 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: w niektórych tyle hipokryzji?
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 1:12, 12 Cze 2010    Temat postu:

milea napisał:
Jak biorę się za tłumaczenie, to w pasku mam zawsze linga, fika w Wordzie i Winampa Chociaż ostatnio kilka razy zdarzyło się, że ling nie znał wyrazów, które mu wpisałam

ja mam jeszcze obowiązkowo otwarty translator (taki z Rzeczypospolitej, jakby co, to można go ściągnąć z mojego chomika), bo chociaż uboższy, to działa szybciej niż słowniki na stronkach
a co do stronek - czasem to, czego nie ma w lingu, można znaleźć na [link widoczny dla zalogowanych] a amerykańskie neologizmy, skróty itp na [link widoczny dla zalogowanych] No i jeszcze gógle-Grafika - najlepszy słownik obrazkowy

milea napisał:
Aaaaa jak można nie znać Ludzi Honoru! O.O
*wpycha DVD z filmem w kabel i przesyła Richie*

*Richie niecierpliwie czeka na dojście przesyłki*
Ano, kurcze, nie znam Jakoś sądowo-wojskowe filmy (dobrze kojarzę?) nigdy nie cieszyły się w moim domu wielką popularnością, a od 3 lat to już w ogóle nie oglądam wieczorami tv, bo wtedy właśnie idę z piesem

milea napisał:
Ojj zdziwiłabyś się Jeśli na egzaminie masz przepis, który składa się tylko z jednego zdania, wtedy się zaczyna interpretacja (i lanie wody przez 3 strony )

nieznoszę lania wody
hmm... czyli prawo jest tak samo powalone jak psychologia, tylko na odwrót Bo my zamiast interpretować teorie, musimy zinterpretować jakieś zachowanie, dopasowując je do teorii - a jak to w psychologii bywa każda teoria ma coś do powiedzenia na temat danego zachowania Zresztą - wystarczy spojrzeć na parapsychologiczne fiki: w każdym inne i równie prawdopodobne wytłumaczenie zachowania House'a

***

Laaady, miło Cię widzieć Będę miała się z kim posprzeczać przez moment

Lady napisał:
Mam naprawdę dwuznaczny stosunek do fików tej autorki. Jednocześnie kocham ją i się jej boję

to tak jak ja dlatego wbrew pozorom przeczytałam tylko kilka jej fików i to najczęściej z duszą na ramieniu, a kończyłam ze łzami w oczach

Lady napisał:
(nawet "Gone with the world", mimo, iż jakby na to nie spojrzeć, jest to zwykły pornos)

uh oh... to Ty chyba zwykłych pornosów nie czytałaś
zresztą... przynajmniej w pierwszych dwóch częściach to takiej szczegółowej ery za wiele nie było - jedynie no-co-tu-dużo-mówić orgie w celach prokreacyjnych A poza tym, czego wymagać od świata, w którym żyją sami faceci? Im gra wstępna i głębokie uczucia nie są potrzebne (a Wilson był wyjątkiem od reguły *hugsa Wilsona* )

Lady napisał:
jednak potrafi dogłębnie sknocić relacje między postaciami, które, wynikając z fabuły, powinny być dobrze rozpisane.
Praktycznie w każdym jej hilsonowym fiku powtarza się ten sam schemat; House i Wilson nagle zostają parą/kochankami i równie nagle Wilson ma sernik zamiast mózgu, a House przypomina mimozę

zaczynając od końca - sposób przedstawiania House'a przez GeeLady bardzo mi odpowiada GL robi to, na co ja nie mam odwagi - bez wahania odziera House'a z jego twardej skorupy i odsłania mięciutkie wnętrze, przeznaczone wyłącznie dla czekoladowych oczu Wilsona
sernikowy mózg Wilsona też jest bardzo in character - jak pokazali w serialu - to już z dwojga złego wolę, że głupieje przy House'ie, a nie przy jakiejś flądrze typu Sam
powtarzalność schematów jest nieunikniona - wszystko już było, więc albo powtarza się własne schematy, albo cudze A to, że "nagle zostają parą"... Po tylu latach przyjaźni i skrywanej miłości takie rzeczy tylko wydają się nagłe Zresztą, gdyby chłopaki zawsze mieli taki problem z przyznaniem, że się kochają, jak w OSCA, to fiki GeeLady nie miałyby końca

Lady napisał:
I ostatecznie pomimo fajnej fabuły wszystko sprowadza się do tego jaki to House jest piękny i cudowny i jaki dobry w łóżku (a przecież głównie to on tam leży i NIC nie robi).

I to mówi fanka House'a???
No i jak to House NIC nie robi? Przecież ma ręce i usta i widocznie robi nimi wystarczająco wiele, żeby Wilson poczuł się zaspokojony

Lady napisał:
Wilson staje się coraz bardziej irytujący.

hmm... czytałam to dwa razy i jakoś nie wiem, co mogłoby irytować w zachowaniu Wilsona (no może poza tym, że nie wierzył House'owi, ale przecież miał racię )

Lady napisał:
BTW, dla mnie mistrzostwem w "randomly writing about random feelings" pozostanie "All I need to know". Niby zwykła obyczajówka, ale, matko, jak pięknie się czyta o prostym związku

czy ja to znam??? bo coś mi się kojarzy, ale jakoś nic konkretnego

Lady napisał:
I wiesz co, Richie, czytając to po raz myślałam sobie: "Ciekawe kiedy Richie się za to weźmie."

A ja wciąż myślę, czy dobrze robię, że się do tego dotknęłam - mam tam tyle kawałków, z którymi będę miała problem przy tłumaczeniu... Polski jest jednak durny i tyyyle klimatu się traci z oryginału, a wolę tego nie robić takim wybitnym fikom, jak fiki GeeLady

Lady napisał:
Miast tego wznowiłam tłumaczenie "Changes", może niedługo skończę 6 rozdział

już siem nie mogę doczekać

Lady napisał:
'Scruff-muffin'? Seriously????

- tyle ode mnie


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Lady Makbeth
Jazda Próbna
Jazda Próbna


Dołączył: 29 Paź 2008
Posty: 2464
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Płaszczyk Bena ;)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 21:05, 12 Cze 2010    Temat postu:

Richie napisał:
dlatego wbrew pozorom przeczytałam tylko kilka jej fików i to najczęściej z duszą na ramieniu, a kończyłam ze łzami w oczach

To podobnie jak ja, ale te łzy to zapewne nie z tych samych powodów co u mnie

Richie napisał:
uh oh... to Ty chyba zwykłych pornosów nie czytałaś

Nie znasz mnie Zresztą takie "prawdziwe" pornosy potrafi pisać tylko julafontane, znam z autopsji

Richie napisał:
przynajmniej w pierwszych dwóch częściach to takiej szczegółowej ery za wiele nie było - jedynie no-co-tu-dużo-mówić orgie w celach prokreacyjnych

Taaa, cały ten fik był jedną wielką erą w celach prokreacyjnych. To tak jakby fan Fallouta zrealizował fantazję erotyczną dotyczącą mprega Podejrzewam, że po to było całe to wymyślanie odjazdowej fabuły aby mieć jakąś wymówkę dla mpregowego porno

Richie napisał:
GL robi to, na co ja nie mam odwagi - bez wahania odziera House'a z jego twardej skorupy i odsłania mięciutkie wnętrze, przeznaczone wyłącznie dla czekoladowych oczu Wilsona

