Forum House M.D Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Objawy [Z]
Idź do strony 1, 2, 3, 4  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum House M.D Strona Główna -> Huddy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Marau Apricot
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 28 Sty 2008
Posty: 235
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 13:10, 20 Kwi 2008    Temat postu: Objawy [Z]


Zweryfikowane przez Saph

Dla Hudzinnek, bo od pewnego czasu trochę je zaniedbywałam.

Rozdział I

Lisa Cuddy spojrzała na korytarz szpitala. Swojego szpitala.

Widziała pielęgniarki dobrze wykonujące swoją pracę, lekarzy stworzonych dla swoich specjalizacji, zadowolonych i dochodzących do zdrowia pacjentów. Kiedy zaczynała swoje rządy w tym szpitalu, marzyła dokładnie o takim stanie rzeczy. Niekiedy z radości chciała założyć nogi na biurko i w takiej pozycji odbierać telefony. Coś zawsze ją powstrzymywało, wiedziała, że jeden fałszywy ruch i może stracić to, na co tak długo pracowała. Czasami zdawała sobie sprawę ze strasznej prawdy - gdyby była mężczyzną, byłoby jej o połowę lżej.

Drugi powód jej niezadowolenia kulał, nosił seksowny, drapiący zarost, a jego tyłek prezentował dobrze niezależnie od rodzaju spodni jakie nosił. Tak, dokładnie tak. Doktor Gregory House, najlepszy lekarz tegoż szpitala, a jednocześnie największy skurwysyn, był problemem numer jeden. Każdy inny szanujący dyrektor zwolniłby go już dawno temu. Cuddy nie zrobiła tego, bo ceniła go jako lekarza i świetnego diagnostyka, a jednocześnie nie chciała usuwać ze swojej placówki tak dobrze wyglądającego mężczyzny. House w wieku zaszczytnych czterdziestu siedmiu lat trzymał się świetnie i nic nie wskazywało na to, by miało się to zmienić.

Przy jej trzydziestu pięciu latach byłby świetną partią, jednak prawdopodobieństwo tego, że on będzie chciał od niej czegoś więcej niż tylko seksu, a ona zrobi coś wbrew sobie - było minimalne.

***

Greg House siedział właśnie w przychodni i ze znudzeniem przyjmował kolejnego pacjenta.

- Córka narzeka na silne bóle głowy. - niemalże wykrzyczała przerażona matka, trzymając wątłe ramiona chudej dziewczyny. - Od tygodnia ma bardzo silny katar. I...

- Pani wyjdzie. - powiedział obojętnie House znad karty pacjentki.

- Słucham?!

- Laryngolog jest parę drzwi dalej, trafi pani.

- To jest moja córka, mam prawo tu być!

- Kobieto, ruszysz się sama, czy mam cię poszczuć laską? - warknął House, obserwując bacznie matkę dziewczyny. - Sądząc po wgłębieniu w pani płaszczu w okolicy kołnierza, zazwyczaj coś tam pani nosi. Proszę poszukać tej broszki w przychodni, na pewno ktoś ją już tam znalazł.

Ten argument przekonał kobietę. Wybiegła z pokoju, a House zatrzasnął za nią drzwi. Dziewczyna siedząca na chirurgicznej kozetce wyglądała na przerażoną.

- Masz... szesnaście lat. I do końca życia chcesz być pod taką presją? - mężczyzna nie czekając na jej odpowiedź zapytał: - Co wciągasz? Kokainę? Sproszkowany ibuprofen? Oregano? Pieprz?

- Pastę do zębów. Podobno pomaga na trądzik. Tak mówiły mi koleżanki. - wyszeptała cicho dziewczyna, a House stwierdził, że wolałby już odwalać papierkową robotę.

***

- Doktor Cuddy!

Wzdrygnęła się, a jednocześnie jej ciało przeszedł inny, całkiem przyjemny dreszcz. Ten głos mogła rozpoznać nawet w gęstym tłumie innych gadających ludzi. Wstrzymała oddech, na wszelki wypadek robiąc naburmuszoną minę.

