Forum House M.D Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

G is For Goodbye [T] [NZ]

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum House M.D Strona Główna -> Inne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Natka
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 14 Lip 2008
Posty: 175
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Opole
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 22:37, 05 Cze 2009    Temat postu: G is For Goodbye [T] [NZ]

Dobrze... więc to będzie moje pierwsze tłumaczenie, sama jeszcze pisać się nie odważyłam Oryginał możecie znaleźć [link widoczny dla zalogowanych]. Fik zapowiada się dość ciekawie, ale jeszcze nie tłumaczyłam dalej, więc nie wiem Na razie bez limitu wiekowego... No to miłego czytania.

Nie bijcie






1. Wypadek

To powinien był być piękny dzień. Słoneczny, powyżej osiemdziesięciu dwóch stopni (28 stopni C). To był 17 maja 2009 roku. Dzieci bawiły się w parku, ratownicy siedzieli na swoich miejscach, gliniarze robili na zewnątrz swój codzienny patrol uliczny.

To był najnormalniejszy dzień w New Jersey. Ale dla niektórych, ten wspaniały dzień stał się tym, który miał być wypalony w ich pamięci do końca życia.

To także nie była ta "dobra" pamięć, ten jej rodzaj, dzięki któremu możesz przywrócić sobie wspomnienia i śmiać się ze swoimi przyjaciółmi z tego, co było 5 lat wcześniej. Nie. To była pamięć, której nikt nie chciałby przywoływać.

To był dzień, kiedy dr Gregory House miał wypadek na swoim motocyklu.

Dr House był w drodze do pracy. Jak zwykle, nie spał zbyt dobrze ostatniej nocy. Spędził noc, odbijając swoją piłeczkę tenisową od ściany, łykając Vicodin i oglądając seriale w telewizji.

Jak zawsze zwykł robić, jechał szybciej, niż był powinien. Limity prędkości były dla House'a zawsze czymś, czym najmniej się przejmował. Przekraczał te limity każdego dnia, bez żadnych problemów.

I wtedy to się wydarzyło.

Siedmioletni chłopiec Sean grał w koszykówkę ze swoimi przyjaciółmi. Stał z boku i wyobrażał sobie rzut za trzy punkty. Uśmiechał się na myśl o fanach wykrzykujących jego imię. Taktownie wyskoczył w powietrze i rzucił piłkę.

Piłka poleciała tak daleko, jak chciał, ale odbiła się od tablicy i wyleciała na ulicę. Sean westchnął i ignorował śmiech kolegów, mówiąc im, żeby się zamknęli.

Wybiegł na ulicę, zapominając, by rozejrzeć się w obie strony. Gdy tylko się tam znalazł, dr House jechał właśnie w dół drogi. Oczy House'a rozszerzyły się na widok małego chłopca, próbującego podnieść piłkę.

Wzrok diagnosty nie mylił się. Grupka siedmiolatków była rozproszona na trawie. Nie mógł ryzykować jazdy po trawniku i przejechania któregoś z nich. Wiedział, że jedyną szansą był skręt w lewo, w ruch nadchodzących z naprzeciwka samochodów.

Nie miał wyboru, a teren, nie zważając na sąsiedni tor, wydawała się czysty. To był jego błąd.

Sean uniósł wzrok i zobaczył House'a lecącego na niego, a jego oczy otworzyły się szerzej. Był jak sparaliżowany.

Gdy House zauważył, że mały się nie rusza, skręcił w lewo. Spojrzał przez ramię w tył i ujrzał, jak dzieciak pędzi z powrotem na trawę. Przewrócił oczami.

Odwrócił głowę i zobaczył srebrnego Chevy Cavalier'a pędzącego prosto na niego. Próbował gwałtownie zmienić kierunek, ale inny samochód zbliżał się z drugiej strony. Był w potrzasku.

Jego motocykl zderzył się z Chevy. Pokrywa silnika otworzyła się gładko, a House został wyrzucony z motoru. Stoczył się po przedniej szybie, przeleciał nad dachem, potem w dół po tylnej części auta i spadł na twardą ziemię. Usłyszał, jak jego kask się roztrzaskuje, tak jak dotkliwy ból rozrywał całe jego ciało.