Mięciutkie? Trocinami wypełnione raczej. House jak już się "odsłania" to tylko podczas seksu, kiedy to jedynymi jego oznakami jako takiej aktywności i zaangażowania są przeciągłe jęki I, wybaczcie wszyscy, dlaczego Wilson miałby mieć czekoladowe oczy? Jak już to "barwy czekolady". Zresztą pomyślcie jakie wariacje można zrobić na temat zwykłego brązu nie zagłębiając się w kulinaria Wymądrzam się, wiem. Błagam o wybaczenie

Richie napisał:
A to, że "nagle zostają parą"... Po tylu latach przyjaźni i skrywanej miłości takie rzeczy tylko wydają się nagłe

Owszem, ale to nie musi owocować w zaniki mózgu u Wilsona

Richie napisał:
Zresztą, gdyby chłopaki zawsze mieli taki problem z przyznaniem, że się kochają, jak w OSCA, to fiki GeeLady nie miałyby końca

To raczej House miał z tym problemy. Do samego końca miał z tym problem i przysięgłabym, że ostatecznie został z Wilsonem, bo ten drugi jest dobry w łóżku i nie musi się przy nim zbytnio wymęczać Przecież on nawet Wilsonowi nie powiedział, że go kocha. I aż się zdziwiłam, czytając ten sequel

Richie napisał:
I to mówi fanka House'a???

Przede wszystkim fanka Pratchetta 'Beauty is overrated' i ogólnie 'nothing's perfect'

Richie napisał:
No i jak to House NIC nie robi? Przecież ma ręce i usta i widocznie robi nimi wystarczająco wiele, żeby Wilson poczuł się zaspokojony

Albo Wislonowi do pełnej satysfakcji wystarcza tylko jak tylko ktoś leży i jęczy

Richie napisał:
hmm... czytałam to dwa razy i jakoś nie wiem, co mogłoby irytować w zachowaniu Wilsona (no może poza tym, że nie wierzył House'owi, ale przecież miał racię )

Zobaczysz o co mi chodzi jak już dojdziesz do tej ery

A to opowiadanie jest autorstwa Julii i tłumaczyła je elfchick, tylko, że zostało opuszczone i nikt się nim więcej nie zajął.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Richie117
Onkolog
Onkolog


Dołączył: 24 Sty 2008
Posty: 5994
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 39 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: w niektórych tyle hipokryzji?
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 8:16, 13 Cze 2010    Temat postu:

Lady napisał:
To podobnie jak ja, ale te łzy to zapewne nie z tych samych powodów co u mnie


to nie AIDS, tylko ZNIECZULICA powinna być nazywana dżumą XX wieku

Lady napisał:
Zresztą takie "prawdziwe" pornosy potrafi pisać tylko julafontane, znam z autopsji

jestem pewna, że nie tylko ona(?) - to, co ja czytałam, to wprawdzie nie były fiki, ale jednak nadawałyby się na scenariusze vidków na redtube

Lady napisał:
Taaa, cały ten fik był jedną wielką erą w celach prokreacyjnych.

no na pewno - zwłaszcza te przeważające kawałki, kiedy House przebywał z dala od swojej gromady

Lady napisał:
Podejrzewam, że po to było całe to wymyślanie odjazdowej fabuły aby mieć jakąś wymówkę dla mpregowego porno

a wcale, że nie Tak to jest, jak się autorskich notek nie czyta, że się wyciąga błędne wnioski

Lady napisał:
Mięciutkie? Trocinami wypełnione raczej. House jak już się "odsłania" to tylko podczas seksu, kiedy to jedynymi jego oznakami jako takiej aktywności i zaangażowania są przeciągłe jęki

trociny to owszem - w Huddy
Gaaad, przerażasz mnie dosłownie Wygląda na to, że muszę skończyć z fikami +18 i przerzucić się na takie, gdzie ery nie ma w ogóle, za to jest całe mnóstwo "odsłaniającego się" House'a No i JAK House może ograniczać się wyłącznie do przeciągłego jęczenia, skoro tak często jest on top?

Lady napisał:
dlaczego Wilson miałby mieć czekoladowe oczy? Jak już to "barwy czekolady". Zresztą pomyślcie jakie wariacje można zrobić na temat zwykłego brązu nie zagłębiając się w kulinaria

bo Wilson jest słodki jak czekolada, oto dlaczego A wyrażenie "barwy czekolady" zabija połowę romantyzmu
Natomiast jedyne nie-kulinarne wariacje na temat brązu, jakie przychodzą mi do głowy, mają ścisły związek z dobieraniem okleiny na meblach i klepki parkietowej, więc... sort of... wolę ich nie używać

Lady napisał:
Owszem, ale to nie musi owocować w zaniki mózgu u Wilsona

U know... patrząc na to, co zafundowali nam scenarzyści, chyba jednak musi owocować w ten sposób - i jeśli ma to wziązek z House'em, to ja nie mam nic przeciwko

Lady napisał:
To raczej House miał z tym problemy. Do samego końca miał z tym problem i przysięgłabym, że ostatecznie został z Wilsonem, bo ten drugi jest dobry w łóżku i nie musi się przy nim zbytnio wymęczać Przecież on nawet Wilsonowi nie powiedział, że go kocha.

i kolejny punkt do nadrobienia: dobitnie uświadomić wątpiącym, że dla House'a większe znaczenie mają czyny niż słowa Po co miał mówić Wilsonowi, że go kocha? - wystarczy, że "oddał mu swój ogórek" A sequel tylko potwierdza moją teorię, o.

Lady napisał:
'Beauty is overrated' i ogólnie 'nothing's perfect'

Dlatego Hilson jest taki wspaniały - bo House nie jest 'beauty', a Wilson nie jest 'perfect'

Lady napisał:
Albo Wilsonowi do pełnej satysfakcji wystarcza tylko jak tylko ktoś leży i jęczy

przerażasz mnie ponownie Twój opis Wilsona brzmi wypisz-wymaluj jak Cuddy
no, chyba że masz na myśli dark!Wilsona, któremu rzeczywiście wystarcza takie minimum - ale wtedy House jest przywiązany do łóżka, więc nie może zrobić nic więcej

Lady napisał:
Zobaczysz o co mi chodzi jak już dojdziesz do tej ery

okej, to liczę na to, że pokażesz mi palcem, o czym mówisz Bo erę też czytałam dwa razy (albo i więcej) i Wilson zawsze był sweeet

Lady napisał:
A to opowiadanie jest autorstwa Julii i tłumaczyła je elfchick, tylko, że zostało opuszczone i nikt się nim więcej nie zajął.

damn, no racja Nawet się jeszcze nie dotknęłam do tego fika, bo czytanie w Wordzie mnie nie kręci


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Richie117
Onkolog
Onkolog


Dołączył: 24 Sty 2008
Posty: 5994
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 39 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: w niektórych tyle hipokryzji?
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 6:08, 14 Cze 2010    Temat postu:

Cytat:
Bosh... czy żeby napisać dobrego fika naprawdę trzeba się odwoływać do terminologii wulkanologicznej, golfowej i futbolu amerykańskiego? I to jeszcze na długo przed tym, zanim się dojdzie do ery?! A gdzie tam jeszcze prawniczy bełkot i wątki medyczne...
O ile wcześniej nie padnę przy tym fiku, to będę później taka mądra, że o lolz

No nic, muszę podzielić ten rozdział na dwie części, bo mój musk odmawia współpracy, a nie chcę was trzymać za długo w zawieszeniu (nie samą sesją/końcem semestru człowiek żyje, no nie? )

Aha, i KONIECZNIE looknijcie na linka z bassetem!!!

