Forum House M.D Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Matchmaking for Dummies [T, Z]

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum House M.D Strona Główna -> Hilson
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bluesowa Nutka
Pacjent
Pacjent


Dołączył: 15 Lip 2009
Posty: 16
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 15:55, 15 Lip 2009    Temat postu: Matchmaking for Dummies [T, Z]

Autor: welshie.
Oryginał znajduje się [link widoczny dla zalogowanych].

----------

Znalazłam to niedługie opowiadanie jakiś czas temu i oczarowało mnie od pierwszych zdań. Urocze, ciepłe, pełne humoru i wdzięku. Na naszym Forum go nie znalazłam, więc mam nadzieję, że nikogo niniejszym nie powielam

O tłumaczenie pokusiłam się początkowo dla własnej przyjemności Potem dopiero przyszło mi do głowy podzielić się nim z innymi. Na razie pierwszy rozdział, reszta czeka na odzew.

I coś, co na początku zapomniałam dodać: narratorką jest oczywiście Cuddy.

----------
Kategoria: love


Zweryfikowane przez Este


Rozdział 1

Straciłam rachubę, ile razy spoglądałam już na stojący na moim biurku zegar. Jest piątek po południu, a mimo to czas wlecze się niemiłosiernie. Przedzieranie się przez ofertę kolejnego grantu sprawia, że każda minuta wydaje się ciągnąć w nieskończoność. Zamiast na serio zabrać się do pracy, rozważam w duchu, czy lepiej zabrać grant do domu i skończyć czytanie w nocy, czy wpaść do pracy na kilka godzin następnego dnia.

Moja udręka zostaje w cudowny sposób przerwana, gdy podnoszę głowę i widzę przed sobą Wilsona. Wpada do mojego biura z takim impetem, że poły jego białego fartucha furkoczą za nim jak płaszcz Supermana. Opiera ręce na biodrach w ten charakterystyczny tylko dla siebie sposób, i od razu zaczynam się zastanawiać, z jaką to klęską żywiołową mam do czynienia tym razem.

– Kocham House’a! – wyrzuca z siebie Wilson niemal bez tchu. Jego twarz jest oblana rumieńcem, przypuszczalnie na równi na skutek biegu i zakłopotania, w jakie wprawiło go własne wyznanie. Udaje mi się nie przewrócić oczami. Oczywiście, że kocha House’a. Dziwiłoby mnie, gdyby było inaczej, zważywszy na wszystko, przez co razem przeszli. Ale Wilson wydaje się zirytowany brakiem odpowiednio silnej reakcji.

– Jestem zakochany w Housie! – uściśla, wymawiając każde słowo tak wolno, jakbym nie rozumiała języka, którym się posługuje. Potrząsa z niedowierzaniem głową. Tym razem jestem zaskoczona; nie dlatego, że jest zakochany w Housie, ale że uświadomienie sobie tego prostego faktu zajęło mu aż tyle czasu. Powstrzymuję się przed pytaniem o pikantne szczegóły. Wątpię, czy brak delikatności akurat teraz zostałby dobrze odebrany. W zamian za to wstaję z miejsca i podchodzę do niego, nieopisanie wdzięczna za wyswobodzenie z objęć piekielnego grantu.

– Chodźmy na kawę – proponuję ostrożnie. Wilson wygląda wprawdzie, jakby potrzebował czegoś znacznie mocniejszego od kofeiny, ale że żadne z nas nie może opuścić szpitala i zalać się w trupa w najbliższym barze, tym razem musi nam wystarczyć bufet.



Wilson siada przy narożnym stoliku ze wzrokiem utkwionym w wejściu. Wygląda, jakby oczekiwał, że House zaraz się pojawi. Swoją drogą, czasami intryguje mnie, jak House wydaje się wyrastać spod ziemi, gdy tylko ktoś wymieni jego imię. Mogę tylko przypuszczać, że założył podsłuchy na wszystkich krawatach Wilsona. Jeżeli chodzi o House’a, nic nie jest mnie w stanie zadziwić.

Odbieram kawę i dołączam do Wilsona. Siedzi przy stole, obejmując głowę rękami, i wygląda na kompletnie rozbitego. Widywał już, do czego prowadzi zakochiwanie się w Housie. To nigdy się dobrze nie kończy.

– Więc kiedy się zorientowałeś? – pytam miękko.

– Dzisiaj. Dziś po południu – Wilson śmieje się krótkim, ponurym śmiechem. – Zabijaliśmy czas, próbując ustalić, który z nas zna najgłupszy dowcip. – Podnosi głowę i przypominając sobie, że jestem jego szefową, szybko dodaje: – Akurat nie miałem żadnego pacjenta, a House czekał na wyniki jakichś badań.

– No i?… – naciskam, starając się, żeby mój głos nie brzmiał zbyt natarczywie.

– Opowiedziałem idiotyczny kawał, wiesz, z gatunku tych, które są tak beznadziejne, że aż zabawne? Tak czy inaczej, House się roześmiał – Wilson uśmiecha się do swoich wspomnień, po czym wyciąga się w krześle, tak jakby właśnie dostarczył mi oczywistego wyjaśnienia dla swojego objawienia.

– Ale przecież wy dwaj w swoim towarzystwie zawsze wygłupiacie się jak nastolatkowie. Czym ten jeden raz różnił się od poprzednich? – dopytuję, choć wiem, że miłość nie kieruje się żadną logiką. Najprostsze, najbardziej ulotne wydarzenia, często na pierwszy rzut oka bez znaczenia, mogą przyczynić się do wielkiego przełomu.

– Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak się do mnie uśmiechnął. To sprawiło, że poczułem się cudownie – odpowiada Wilson półszeptem, znowu rozglądając się po bufecie.

– Co wobec tego zamierzasz zrobić? – Owijanie w bawełnę nie ma sensu, Wilsona trzeba zwyczajnie popchnąć w odpowiednim kierunku.

– Jak to „co”? – spogląda na mnie szczerze zaskoczony i tym razem unoszę oczy ku niebu.

– Kiedy zamierzasz powiedzieć House’owi?

– Co takiego?! Nigdy!!! – wykrzykuje i niemal podskakuje w krześle. – Ja… nie zamierzam mu nic mówić!

– Nie możesz tego przed nim ukrywać nie wiadomo jak długo. – House nie jest idiotą. Potrafi wyczuć najlżejsze wahania nastroju swojego przyjaciela i bez wątpienia wkrótce odgadnie, co Wilson próbuje przed nim ukryć.

– Spanikuje albo będzie się ze mnie nabijał do końca moich dni. Sam nie wiem, które z tych dwóch byłoby dla mnie gorsze – i Wilson znowu popada w przygnębienie.

Nie ma nic zabawnego w nieodwzajemnionej miłości. Przechylam się i ze współczuciem poklepuję jego dłoń. Wyobraźnia podsuwa mi wizję House’a znajdującego nas razem i przykazującego mi zabierać ręce od swojego przyjaciela, jako że i tak nigdy nie zostanę jego czwartą żoną. Doprawdy, przezabawna jest ta jego zazdrość, gdy Wilson wchodzi w grę.

