Forum House M.D Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Jego kobieta - Zajączek dla Baby [M]

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum House M.D Strona Główna -> Huddy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
sysunia
Student Medycyny
Student Medycyny


Dołączył: 04 Lip 2009
Posty: 124
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Łódź
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 22:30, 10 Kwi 2010    Temat postu: Jego kobieta - Zajączek dla Baby [M]

Dla: Baby
Od: sysuni
Życzenie#1: fik o Huddy

Cytat:
A więc... Droga Baby!
Widząc Twoje życzenie, ogarnął mnie blady strach. Tak. Fik o Huddy. Hmm... Temat rzeka. Wałkowany tyle razy. Na tak wiele sposobów może być przedstawiony. Potrzeba tylko pomysłu. I właśnie, ten pomysł... Był dla mnie chyba największym problemem. Zresztą, nie tylko w kwestii fików o Huddy. Mniejsza.
Tak więc, myślałam, myślałam, cóż by tu zrobić, cóż napisać. Czy raczej jakiś fik katastroficzny, bez HE, czy raczej odwrotnie, HE, szczęśliwe pożycie etc., etc. Postanowiłam zrobić mały "research" i poczytać troszkę Twoich utworów, ale cóż... Były i takie i takie, więc wyszłam bogatsza o kilka historii, ale wciąż bez pomysłu.
Wtem przypomniałam sobie o miniaturce, która chodziła już za mną jakiś czas, ale kogoś było za dużo, kogoś brakowało i w ogóle, lipa. Ale w takiej sytuacji, mając porządnego, motywacyjnego kopa, doczekała się spisania. Specjalnie dla Ciebie.
Nadal nie wiem, czy Ci się spodoba. Mam nadzieję, że tak. Jeżeli zaś nie, to nie wahaj się i mi napisz – postaram się stworzyć coś lepszego,innego.
Niemniej, życzę miłej lektury. Swoją drogą, w OpenOffice wyglądało, że jest tego więcej... ;]
Wesołych Świąt Wielkanocnych już sensu życzyć nie ma, wierzę, że upłynęły Ci one w zdrowiu, spokojnie, rodzinnie, ciepło.

Pozdrawiam, sysunia

PS Dzisiaj taki dzień, a ja wyskakuję z takim fikiem... Mam nadzieję, że nie wyjdzie to niewłaściwie...




~*~

Lisa Cuddy stała czerwona z wściekłości na zapleczu największej auli szpitala Princeton Plainsboro. Sala była wypełniona po brzegi, niektórzy nawet przynieśli sobie dodatkowe krzesełka, inni stali pod ścianami.
- A teraz na scenę zapraszam naszą wspaniałą administratorkę, doktor Lisę Cuddy! - oznajmił House donośnie, głosem pełnym satysfakcji i pewności.
Z trudem zmuszając się do ruszenia z miejsca, Cuddy powoli zmierzała w stronę podium. Każdy jej ostrożny krok uważnie obserwowali wszyscy obecni. Dłonie miała zaciśnięte w pięści.
Po trzech długich minutach dotarła do ambonki. House kurtuazyjnie skłonił się jej i oddalił, robiąc miejsce przy mikrofonie. Lisa popatrzyła po zebranych. Mieszanka niedowierzania oraz dziwnej radości malowała się na twarzach w szczególności męskiej części publiki.
- Ekhm - odchrząknęła.
House spojrzał na nią wymownie. Wiedziała, że nie ma wyjścia. Przegrała zakład. Musiała przyznać to przed diagnostą. I przed Wilsonem. Przed samą sobą. A teraz przed całym szpitalem.
- Proszę państwa... - zaczęła.
Wszystkie oczy utkwione były w niej. Cisza na sali aż dzwoniła w uszach.
- Doktor House zapowiedział już, że nasz szpital będzie gościł bardzo specjalnych... gości - dopowiedziała po chwili.
Na auli przez kilka sekund słychać było gorączkowe szepty pełne podniecenia. „Jak to mężczyźni” – pomyślała Cuddy, po czym kontynuowała:
- Pozostaje mi jedynie potwierdzić i oznajmić. W szpitalu Princeton Plainsboro gościły będą uczestniczki ogólnokrajowego konkursu Miss USA. Cele tej wizyty będą oczywiście ściśle medyczne – powiedziała już nieco szybciej, kładąc nacisk na ostatnie słowo. – Nasz szpital został zgłoszony do konkursu, który to konkurs wygrał i to u nas kandydatki na miss kraju przejdą stosowne badania.
Rozległy się donośne oklaski.
- To jednak nie wszystko – administratorka mówiła z lekką ironią. – Równolegle, będziemy także gościć uczestniczki międzynarodowego turnieju tańca erotycznego, które także przejdą u nas badania, a co więcej, finał konkursu odbędzie się podczas dorocznego balu charytatywnego sponsorów szpitala Princeton Plainsboro. Dziękuję za uwagę.
Brawa, które zabrzmiały po ostatnich słowach Lisy, były wręcz ogłuszające. Po kilkunastu sekundach zamieniły się w owację na stojąco, której towarzyszyły także radosne gwizdy.
Okej, House wygrał. Ale warunki zakładu, poza nagrodą dla zwycięzcy, przewidywały także karę dla przegranego. A Lisa Cuddy nie poznała jeszcze swojej kary.
- Proszę państwa! – House ponownie przemówił do zebranych. – Mam niewątpliwą przyjemność i satysfakcję oznajmić, iż w tym ostatnim konkursie będziemy mogli oglądać także przedstawicielkę naszej instytucji! A jest nią sama dziekan medycyny, Lisa Cuddy!