Enjoy!



Rozdział 2 (część 1.)


- Chciałbym się dowiedzieć, jak się czuje mój przyjaciel, doktor Terrance Morgan - skłamał House, nachylając się nad kontuarem recepcji Ostrego Dyżuru, za którym siedziała pulchna, zbliżająca się do emerytury pielęgniarka. To, że zajmowała się selekcją chorych, świadczyło o jej żelaznej woli oraz praktyce w zawodzie. Stres związany z pracą na takim oddziale w mniej niż dwa lata wykańczał początkujące pielęgniarki i był skrupulatnie unikany przez te wszystkie z nich, które pracowały wystarczająco długo, by nauczyć się rozsądku, ale w niektórych przypadkach silna wola była jedynym rozsądkiem.

Pielęgniarka spojrzała do swojej kartoteki. - Należy pan do rodziny?

- Jestem przyjacielem, jak już wspomniałem.

- Tylko członkowie rodziny mają prawo do odwiedzin.

House zacisnął wargi. - Morgan nie ma rodziny w Chicago. Był ze mną na konferencji medycznej. - W tym momencie House przybrał swoją najlepszą minę Ja również jestem lekarzem, a ty wystawiasz na próbę moją cierpliwość. - Nazywam się doktor House i jestem osobistym lekarzem doktora Morgana. Muszę zobaczyć jego kartę i przeprowadzić badanie. Jeśli chcesz, żebym udowodnił ci moją tożsamość, mogę pokazać ci moją licencję na wykonywanie zawodu, prawo jazdy, kartę biblioteczną, a jeżeli jesteś szczególnie tępa - mój stetoskop. Albo możesz zadzwonić do doktor Cuddy w Princeton Plainsboro i potwierdzić, że jestem tym, za kogo się
podaję.

Siostra Niemalże Na Emeryturze sięgnęła ręką pod swój pulpit i wpuściła go na oddział, kilkakrotnie uderzając z gniewem w przycisk odblokowujący drzwi.
- Łóżko numer pięć - warknęła do niego, kiedy wchodził do jej królestwa.

House starał się wtopić w otoczenie i kiedy nikt na niego nie patrzył, narzucił na siebie lekarski kitel. Odnalazłszy łóżko numer pięć, przejrzał kartę Morgana, pośpiesznie zapamiętując podane leki, nazwisko lekarza prowadzącego oraz wyniki badań Morgana. House przeniósł spojrzenie na nieprzytomnym mężczyźnie i mruknął:
- Jak udało mi się znaleźć twoje serce pod tym całym sadłem?

- Słucham?

House odwrócił się i zobaczył szczupłego, czarnoskórego, młodego i sprawiającego wrażenie wielce upierdliwego lekarza, który wpatrywał się w niego spod uniesionych brwi.

- Pana godność?

House wyciągnął dłoń na powitanie. - Doktor House. Jestem przyjacielem Morgana...

Młodszy mężczyzna drgnął nieznacznie. - Och... doktor House. Z Princeton? Słyszałem o panu. Nazywam się Hetchfield.

House prawie się uśmiechnął - super! - i dał sobie niemal zupełnie spokój z wykrętami.
- Przepraszam, nie powinienem był się tu wpraszać, ale... - zerknął za siebie na, dzięki Bogu, ciągle nieprzytomnego mężczyznę - niepokoiłem się.

- To zrozumiałe. - Lekarz z Ostrego Dyżuru ominął House'a w drodze do łóżka, żeby samemu sprawdzić stan pacjenta.
House odetchnął z ulgą. Głos młodszego doktora przestawił się z podejrzliwego: Kim ty u diabła jesteś? na bardziej odprężony: Och... należysz do klubu. Zostańmy przyjaciółmi.
- Jeszcze nie postawiliśmy diagnozy. Właśnie mamy go wysłać na tomografię. O ile możemy stwierdzić, nie doznał krwotoku wewnętrznego, ale miał zapaść, więc...

Zbyt wiele krwistych steków, popijanych podwójnym Martini.

- Słyszałem, że jakiś głupi student medycyny zrobił mu Heimlicha. Prawdopodobnie coś mu uszkodził.

- Mhm - odparł House. - Wszędzie pełno takich idiotów. - Hetchfield odwrócił się w jego stronę, więc House szybko dodał: - Albo idiotek. - Wskazał ręką na Morgana. - Myślisz, że Radiologia mogłaby przesłać do Princeton kopię kartoteki mojego przyjaciela razem z wynikami tomografii i reszty badań, które planujecie na nim przeprowadzić? Nie mogę zostać w mieście, a chciałbym trzymać rękę na pulsie. Oczywiście w ramach grzeczności.

Hetchfield zastanawiał się przez kilka sekund.

- Na adres Oddziału Diagnostyki - doprecyzował na koniec House. - Gdyby pytał, powiedz mu tylko, że Diagnostyka z Princeton interesuje się jego przypadkiem. - Poczuje się zbyt zaszczycony, żeby pytać o przyczynę.

Hetchfield skinął głową. - Jasne. Jeżeli wyrazi zgodę, sądzę, że nie będzie z tym problemu.

House słyszał to w głosie młodego mężczyzny. Pragnął on zapewnić władzę Ostremu Dyżurowi pod swoim kierownictwem, ale nie chciał zrazić do siebie najbardziej szanowanego diagnosty w kraju - dokonującego cudów Gregory'ego House'a.
- Wyślę je osobiście.

House potrząsnął jego dłonią i odszedł.
- Wazeliniarz - mruknął pod nosem, ale równocześnie się uśmiechnął.


<center>#####</center>

- Czego się dowiedziałeś? - spytał go Wilson jeszcze w drzwiach pokoju hotelowego.

House pozbył się kurtki i marynarki i rzucił je na stojący w pobliżu fotel obity czerwoną tapicerką. - Niczego.

- Niczego?

House spojrzał na swojego pobladłego na twarzy przyjaciela. - Mhm, to przeciwieństwo czegoś. - Rzucił się na łóżko, krzyżując ramiona i nogi oraz splatając dłonie nad głową. - Spokojnie. Nie miałem się czego dowiedzieć. Morgan nadal nie odzyskał przytomności.

- Nadal?

- Bądź tak dobry, poluzuj sobie pasek i wypuść trochę pary. Jesteś napompowany do tego stopnia, że twoje nadymające się jelita niedługo eksplodują.

- Jeśli on nadal nie odzyskał przytomności, to oznacza, że doznał przeze mnie jakichś obrażeń.

- Albo oznacza to, że wypił o jeden gin za dużo. Albo oznacza to, że jest prawdziwym śpiochem, albo nie oznacza to niczego. - House usiadł i rozmasował bolesny skurcz w udzie. - Prawdopodobnie Morgan zwyczajnie się obudzi i zażąda, żeby odesłać go na jego
barowy stołek.

- Jak możesz tak żartować? Mogłem spowodować u niego poważne obrażenia. Musiałem zrobić coś nie tak.

- Wow, wy Żydzi traktujecie to robienie z siebie męczenników o wiele za poważnie. Nie jestem przekonany, że cokolwiek zrobiłeś. Morgan mógł mieć zapaść, bo spartaczyłeś Heimlicha, więc zemdlał z powodu zatrzymania oddechu.