I nagle do głowy przychodzi mi pewien pomysł. Szalenie prosty, wręcz śmieszny, ale właśnie dzięki temu ma szanse zadziałać.

– Będzie dobrze, przyrzekam. – Tym razem nie są to tylko puste słowa. Jedyne, co mam teraz do zrobienia, to spędzać z Wilsonem więcej czasu. House zauważy to, oczywiście wyciągnie błędne wnioski i (z małą pomocą z mojej strony) powinien stanąć twarzą w twarz ze swoimi własnymi uczuciami.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Bluesowa Nutka dnia Śro 20:45, 25 Lis 2009, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
soft
Pulmonolog
Pulmonolog


Dołączył: 16 Kwi 2009
Posty: 1128
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: tu te truskawki?
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 16:21, 15 Lip 2009    Temat postu:

miło powitać kolejną hilsonkę ;3

Cytat:
Kocham House’a!

Cytat:
Dzisiaj. Dziś po południu

biedny jimmy dowiaduję się zawsze na końcu

Cytat:
Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak się do mnie uśmiechnął. To sprawiło, że poczułem się cudownie

kto by się nie poczuł

Cytat:
Co wobec tego zamierzasz zrobić?

ja wiem! ja wiem! pójdzie do house'a, wyzna mu miłość, a potem będzie cudowny powyznaniowy sex w schowku! o!

ciekawe, ciekawe... rozumiem, że to jest narracia pierwszoosobowa od strony cuddy? hum. cóż pomysł jest genialny xd wzbudzenie zazdrosci house'a ^^ byleby się nam nasza droga lisa nie zagalopowała i sama nie zakochała w jimmy'm, bo to by było zue.

niecierpliwie czekam na kolejne rozdziały.

pozdrawiam i wena życzę


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez soft dnia Śro 16:22, 15 Lip 2009, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Vincent
Pacjent
Pacjent


Dołączył: 29 Kwi 2009
Posty: 33
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 21:42, 15 Lip 2009    Temat postu:

Zapowiada się bardzo ciekawie a pomysł z narracją cuddy przyznam, że nietypowy jednak bardzo intrygujący.

Mam nadzieję, że nowy rozdział pojawi się już niedługo.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Bluesowa Nutka
Pacjent
Pacjent


Dołączył: 15 Lip 2009
Posty: 16
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 22:16, 15 Lip 2009    Temat postu:

Dobrze, dorzucam kolejny rozdział Nie wiadomo, kiedy następnym razem uda się przysiąść do Internetu

soft napisał:
ja wiem! ja wiem! pójdzie do house'a, wyzna mu miłość, a potem będzie cudowny powyznaniowy sex w schowku! o!

No, aż takie proste to nie będzie ale nie uprzedzajmy faktów!

----------

Rozdział 2

Umawiam się z Wilsonem na poniedziałek w porze lunchu; mamy wspólnie przejrzeć się zaplanowanym wydatkom na sprzęt do jego kliniki. Naprawdę muszę omówić z nim budżet, ale przy okazji mogę wprowadzić w życie pierwszy etap mojego planu. I proszę, zupełnie przypadkiem House akurat w tym czasie odrabia swoją pańszczyznę w przychodni. Jedną z dobrych stron bycia dziekanem medycyny jest możliwość wprowadzania niezbędnych poprawek do szpitalnego harmonogramu. Powiedziałam House’owi, że doktor Lane cierpi na zatrucie pokarmowe i nie był w stanie dotrzeć tego dnia do pracy. House nie znosi doktora Lane’a, więc przyjął tę informację z wyraźną uciechą i oznajmił, że chętnie zastąpi go w przychodni. Oczywiście zapomniałam dodać, że tak naprawdę doktor Lane wyjechał właśnie na urlop i w tym momencie prawdopodobnie wyleguje się na którejś z egzotycznych plaż.

House siedzi w przychodni już od jakiejś godziny, kiedy Wilson wchodzi do mojego gabinetu, dźwigając w ramionach swój raport budżetowy wraz z całą stertą innych papierów. Umyślnie wybieram miejsce na kanapie; chcę mieć pewność, że House zobaczy nas siedzących razem. Rzucam ukradkowe spojrzenie w stronę kontuaru na środku przychodni i muszę przesłonić ręką uśmiech zadowolenia, widząc, jak House udaje zaabsorbowanego lekturą karty pacjenta, a w istocie cały czas śledzi nas wzrokiem.

W celu zdobycia ostatecznego potwierdzenia pochylam się nad stołem, żeby zwrócić uwagę Wilsona na kilka wykresów. Z oddali może to sprawiać wrażenie, jakbym szukała pretekstu, żeby przysunąć się do niego bliżej. Wyobrażam sobie, ile poufałości bije z tego obrazka! Nic dziwnego, że House ostatecznie nie wytrzymuje przedstawienia. Porzuca swoją pozycję obserwatora i ładuje się do mojego gabinetu, żądając, żebym natychmiast przestała marnować Wilsonowi cenny czas lunchu.

– Cuddy, jeżeli zdechnę z głodu, będzie to tylko i wyłącznie twoja wina! – wykrzykuje melodramatycznym tonem, do którego dołącza oskarżycielski gest wymierzonej we mnie laski. Zostawiam bez komentarza jego zastanawiającą niezdolność do samodzielnego kupienia posiłku. Przeciwnie, słodko się do niego uśmiecham.

– Z resztą możemy poczekać do jutra – mówię do Wilsona, zaczynając układać papiery w schludny stos.

– Och, w porządku – Wilson wydaje się zaskoczony, że poddałam się żądaniom House’a tak łatwo. – Mam trochę czasu jutro po południu, kiedy skończę spotkania z pacjentami – dodaje, wciąż tym samym służbowym tonem. Dostrzegam, jak House marszczy brwi, dotknięty i rozczarowany, i jak szybko ucieka ze wzrokiem, gdy Wilson zauważa wyraz jego twarzy. Zachodzę w głowę, dlaczego Wilson jest tak mało spostrzegawczy i dlaczego House’a nigdy nie zastanowiło jego własne zachowanie w stosunku do najlepszego kumpla. To tak uderzająco proste, nawet dziecko domyśliłoby się od razu.

– Przypominam, że w dalszym ciągu zdycham! – powtarza House dobitnie, najwyraźniej chcąc już uciąć rozmowę.

– Wilson, dopilnuj House’a, żeby wrócił po lunchu do przychodni! – House wydaje z siebie jęk irytacji. Tym niemniej jego misja została spełniona; obraca się więc na pięcie i wycofuje się z mojego gabinetu.

Wilson zostaje jeszcze przez chwilę, pomagając mi zebrać pozostałe dokumenty. Wyczekuję, aż drzwi się zamkną, po czym mówię: – Wilson, gdybyś chciał pogadać o… o tym, co jest pomiędzy tobą i House’em, jestem tutaj. Zawsze – szepczę, choć wiem, że House nie może już mnie usłyszeć.