Wybuch radości, zdziwienia, szoku, szału, który wybuchł w auli był nie do opisania. Cuddy natomiast była pewna, że oto piekło otworzyło swe czeluście tuż pod podłogą auli i właśnie ją pochłania. Ona natomiast wręcz pali się ze wstydu i wściekłości, idealnie wkomponowując się w piekielną scenerię. Miała ochotę udusić House’a na oczach wszystkich. Oj tak. Chociaż taka śmierć to dla niego za mało. Zacisnęła mocno powieki, modląc się, aby to był tylko zły sen. Hałas się nie kończył, a wręcz zwiększał się z każdą minutą. Owacjom nie było końca…
Lisa otworzyła oczy i spojrzała w dół. Na sobie miała jedynie… kusy, koronkowy czarny stanik, głęboko wycięte majteczki w takim też kolorze, a także niesamowicie niegrzeczne pończochy.
Oklaskiwali ją już wszyscy, włącznie z Wilsonem, zespołem House'a, ordynatorami pozostałych oddziałów...

Lisa Cuddy obudziła się z krzykiem. Szybko wymacała swoją koszulkę nocną, po czym rozejrzała się po pomieszczeniu. Panował w nim mrok, wyświetlacz elektronicznego zegarka wskazywał 3:30 nad ranem. Opadła ciężko na poduszkę, próbując uspokoić oddech. Zerknęła w lewo. Greg spał obok, mrucząc coś z niezadowoleniem. Lisa wyłapała: „Kobieta... koszmary... dajże ludziom pracy spać...”. Przewróciła oczami – no tak, jakie to House'owe. Jego kobieta ma ciężki koszmar, a ten nawet nie przytuli, nie zapewni, że to tylko zły sen...

Ale po chwili uśmiechnęła się do siebie. Jego kobieta, jak zwykł ją nazywać. Nie dziewczyna, narzeczona, ukochana. Jego kobieta. Tak, przecież takie życie wybrała. Wiedziała, czym to grozi. Zdawała sobie sprawę, że ten człowiek jest niereformowalny, za to wywróci jej życie do góry nogami.

Lisa Cuddy uśmiechnęła się szerzej. House może jest nie tyle niereformowalny, co po prostu każda reforma zabiera bardzo dużo czasu i wymaga specjalnych środków.

Lisa Cuddy zmieniła Greg'a House'a. Choć on nie do końca zdawał sobie z tego sprawę. A ona znalazła drogę, jak do niego dotrzeć, jak dotrzeć do jego serca. Tak, okazało się, że ów wielki, sarkastyczny, cyniczny diagnosta ma serce.

Jeżeli tylko zdarzyło jej się zwątpić, choć na ułamek sekundy, wystarczyło, że przywołała w pamięci obrazek Grega i Rachel. Nakryła ich kiedyś, jak po dosyć późnym powrocie z pracy, zastała ich w pokoju dziewczynki. Rachel leżała wtulona w bok House'a, a ten czytał jej jedną z bajek (Cuddy była pewna, że nieco historię podkolorował, ale nawet nie miała chęci się złościć, bardziej wręcz zżerała ją ciekawość, cóż tam dopowiedział...). Choć podobnych sytuacji było kilka, ten moment utkwił w jej pamięci najbardziej.