- Widziałem, jak ten kawałek jedzenia wydostał się z jego ust. Wystrzelił na jakieś dwa metry od nas.

- To mógł być jeden z tuzina kęsów, które właśnie przeżuwał. Facet wygląda tak, jakby wszystko jadł w podwójnej ilości.

Wilson przetarł twarz. - House...

- Mógłbyś usiąść?? Namówiłem jego lekarza, żeby przysłał mi kopie wszystkich badań, które zechcą przeprowadzić. Będę wiedział przed nimi, czy Morgan jest umierający, czy tylko... terminalnie gruby.

- Jak tego dokonałeś? - Wilson zapatrzył się na swojego przyjaciela, jakby właśnie zobaczył magiczną sztuczkę. - Jak namówiłeś lekarza Morgana, żeby był tak uprzejmy? Dla ciebie? Ty nie jesteś uprzejmy. Ty nigdy nie jesteś uprzejmy. Ludzie robią się nerwowi, kiedy zachowujesz się uprzejmie. Ja sam dostaję wysypki.

- Poprosiłem. Może nie jestem uprzejmy, ale mogę udawać, że jestem, kiedy tylko zechcę. Mogę udawać wszystko, z wyjątkiem orgazmu - przy tym jednym potrzebna mi mała pomoc.

Wilson opadł na sąsiednie łóżko. - Mam wrażenie, że zaraz zwymiotuję.

House pokręcił głową. Wilson był miłym facetem. Był miłym lekarzem, miłym przyjacielem oraz miłym kompanem i lubił, żeby jego życie było... miłe. Jedyny kłopot w pragnieniu, żeby wszystko układało się miło i w byciu takim miłym polegał na tym, że przez to był bardziej napięty niż struna fortepianu, więc zawsze gdy cokolwiek w jego życiu prywatnym lub zawodowym szło źle, Wilson pocił się i zadręczał, póki nie znalazł jakiegoś sposobu, by to naprawić, co zazwyczaj polegało na przepraszaniu i płaszczeniu się, a następnie na wypisaniu komuś czeku na pokaźną sumkę. A jeżeli to nie skutkowało, nie przestawał próbować załatwić tego jakimś innym nieudolnym sposobem, dopóki wszystkiego znacznie nie pogorszył. Tak więc często zadaniem House'a - jako wrednego faceta, wrednego lekarza i wrednego przyjaciela - było dopilnować, żeby Wilson nie zachowywał się aż tak miło, że skończyłoby się to jego ruiną albo bankructwem.

Ergo, mniej pieniędzy dla niego. Mniej zabawy i co najgorsze - mniej Wilsona. House westchnął. Bycie wrednym palantem wcale nie było przereklamowane.
- Daj spokój - odezwał się do Wilsona, na dodatek przybierając swój miły ton. - Kładź się spać. Pieprzyć resztę konferencji. Jutro wracamy do domu.

Podczas gdy Wilson spał, House sączył kosztowną whisky i podtrzymywał swoją beztroską fasadę.

Ale, w istocie rzeczy, Morgan nie wyglądał zbyt dobrze. Z nadwagą czy skłonnością do alkoholu, facet najwyraźniej się rozchorował i to nie z powodu kiepskiego pasztetu. House spojrzał w stronę wielkiego łóżka, na którym Wilson zapadł w drzemkę, skulony pod przykryciem i oddychający bezgłośnie, niczym człowiek, który wie, że wkrótce pójdzie na dno, więc równie dobrze może się wyspać w ramach przygotowania. To było tak odmienne od sposobu, w jaki House radził sobie z problemami. Jego najlepszą sztuczką było ignorowanie ich, póki nie rozrosły się do rozmiarów niosących zagładę wulkanicznych [link widoczny dla zalogowanych], które zmiatały jego i wszystkich, którzy go otaczali ze swojego niszczycielskiego szlaku. Z pewnością nie była to najlepsza metoda i podczas tych niefortunnych zdarzeń House niemal w ogóle nie sypiał.

Co mniej istotne - jeśli chodziło o House'a, braki snu, jedzenia, Vicodinu czy seksu, uwidaczniały się w jego podkrążonych ze zmęczenia oczach, wyjątkowo gęsto rosnącym zaroście, nieuczesanych włosach oraz w potrzebie upicia się do nieprzytomności.

A Wilson?

Wilson - poza nieznacznym łzawieniem wzdłuż dolnych powiek jego oczu przypominających oczy
[link widoczny dla zalogowanych] - nigdy nie okazywał najdrobniejszych symptomów, że coś nie układa się po jego myśli. Jego buty wciąż były błyszczące, jego krawaty wciąż były paskudne - aczkolwiek w staranny sposób. Nawet jego koszule pozostawały wyprasowane i nieskazitelne. Jego włosy były nienagannie ułożone i - ku zazdrości House'a - wydawały się gęstnieć jeszcze bardziej. Każdy, kto zachowywał taką ścisłą samokontrolę musiał mieć gdzieś zawór zmniejszania ciśnienia. House po prostu jeszcze nie całkiem zorientował się, gdzie znajdował się wentyl bezpieczeństwa Wilsona.

Nie były to kręgle, ani noc upijania się w Mel's Three Bells. Z całą pewnością nie był to seks. Wilson zaliczał więcej panienek, niż wynikałoby to z jego przydziału na jedno życie, a mimo to ostatnio wydawał się być bardziej spięty niż kiedykolwiek. House nigdy nie poruszał tego tematu w innym celu, niż żeby bez litości się z niego naśmiewać za każdym razem, kiedy jego młodszy przyjaciel zrobił coś głupiego - jak na przykład udzielenie pomocy naprawdę spasionemu facetowi, który na dobrą sprawę powinien już nie żyć, poprzez dźgnięcie go wyprostowanym kciukiem w jamę klatki piersiowej, żeby obluzować kawałek podwójnie grubej, wypieczonej [link widoczny dla zalogowanych].

Czasami House żałował, że nie mógł złapać Wilsona za ramiona i potrząsnąć nim jak pudełkiem płatków śniadaniowych, żeby sprawdzić, czy wypadnie ukryta w środku nagroda. House poczuł, że rumieniec rozgrzewa go od stóp do głów. Nie, nie ta nagroda.


Kiedy Wilson przyjechał do pracy w poniedziałek rano, Cuddy miała czekającą na niego wiadomość. Podsunęła mu notatkę pod nos.
- Przykro mi. Dzwonił prawnik Morgana, chce porozmawiać z twoim prawnikiem. - Podała mu kolejną notatkę. - Tu masz nazwisko swojej prawniczki. Jest najlepszą konstytucjonalistką, a także najlepszą obrończynią, na jaką stać ten szpital oraz ciebie. Proszę bardzo i życzę powodzenia.


House porwał list z dłoni Wilsona i przeczytał go pobieżnie z nachmurzoną miną.
- To nic nie znaczy - brzmiało jego podsumowanie arkusza A4, za sprawą którego Wilson siedział teraz w jego biurze na krześle dla gości, pocąc się jak mysz.

- Zostałem pozwany, House. To coś znaczy.

- To znaczy, że musisz trzymać swoje urobione po łokcie ręce przy sobie. I owszem, zostałeś pozwany - przyznał House - ale on nie ma do tego podstaw.