– Dziękuję, Cuddy, ale… dam sobie radę. Miałem cały weekend, żeby to przemyśleć. Jest dobrze. Jakoś to sobie poukładałem. – Nie mogę uwierzyć, że Wilson znowu próbuje okłamywać sam siebie. Miłość najwyraźniej ograbia go z rozsądku. Wzruszam ramionami, a on kiwa mi głową na pożegnanie i dołącza do niecierpliwie czekającego House’a. Ten ostatni na odchodnym rzuca mi dziwne spojrzenie, które wywołuje u mnie jedynie uśmiech. Mój plan zaczyna działać.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Bluesowa Nutka dnia Śro 20:49, 25 Lis 2009, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
soft
Pulmonolog
Pulmonolog


Dołączył: 16 Kwi 2009
Posty: 1128
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: tu te truskawki?
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 6:18, 16 Lip 2009    Temat postu:

Cytat:
No, aż takie proste to nie będzie ale nie uprzedzajmy faktów!

a buuuu... ;p

Cytat:
I proszę, zupełnie przypadkiem House akurat w tym czasie odrabia swoją pańszczyznę w przychodni. Jedną z dobrych stron bycia dziekanem medycyny jest możliwość wprowadzania niezbędnych poprawek do szpitalnego harmonogramu. Powiedziałam House’owi, że doktor Lane cierpi na zatrucie pokarmowe i nie był w stanie dotrzeć tego dnia do pracy. House nie znosi doktora Lane’a, więc przyjął tę informację z wyraźną uciechą i oznajmił, że chętnie zastąpi go w przychodni. Oczywiście zapomniałam dodać, że tak naprawdę doktor Lane wyjechał właśnie na urlop i w tym momencie prawdopodobnie wyleguje się na którejś z egzotycznych plaż.

o. taką cuddy lubię ;3

opowiadanie coraz ciekawsze. szkoda tylko, że rozdziały takie krótkie. teraz pozostaje mi w niecierpliwości czekać na dalsze części ^^

wena życzę ;3


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Bluesowa Nutka
Pacjent
Pacjent


Dołączył: 15 Lip 2009
Posty: 16
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 19:11, 16 Lip 2009    Temat postu:

Kolejne dwa rozdziały - i jesteśmy już za połową

----------

Rozdział 3

Tak jak ustaliliśmy, nazajutrz spotykam się z Wilsonem, żeby dokończyć naszą dyskusję nad budżetem. Robi się późno, zanim ostatecznie udaje nam się rozwiązać kilka spornych kwestii. Wilson wyciąga się na krześle, uśmiechając się w przypływie satysfakcji. Miło jest go widzieć trochę bardziej rozluźnionym, nawet jeśli nie ma to trwać zbyt długo. A wiem, że jego dobry nastrój szybko pryśnie. Ostatnio wydaje się żyć w ciągłym napięciu. Jestem pewna, że przyczyną jest House i obawy Wilsona, co się stanie, gdy prawda o jego uczuciu wreszcie wyjdzie na jaw…

Nieoczekiwanie burczy mi w brzuchu. Spoglądam na zegarek i widzę, że jest już po siódmej.

– Nie jadłam lunchu – wyjaśniam szybko, rozglądając się wokół z wyrazem zażenowania na twarzy. Usprawiedliwiam się przed sobą, że tylko odrobinę minęłam się z prawdą – czasu między spotkaniami wystarczyło mi akurat na zjedzenie połowy kanapki. Maleńkie kłamstwo okazuje się zresztą dobrym pomysłem. Rybka połyka haczyk; Wilson, szarmancki jak zawsze, zaprasza mnie na kolację.

– Znam francuską restaurację, do której zawsze chciałem pójść, ale House nie ma ochoty mi towarzyszyć. Twierdzi, że jest dla niego zbyt elegancka! – Wytłumaczenie brzmi mało wiarygodnie, ale i tak jestem wdzięczna za propozycję. Zbyt rzadko mam wystarczająco dużo czasu, żeby wybrać się na kolację z przyjaciółmi. A przy tym nadarza się okazja, żeby popchnąć dalej mój plan. Wilson dzwoni do restauracji, żeby wynegocjować rezerwację w trybie last minute, podczas gdy ja odnajduję swoją torebkę i płaszcz.

Ofiarowuję się poprowadzić na krótkim odcinku do restauracji, która okazuje się tak wytworna, jak Wilson zapewniał. Dokładnie ten typ lokalu, w którym mógłby się umówić na randkę. Miałby okazję popisać się swoją znajomością francuskiego podczas studiowania menu. Oczywiście takie sztuczki nie zrobiłyby wrażenia na Housie. Prawdopodobnie wyśmiałby Wilsona, a potem wygłupiałby się przed kelnerką, że nie zna słowa po angielsku – tylko po to, żeby zobaczyć jego reakcję. House i Wilson nie zdają sobie sprawy, jakimi są szczęściarzami. Żaden z nich nie musi niczego udawać przed drugim.

Zaledwie zabieramy się za główne danie, odzywa się komórka Wilsona. Nie potrzebuję zdolności parapsychicznych, aby odgadnąć, że to House, jeszcze zanim Wilsonowi udaje się wyłowić telefon z kieszeni płaszcza.

– Przepraszam – mówi Wilson uprzedzająco przed odebraniem telefonu. – Kolacja z Cuddy – wyjaśnia następnie House’owi. Dociera do mnie kilka ostrych słów i Wilson krzywi się w odpowiedzi.

Daję mu znak, żeby przekazał mi słuchawkę, a on unosi ramiona w geście przeprosin. Nie mogłabym zaplanować tego lepiej, nawet gdybym chciała. W tym przypadku zaborczość House’a działa na moją korzyść. Wątpię, czy uwierzy w cokolwiek, co mu powiem. Biorę głęboki wdech i zaczynam mówić, uprzedzając jego oczekiwany wrzask.

– Tak, House, po prostu kolacja. Nie martw się, zajadamy się czosnkiem i surową cebulą. Wkrótce będziesz miał Wilsona z powrotem. Nie posiedzimy tu dłużej niż godzinę, daję słowo. – Nie czekając na odpowiedź, oddaję telefon.

– Cuddy! – upomina mnie Wilson, zanim zabiera się za dokończenie swojej rozmowy z House’em. Kilkanaście razy powtarza to, co przed chwilą powiedziałam, zanim ostatecznie się rozłącza.

– Nie bez powodu zaczyna wariować, ilekroć próbujesz umówić się z kimś innym. Wilson, powinieneś mu powiedzieć.

Na samą myśl, że mógłby wreszcie wyjawić House’owi prawdę, na jego twarzy pojawia się kilkusekundowy przebłysk nadziei. Po chwili jednak promyk gaśnie, a Wilson ze smutkiem potrząsa głową.

To tylko zwiększa moją determinację, żeby mu pomóc i pokazać House’owi, czego tak naprawdę mu brak.