Mógł stwierdzić, że krwawił z kilku miejsc na twarzy. Wiedział, że prawdopodobnie miał krwotok wewnętrzny i możliwe - kilka złamanych kości.

Czuł przeszywający ból w nodze, ale usiłował nie stracić przytomności. Zobaczył cień, który zbliżał się do niego.

- Proszę pana... Proszę pana... wszystko w porządku? - pytał głos. House otworzył i zamknął usta kilka razy, ale żadne słowa nie wydostały się na zewnątrz.

- Halo 911? Zdarzył się wypadek... Ja... Potrąciłem mężczyznę...

House powoli zamknął oczy, niezdolny znieść bólu, który czuł dosłownie wszędzie.

- Karetka już jedzie, proszę pana…. Karetka już jedzie...


Niedługo wstawię kolejne części


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
shina
Pacjent
Pacjent


Dołączył: 06 Kwi 2008
Posty: 38
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z przed monitora:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 14:22, 07 Cze 2009    Temat postu:

OMG!!!
świetny opis tej sytuacji...
piszesz genialnie i już nie mogę się doczekać dalszego ciągu...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
pannaX
Stażysta
Stażysta


Dołączył: 21 Lip 2008
Posty: 344
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 16:22, 07 Cze 2009    Temat postu:

Ciekawe jak się to dalej rozwinie...
Czekam...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Natka
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 14 Lip 2008
Posty: 175
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Opole
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 16:33, 07 Cze 2009    Temat postu:

Dzięki z miłe słowa Właśnie jestem w trakcie tłumaczenia kolejnych części, myślę, że niedługo je wstawię... Ja sama jestem ciekawa, zwłaszcza że akcja toczy się w dzień moich 16 urodzin

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mistrustful
Rezydent
Rezydent


Dołączył: 30 Sty 2009
Posty: 462
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: zza miedzy ^^
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 16:42, 07 Cze 2009    Temat postu:

Powiem tak: po przeczytaniu tej części, wyglądałam mniej więcej jak Cuddy na Twoim bannerku ;D Może nie aż tak bardzo, ale troszkę tak



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Natka
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 14 Lip 2008
Posty: 175
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Opole
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 21:17, 08 Cze 2009    Temat postu:

Cieszę się, że tak się pierwsza część podobała, widać mój angielski nie opadł jeszcze całkiem na dno Drugą część dedykuję wszystkim czytającym ten fik

2.Pożegnanie Chase'a

Dr Chase szedł wzdłuż holu. O drugiej nad ranem dostał telefon mówiący, że House brał udział w wypadku, który wtrącił go w stan śpiączki. Normalnie, byłby podekscytowany, widząc się z zespołem już tak wcześnie rano.

Ale to była inna sytuacja. Tym razem nie było żadnego szefa, który rzucałby komentarze o tym, dlaczego przyszedł tak późno, typu: "Gdzie jest dziwka?" lub "Czyżby wreszcie Brytyjczycy wygrali coś w rugby?

Chase oddychał głęboko. Dr Cuddy poinformowała ich, że stan House'a jest ciężki i że jest bardzo możliwe, że nie przeżyje. House nigdy nie wierzył w sztuczne podtrzymywanie życia, więc zamierzali wyciągnąć wtyczkę.

Cuddy powiedziała im również, że jeśli chcieliby się z nim w jakiś sposób pożegnać, mogliby to zrobić w tej chwili. Wszyscy razem zgodzili się, żeby zrobić to każdy z osobna, tak by mogli mieć trochę prywatności.

Chase rozsunął drzwi i otworzył usta. Tam leżał jego szef, jego mentor, przyjaciel. Leżał na ruchomym łóżku z maską na ustach i kilkoma rurkami prowadzącymi do jego ciała. Chirurg zmusił się do uśmiechu.