- Nie ma podstaw? - Wilson potrząsnął głową. - Ten człowiek doznał przeze mnie obrażeń. Mógł umrzeć.

- Pomogłeś mu. A on i tak umrze. Tylko wcześniej.

Wilson zapadł się głębiej w krzesło, podupadły na duchu i wyczerpany fizycznie. - Ciebie pozywano mnóstwo razy, przywykłeś do tego - westchnął ze zmęczeniem.

- Przywykłem również do wykręcania się z takich nieprzyjemnych sytuacji w sposób zarówno sprytny jak i szybki, podczas gdy jedynym twoim zwyczajem jest wyciąganie książeczki czekowej. Twoje dobrze ustawione byłe żony wiedzą, co mam na myśli.

Wilson westchnął i wstał. - Idę na jakieś śniadanie.

House pociągnął nosem w powietrzu. - Pachnie mi tu twoim zamiarem złożenia wizyty dobrze opłacanemu prawnikowi Morgana.

Wilson narzucił na siebie swój płaszcz. - Cóż, spróbuj jeszcze raz. - Opierając się na przeszłych doświadczeniach, Wilson doskonale wiedział, że House nie da temu spokoju. - Nie mieszaj się do tego.

House wstał, ale nie próbował przedwcześnie przystąpić do ataku. - Nie bądź idiotą. Jestem wszystkim, co masz.

- To brzmi o wiele bardziej niepokojąco, niż powinno. Bez obaw, zostawiam moją książeczkę czekową tutaj. Jestem głodny. Czeka mnie długi dzień odpierania zniewag House'a.

House patrzył, jak przyjaciel wychodzi z jego gabinetu i - mając złe przeczucia - pozwolił mu odejść bez dalszego nagabywania.

Zaraz potem podniósł słuchawkę telefonu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Agusss
Członek Anbu
Członek Anbu


Dołączył: 15 Lut 2009
Posty: 2867
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: bierze się głupota?

PostWysłany: Pon 11:24, 14 Cze 2010    Temat postu:

No dobra komentuję xD

No, no Wilson jak ma się wpakować w kłopoty to tylko w jakieś bagno mogące nazwać gównem xD
No tak, bo on jest przecież tak czułym człowiekiem, ze nie może przejść koło nieszczęścia człowieka
A House! Jej on się na serio przejął jego sprawą! I dlatego był MIŁY. Przez chwilę, bo przez chwilę ale był!
Cytat:
Wilson był miłym facetem. Był miłym lekarzem, miłym przyjacielem oraz miłym kompanem i lubił, żeby jego życie było... miłe.

Bardzo podoba mi się to zdanie xD Nie wiem co ono w sobie ma ale dla mnie jest cudne


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
advantage
Otorynolaryngolog
Otorynolaryngolog


Dołączył: 16 Lut 2010
Posty: 2095
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Katowice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 13:46, 15 Cze 2010    Temat postu:

Richie, nie wiem jak Ty to robisz, że wynajdujesz takie genialne ficki, poważnie!

jak zawsze nie mogłam się powstrzymać i sięgnęłam do oryginału... będzie ciekawie.
No i urwałaś w dobrym momencie, utrzymując ludzi w ciekawości


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eais
Pacjent
Pacjent


Dołączył: 08 Maj 2010
Posty: 60
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 14:51, 15 Cze 2010    Temat postu:

Zagubiony i przerażony Wilson, dla którego jedyną pomocą teraz jest House, więc musi mu się cały oddać (o matkooo ). Więc... zaczyna się przedstawienie!

Cytat:
Czasami House żałował, że nie mógł złapać Wilsona za ramiona i potrząsnąć nim jak pudełkiem płatków śniadaniowych, żeby sprawdzić, czy wypadnie ukryta w środku nagroda. House poczuł, że rumieniec rozgrzewa go od stóp do głów. Nie, nie ta nagroda.

House poczuł, że rumieniec rozgrzewa go od stóp do głów. No nieee... Zabrakło tu jeszcze: "więc zmieszany wbił wzrok w podłogę i zaczął miętosić róg swojej koszulki"

Wena i czasu na tłumaczenie!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Richie117
Onkolog
Onkolog


Dołączył: 24 Sty 2008
Posty: 5994
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 39 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: w niektórych tyle hipokryzji?
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 0:50, 16 Cze 2010    Temat postu:

Agusss napisał:
Cytat:
Wilson był miłym facetem. Był miłym lekarzem, miłym przyjacielem oraz miłym kompanem i lubił, żeby jego życie było... miłe.
Bardzo podoba mi się to zdanie xD Nie wiem co ono w sobie ma ale dla mnie jest cudne

jak dla mnie, to ono ma w sobie tę jakże życiową prawdę, że oczekujemy otrzymać od życia to, co sami ofiarujemy - najczęściej jednak życie ma gdzieś nasze starania i w końcu zawsze dostajemy jedynie po mordzie

Agusss napisał:
A House! Jej on się na serio przejął jego sprawą! I dlatego był MIŁY. Przez chwilę, bo przez chwilę ale był!

spoko, miłego House'a będzie więcej soon

***

advantage napisał:
Richie, nie wiem jak Ty to robisz, że wynajdujesz takie genialne ficki

jak to się mówi - "trafiło się ślepej kurze ziarnko"

advantage napisał:
jak zawsze nie mogłam się powstrzymać i sięgnęłam do oryginału... będzie ciekawie.

no to moment zaskoczenia diabli wzięli

advantage napisał:
No i urwałaś w dobrym momencie, utrzymując ludzi w ciekawości

well, kolejny przypadek - nie miałam już siły dalej tłumaczyć, a przy okazji to wypadło tak w połowie rozdziału

***

Eais napisał:
Zagubiony i przerażony Wilson, dla którego jedyną pomocą teraz jest House, więc musi mu się cały oddać (o matkooo ). Więc... zaczyna się przedstawienie!

no cóż...
I w tym momencie chciałabym przesunąć się w czasie o dwa tłumaczenia fików do przodu, bo wtedy oddający się [komuś] w całości House będzie jedynym sposobem, żeby ocalić Wilsona przed byciem zagubionym i przerażonym To dopiero będzie przedstawienie

Eais napisał:
Zabrakło tu jeszcze: "więc zmieszany wbił wzrok w podłogę i zaczął miętosić róg swojej koszulki"

coś takiego czytałam w innym fiku Ale tam House stracił pamięć po uderzeniu się w głowę, przez co miał świadomość kilkuletniego dziecka


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
advantage
Otorynolaryngolog
Otorynolaryngolog


Dołączył: 16 Lut 2010
Posty: 2095
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Katowice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 20:41, 16 Cze 2010    Temat postu:

Richie117 napisał:

advantage napisał:
jak zawsze nie mogłam się powstrzymać i sięgnęłam do oryginału... będzie ciekawie.

no to moment zaskoczenia diabli wzięli


haha sorry. Ale wierzę, ze zaskoczysz wszystkich innych:)


Cytat:
tam House stracił pamięć po uderzeniu się w głowę, przez co miał świadomość kilkuletniego dziecka


a masz ten fick gdzies pod ręką?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez advantage dnia Śro 20:44, 16 Cze 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Richie117
Onkolog
Onkolog


