Forum House M.D Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

A teraz śpij i zapomnij o tym [M]

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum House M.D Strona Główna -> Huddy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
OLA336
Narkoman
Narkoman


Dołączył: 30 Lis 2008
Posty: 3408
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 14:06, 07 Lis 2011    Temat postu: A teraz śpij i zapomnij o tym [M]




No więc tak Tym razem miniaturka Smutna miniaturka. No... może nawet bardzo smutna? Ocenę zostawiam wam Taka... mało prawdopodobna, ale to w końcu fik Napisana pod wpływem chwili Przez "wypadek" mam na myśli utratę sporego kawałka mięśnia w jego udzie. Zamiast Stacy, Cuddy no i... jeszcze ktoś Miniaturka ze specjalną dedykacją dla Liska, którego aktualnie mi gdzieś uprowadzono i dla Szpilki, której na szczęście nie uprowadzono i która wie






Byłam ładną dziewczynką. Ładną i przede wszystkim grzeczną dziewczynką. Wszyscy w szpitalu nazywali mnie małym aniołkiem. Mówili, że jestem jedyną osobą, która potrafi rozjaśnić mrok w sercu mojego taty. Byłam ich nadzieją. Ich i taty. Niestety gdzieś po drodze połamano mi skrzydełka, a mrok, który mój tata nosił w sercu był tak wielki, że nawet ja, mały, śliczny aniołek nie potrafiłam sobie z nim poradzić. Zawiodłam. Nie dałam rady go uratować. Próbowałam, ale ciągle coś nie wychodziło. Nie udało mi się. To moja wina. Przegrałam i mrok, który do tej pory siedział zamknięty w ojcowskim sercu przelał się na całe nasze życie. Teraz siedzę u wujka Wilsona. Mama płacze na jego kanapie, a on stara się ją pocieszyć. Słyszę jak mówi, że to przez nią miałyśmy takie piekło. Że mogła coś z tym zrobić o wiele wcześniej, szybciej. Nie rozumiem, dlaczego płacze. Przecież to nie jej wina. To ja, to ja byłam jego aniołkiem. To ja przegrałam bitwę z ciemną stroną jego duszy. Próbuję sobie przypomnieć, w którym momencie się poddałam i czy to naprawdę musiał być koniec. Czy nie wystarczyło jeszcze trochę poczekać. Zacisnąć zęby i wziąć to na przeczekanie. A może byłam skazana na porażkę od samego początku? Może ja wcale nie byłam jego aniołkiem, a diabełkiem, który tylko dolał oliwy do ognia i rozpętał całe to piekło. Przyszłam na świat trzy lata przed wypadkiem taty. Niestety nie pamiętam, jaki był zanim to całe zło wdarło się do jego wnętrza. Tylko wujek czasami mi opowiadał, że Gregory House był naprawdę świetnym ojcem. Wierzę mu, bo w naszym życiu bywały też dobre dni. Było ich mało, ale kiedy się pojawiały, to mój tato stawał się dokładnie tym samym, którego znam z opowiadań wujka. Mamy nie mogę pytać o takie rzeczy, ponieważ są dla niej zbyt bolesne. A szkoda, bo ona pewnie zna znacznie więcej szczegółów. Pamiętam natomiast dzień samego wypadku. Mama strasznie wtedy płakała. Teraz płacze praktycznie cały czas, ale wtedy było to zupełnie coś nowego. Nowego dla mnie. Po tamtym dniu, zaczęła płakać coraz więcej. Czasami zastanawiam się, skąd ona bierze na to tyle łez. Ja już chyba nie potrafię płakać. Moje łzy już dawno się skończyły. W tym samym dniu, w dniu wypadku, pojawił się i mrok. Wtedy o tym nie wiedziałam, ale dziś jest to już dla mnie zupełnie jasne. Pamiętam tatę na wózku inwalidzkim. Mama specjalnie przerabiała taras. Do tej pory znajduje się tam rampa na wózek. Później chodził o dwóch kulach, a na końcu pojawiła się laska, z którą nie rozstaje się na krok. Jest z nim wszędzie. W pracy, domu. Kiedyś go zapytałam, co mu się stało. Uśmiechnął się tylko smutno i powiedział, że to nic wielkiego, że sobie poradzi. Niestety nie radził sobie. Zagłębiał się w mrok i oddalał od nas. Z przedszkola zawsze odbierała mnie mama. Siedziałam u niej w gabinecie albo u wujka Wilsona. Tacie nie można było przeszkadzać. Później wracałyśmy razem do domu. Ja i mama. Tata kończył wcześniej, ale nie chciał mnie ze sobą zabierać. Mówił: „Następnym razem, zgoda? Dzisiaj muszę coś załatwić.” Kiedy wracałyśmy z mamą, tata już był. Zazwyczaj spał na kanapie. Przez długi czas myślałam, że to z przemęczenia. Ciężko pracował i musiał odpocząć. Myliłam się. Już wtedy przegrywał z alkoholem i środkami przeciwbólowymi. Raz nawet trzeba było wzywać pogotowie. Przyjechali bardzo szybko, a zaraz po nich wujek Wilson. Mama przepłakała całą noc. Pamiętam, bo nie mogłam zasnąć. Słyszałam jak płacze, a wujek chodził w tą i z powrotem i dopytywał jak długo to już trawa. Krzyczał:
„- Lisa, to nie jest normalne! Co za palant! Skończ z tym! Postaw mu jakieś ultimatum!”