- Wow. Pamiętam, jak zwykłeś komentować ludzi takich jak tych tutaj... wydaje się, jakby to było wczoraj... - mamrotał. Przesunął krzesło tak, że teraz był tuż przy łóżku diagnosty. - Myślałem o tym, co powiedzieć, idąc tutaj i umm... nie mogłem wymyśleć zbyt wiele... - westchnął. To była jego ostatnia szansa, by się pożegnać, a jedyne, co mógł zrobić to bełkot?

Westchnął ponownie.

- Pamiętasz te czasy, kiedy próbowałeś wkręcić nas, że masz raka? Zawsze myślałem, że byłeś... chorym sukinsynem z tego powodu... - przerwał. - Ale z drugiej strony, zrobiłem też mnóstwo rzeczy, których ja żałuję. Zjadłem kilka razy lunch z tym gościem Tritterem... wsypałem cię kilka razy... Nie wiem, dlaczego to zrobiłem. Myślę, że byłem po prostu zazdrosny. Pewnie to brzmi absurdalnie, prawda? - zapytał, spoglądając na House'a.

Spuścił wzrok.

- Chcę tylko powiedzieć... Przepraszam za wszystko, co zrobiłem. Wiem, że to jest kiczowate... popularne... tanie... jakkolwiek chciałbyś to nazwać. To coś, co chciałem powiedzieć już od dłuższego czasu, ale... nie mogłem znaleźć odpowiedniego momentu, by to zrobić... i nie potrafiłem wyobrazić sobie siebie, mówiącego o tym... - rzekł. Otworzył usta kolejny raz. Poczuł, jak coś rozrywa go od środka. Jaka dziewczęca rzecz...

Nie, to nie była dziewczęca rzecz. Nie tutaj, nie w tej chwili.

Chase spojrzał na House'a z wymuszonym uśmiechem.

- Będę za tobą tęsknił, House. Uścisnąłbym cię, gdybym mógł, ale ostatnim razem, gdy to zrobiłem, nie spodobało ci się to zbytnio. - rzekł, uśmiechając się do wspomnień.

Położył troskliwie rękę na ramieniu diagnosty.

- Naprawdę będę za tobą tęsknił - dodał, zanim podniósł się z krzesła.

Przeszedł przez drzwi i odwrócił się, by ostatni raz spojrzeć na swego mentora, nim odejdzie w dół korytarza; próbując ukryć słone łzy, które wypełniły jego oczy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
ginger_42
Pacjent
Pacjent


Dołączył: 15 Paź 2008
Posty: 84
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z fabryki kredek
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 19:32, 11 Cze 2009    Temat postu:

Druga część ładna, a ogólnie dobra rzecz do czytania.
Roztkliwiony Chase... Ciekawe, kto następny przyjdzie się pożegnać.
Tłumacz dalej!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Natka
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 14 Lip 2008
Posty: 175
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Opole
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 14:48, 16 Cze 2009    Temat postu:

Troszkę późno, ale wstawiam trzecią część Miłego czytania

3.Pożegnanie Foreman'a

Dr Foreman szedł korytarzem w ciszy. Poczuł, jakby cały świat zwolnił. Nie chciał, żeby House odszedł, nie chciał, żeby ruszył w tę drogę. Pomimo kłótni i czasem rasistowskich komentarzy, jakie House mu rzucał, Foreman kochał House'a jak brata, tyle że od innej matki.

Podszedł do drzwi i spojrzał przez okno. Nawet w śpiączce, diagnosta wciąż miał dla niego ten sam, niezbyt dobry wizerunek. Nacisnął wąską klamkę u drzwi. Mógł to zrobić.

Wtedy przypomniał sobie Chase'a wychodzącego z sali, załamanego. Foreman zacisnął swoje powieki. W końcu, z westchnieniem otworzył drzwi i wszedł do środka.

Zobaczył, że krzesło było już przysunięte do łóżka House'a, prawdopodobnie przez Chase'a.

- Cześć House... - oświadczył słabo. Ponownie zamknął oczy. Mógł to zrobić. Musiał. To była jego ostatnia szansa by porozmawiać z przyjacielem.

Powoli usiadł na krześle.