Dołączył: 24 Sty 2008
Posty: 5994
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 39 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: w niektórych tyle hipokryzji?
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 1:42, 17 Cze 2010    Temat postu:

advantage napisał:
Ale wierzę, ze zaskoczysz wszystkich innych:)

mam taką nadzieję I liczę, że to będzie zaskoczenie wielokrotne w trakcie tego fika

advantage napisał:
a masz ten fick gdzies pod ręką?

ofkors, że mam - [link widoczny dla zalogowanych]
Z początku miałam go nawet chęć przetłumaczyć, ale końcówka wypadła słabo, więc chyba sobie daruję...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
advantage
Otorynolaryngolog
Otorynolaryngolog


Dołączył: 16 Lut 2010
Posty: 2095
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Katowice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 11:23, 17 Cze 2010    Temat postu:

Richie117 napisał:

Z początku miałam go nawet chęć przetłumaczyć, ale końcówka wypadła słabo, więc chyba sobie daruję...


ten fik ma 31 rozdziałów, także do końcówki dojde za jakiś tydzień dopiero ale bardzo dobrze, i tak nie mam nic lepszego do roboty

dzięki bardzo


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Izoch
Okulista
Okulista


Dołączył: 08 Sty 2010
Posty: 2248
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Sammyland
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 9:48, 19 Cze 2010    Temat postu:

Cytat:
czy żeby napisać dobrego fika naprawdę trzeba się odwoływać do terminologii wulkanologicznej, golfowej i futbolu amerykańskiego? I to jeszcze na długo przed tym, zanim się dojdzie do ery?!

Ale potem jaka będzie radość, że już jest era, przed którą musiałaś się tak ciężko napracować i która da Ci odprężenie...


MIŁY House. Szczerze to to trochę wygląda jak oksymoron
Cieszę się, że wszystko idzie w takim kierunku - nie jest nudno Miły Wilson, którego życie wcale nie jest w obecnej chwili takie miłe, bo w przypływie miłości chciał uratować człowieka, co okazało się zgubne i teraz być może go zamkną za kratkami. I Miły House, który przejmuje się miłym Wilsonem. A potem będzie śliczna era

Oczy tego psiaka urocze. Aż zachciałam takiego mieć w domu

Och, i wspomnienie mojej kochanej bruchetty spowodowało, że zachciało mi się jeść

Tylko, oczywiście, musiałaś urwać w takim momencie?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Richie117
Onkolog
Onkolog


Dołączył: 24 Sty 2008
Posty: 5994
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 39 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: w niektórych tyle hipokryzji?
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 4:03, 21 Cze 2010    Temat postu:

Izoch napisał:
Ale potem jaka będzie radość, że już jest era, przed którą musiałaś się tak ciężko napracować i która da Ci odprężenie...

jaaasne... era może by mnie odprężyła, ale nie jej tłumaczenie To już chyba wolę zgłębiać tajniki golfa, niż tłumaczyć erę

Izoch napisał:
Cieszę się, że wszystko idzie w takim kierunku - nie jest nudno

czy ja się wam kiedyś pozwoliłam nudzić??? No, może czasami przy Gimme, ale to wina korników

Izoch napisał:
A potem będzie śliczna era

śliczna, bo zawierająca więcej powodów do domysłów, niż (porno)graficznych opisów

Izoch napisał:
Och, i wspomnienie mojej kochanej bruchetty spowodowało, że zachciało mi się jeść

bosh, ludzie, co wy jadacie?? A ja musiałam tych cholernych tostów w wikipedii szukać

Izoch napisał:
Tylko, oczywiście, musiałaś urwać w takim momencie?

tak wyszło przynajmniej czekasz krócej od pozostałych na ciąg dalszy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Richie117
Onkolog
Onkolog


Dołączył: 24 Sty 2008
Posty: 5994
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 39 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: w niektórych tyle hipokryzji?
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 5:00, 21 Cze 2010    Temat postu:

Cytat:
OK, przyznaję się – zamiast tłumaczyć dla dobra Hilsonkowego narodu, przez 2 noce z rzędu grałam w Tetrisa Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że po zobaczeniu spoilerowych fotek do 7x01 mój mózg się wyłączył i nie nadawał się do niczego więcej
Booosh, poor Hju Po tym sezonie będzie strzępem człowieka...



Jakie to szczęście, że przynajmniej my mamy fiki



Rozdział 2 (część 2.)


House dołączył do Wilsona w kafeterii, sadzając swój nieproszony tyłek na krześle naprzeciwko niego. - Mam wspaniałe nowiny.

Wilson miał wątpliwości. - Och?

House poczęstował się nietkniętym kawałkiem stygnącego tosta. - Morgan miał udar.

Wilson zbladł o trzy odcienie. - I to ma być dobra nowina? Teraz zrobiłem z niego kalekę.

House przeżuwał z zadowoleniem swojego tosta. - Wow, ty naprawdę musisz skończyć z czytaniem komiksów. Niezależnie od tego, że masz czerwone rajstopy w swojej szufladzie z bielizną, nie jesteś Supermanem.

- Morgan miał udar. Prawdopodobnie doprowadziłem do pęknięcia jego przepony. Musiał krwawić jak zarzynany prosiak.

House zajął się plasterkiem chrupiącego bekonu. - Zatem jego żołądek ulegnie atrofii. Morgan może się obejść bez tego narządu. Ma całe mnóstwo kalorii zmagazynowanych w tym wielbłądzim garbie, który nazywa brzuchem.

- Czy twoja matka zbyt rzadko cię przytulała?

- Uspokój się. - House podał mu folder z aktami. - To jest jego karta. Przeczytaj samą ostatnią stronę. Piętnaście lat temu Morgan przeszedł operację zmniejszenia żołądka poprzez [link widoczny dla zalogowanych], która - sądząc po jego rozmiarze - nie przyniosła rezultatów. Na jego dwunastnicy rozwinęła się tkanka bliznowa, która zakłócała funkcjonowanie przepony, co z kolei zakłócało jego oddychanie. To również tłumaczy, czemu ponownie tak bardzo przytył - brak ćwiczeń fizycznych. Zbyt szybko dostawał zadyszki i domyślam się, że nigdy z nikim nie rozmawiał w tej sprawie, ponieważ nie chciał kolejny raz rezygnować z jedzenia. Innymi słowy, być może usunąłeś przyczynę zadławienia, ale twoje działania nie spowodowały skurczu przepony - to przepona skurczyła się, przyczyniając się do zadławienia. Morgan cierpiał na przyspieszenie częstości oddechów. Tamten kawałek jedzenia zassał razem z powietrzem. Wysiłek włożony w oddychanie spowodował u niego nagły wzrost ciśnienia krwi i to przyczyniło się do pęknięcia przepony - powiedział House.

Wilson skończył czytać wnioski wyciągnięte przez House'a. - Ile z tego jest medycznym uzasadnieniem opartym na rzeczywistych danych, a ile opiera się na twojej nadziei, że to prawda?

House przewrócił oczami. - Ja nie zmyślam! Biorąc pod uwagę jego historię medyczną oraz apetyt króla Henryka VIII, to rozsądna diagnoza. Przyspieszony oddech sprawił, że Morgan zrobił gwałtowny wdech i dlatego właśnie tamten kawałek jedzenia się zaklinował. Uratowałeś mu tyłek, ale nie zrobiłeś mu krzywdy. On już wtedy doznał obrażeń.

- Wątpię, że będziesz w stanie przekonać jego prawników. I nie masz jak potwierdzić obecności blizn na jego jelitach.