Rozdział 4

Następnego ranka czekam na House’a w jego gabinecie. Wiem, że w najlepszym wypadku pojawi się w pracy około dziesiątej, więc dla zabicia czasu siadam w jego fotelu i podziwiam kolekcję kompletnie bezużytecznych przedmiotów zalegających jego biurko. Nie mam pojęcia, jak udaje mu się skupić na pracy w obecności tylu rzeczy rozpraszających jego uwagę. Biorę do ręki jedno z niezliczonych czasopism, niebezpiecznie spiętrzonych na samej krawędzi blatu, i zaczynam bezmyślnie bazgrać na odwrocie okładki. Kusi mnie, żeby narysować na niej olbrzymie serce, napisać wewnątrz House + Wilson i demonstracyjnie zostawić całość na środku biurka. Tego House nie byłby w stanie zignorować! Niestety, akurat w tym momencie wchodzi do gabinetu. Nie wydaje się być szczególnie zaskoczony moim widokiem. Rzuca plecak na podłogę i bez słowa spędza mnie ze swojego fotela, wskazując puste krzesło w najodleglejszym kącie pokoju. Dziękuję bardzo, wolę postać.

– Czego chcesz? – pyta, zdejmując kurtkę i moszcząc się wygodnie za biurkiem.

– Wilson i ja zjedliśmy tylko razem kolację. – Nie mogę pozwolić, aby House zorientował się, że prowadzę z nim grę, więc otwarcie spoglądam na zegarek. Chcę stworzyć wrażenie, że szkoda mi czasu na wysłuchiwanie jego pretensji o bezczelną kradzież najlepszego przyjaciela.

– Wiem! – odpowiada szorstko, po czym odwraca się w stronę monitora. Udaje zajętego czytaniem jakiegoś maila, ale wiem, że w rzeczywistości ukradkiem mi się przygląda i poddaje precyzyjnej analizie każde moje słowo.

– Ale nie podobałoby ci się, gdybym z nim poszła na randkę. – Słowo „randka” wywiera pożądany skutek i House odrywa wzrok od monitora.

– Nic takiego nie powiedziałem! – odpowiada obronnym tonem.

– On jest samotny, House. Jak dotąd zawsze kogoś miał. Żonę, dziewczynę. A od pewnego czasu jest singlem.

Dostrzegam przebłysk zmartwienia w jego niebieskich, pełnych wyrazu oczach, i dochodzę do wniosku, że w najbliższej przyszłości wolałby nadal widzieć Wilsona w pojedynkę. Nie jestem jedną z przypadkowo poznanych kobiet, lecz kimś przyjaznym, zaufanym, kimś znanym Wilsonowi od lat. Nasza znajomość ma wszelką szansę przerodzić się w poważny, długotrwały związek. House musi się tego obawiać. Jest ostrożny, nie przyciska, nie usiłuje mi się odciąć, ale niepokoi się o wiele bardziej, niż przewidywałam. Po raz pierwszy, odkąd zaczęłam realizować mój chytry plan, dosięga mnie poczucie winy. Ale nie mogę się poddać, na to już nie pora. Nie zamierzam wszystkiego skopać, mówiąc House’owi całą prawdę zbyt wcześnie.

– Rozumiem, że umawiasz się z nim tylko z litości? – odpowiada wreszcie i patrzy na mnie wyzywająco, jak gdyby chciał mnie zmusić do wyznania, co rzeczywiście czuję do Wilsona.

– Nie. Jest inteligentny, przystojny, opiekuńczy. Bardzo atrakcyjne przymioty! – umyślnie nadaję swojemu głosowi niefrasobliwe brzmienie.

– Manipulujący innymi, protekcjonalny i zapatrzony w siebie pasują do Jimmy’ego Wilsona znacznie lepiej! – kpi House, ale w jego głosie pobrzmiewa żartobliwa czułość.

– A przy tym interesujący, nietuzinkowy i zabawny. – Milczenie House’a dowodzi, że w pełni się ze mną zgadza. – I zawsze będzie twoim przyjacielem… cokolwiek się wydarzy – dodaję, odwracając się w stronę drzwi. Już na progu raz jeszcze spoglądam za siebie i widzę House’a wspartego na lasce, zatopionego w myślach. Uśmiecham się do samej siebie. Ziarno upadło na żyzną glebę!

----------

A następny rozdział w oryginale zatytułowany jest "Transition" (tytułów rozdziałów nie tłumaczyłam, bo w przekładzie zginęłaby ich uroda).


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Bluesowa Nutka dnia Śro 20:53, 25 Lis 2009, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
agaSek
Pacjent
Pacjent


Dołączył: 19 Cze 2009
Posty: 58
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 20:07, 16 Lip 2009    Temat postu:

Cytat:
– Ale nie podobałoby ci się, gdybym z nim poszła na randkę. – Słowo „randka” wywiera pożądany skutek i House odrywa wzrok od monitora.


ahh ta Cuddy i jej kuszenie Sprytna bestia z niej Fik b. fajny... nawet przeboleje narracje w 1 osobie... czekam na ciąg dalszy. Ile jest jeszcze odcinków? :> Masz zamiar tłumaczyć coś jeszcze?;>


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez agaSek dnia Pon 18:54, 03 Sie 2009, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
soft
Pulmonolog
Pulmonolog


Dołączył: 16 Kwi 2009
Posty: 1128
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: tu te truskawki?
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 6:52, 17 Lip 2009    Temat postu:

Cytat:
Kusi mnie, żeby narysować na niej olbrzymie serce, napisać wewnątrz House + Wilson i demonstracyjnie zostawić całość na środku biurka.

ja jestem jak najbardziej za ^^

nowe rozdziały fajne, tylko szkoda, że tak krótkie. cóż. przejżyję
pozdrawiam i wena życzę ;3


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Bluesowa Nutka
Pacjent
Pacjent


Dołączył: 15 Lip 2009
Posty: 16
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 18:16, 18 Lip 2009    Temat postu:

I oto dwa ostatnie rozdziały:

----------

Rozdział 5

Liczę na to, że na House’a spłynie nareszcie olśnienie, ale on w dalszym ciągu trwa w swoim pełnym zadumy milczeniu. Obydwaj z Wilsonem korzystają ze starego, wypróbowanego sposobu chowania się przed problemami – pogrążają się w pracy, żeby mieć pretekst do unikania się nawzajem. Raz jeszcze przebiegam w myślach swoją ostatnią rozmowę z House’em. Zastanawiam się, czy naprawdę uznał się za pokonanego i pozbył się wszelkiej nadziei. Może House uważa, że Wilson jest zbyt atrakcyjny i pociągający, żeby przedłożyć akurat jego nad jakąkolwiek kobietę? Pora przejść do bardziej drastycznych metod! Marnowałam czas na niepotrzebne subtelności. Przy całej swojej inteligencji House i Wilson nie potrafią dostrzec czegoś, co dla reszty świata jest oczywiste – że się kochają. Na szczęście dla nich mam jeszcze w zanadrzu plan B.