- House, musisz krzyczeć nawet wtedy, gdy stoisz za moimi plecami?

Mężczyzna przez chwilę przyglądał się jej bacznie, nie omijając jej głębokiego dekoltu, a zaraz później powiedział:

- Chcę większej selekcji moich pacjentów. To kpina, żebym dostawał pacjentki z zatokami zapchanymi pastą Colgate.

Cuddy spojrzała na niego z dozą nieufności, zastanawiając się, czy House żartuje, czy mówi serio.

- Gdyby nawet płakała pastą do zębów, jak lekarz musisz zająć się każdym pacjentem, który się do nas zgłosi. Przychodnia to nie twój oddział, House. To pacjenci wybierają ciebie, a nie ty pacjentów.

House skrzywił się, jakby Cuddy nadepnęła mu na odcisk. Chcąc zrobić jakąś kąśliwą uwagę na temat jej wyglądu lub zachowania powstrzymał się w momencie, gdy obdarzyła go swoim najbardziej wyrozumiałym spojrzeniem i zrozumiał, że kłótnia z nią, przynajmniej teraz, nie będzie miała sensu.

Pokuśtykał do swojego gabinetu z zamiarem szybkiej rozmowy z Wilsonem.

***

House wsunął głowę do gabinetu Wilsona.

- Nie ma umierających dzieci?

Onkolog wzruszył ramionami i pokazał mu krzesło stojące przed biurkiem. House zamknął drzwi i dokuśtykał do kanapy, na której wygodnie się ułożył. Spojrzał na Wilsona przeciągle i wyczekująco, co lekarz skomentował głośnym westchnięciem, gdy wypisał przyjacielowi nową receptę na vicodin.

- To czasami niebywałe, jak dobrze się rozumiemy, Jimmy. - House upchnął receptę do kieszeni i poprawił się na kanapie. - A teraz przejdźmy do celu mojej wizyty.

- Nie chciałeś recepty? - zapytał zdziwiony Wilson, przeklinając w duchu.

- Nie, ale miło, że się o mnie troszczysz. Na co wskazuje potliwość, roztrzęsienie i gęsia skórka?

- Kto ma takie objawy? Nowy pacjent?

- Nie, Cuddy. I to wszystko na mój widok.

Wilson uśmiechnął się pod nosem, widząc poważny wyraz twarzy House'a.

- Jesteś pewien? To może być wszystko - klimatyzacja, hormony...

- Hormonami się nie broń, zazdrości i tak nie ukryjesz. - powiedział House, obracając w rękach laskę. - Cuddy na mnie leci, a ty nie chcesz tego przyznać.

- Ty to tak nazywasz. - Wilson wzruszył ramionami i spojrzał na przyjaciela z uwagą. - Ale znając też twoje egoistyczne zapędy, wykorzystasz to, by wymigać się od przychodni.

House zagwizdał z uznaniem.

- Nawet o tym nie pomyślałem! Najpierw recepta, potem pomysł z przychodnią... Widzisz, Jimmy? Sam sprowadzasz mnie na złą drogę...

Onkolog nie odezwał się, myśląc nad słowami House'a. Cuddy tak łatwo zdradzająca swoje odczucia była co najmniej dziwna, nie mówiąc już o tym, jak łatwo House znalazł siebie w nowej sytuacji.

- Cuddy nadal jest administratorką szpitala. Nadal jesteś jej podwładnym. Obojętnie czego byście do siebie nie czuli, nadal musisz okazywać jej jakiś minimalny szacunek.

- Wiąże się to z twoją radą całowania w dupę?

- Każdą napotkaną na swojej drodze osobę trzeba kiedyś pocałować w dupę by zyskać choć trochę respektu w czyichś oczach.

- Czy miałem okazję kiedyś ciebie pocałować w dupę?

Onkolog uśmiechnął się swoim chłopięcym uśmiechem.

- Nie, ale nadal czekam na ten moment.

Nawet House lekko się uśmiechnął.