House westchnął. - Zdobędę potwierdzenie, spokojna głowa. Jego podwyższone ciśnienie było przyczyną udaru. To oraz lata diety opartej na produktach bogatych w tłuszcze.

Wilson oparł się na krześle i dał odpocząć spiętym mięśniom. Jego umysł miał jednak inne plany. - Sam nie wiem...

House zabrał od niego folder z kartoteką Morgana. - Przestań bawić się tą fryzurą a'la Clark Kent i odpręż się.

Wilson podsunął House'owi pod nos pozew sądowy. - Sprawa została skierowana do sądu. - Odczytał notatkę głośno i wyraźnie House'owi, który kulturalnie słuchał:

- Mam się stawić (czytał) "w sądzie hrabstwa 17. Listopada 2009 roku w celu wysłuchania zarzutów" i tak dalej, przeciwko mnie. - Wilson sprawiał wrażenie, że jest mu niedobrze. - Czy tomografia wykazała cokolwiek?

House odpowiedział niechętnie: - Była nierozstrzygająca. - Wyciągnął rękę i podniósł wezwanie do sądu, żeby jeszcze raz je przejrzeć. - Ale nie przejmuj się.

Wilson wyrwał z jego dłoni swój pozew. - House! Dzięki tobie wszystko wygląda o wiele lepiej. Nie wiem, co mnie napadło. - Usiadł z powrotem. - Powiedziałem, że to subpoena ad testificandum*. Muszę się stawić i złożyć zeznania, zostanę uznany za winnego i poniosę karę, bo jeśli się nie stawię, zostanę ukarany za naruszenie nakazu sądowego.

House chwycił laskę do ręki i z niewielką trudnością wstał. - A ja powiedziałem, że masz się nie przejmować. - Pokuśtykał w kierunku wyjścia z pomieszczenia. - Będę z powrotem za dzień albo dwa - powiedział przez ramię. - Postaraj się nie ratować żadnych przypadkowych ludzi, kiedy mnie nie będzie.



- Zrujnujesz człowiekowi życie.

Terrance Morgan nie odpowiedział swojemu gościowi. Nie mógł. Maska tlenowa przykrywała jego usta, a on sam spał.

House naprawdę liczył na to, że mężczyzna będzie przytomny, kiedy on do niego przyjedzie. Udar był niewielki, ale być może spowodował więcej szkód, niż House oczekiwał, co w tej chwili było oczywiste.
- Wilson próbował ci pomóc. - House popatrzył na nieprzytomnego lekarza. - I rzeczywiście ci pomógł.

House wstał, spojrzał z góry na lekarza, który stał się pacjentem i pomyślał nie po raz pierwszy, jakie to by było dogodne, gdyby Terrance Morgan umarł właśnie w tej chwili.

Nagle powieki Morgana uniosły się i House dostrzegł przytomne szare tęczówki, wpatrujące się w jego oczy.

House ani drgnął. - Obudziłeś się, nareszcie. - Kiedy wypowiadał kolejne słowa, uważnie obserwował reakcję drugiego mężczyzny: - Wiesz o tym, że nie pozwolę ci go zrujnować.

Ciszej dodał: - Wszyscy umierają.



Wilson miał na sobie szlafrok, kiedy otworzył drzwi przed House'em, który wszedł bez zaproszenia.
- Wszystko będzie dobrze - powiedział w ramach powitania.

Wilson zamknął drzwi i obejrzał się w ślad za House'em, który rozsiadł się w wilsonowym fotelu.

- Co masz na myśli? Co będzie dobrze?

- Nie sądzę, że Morgan cię pozwie.

Wilson westchnął. - On już to zrobił, House. Mam wszystkie dokumenty. Mam prawnika. Moje towarzystwo ubezpieczeniowe zaczyna mówić rzeczy w stylu: "Był pan cennym klientem, ale - tak się zdarza".

House wstał i podszedł do Wilsona. Utykał dosyć mocno.

- Weź Vicodin. Utykasz tak strasznie, że moja noga zaczyna boleć.

- Ból z współczucia - powiedział House. Nie wziął pigułki. Nie zatrzymał się, póki nie stał w odległości nie większej niż pół metra od swojego przyjaciela.

Wilson czekał, denerwując się jeszcze bardziej z powodu dziwnego zachowania House'a.
- O co chodzi? - zapytał i podejrzliwie dodał: - Co takiego zrobiłeś?

House potrząsnął głową i pozwolił swojej lasce upaść z łoskotem na podłogę. - Nic. Ale zamierzam coś zrobić.

Wprawiając Wilsona w paraliżujące oszołomienie, House pochylił się i pocałował go w usta. Najbardziej zadziwiające dla Wilsona w tym momencie nie było to, jak dziwacznym było zostać niespodziewanie pocałowanym przez swojego najdawniejszego i najbliższego kumpla, z którym pijał piwo, ale to jak miękkie były wargi House'a oraz jak delikatny i na wskroś erotyczny był ten pocałunek.

Kiedy House się cofnął, Wilsonowi kręciło się w głowie, ale udało mu się na tyle zebrać myśli, żeby wyartykułować:
- Naćpałeś się?

House pokręcił głową. - Nie. - I szybko pocałował go jeszcze raz.
Tym razem Wilson poczuł, że czubek języka jego przyjaciela wdziera mu się do ust, a długie, uzdolnione muzycznie palce House'a łaskoczą go w żebra.

I niech go szlag, jeśli to nie było jeszcze bardziej erotyczne.



Wilson obudził się, czując się niepewnie z jakiegoś powodu. Albo z powodu tego, co stało się poprzedniej nocy, albo z powodu tego, z kim to się stało.

Następnie otworzył oczy i ujrzał twarz House'a wciśniętą w puch jego ulubionej poduszki. Jego włosy były zmierzwione, a jego ciało pod przykryciem było równie nagie co w dniu, kiedy się urodził. Wilson czuł swoją własną nagość i ogarnęło go niesamowite poczucie zarówno satysfakcji, jak i wstydu.

Dopiero co przespał się ze swoim najlepszym przyjacielem. Zeszłej nocy kochał się z House'em. On i House uprawiali seks. Jakkolwiek by tego nie ujął, Wilson nie potrafił do końca ogarnąć tej myśli. Ale zrobili to. Cały ten kram: całowanie, delikatne pieszczoty i ostry, zmysłowy seks. Uwzględniając wszystko, w co wierzył na własny temat i co wiedział o seksualnych skłonnościach House'a, powinien czuć się z tym źle, ale wcale tak się nie czuł. To powinno być niewłaściwe, ale Wilson był pewien pod każdym względem, że takie nie było.

Niesamowite? Tak, niesamowite załatwiało całą resztę.

Wilson patrzył, jak House łagodnie oddycha, jak długie, złote kontury jego pleców unoszą się i opadają. House pachniał przyjemnie. Oraz - co Wilson przypomniał sobie z jeszcze większą jasnością w przyćmionym świetle poranka - House przyjemnie smakował. Jego najlepszy i najdawniejszy przyjaciel dostarczył mu przyjemnych doznań na wszystkie możliwe sposoby.

Tak niezwykle ciepłych, kojących i przyjemnych.

Wilson przywołał z pamięci drobne szczegóły godzin poprzedniego wieczoru spędzonych w salonie, w drodze do sypialni, ubrań zrzucanych gdzie popadnie; ust i dłoni, które nie zatrzymywały się ani na chwilę, nie przerywały swoich żarliwych poszukiwań i nie przestawały obejmować odsłoniętego ciała. House niemalże pożarł go, niczym umierający z głodu człowiek.