Jedna krótka wymiana zdań z Wilsonem upewnia mnie, że wybiera się do House’a w piątek wieczorem. Nawet gdyby byli na siebie wściekli, żaden z nich nie pominąłby cotygodniowego rytuału wspólnego oglądania jakiegoś koszmarnego filmu, wlewania w siebie niewyobrażalnych ilości piwa i zagryzania wybitnie niezdrowym kupnym żarciem. To przypuszczalnie jeden ze sposobów Wilsona, żeby choć trochę zbliżyć się do House’a, okazywać mu czułość i troskę tak, żeby nie dało się domyślić niczego więcej. A i House’a, choć oczywiście nigdy by się do tego nie przyznał, naprawdę cieszy jego obecność. Po cichu liczę też na to, że House nigdy nie pogardza darmowym jedzeniem i alkoholem.



Docieram do mieszkania House’a około ósmej wieczorem. Rozglądam się po ulicy i widzę samochód Wilsona zaparkowany u końca budynku. Jak dotąd wszystko idzie zgodnie z planem. Zakładam, że zdążyli już zjeść kolację i opróżnili wystarczająco dużo butelek piwa. Zatrzymuję się pod drzwiami House’a i wygrzebuję z torebki puderniczkę. Potrzebuję lusterka, żeby dokonać pewnych niezbędnych poprawek w makijażu. Na początek przecieram oczy, rozmazując tusz w malownicze czarne smugi. Następnie wierzchem dłoni ścieram z ust szminkę i pozostawiam jedynie bladoróżową plamę. Na koniec używam błyszczyku, aby namalować na policzkach lśniące ślady biegnące z kącików oczu w dół. Mam nadzieję, że wygląda to tak, jakbym płakała. Kiedy uznaję efekt za satysfakcjonujący, chowam lusterko do torebki. Pora przekonać się, czy moje zdolności aktorskie są wystarczająco dobre, aby oszukać i House’a, i Wilsona.

Zaczynam uderzać otwartą dłonią w drzwi i nie przestaję, dopóki po drugiej stronie nie rozlegają się czyjeś kroki. Domyślam się, że to Wilson, bo nie słyszę towarzyszącego postukiwania laski. Gdy otwiera, bez zachęty wchodzę do środka i mijam go, ledwie rejestrując wyraz konsternacji na jego twarzy. Czekam, aż Wilson zamknie drzwi i dołączy do House’a, który w międzyczasie podnosi się ze swego miejsca na kanapie.

– Wiedziałam, że tu będziesz! Wiedziałam!!! – wykrzykuję, odwracając się do Wilsona. Zdaję sobie sprawę, że idealnie wpasowuję się w stereotyp histerycznej kobiety, która tak naprawdę upaja się swoją rolą – ale przecież właśnie do tego sprowadza się moje zadanie w tym pokręconym planie naprowadzenia House’a i Wilsona na trop ich wzajemnych uczuć. Muszę wyglądać jak idiotka, ale dopóki to działa, nie dbam o resztę. House spogląda na mnie zdezorientowany; nie znosi konfrontacji z jakimikolwiek przejawami uczuć. W końcu jednak moje słowa zaczynają do niego docierać i oskarżycielsko wyciąga palec w stronę Wilsona.

– Wiedziałem! – powtarza po mnie jak echo. Biedny Wilson nie ma pojęcia, o co chodzi. Jedynie bezradnie potrząsa głową, na próżno próbując zrozumieć, o co go oboje obwiniamy.

– Ja… ja nic nie zrobiłem! – wykrztusza wreszcie.

– Powiedziałeś mi, że nie spotykasz się z Cuddy, Wilson! Okłamałeś mnie! – Teraz to House’a robi mi się żal. Z jego głosu wyraźnie przebija ból i rozczarowanie.

– Nie! Mówiłem prawdę, House! – zaprzecza Wilson, obracając się, by stanąć z nim twarzą w twarz.

– Jest powód, dla którego Wilson nie jest zainteresowany ani mną, ani żadną inną kobietą! – Zaczynam czuć się głupio, więc ścieram z policzków lepki błyszczyk. Wilson gwałtownie odwraca się w moją stronę, błagając spojrzeniem, abym nie mówiła nic więcej. – I jest powód, dla którego House nie chce cię widzieć z nikim innym! – dodaję.

W tej chwili jestem centralną postacią dramatu. Obydwaj wpatrują się we mnie pełni niedowierzania. Naprawdę nie muszę tego literować; powiedziałam już więcej, niż było trzeba. Powoli odwracają się ku sobie. Nie widzę wyrazu twarzy Wilsona, ale zgaduję, że jest identyczny jak House’a. Ten ostatni próbuje jeszcze udawać obojętnego, wymazać z twarzy wszelkie oznaki emocji, ale jego oczy zdradzają, jak bardzo jest przerażony. Może nagle zrodzona świadomość, że jego miłość do Wilsona jest odwzajemniona, jest dla niego aż tak wstrząsająca? Ale Wilson powoli, centymetr po centymetrze przysuwa się ku swojemu najlepszemu przyjacielowi i wyciąga ręce, aby go dotknąć, choć nie może powstrzymać ich drżenia. House nadal tkwi jak przykuty do tego samego miejsca, kurczowo ściskając w ręku laskę. W porządku, ostatni delikatny pstryczek nie powinien zaboleć.

– Nie jestem małym delikatnym kwiatuszkiem. Nie zemdleję ze zgrozy na widok dwóch migdalących się facetów! – Moje słowa ostatecznie wyrywają House’a ze stanu osłupienia. Przez jego twarz przemyka szelmowski uśmiech. Laska wyślizguje się z jego uchwytu i upada na kanapę, podczas gdy on sam chwyta Wilsona za koszulę i przyciąga ku sobie. Następnie ujmuje jego twarz w dłonie i namiętnie całuje. Wilson nie traci więcej czasu i obejmuje House’a wpół, tak mocno, jak gdyby nigdy nie chciał wypuścić go z uścisku. Moje zadanie dobiegło końca, więc po cichu wycofuję się w stronę drzwi.

House musi słyszeć odgłos otwierających się drzwi, bo na chwilę wyswobadza się z objęć Wilsona. – Cuddy! – woła niemal bezgłośnie. Odwracam się i widzę na jego twarzy wyraz niechętnego podziwu. Bardziej wylewnych oznak wdzięczności raczej nie mam co oczekiwać, ale przecież nie to miało przesądzać o sukcesie mojej misji. Wystarczy, że są razem szczęśliwi albo przynajmniej szczęśliwsi, niż byli.

– Cała przyjemność po mojej stronie! – odpowiadam serdecznie i zamykam za sobą drzwi.

Uśmiech nie znika z mojej twarzy przez całą drogę do domu.