- Wiesz, właśnie widziałem się z Chase'm. Wyglądał... na dosyć poruszonego. Wszyscy jesteśmy, House. My... naprawdę będzie nam ciebie brakowało... - rzekł, wolno potrząsając głową. Nie mógł uwierzyć w to, co przed chwilą powiedział.

Pochylił się do przodu, opierając się na przedramionach.

- Pamiętasz, jak wpatrywaliśmy się na gardło tego gościa na ekranie telewizora plazmowego? Zapytałeś mnie, czy mógłbym ukraść jeden taki dla ciebie. Albo wtedy, gdy chciałeś, bym zwinął ten ładny samochód? Byłeś szalonym facetem, House... - mówił, próbując się uśmiechnąć. Ale mięśnie jego twarzy nie chciały mu na to pozwolić.

- Patrz, pamiętasz, jak zawsze grałeś z nami w te słowne gry? Czasem mogło się wydawać, jakbym cię nie rozumiał... i, szczerze, były chwile, kiedy naprawdę nie rozumiałem... - dodał, wbijając wzrok w podłogę.

Spojrzał ponownie na House'a.

- Ale... były chwile, kiedy... naprawdę czułem, jakbyś był moim bratem, House. To brzmi na serio głupio, ale... to prawda. Mam na myśli, możemy mieć inne kolory skóry, inne perspektywy... ale były chwile, kiedy to czułem. Wiem, że ty też to czułeś. Były chwile, kiedy ja...

Foreman nie mógł tego powstrzymać. Poczuł kilka zabłąkanych łez, ściekających w dół po jego twarzy. Nie potrafił tego zrobić.

Wstał.

- Chciałem powiedzieć, że... nic już nie będzie tutaj takie samo bez ciebie. Będzie cicho... też... inaczej. Żegnaj, House... - powiedział, przechodząc przez drzwi.

Odwrócił się, by spojrzeć jeszcze raz na swego brata od innej matki, zanim odejdzie wzdłuż korytarza.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
shina
Pacjent
Pacjent


Dołączył: 06 Kwi 2008
Posty: 38
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z przed monitora:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 15:09, 16 Cze 2009    Temat postu:

wow!!!

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
elfchick
Stomatolog
Stomatolog


Dołączył: 22 Wrz 2006
Posty: 962
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Olsztyn
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 15:54, 16 Cze 2009    Temat postu:

Jestem pod wrażeniem.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
minnie
Internista
Internista


Dołączył: 10 Lip 2008
Posty: 663
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Szczecin
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 19:43, 16 Cze 2009    Temat postu:

Wow!
Zamurowało mnie!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Natka
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 14 Lip 2008
Posty: 175
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Opole
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 11:30, 26 Cze 2009    Temat postu:

Ok, cieszę się, że się podoba... To teraz czas na Cameron

4.Pożegnanie Cameron

Cameron już płakała, a nie dotarła nawet jeszcze do pokoju. Gdy pierwszy raz usłyszała wiadomość, starała się być silna. Próbowała trzymać się mimo wszystko. Kiedy Chase powrócił załamany, czuła, jak jej gardło płonie z powstrzymywania się od płaczu.

Gdy Foreman wyszedł z sali ze łzami spływającymi po twarzy, olała to i uścisnęła go.

Czuła się żałośnie. Jej szloch stał się ciężki i dostała przez to kataru. Była wdzięczna, że nigdy jeszcze nie widziała siebie w takim stanie, ale w tej chwili chciałaby móc. On nigdy nie byłby zdolny zobaczyć jej ponownie. Nie przejmowała się tym, jak wygląda, chciała tylko, by jego błękitne oczy spojrzały na nią i by rzucił jakiś żywy komentarz o czymkolwiek.

Gdy tylko otworzyła drzwi do jego pokoju, pociągnęła nosem i powędrowała do krzesła.

- House... - zaczęła, odrobinę załamanym głosem.

Pochyliła się do przodu i sięgnęła, by wziąć go za rękę.

- Mówią, że gdy jesteś... Możesz słyszeć... - przerwała i odwróciła głowę.