Wilson, czerwieniąc się po same uszy, przypomniał sobie bardzo nagie i bardzo męskie ciało House'a; miękką warstwę włosów, umięśnione nogi, pochyłe ramiona o zaskakująco jedwabistej skórze. (Wilson nigdy nie spodziewał się odkryć, że skóra innego mężczyzny może być tak miękka.) Poza tym nigdy wcześniej nie brał pod uwagę, że mógłby pożądać innego mężczyzny. Ani House'a, ani nikogo innego. Czemu miałby tego pożądać?

Ale teraz, gdy poznał smak męskiego ciała - zwłaszcza należącego do House'a - zastanawiał się, dlaczego nigdy go to nie ciekawiło. Być może nie chciałem przyznać przed sobą, że byłem ciekaw.

House najwyraźniej był ciekaw i miał wystarczająco dużo ikry, by znaleźć odpowiedź.

Wilson dał spokój wątpliwościom. I tak nie miały one znaczenia. Całkowicie pochwalał metodę badawczą House'a. Teraz byli parą w każdym znaczeniu tego słowa. A on sam został - w ciągu kilku godzin miłosnych pieszczot, przerywanych jedynie na chwile odpoczynku - gruntownie zaznajomiony ze wszystkim, co dotyczyło fizyczności House'a, aż doszedł do jednego niezaprzeczalnego wniosku:

House to prawdziwe ciacho.



Cytat:
* Pisemny nakaz wystosowany przez władze sądowe, by zmusić świadka do stawienia się w czasie postępowania sądowego; nieposłuszeństwo może podlegać karze jako niezastosowanie się do nakazu sądu.

** "ciacho" - nie przepadam za tym słowem, ale wygląda na to, że jest ono w powszechnym użyciu Gdyby ktoś miał bardziej stosowny pomysł na tłumaczenie słówka hottie, to niech da znać (O "kociaku" już myślałam, ale... mówimy o House'ie )

PS. Większość nadużyć w tłumaczeniu popełniłam świadomie i jest mi przykro z tego powodu (tzn że je popełniłam, a nie że o nich wiem ) Wszelkie sugestie poprawek mile widziane.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
martuusia
Dermatolog
Dermatolog


Dołączył: 14 Mar 2008
Posty: 1581
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 18:11, 21 Cze 2010    Temat postu:

Era, era, era! *Marta wciąż skanduje*
i znów są razem. kolejny fik, nowa historia, House i Wilson znowu są parą, a mi się to nie nudzi. Ha! Gdyby mi się to znudziło sama bym siebie zlinczowała.

Cytat:
- Wiesz o tym, że nie pozwolę ci go zrujnować.

ooo *rozpływa się*
Pierwsze oznaki przywiązania do Wilsona.

Cytat:
Wprawiając Wilsona w paraliżujące oszołomienie, House pochylił się i pocałował go w usta.

Dosyć szybko zostało to rozegrane. Nawet wręcz to było niespodziewane (tj. spodziewane, w końcu to fik hilsonowy, ale tak szybko i bez zapowiedzi xD nooo, wiadomo o co chodzi hahha).

Ładnie się wszystko rozgrywa. Na razie xD miiiiło
Weny, Richie - całą resztę już masz: szczęście do świetnych fików, talent do ich wyszukiwania i grono odbiorców.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Richie117
Onkolog
Onkolog


Dołączył: 24 Sty 2008
Posty: 5994
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 39 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: w niektórych tyle hipokryzji?
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 4:26, 22 Cze 2010    Temat postu:

martuusia napisał:
kolejny fik, nowa historia, House i Wilson znowu są parą, a mi się to nie nudzi.

tjaaa... dawno dawno temu nawet nie przypuszczałam, że tak długo wytrwam przy Hilsonie I zawsze mnie zaskakuje, że chociaż tyle już było fików, jak chłopaki się schodzą ze sobą, to ten temat prawie nic nie traci ze swojej świeżości

martuusia napisał:
Pierwsze oznaki przywiązania do Wilsona.

poczekaj, co będzie dalej...

martuusia napisał:
Dosyć szybko zostało to rozegrane. Nawet wręcz to było niespodziewane

co masz zrobić jutro, zrób dzisiaj Albo carpe diem, czyli "łap karpia"
A mówiąc poważnie, to w kontekście całości fika, to szybkie rozegranie akcji budzi we mnie jakiś taki niepokój... Jakby House był na śmierć i życie uzależniony od Wilsona i posunąłby się do wszystkiego, żeby go tylko nie stracić

Mam nadzieję, że dalsze komenty pod tym fikiem rozwieją moje obawy



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Agusss
Członek Anbu
Członek Anbu


Dołączył: 15 Lut 2009
Posty: 2867
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: bierze się głupota?

PostWysłany: Śro 17:44, 23 Cze 2010    Temat postu:

Przyszedł perwers skomentować

No to tak....
To jest miła, ciekawe opowieść, której nic się nie dzieje. Po prostu jest sobie House, który jest miły i bardzo troszczy się o jakiegoś kompletnie mu nieznanego Wilsona, ale to oczywiście jest oczywiste, taaak?
Chwila? O czym ja mówię?! Przecież to House! xD
Dobra przepraszam za długo przebywam z moją koleżanką^^

House! Troszczący się House, tłumaczący i idący do szpitala House[i robi to dla swojego kochanego Jimmy'iego] jest wspaniały Ogólnie on jest wspaniały xD

I ten ciekawy element ery, który jest niestety tylko wtrąceniem do całości... Szkoda, że nie jest bardziej rozbudowany, ale w sumie to ma w sobie urok xD Taki słodki^^

Cytat:
Teraz byli parą w każdym znaczeniu tego słowa

Dedukcja Wilsona [czy autora?] jest powalajaca, ale jakże trafna^^

Weny, mamuś, Weny


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Agusss dnia Śro 17:46, 23 Cze 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eais
Pacjent
Pacjent


Dołączył: 08 Maj 2010
Posty: 60
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 8:38, 30 Cze 2010    Temat postu:

Coś tu jest, kurcze, nie tak. Za szybko to wszystko się dzieje, za szybko. I normalnie cieszyłabym się z tego powodu (no bo jak tu się nie cieszyć z ery ), ale czuję, że to dopiero początek długich i trudnych przygód chłopców

Cytat:
Cytat:
Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że po zobaczeniu spoilerowych fotek do 7x01 mój mózg się wyłączył i nie nadawał się do niczego więcej
Booosh, poor Hju Po tym sezonie będzie strzępem człowieka...

Pocieszmy się tym, że House nie był na tych zdjęciach zbyt szczęśliwy

Cytat:
Wilson wyrwał z jego dłoni swój pozew. - House! Dzięki tobie wszystko wygląda o wiele lepiej. Nie wiem, co mnie napadło. - Usiadł z powrotem.

Wilson, no stress! Aż chce się go pocieszyć i przytulić...

Cytat:
House to prawdziwe ciacho.

No baaa! Bierz go, Jimmy, bierz go!

Weny na dalsze tłumaczenie!


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Eais dnia Śro 8:39, 30 Cze 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum House M.D Strona Główna -> Hilson Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
Strona 1 z 3

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Soft.
Regulamin