Rozdział 6


Sobota już dawno przestała być dla mnie częścią weekendu. Prawdę mówiąc, nawet lubię zaglądać do mojego biura w dni wolne od pracy. Jest ciszej, wokół nie kręci się tyle osób i mogę zdziałać o wiele więcej, nie musząc wykonywać żadnych telefonów. Ale dzisiaj nie zamierzam zostawać tu długo. Wpadłam tylko po kopie miesięcznych sprawozdań z pracy poszczególnych oddziałów. Dziś w nocy lecę na konferencję do Vancouver i zamierzam je przeczytać po drodze. Przypomina mi się mój ostatni pobyt w tym mieście i spotkanie z uroczym kanadyjskim hematologiem, który okazał się być po prostu rewelacyjnym facetem. Naprawdę, mam bardzo dobre wspomnienia z Vancouver!

Mój moment rozmarzenia urywa się, gdy zauważam dwie osoby zmierzające w kierunku mojego gabinetu. Nie wierzę własnym oczom. Nie ma powodu, dla którego House i Wilson mieliby być dzisiaj w szpitalu. Z oddali wyglądają, jakby się kłócili. Wilson gwałtownie gestykuluje, a House zapewne przewraca w odpowiedzi oczami. Ostatecznie Wilson unosi ręce w górę w geście ostatecznej kapitulacji, po czym niemal przymusem wprowadza House’a do mojego gabinetu. Miesiąc miodowy najwyraźniej nie trwał zbyt długo!

Przez moment nasuwa mi się myśl, że od wczoraj zdążyli się straszliwie pokłócić i teraz oczekują ode mnie wystąpienia w roli mediatora. „Trochę za dużo jak na jedną osobę” – myślę w popłochu i czuję, jak przeszywa mnie nieprzyjemny dreszcz. Na szczęście House i Wilson nie wyglądają, jakby mieli się za chwilę pozabijać. Co prawda ten pierwszy najwyraźniej jest tutaj wbrew swojej woli i zrzędzi pod nosem odnośnie zrywania z łóżka w weekend przed południem, ale Wilson uśmiecha się do mnie na powitanie.

– Wszystko w porządku? – pytam szybko. Muszę zebrać siły na wypadek oświadczenia, że potrzebuje mojej pomocy.

– Tak, w porządku. Wręcz świetnie! – Wilson wzrusza ramionami, jak gdyby moje pytanie było całkiem pozbawione sensu. Oddycham z ulgą, gdy podchodzi do mojego biurka i siada na najbliższym pustym krześle. House rozgląda się po moim gabinecie, wybiera kanapę i uwala się na niej, jakby miał zamiar uciąć sobie drzemkę. Niema demonstracja przeciwko zmuszaniu go do bycia tutaj, rzecz jasna.

– Skąd się tu dzisiaj wzięliście?

– Chcieliśmy cię złapać przed odlotem do… – Wilson urywa, przeszukując zakamarki pamięci.

– Vancouver, idioto! – wtrąca się House. Na chwilę otwiera oczy, ale tylko po to, żeby wydobyć z kieszeni marynarki upijającą go w bok fiolkę Vicodinu. Stawia ją na pobliskim stoliku i natychmiast powraca do swojej wyjściowej pozycji. Najwyraźniej nową strategią Wilsona jest całkowicie go ignorować.

– Masz ochotę na kawę? – pyta Wilson. I oboje uśmiechamy się odruchowo, przypominając sobie, jak zaledwie przed tygodniem to ja proponowałam mu to samo.

– Kawa? To brzmi nieźle – odpowiadam.

– Nareszcie! – House podrywa się z miejsca i zmierza ku drzwiom, nie zapominając jednak ani na chwilę o pozostawionym na stoliku Vicodinie.



Tym razem to Wilson idzie po napoje, podczas gdy ja podążam za House’em w kierunku wybranego przez niego stolika. Zachodzę w głowę, dlaczego nigdy nie zajmuje po prostu pierwszego wolnego miejsca. Nie mam pojęcia, jaki skomplikowany proces myślowy nim kieruje. Kiedyś byłam zdania, że House robi takie rzeczy celowo, żeby utwierdzić wśród ludzi swoją opinię ekscentrycznego geniusza – ale on naprawdę nie dba o to, co się o nim myśli i mówi.

Czekając na Wilsona, siedzimy przez chwilę w milczeniu i mam okazję przyjrzeć się House’owi z bliska. Nic nie wskazuje na diametralną przemianę. Nie bije od niego blask szczęścia. Ale wygląda na bardziej odprężonego, jak gdyby zdjęto mu z ramion jakiś wielki ciężar. Mimo to wytrzymuje moje oględziny zaledwie przez kilka sekund, po czym wykrzywia twarz w zabawnym grymasie. Odpłacam mu pięknym za nadobne, przedrzeźniając jego minę. Powrót Wilsona kładzie kres tej dziecinadzie; z przyjemnością patrzę, jak House uśmiecha się ciepło, gdy jego przyjaciel zajmuje miejsce tuż przy nim.

– Chciałem ci podziękować… – Wilson rzuca krótkie spojrzenie w stronę House’a, po czym kończy: – …za to, że mnie nie posłuchałaś. – Następnie wyciąga z kieszeni małe drewniane lakierowane pudełeczko i przesuwa je po stole w moim kierunku.

– To dla mnie? – pytam zaskoczona. – Naprawdę nie trzeba było!

Otwieram pudełko i znajduję w środku piękny ametystowy wisiorek na długim złotym łańcuszku. Nie do końca ten typ biżuterii, jaką zazwyczaj noszę, ale mimo to zachwycający. Jest dla mnie oczywiste, że to Wilson wybrał naszyjnik, i że ma naprawdę doskonały gust. Wyjmuję klejnot z pudełka i od razu wkładam go na szyję. House parska śmiechem godnym dwunastolatka, gdy wisiorek spada w dół i ginie gdzieś w głębi mojego dekoltu.

– Dziękuję! – mówię szczerze, po czym pochylam głowę, aby wydobyć ametyst z uwięzi.

Kątem oka widzę, jak palce House’a na wpół bezwiednie przemykają po stole, aby dotknąć dłoni Wilsona. To naprawdę zbyt… urocze, aby dało się ująć w słowa. Nie daję po sobie znać, że cokolwiek zauważyłam. Gdyby House poczuł się skrępowany, z pewnością natychmiast cofnąłby rękę i zaczął unikać fizycznego kontaktu. Póki co udaje mu się utrzymać obojętny wyraz twarzy, ale jego oczy zdradzają o wiele więcej, niż sobie uświadamia. Nie chcę zepsuć jego dobrego nastroju.

– No więc jak wasze weselne plany? – pytam, chcąc odwrócić uwagę od mojej osoby, i nie mogę powstrzymać się od śmiechu na widok House’a i Wilsona równocześnie krztuszących się kawą.

– Cuddy! – wykrzykuje Wilson, kiedy tylko udaje mu się przestać kaszleć.

– To było świetne, czyż nie? – szczebioczę radośnie, wciąż chichocząc. Zerknięcie na zegarek przypomina mi jednak, że zostało mi już bardzo mało czasu. Wciąż jeszcze mam kilka spraw do załatwienia, zanim zabiorę się za pakowanie walizki. – Niezależnie od tego, jak dobrze bawię się waszym kosztem, teraz muszę już iść. – Zabieram do połowy opróżniony kubek kawy i pudełeczko po naszyjniku, po czym zaczynam wstawać od stolika.