Po kilku sekundach spojrzała ponownie na niego.

- Pamiętasz naszą pierwszą randkę? Cóż, to było coś więcej, niż tylko zwykły obiad... to było godne zapamiętania. Przyniosłeś mi ten bukiet, choć nie musiałeś. Myślałam, że to było bardzo... szlachetne z twojej strony... - wzięła głęboki oddech, nim zaczęła mówić dalej.

- Pamiętasz tamtą dziewczynę? Tę, którą matka trzymała w zamkniętym pokoju, bo miała przeszczep serca? Myśleliśmy, że ją stracimy. Ty ją uratowałeś! Może to było... głupie... zatrzymać windę między piętrami, ale byłeś tym, kto znalazł kleszcza i uratował jej życie! House... - przerwała po raz kolejny. Czuła ucisk na piersiach.

- House... pamiętasz, kiedy próbowałeś się zranić, żeby udowodnić, że możesz przestać brać Vicodin? Tak się martwiłam o ciebie... tak jak teraz. Ale... wtedy była nadzieja, że będziesz tutaj następnego dnia, a teraz... - Cameron poczuła gorące łzy spływające po jej twarzy.

- Teraz, już nigdy więcej cię tu nie będzie... i będzie ciężko... - powiedziała. Oparła swoje czoło na jego dłoni, jej ramiona drżały.

- Ale ja tutaj zostanę... dla ciebie. Chcę, żebyś był ze mnie dumny. Nawet jeśli mogę zbyt się przejmować... lub mogę być niezdarna... a ciebie tu nie będzie, by to zobaczyć... fizycznie... mam zamiar sprawić, że będziesz ze mnie dumny, House. - rzekła, spoglądając na niego.

Wstała i pochyliła się nad nim, po czym złożyła pocałunek na jego czole.

- Teraz... nie prosiłam o próbkę krwi… - odparła, uśmiechając się odrobinę, wspominając chwilę, gdy pocałowała go w jego gabinecie, próbując zdobyć próbkę jego krwi.

Zasłoniła swe usta ręką i szybko się odwróciła. Otworzyła drzwi, nie mając ochoty, by spojrzeć w drugą stronę. Wiedziała, że prawdopodobnie będzie tego żałować, ale to było dla niej zbyt wiele.

Gregory House istniał w jej życiu i nic nie mogło tego zmienić.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
eigle
Nefrologia i choroby zakaźne
Nefrologia i choroby zakaźne


Dołączył: 01 Lis 2008
Posty: 13399
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 39 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 12:09, 26 Cze 2009    Temat postu:

Dołujące pożegnania. I piękne.

Część pierwsza, scena wypadku, świetnie przedstawiona, jakby w zwolnionym tempie, realistycznie.

Z pożegnań nie przekonuje mnie Chase'a. Foremana niezwykle szczere.

Przy pożegnaniu Wilsona pewnie się poryczę, jak nic.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Natka
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 14 Lip 2008
Posty: 175
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Opole
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 11:55, 27 Cze 2009    Temat postu:

W takim razie, dedykacja dla eigle. Teraz czas na Wilson'a... trochę to krótkie, aczkolwiek ja tylko tłumaczę

5.Pożegnanie Wilson'a

Gdy Wilson pierwszy raz usłyszał o wypadku House'a, nie wydawało mu się to realne. Wiele takich rzeczy nie wyglądało realnie dla niego, a później przez nie płakał. Ale kiedy szedł korytarzem do sali House'a, zmuszał siebie, by sprawdzić, czy taka była rzeczywistość.

Otworzył drzwi i westchnął ciężko.

- Hej... pokerowy kumplu... - powiedział z delikatnym uśmiechem. Zobaczył krzesło i podążył w jego kierunku. - Byłeś moim kumplem od wielu spraw. Ale poker... ach, poker... zwykle przywoływałeś mnie i Cuddy, kiedy byliśmy na dole przy stoliku i dawałeś nam wskazówki. Wygrałem dużo pieniędzy dzięki tobie... - rzekł, lekko się śmiejąc.

Skrzyżował ręce i włożył je pod pachy.