Lisa Cuddy przymknęła oczy. Była szczęśliwą, spełnioną kobietą. Nic więcej do szczęścia nie potrzebowała.

Greg oczywiście do pełni szczęścia (czy istnieje coś takiego w przypadku tego mężczyzny – ta kwestia wciąż pozostawała dla pani dziekan nieodkrytą tajemnicą) zapewne potrzebował elementu w rodzaju konkursu z jej snów, ale...

Lisa Cuddy uśmiechnęła się z satysfakcją. Już wiedziała, jaki prezent podaruje House'owi na jego urodziny.

~*~

House krążył po jej gabinecie wściekły niczym ostro wkurzona osa. Ona zaś z trudem powstrzymywała się, aby nie wybuchnąć śmiechem.
- To jest kpina – diagnosta naprawdę starał się być spokojny, co mu oczywiście nie wychodziło i gniew wręcz z niego kipiał. – Ty sobie kpisz.
- Nawet jeśli, było to całkowicie nieplanowane i niespodziewane. Aczkolwiek, taka okazja… Niełatwo jest wkurzyć wielkiego doktora House’a czymś tak prozaicznym, nawet groźba dodatkowego tygodnia w przychodni tak cię nie wkurza – odparła spokojnie.
- Droga Cuddy, Cuddy… - westchnął Greg z sarkazmem, oddychając ciężko.
- Będziesz hiperwentylował? Potrzebujesz papierowej torebki? - zapytała z udawaną troską.
- Dwa miesiące przychodni – wycedził.
- Teraz to ty chyba kpisz – uniosła brew.
- Półtora miesiąca – nie ustępował.
- To jest sytuacja wyjątkowa, na którą nikt nie ma wpływu, a każdy z lekarzy musi się aktywnie zaangażować. Jak widzisz, sajgon jest niesamowity, a im dłużej mi tu trujesz, tym dłużej zajmie mi ogarnianie tego chaosu, więc jak wrócę do domu, będę NAPRAWDĘ zmęczona, tak, że pójdę wcześnie spać i będę potrzebowała całego dwuosobowego łóżka tylko dla SIEBIE, żeby odpocząć. Czy wyrażam się jasno? - spojrzała na niego groźnie.
- Uważaj, bo jak spodoba mi się kanapa, to nie wrócę przez kolejny miesiąc. A ona jest za wąska na dwie, pardon, trzy osoby. Tak, chodzi mi o twój szanowny tyłek, który już na pewno się nie zmieści – odpowiedział z błyskiem w oku.
- I ty uważaj, bo będziesz musiał oglądać mój szanowny tyłek przez materiał grubych dresów przez następne 2 miesiące – powoli zaczynała tracić nad sobą panowanie.

Czy ten człowiek zawsze musi tak na nią działać?

- Wilson ma jeszcze starą kartę członkowską do klubu „Czarny Lotos”... - zaczął.
- 3 tygodnie i ani dnia dłużej, a teraz wynoś się stąd do naszych nowych pacjentów, bo z tym sajgonem nie żartowałam! - wskazała mu drzwi.

House bez słowa, za to z szerokim, triumfalnym uśmiechem opuścił gabinet dziekan medcyny.

Jego kobiety, jak zwykł ją nazywać.

Mina mu znacząco zrzedła, kiedy tylko wkroczył do przychodni.
„To będzie długi dzień” - mruknął do siebie i z rezygnacją wziął pierwszą kartę.

~*~

I tak nie poszedłby do „Czarnego Lotosu”. I tak nie wytrzymałby tyle czasu na tej niewygodnej kanapie. I tak nie wytrzymałby tyle bez NIEJ.

Trzy tygodnie to i tak bardzo niewielka cena. Lisa Cuddy, siedząca w swym dużym, wygodnym fotelu, w gustownie urządzonym gabinecie dziekana medycyny szpitala Princeton Plainsboro, wyglądała jak osoba, która właśnie ubiła interes życia.

Przełknąwszy łyk kawy, zerknęła niedbale na ekran swojego laptopa i wreszcie wybuchła niepohamowanym śmiechem.
„Wynagrodzę mu to” - pomyślała, kiedy wróciła do stosu papierkowej roboty.

Na komputerze wciąż świecił duży nagłówek:
„Epidemia podczas ogólnokrajowych finałów szachowych i Mistrzostw Brydża Seniorów. 150 uczestników obu imprez przewiezionych do szpitala Princeton Plainsboro z podejrzeniem zatrucia pokarmowego”.