– Tylko jedno pytanie… – powstrzymuje mnie House. – Jak dużo czasu zajęło ci wysmażenie twojego maleńkiego planu? Wilson powiedział…

– Wilson rozmawiał ze mną w ubiegły piątek – odpowiadam szybko. – Nie powiedziałam mu, co zamierzam zrobić. – House potrząsa głową i nagle dociera do mnie, o co naprawdę chodziło w pytaniu. Wzruszam ramionami i otwieram usta, aby jeszcze coś dodać, ale tym razem Wilson mnie uprzedza:

– Wiesz, byłoby nam miło kiedyś ci się odwdzięczyć. Tak się składa, że mam w Nowym Jorku dobrego kolegę, pediatrę…

– Nie! Nie, nie!!! Naprawdę nie ma takiej potrzeby! – przerywam mu w popłochu. Wyraz szczerego przerażenia na mojej twarzy przyprawia ich obu o wybuch śmiechu. Moja niewinna intryga byłaby niczym w porównaniu z tym, co zrodziłoby się w głowie House’a. Bez wątpienia potraktowałby to jako rewanż za to, że nieświadomie pozwolił mi sobą manipulować.

– Tak czy inaczej, jeszcze raz dziękuję, Lisa – w głosie Wilsona brzmi szczerość.

– To było jasne, że wy… że… zależy wam na sobie – uważnie dobieram słowa, odpowiadając na niewypowiedziane pytanie House’a. – Trzeba wam było tylko pomóc w uświadomieniu sobie… jak bardzo.

Moja odpowiedź wydaje się satysfakcjonować House’a, który odwraca wzrok i ku mojemu prawdziwemu zaskoczeniu rumieni się. Trudno powiedzieć, co wprawia go w takie zakłopotanie: świadomość, że jego zazdrość była aż tak widoczna dla innych, czy fakt, że jego wielka miłość w końcu przestała być tajemnicą?

– Do zobaczenia w przyszłym tygodniu! – żegnam się, wstając, po czym kieruję się do wyjścia z bufetu. Już w drzwiach obracam się na chwilę, żeby jeszcze raz na nich popatrzeć. House nie siedzi już na swoim miejscu; przesunął się na krzesło naprzeciw Wilsona. Siedzą tak bez słowa, po prostu wpatrzeni w siebie, uśmiechając się obaj tym samym naiwnym, rozanielonym uśmiechem. Widok tak niepoprawnie romantyczny, że nieświadomie uśmiecham się również.

Wreszcie odchodzę w stronę mojego gabinetu po pozostawioną torebkę i papiery. I myślę o tym, jak House i Wilson ponownie obudzili we mnie nadzieję, że może ja również spotkam miłość swojego życia w jego najbardziej nieoczekiwanym momencie.


----------


"A potem żyli długo i szczęśliwie"

Wielkie dzięki dla wszystkich komentatorów za pozytywny odzew!

Do agaSek: tak, chciałabym przetłumaczyć coś jeszcze. Marzy mi się zwłaszcza jeden fik, nawet już zaczęłam się do niego przymierzać... W zupełnie innym klimacie niż "Matchmaking...", ale oszałamiający. Z tym że zanim zabiorę się za to na serio, muszę kogoś na tym forum poprosić o pozwolenie - bo tłumaczenie TAKICH rzeczy to jej święte prawo

Pozdrawiam!


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Bluesowa Nutka dnia Śro 21:07, 25 Lis 2009, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
agaSek
Pacjent
Pacjent


Dołączył: 19 Cze 2009
Posty: 58
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 20:17, 18 Lip 2009    Temat postu:

ŁAŁ! Takie zakończenia mają być zawsze <marzy>. Fik orginalny i naprawde uroczy . Fajnie, że przetłumaczyłaś i wrzuciłaś (chwała Ci za to ).
Teraz sprawy organizacyjne... mogłabyś umieścić [Z] przy tytule?

Cytat:
Do agaSek: tak, chciałabym przetłumaczyć coś jeszcze. Marzy mi się zwłaszcza jeden fik, nawet już zaczęłam się do niego przymierzać... W zupełnie innym klimacie niż "Matchmaking...", ale oszałamiający. Z tym że zanim zabiorę się za to na serio, muszę kogoś na tym forum poprosić o pozwolenie - bo tłumaczenie TAKICH rzeczy to jej święte prawo


Oszałamiający? Troche więcej info albo link? Zaciekawiłaś mnie. Kogo musisz prosić o pozwolenie?;> To mi może podpowiedzieć na temat klimatu next fika.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez agaSek dnia Pon 18:54, 03 Sie 2009, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
soft
Pulmonolog
Pulmonolog


Dołączył: 16 Kwi 2009
Posty: 1128
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: tu te truskawki?
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 7:22, 19 Lip 2009    Temat postu:

c u d o! o. tyle tylko mogę napisać ;p szkoda, że to już koniec. cuddy i jej małe przedstawienie doprowadziło do tego, że prawie dusiłam się śmiechem.

to ja z niecierpliwością czekam na kolejne tłumaczenie ;3


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Bluesowa Nutka
Pacjent
Pacjent


Dołączył: 15 Lip 2009
Posty: 16
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 8:54, 19 Lip 2009    Temat postu:

agaSek: najpierw muszę zapytać Richie, czy ona przypadkiem nie ma tego w planach.
Bo jeśli ona chciałaby to przetłumaczyć, to na pewno nikt nie zrobi tego lepiej od niej

Szczegóły odnośnie fika wysyłam na priv, bo nie chcę innym zdradzać niespodzianki

soft napisał:
cuddy i jej małe przedstawienie doprowadziło do tego, że prawie dusiłam się śmiechem


Ja też śmiałam się do ekranu (budząc pewien niepokój moich domowników) kiedy pierwszy raz czytałam oryginał. Cuddy ze swoimi wiecznymi serialowymi potyczkami z House'em i zamiłowaniem do rozmaitych sprytnych sztuczek pasowała mi do tej roli idealnie! Byłaby prawdopodobnie jedyną osobą zdolną wyprowadzić go w pole w taki sposób

(EDIT: W mojej pamięci wciąż żywe są urocze sceny z pierwszych trzech sezonów. Choćby cały odcinek 3x19. W wykonaniu H/W/C coś wspaniałego... I właśnie z myślą o takiej Cuddy tłumaczyłam tego fika).