- Wiesz... twój zespół jest... zdruzgotany. Pewnie tak przypuszczałeś. To będzie dla nich trudne... to będzie trudne dla nas wszystkich... - dodał, wpatrując się w podłogę.

- Ostatnio... cóż, dzisiaj... zacząłem żałować wielu rzeczy... rzeczy, które powinienem był powiedzieć już wcześniej. Zdałem sobie sprawę z tego, jak głupi byłem... mówiąc Tritter'owi prawdę o tobie. Mogłem zniszczyć wiele rzeczy... twoją licencję... naszą przyjaźń... twoje życie, w zasadzie... - wciąż gapił się na podłogę.

- Wreszcie, mogłem odwiedzić cię w więzieniu, ale teraz... chciałbym, żebyśmy mieli więcej czasu. Jest tyle spraw... tyle historii... które chciałbym ci opowiedzieć. Ale nie mam na to czasu. Wiem, że chcesz uciec od tego życia... znaleźć coś lepszego...

W tej chwili poczuł prawdziwość tej sytuacji. Zamknął oczy, odwrócił głowę i westchnął. Podniósł powieki i spojrzał ponownie na House'a.

- Są rzeczy, które mógłbym powiedzieć tylko tobie... Ale teraz... nie mam już nikogo, komu mógłbym to powiedzieć... - Wilson zamilkł.

Znów się uśmiechnął.

- Pamiętam, jak przez trochę mieszkaliśmy razem. Jesteś takim bałaganiarzem... musiałem zmywać twoje naczynia każdej nocy... ty leniu... - zatrzymał się i potrząsnął głową. Nie, nie ma teraz czasu na wyrzuty.

Wstał i westchnął jeszcze raz.

- Będę się za ciebie modlił, House. Wiem, że nie jesteś zbyt religijnym facetem na świecie, ale... może to pomoże... - rzekł, lekko się uśmiechając.

Wsunął ręce do kieszeni jego laboratoryjnego płaszcza.

- To było... to było... - przerwał. - Nasz wspólnie spędzony czas był świetny, House. Mieliśmy chwile śmiechu... będzie mi tego brakowało... żegnaj... kumplu... - powiedział. Zaczął iść w kierunku drzwi, ale odwrócił się jeszcze ostatni raz.

- Założę się, że tam w górze jest plantacja Vicodinu... - zażartował słabo.

Otworzył drzwi i odszedł.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
eigle
Nefrologia i choroby zakaźne
Nefrologia i choroby zakaźne


Dołączył: 01 Lis 2008
Posty: 13399
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 39 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 14:21, 27 Cze 2009    Temat postu:

Za dedykację bardzo dziękuję.

Wiesz, że czekałam na Wilsona, choć czego innego w jego wykonaniu się spodziewałam.
Może i jestem ślepa, ale dla mnie wypowiadane słowa nie pasowały do onkologa, jedynego przyjaciela House'a.

Nie poryczałam się. Z tych przedstawionych do tej pory pożegnań najrealniejsze było wg mnie to Foremana.

Pora na Cuddy?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Natka
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 14 Lip 2008
Posty: 175
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Opole
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 16:29, 27 Cze 2009    Temat postu:

Zgadłaś ale muszę skończyć tłumaczyć jeszcze 2 rozdziały...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Repika
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 03 Kwi 2009
Posty: 154
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z Nibylandii
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 23:35, 11 Lip 2009    Temat postu:

Wow
Tylko tak mogę zacząć, bo podobało mi się mniej więcej wszystko. Trochę zakrawało o melodramat. Myślę, że Forman by milczał i pewna Cuddy będzie milczeć. Generalnie chodzi mi o to, że pewnie i to rozwiązaliby to scenarzyści, jak śmierć Amber - bez słów. Ale chyba w samym założeniu tekstu miał być melodramat. Co do stylu to jestem zachwycona i w niebo wzięta. Fajnie wychodzą Ci te przerywnik i do tego fajnie brzmią. Podoba mi się.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum House M.D Strona Główna -> Inne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Soft.
Regulamin