THE END


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
baby
Neurochirurg
Neurochirurg


Dołączył: 07 Lis 2009
Posty: 3013
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z szafy
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 17:21, 12 Kwi 2010    Temat postu:

dobra, jestem! wróciłam z Warszawy i moge nareszcie na spokojnie przeczytać.
przede wszystkim; sysuniu, bardzo Cię przepraszam, że dopiero teraz, ale samo tak wyszło
po drugie, bardzo Ci dziękuję
bardzo mi sie podobało, naprawde, a szczególnie to;
eżeli tylko zdarzyło jej się zwątpić, choć na ułamek sekundy, wystarczyło, że przywołała w pamięci obrazek Grega i Rachel. Nakryła ich kiedyś, jak po dosyć późnym powrocie z pracy, zastała ich w pokoju dziewczynki. Rachel leżała wtulona w bok House'a, a ten czytał jej jedną z bajek (Cuddy była pewna, że nieco historię podkolorował, ale nawet nie miała chęci się złościć, bardziej wręcz zżerała ją ciekawość, cóż tam dopowiedział...). Choć podobnych sytuacji było kilka, ten moment utkwił w jej pamięci najbardziej.


raz jeszcze; DZIĘKUJĘ!

kocham,
baby


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
lisek
Neurolog
Neurolog


Dołączył: 21 Lip 2009
Posty: 1684
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 27 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 16:39, 13 Kwi 2010    Temat postu:

Sysunia

W końcu mogłam przeczytać Twoje drugie dzieło mam nadzieję, że na trzecie nie każesz nam tak długo czekać

"Ona natomiast wręcz pali się ze wstydu i wściekłości, idealnie wkomponowując się w piekielną scenerię. Miała ochotę udusić House’a na oczach wszystkich. Oj tak. Chociaż taka śmierć to dla niego za mało. Zacisnęła mocno powieki, modląc się, aby to był tylko zły sen." - tak też sobie pomyślałam

Ale...

"Hałas się nie kończył, a wręcz zwiększał się z każdą minutą. Owacjom nie było końca…
Lisa otworzyła oczy i spojrzała w dół. Na sobie miała jedynie… kusy, koronkowy czarny stanik, głęboko wycięte majteczki w takim też kolorze, a także niesamowicie niegrzeczne pończochy.
Oklaskiwali ją już wszyscy, włącznie z Wilsonem, zespołem House'a, ordynatorami pozostałych oddziałów..."

Jezu Chryste...

"Lisa Cuddy obudziła się z krzykiem." - uff...

"Greg spał obok, mrucząc coś z niezadowoleniem. Lisa wyłapała: „Kobieta... koszmary... dajże ludziom pracy spać...”. Przewróciła oczami – no tak, jakie to House'owe. Jego kobieta ma ciężki koszmar, a ten nawet nie przytuli, nie zapewni, że to tylko zły sen..." - cały House

"Ale po chwili uśmiechnęła się do siebie. Jego kobieta, jak zwykł ją nazywać. " -

"I tak nie poszedłby do „Czarnego Lotosu”. I tak nie wytrzymałby tyle czasu na tej niewygodnej kanapie. I tak nie wytrzymałby tyle bez NIEJ.

Trzy tygodnie to i tak bardzo niewielka cena. Lisa Cuddy, siedząca w swym dużym, wygodnym fotelu, w gustownie urządzonym gabinecie dziekana medycyny szpitala Princeton Plainsboro, wyglądała jak osoba, która właśnie ubiła interes życia.

Przełknąwszy łyk kawy, zerknęła niedbale na ekran swojego laptopa i wreszcie wybuchła niepohamowanym śmiechem.
„Wynagrodzę mu to” - pomyślała, kiedy wróciła do stosu papierkowej roboty.

Na komputerze wciąż świecił duży nagłówek:
„Epidemia podczas ogólnokrajowych finałów szachowych i Mistrzostw Brydża Seniorów. 150 uczestników obu imprez przewiezionych do szpitala Princeton Plainsboro z podejrzeniem zatrucia pokarmowego”."
- Cuddy!!! ja wiedziałam, że ja zwiążesz się z House'm to jeszcze bardziej się do niego upodobnisz (mam na myśli przebiegły charakterek) ale, żeby aż tak

Super się czytało


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez lisek dnia Wto 16:42, 13 Kwi 2010, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum House M.D Strona Główna -> Huddy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Soft.
Regulamin