Z tatą też musiał rozmawiać, bo kiedy wrócił do domu przez jakiś czas panował nad swoimi demonami. Starał się, naprawdę się starał. Zresztą ja też. Chyba nawet bardziej niż on. Pomagała mu jak tylko mogłam. Wszyscy się staraliśmy. Mama wracała wcześniej z pracy i przyrządzała nam coś dobrego. Później oglądaliśmy razem telewizję. Na koniec dnia mama pomagała mi się wykąpać. Kiedy byłam już czysta i ubrana w piżamę, biegłam po tatę żeby poczytał mi do snu.
„- Znowu ta sama bajka? Jeszcze ci się nie znudziła? Znasz ją na pamięć.”
„- Chcę akurat tę! Proszę!”
Śmiał się, a później zaczynał czytać. Lubię, kiedy tata się uśmiecha. Jego błękitne oczy wtedy tak pięknie błyszczą. Też mam takie błękitne oczy. Ale moje nawet, kiedy się uśmiecham nie błyszczą tak ładnie. Zapytałam kiedyś o to wujka.
„- Dlaczego? Nie wiem, Mała. Może uśmiechasz się tylko na zewnątrz, a tak naprawdę w środku jest ci smutno?”
Wujek zawsze potrafił odpowiedzieć na każde moje pytanie. Mamie też pomagał. Pomagał jej jak tylko potrafił najlepiej. Musiał jej pomagać, bo dobre dni szybko się skończyły i ból powrócił. Powrócił jeszcze silniejszy, wścieklejszy. Nie chciał dać o sobie zapomnieć, przez co z tatą było coraz gorzej. Pił i brał coraz więcej i więcej. Byłam już nieco starsza, a mimo to nie wiedziałam jak mu pomóc. Po prostu schodziłam mu z drogi, żeby nie przeszkadzać. Bawiłam się na podwórku aż do powrotu mamy. Jej pierwszym pytaniem, kiedy wysiadała z samochodu było:
„- Kochanie, tata jest trzeźwy czy pijany?”
A ja zawsze, ale to zawsze, za każdym razem pytałam:
„- Trzeźwy, to wtedy, kiedy pił?”
Uśmiechała się do mnie smutno, głaskała po włosach i wchodziła do domu. Bardzo często się kłócili.
„- Naprawdę cię nie obchodzi, że patrzy na to wszystko twoje własne dziecko?!”
„- Boli mnie. Jestem pieprzonym kaleką i boli mnie noga!”
„- Więc masz nas w dupie, tak?!”
Kiedy był bardzo pijany, padały znacznie gorsze słowa. Zazwyczaj pod adresem mamy. Wyzywał ją od najgorszych. Kazał się wynosić i już więcej nie wracać. Ale ona nie słuchała. Zostawała i starała się to wszystko jakoś naprostować. Mnie też się obrywało. Pod naszym adresem padało wiele nieprzyjemnych słów. Robiło się coraz gorzej. Jedynym miejscem, w którym tata odzyskiwał kontrolę był szpital. Tam zawsze był gotowy. Przewidywał objawy, leczył. Nawet udawało mu się dogadywać z mamą. Czasami żałowałam, że nie jestem jego pacjentką. Że przy mnie i mamie nie potrafi się pohamować. Chciałam zachorować. Mieć wypadek, albo jakąś tajemniczą infekcję. Nie na stałe, nie. Tata by mnie wyleczył, kiedy uznałabym, że już się nim nacieszyłam. Ale… czy to się ze sobą nie wyklucza? Nauczyłam się nim cieszyć. Czerpać od niego tyle, ile tylko się dało, kiedy mrok na kilka dni odchodził w zapomnienie. Jednak on zawsze powracał. Był i jest jak bumerang. Zawsze wraca. Po takich przerwach zazwyczaj silniejszy. Pewnego dnia powrócił tak silny, że już nic nie było w stanie go zatrzymać. Ani tata, ani mama, ani ja. Przegrał nawet szpital. Tata przestał pojawiać się w pracy. W naszym kierunku zaczęły padać coraz to gorsze wyzwiska.
„- Jesteś głupia i zawsze taka będziesz, Grace! Gdzie jest twoja nienormalna matka?! Która jest godzina?! Pytałem o coś! Wynoś się!”
Mama przestała sypiać z nim w jednym łóżku, co wcale nie poprawiło naszej sytuacji. Zazwyczaj spała na kanapie. Kiedy tata wytrzeźwiał, błagał ją, żeby wróciła z powrotem do łóżka. Mówił, że jej potrzebuje. Ona wracała, a on na drugi dzień robił dokładnie to samo. Pił, nadużywał leków i poniżał. Kiedy mama zaczynała płakać słyszała:
„- No i czego znowu ryczysz?! Przecież cię nie biję, do cholery!”
Tata nie zdawał sobie sprawy, że wyrządza nam większą krzywdę, niż gdyby nas uderzył. Czasami wolałam, żeby tak się stało. Chciałam, żeby mnie uderzył zamiast znowu usłyszeć, jaka to beznadziejna jestem ja i moja matka. Dzisiaj poniosło wszystkich. Mamę, tatę, mnie. To miał być zwyczajny dzień. Podobny do wczorajszego i jeszcze następnych. Ale mama nie wytrzymała. Wróciła do domu i wylała mu cały alkohol i wysypała proszki. Zaczęli się szarpać. Przerażona złapałam za telefon i zadzwonił na policję. Później poszło już bardzo szybko. Przyjechali i zabrali tatę na komisariat. Mama zadzwoniła po wujka, który nas spakował i zabrał do siebie. Siedzę na jego łóżku i myślę, że tata nigdy mi tego nie wybaczy. Nie wybaczy mi, że tak postąpiłam. Ja też sobie tego nie wybaczę. Niepotrzebnie zadzwoniłam. Niepotrzebnie się poddałam.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
blackzone
Internista
Internista