Pozdrawiam


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Bluesowa Nutka dnia Śro 21:16, 25 Lis 2009, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Pino
Stażysta
Stażysta


Dołączył: 30 Lis 2008
Posty: 369
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Nibylandia
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 12:09, 19 Lip 2009    Temat postu:

Bardzo ładny tekst i bardzo ładne tłumaczenie

Nie cierpię Cuddy ale w tym opowiadaniu jest na szczęście inna niż serialowy oryginał. No i knuje w słusznej sprawie xD
Mam tylko jedno zastrzeżenie: nawet ona nie wyprowadziłaby House'a w pole. Gdyby to był prawdziwy House, na sam koniec okazałoby się, że to wszystko jest jego pomysłem, a Wilson i Cuddy dali się po prostu wplątać w kolejną gierkę xD
Zdecydowanie jednak wolę to zakończenie i House'a trzymającego Wilsona za rękę

Mam nadzieję, że coś jeszcze przetłumaczysz


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Richie117
Onkolog
Onkolog


Dołączył: 24 Sty 2008
Posty: 5994
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 39 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: w niektórych tyle hipokryzji?
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 7:02, 29 Lip 2009    Temat postu:

and my first powakacyjny koment goes to...

okej, przezwyciężyłam na chwilę niechęć do Cuddy i wzięłam się za czytanie


Opiera ręce na biodrach w ten charakterystyczny tylko dla siebie sposób i nie muszę zadawać żadnych pytań, by odgadnąć, że musiało się wydarzyć coś niezwykłego.
– Kocham House’a! – wyrzuca z siebie Wilson niemal bez tchu.

ło bosh... Normalnie padłam ze śmiechu Bo czy Wilson naprawdę nie miał do kogo iść z taką nowiną? Do rabina, do psychoanalityka, whatever...?

Powstrzymuję się przed pytaniem o pikantne szczegóły.
... taaak, to ciekawość bardzo w stylu Cuddy, szczególnie w niektórych fikach
*wyobraża sobie, jak Wilson pada trupem po pierwszym pytaniu, a potem zmartwychwstaje i idzie do klasztoru*

Mogę tylko przypuszczać, że założył podsłuchy na wszystkich krawatach Wilsona. Jeżeli chodzi o House’a, nic nie jest mnie w stanie zadziwić.
*zapisuje sobie, żeby przy najbliższej okazji wykorzystać motyw podsłuchu ukrytego w bokserkach*

Przechylam się i ze współczuciem poklepuję jego dłoń.
aż musiałam zerknąć na oryginał, z którego roku jest ten fik... cóż, albo Autorka odważyła się na publikację z opóźnieniem, albo jest wyjątkową optymistką (dla mnie najs!Cuddy bezpowrotnie przestała istnieć)

To tak uderzająco proste, nawet dziecko domyśliłoby się od razu.
taaa... tak jak bystre dzieci domyślają się, że to rodzice wkładają prezenty pod choinkę, a teraz wmawiają nam (w serialu), że święty Mikołaj jednak istnieje...

Przypominam, że w dalszym ciągu zdycham!
czy House, jako genialny lekarz, nie powinien wiedzieć, że śmierć głodowa wymaga więcej czasu niż kilka minut?

Ostatnio wydaje się żyć w ciągłym napięciu. Jestem pewna, że przyczyną jest House i obawy Wilsona, co się stanie, gdy prawda o jego uczuciu wreszcie wyjdzie na jaw…
a ja myślę, że przyczyną napięcia jest jeszcze coś innego

Miałby okazję popisać się swoją znajomością francuskiego podczas studiowania menu.
oj, jestem pewna, że Wilson woli się popisywać swoim "francuskim" w innych okolicznościach

Oczywiście takie sztuczki nie zrobiłyby wrażenia na Housie.
nawiązując do mojego poprzedniego komenta - uważam, że Cuddy się myli

Żaden z nich nie musi niczego udawać przed drugim.
...[szczególnie, że facetowi nie tak łatwo udawać orgazm]

Nie mam pojęcia, jak udaje mu się skupić na pracy w obecności tylu rzeczy rozpraszających jego uwagę.
bo one pomagają mu oderwać uwagę od tego, co (czy raczej KTO) naprawdę mu ją zaprząta

nie potrafią dostrzec czegoś, co dla reszty świata jest oczywiste – że się kochają
kto jest za tym, żeby inną "część świata", która tego nie dostrzega, zakopać w mrowisku - ręka do góry!!!

Nie jestem małym delikatnym kwiatuszkiem. Nie zemdleję ze zgrozy na widok dwóch migdalących się facetów!
no pewnie, że nie - tylko wyciągniesz komórkę i będziesz pstrykać fotki, żeby mieć się czym podniecać w zimowe samotne wieczory

Uśmiech nie znika z mojej twarzy przez całą drogę do domu.
pewnie zanim poszła, wystarczająco długo czaiła się za oknem sypialni...

House rozgląda się po moim gabinecie, wybiera kanapę i uwala się na niej, jakby miał zamiar uciąć sobie drzemkę.
no cóż, trudno się dziwić, że jest zmęczony po wyczerpującej nocy Ale gdyby tak usiadł Wilsonowi na kolanach...

Trudno powiedzieć, co wprawia go w takie zakłopotanie: świadomość, że jego zazdrość była aż tak widoczna dla innych, czy fakt, że jego wielka miłość w końcu przestała być tajemnicą?
albo stało się to za sprawą ręki Wilsona, która w tajemniczych okolicznościach zniknęła pod stolikiem


a podsumowując: awwwww....

już zapomniałam, że bez-erowe fiki też potrafią być urocze i warte przeczytania szczególnie tak pięknie i zgrabnie podane Gratuluję debiutu! I w ogóle witam nową Hilsonkę
(jedna maleńka uwaga mi się tylko nasunęła - wcale nie uważam, że przetłumaczenie tytułów rozdziałów i samego fika coś by popsuło w ich urodzie)

---------------------------------------

Dooobra, dość już tego "słodzenia" Cóż to za oszałamiający fik o TAKICH rzeczach, do którego się przymierzasz? Raczej nie mam w planach żadnego fika, który pasowałby do tego opisu, ale dla pewności proszę o linka na pw W razie czego możemy ponegocjować, bo jak widzę fik i tak trafiłby w dobre (czy raczej zue) ręce
(i chciałam jeszcze dodać, że nie uzurpuję sobie prawa do tłumaczenia TAKICH rzeczy - wręcz przeciwnie, chętnie czytam je w wykonaniu/tłumaczeniu kogoś innego, bo mi już czasem brakuje słów)


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Richie117 dnia Śro 7:03, 29 Lip 2009, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sovereign. ;)
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 16 Mar 2009
Posty: 185
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 9:19, 04 Sie 2009    Temat postu:

piękne, piękne, piękne! oooh House i Wilson od początku byli sobie przeznaczeni:D a od tego fika zaczynam lubić Cuddy xD byle by tylko trzymała się z dala od Housa:D
no i w ogóle gdy przeczytałam o Housie rumieniącym się to próbowałam sobie to wyobrazić... Niestety mi się zbytnio to nie udało.. w sumie nic dziwnego xd


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Cudna :D
Student Medycyny
Student Medycyny


Dołączył: 11 Sie 2009
Posty: 119
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 19:34, 31 Sie 2009    Temat postu:

Nie myslałam, że to kiedys powiem, ale cieszy mnie Cuddy w fiku Hilsonowym. Słodki ten ficzek i bardzo dobry.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum House M.D Strona Główna -> Hilson Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Soft.
Regulamin