Dołączył: 17 Mar 2011
Posty: 668
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 28 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 19:59, 07 Lis 2011    Temat postu:

Cytat:
Hej. Witamy z nowym fikiem No to będę się wypowiadała jako pierwsza! Może być.


Ta dziewczynka, Grace... Dobra, załóżmy, że jest to zmieniona postać Rachel. Malutka myśli, że to ona jest wszystkiemu winna. Jest małym aniołkiem. Ale aniołkiem, który niósł dobro. House tego nie dostrzegł. W tym wypadku Anioł vs. Diabeł 0:1.
Szkoda, że postawiłaś Grace w takiej sytuacji. Ona już sobie nie radzi. Ona i Lisa. A co będzie później???

Nie piszę, że czekam na kolejną część, bo wydaje mi się to oczywiste. I proszę tylko o jakąś zmianę Housie. Co się musi stać, żeby ten idotyczny dupek zrozumiał, że ma w domu dwa skarby, które kochają go ponad życie?

Powodzenia przy kolejnej części.
Serdeczności.
An


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Szpilka
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 15 Maj 2010
Posty: 255
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 12:02, 09 Lis 2011    Temat postu:

Po pierwsze pięknie dziękuję za dedykację Mnie niestety nikt nie uprowadził i musisz się ze mną męczyć

Tytuł to oczywiście „Zapomnij o tym”, nie? ;> Lubię to mimo wszystko. Nie sądziłam, że kiedykolwiek powiem, że lubię coś, co ma związek z tym gatunkiem muzycznym, a tu proszę. I przez kogo to wszystko?

Ale sobie trudny temat do opisywania wybrałaś. Znaczy, wydaje mi się, że trudny. Ja bym nie umiała opisać czegoś takiego. Właściwie nigdy się nawet za to nie zabrałam, choć może mnie kusiło xD Tobie chyba lepiej się to pisało sądząc po czasie, który na to poświęciłaś. I bardzo dobrze. No i w końcu zdecydowałaś się napisać coś, co ma mało wspólnego ze śmiechem (a tobie tak cudownie to wychodzi jak nikomu ). Chyba jeszcze nigdy nie napisałaś nam tutaj czegoś na tyle poważnego, prawda? Czyli pierwsze koty za płoty Dziwnie mi się to czytało i nadal trudno mi to ocenić. I nie, dlatego że jest źle napisane. Jest napisane dobrze. Po prostu czułam się tak, jakbym pakowała się z buciorami w nie swoje życie. A może przez coś innego? Sama pewnie wiesz, dlaczego było to dla mnie dziwne w odbiorze. Wiesz, kogo najbardziej było mi szkoda? Tej małej dziewczynki. Mimo, że każdy był tam w średnio dobrym położeniu. Żal mi było czytać, że to jej wina, bo nie była wystarczająco dobrym aniołkiem. Najchętniej to jemu rozbiłabym tę butelkę z alkoholem o głowę, a ją posadziła na krzesełku i tłumaczyła do upadłego, że nie może tak myśleć i że to nie jej wina (sama dobrze wiesz, że ja tak potrafię xD). Moim największym bohaterem tutaj jest oczywiście Wilson. Całe szczęście, że go miały i że im pomógł. House’a nie lubię w tym wdaniu ani trochę. Dobrze, że nasz serialowy House nie wpadł na taki pomysł. Cuddy trudno mi ocenić. Z jednej strony ją rozumiem, a z drugiej nie. Wiem, że go kochała, ale... właśnie, w miłości nie ma „ale”, prawda? Ostatnie pytanie jest takie czy nasz House potrafiłby się zmienić i wygrać z nałogiem. Choć po wielu akcjach z Vicodinem wiemy już, że chyba nie ma w sobie dość siły. Może nie można wygrać ze swoimi demonami?

Fajnie, że pokazałaś nam, że umiesz pisać też coś innego i trudniejszego Mimo to, z utęsknieniem czekam na te twoje zabawne teksty i głupie pomysły House’a, który mnie bawi, a nie odstrasza od siebie jak tutaj. Mam nadzieję, że nie usnęłaś czytając to

Życzę Ci weny na realizację Twoich kolejnych pomysłów
Całuję i pozdrawiam
Szpilka


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
lisek
Neurolog
Neurolog


Dołączył: 21 Lip 2009
Posty: 1684
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 27 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 17:11, 08 Gru 2011    Temat postu:

Uprowadzony lisek odzyskał wolność Tak, wiem, że trochę to trwało, mam nadzieję, że wybaczysz, robi maślane oczka
Nie wiem, co powiedzieć, z dwóch powodów. Po pierwsze jak najbardziej niezasłużony dedyk dla niedobrego, znikającego liska a po drugie, jak zauważyła Szpilka, próbujesz czegoś nowego w pisaniu. Jestem pod wrażeniem i bardzo mnie to cieszy. Co prawda pisałaś już fiki na poważniejsze tematy, ale zawsze jakoś przemycałaś tam cząstkę tego Twojego wyjątkowego poczucia humoru. Tutaj tego nie ma. Doceniam to, że postanowiłaś napisać właśnie coś innego, że próbujesz różnego pisania. Znasz mnie i wiesz co kocham, i co uwielbiam, ale wiedz również, że potrafię docenić i coś tak smutnego. Temat trudny, fik niekomercyjny, jeśli mogę tak powiedzieć, bo jak tu się zachywcać taką tragedią, to zupełnie inny rodzaj fika, fik do przemyśleń, analiz, co zadania sobie wielu pytań, czy tak naprawdę może być, czy można kogoś kochać i tak krzywidzić, czy może można wyzbyć się uczuć, czy można nad takim mrokiem zapanować, nie wiem. Nie mam pojęcia. Być może ta dzieczynka od początku nie miała szans, takie mam wrażenie czytając, może się mylę. Chciałabym się mylić. Smutno, starsznie smutno. A House... jestem w stanie znieść różne jego wersje, nawet te naprawdę złe i wkurzające, jego wybryki, ale takiego House'a nie jestem w stanie sobie nawet wyobrazić. Jednak mimo tego, że kocham wszystko co słodkie, liczę, że jeszcze nieraz pokusisz się na coś podobnego, no, może z odrobiną nadzieji dla naiwnego liska
W każdym razie naprawdę doceniam tą miniaturkę, z wielu powodów.

Oluś, mam nadzieję, że wen będzie się Ciebie trzymał, że pozwoli na dokończenie tego co niedokończone i na tworzenie nowego. Ja czekam na jedno i drugie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
siwa9900
Pacjent
Pacjent


Dołączył: 15 Sty 2011
Posty: 10
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: TeeM

PostWysłany: Czw 16:58, 15 Gru 2011    Temat postu:

Rewelacyjnie się to czyta
Szkoda tylko że to już koniec, bo chętnie bym poczytała dalej tej pięknęj choć smutnej historii.
Pozdrawiam gorąco i życzę kolejnych świetnych pomysłów na fiki.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum House M.D Strona Główna -> Huddy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Soft.
Regulamin