***

Cuddy odwalała papierkową robotę od ładnych paru godzin - częstotliwość spoglądania na zegarek zmniejszała się z każdym upływającym kwadransem, więc kobieta całkowicie straciła poczucie czasu.

Kiedy usłyszała charakterystyczny stukot na korytarzu, pomyślała, że się coś jej się wydaje - po chwili jednak, gdy zobaczyła w drzwiach swojego gabinetu House'a, zrozumiała, że nawet jeśli był to jej sen to wyjątkowo realistyczny.

- Co ty tu robisz, House? - zapytała zmęczona, odgarniając parę kosmyków z twarzy. - Zazwyczaj nie ma cię na terenie szpitala już od piątej popołudniu...

- Skomplikowany pacjent. Posiedziałem trochę i gdy skończyła mi się kawa, więc doszedłem do wniosku, że kochana Cuddy będzie mogła zrobić coś, bym nie czuł się taki senny...

Nie skomentowała tego, jak i również faktu, że House ją okłamuje - zapewne doskonale zdawał sobie sprawę, że nie znajdzie u niej ekspresu do kawy. Od kiedy zrozumiała, że House nie ma wobec niej żadnych zamiarów, starała się go traktować tak jak wcześniej.

- Potrzebujesz drobnych na kawę z automatu? Mogłeś powiedzieć to od razu, oszczędzając sobie "kochaną Cuddy"...

Dokuśtykał do jej biurka opierając się o blat. Spojrzał na nią przeciągle, gdy z portmonetki wyjmowała jakieś drobniaki.

- Nie chcę drobniaków na kawę. Chcę ciebie.

Przerwała na chwilę odliczanie centów i spojrzała na niego podejrzliwie. Jego słowa brzmiały w jej głowie, odbijały się echem od najciemniejszych zakamarków, ale ich sens dotarł do niej chwilę później.

- A więc tak pogrywasz? - zachichotała, odginając się lekko na krześle. - To żałosne, uwierz mi.

- Co jest żałosne? - zapytał zaskoczony.

- Twoje sposoby! Oczywiście mam jeszcze bloczki z receptami, więc nie ma problemu, mogę ci przepisać vicodin w dowolnych ilościach.

House poczuł się urażony. Gdyby nie zależało mu na sprawie, zapewne rzuciłby jakąś kąśliwą uwagę i po prostu wrócił do siebie. Ale nie teraz - obiecał sobie, że załatwi sprawę i przynajmniej wobec siebie chciał być fair.

Opróżnił kieszenie marynarki, stawiając przed Cuddy cztery pełne opakowania z vicodinem. Na koniec rozłożył bezradnie ręce, widząc jej przerażenie.

- W związku z zaistniałą sytuacją - jakiej części zdania "chcę ciebie" nie rozumiesz?

Koniec rozdziału pierwszego.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Marau Apricot dnia Pon 21:12, 14 Lip 2008, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
cwankiara
Lekarz Rodzinny
Lekarz Rodzinny


Dołączył: 02 Lut 2008
Posty: 880
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 13:51, 20 Kwi 2008    Temat postu:

hiihiihhii fajne, mnie sie podoba. Tlumaczenie czy tworczosc wlasna?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Em.
The Dead Terrorist
The Dead Terrorist


Dołączył: 06 Gru 2007
Posty: 5112
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Trójmiasto

PostWysłany: Nie 13:52, 20 Kwi 2008    Temat postu:

Cooo???!!! Czy to jest koniec? Błagam, nie dręcz mnie . To jest genialne, świetne, cudowne... No nakręciłam się przez ciebie . A teraz cytat wszech czasów :

Drugi powód jej niezadowolenia kulał, nosił seksowny, drapiący zarost, a jego tyłek prezentował dobrze niezależnie od rodzaju spodni jakie nosił. Tak, dokładnie tak. Doktor Gregory House, najlepszy lekarz tegoż szpitala, a jednocześnie największy skurwysyn, był problemem numer jeden. Każdy inny szanujący dyrektor zwolniłby go już dawno temu. Cuddy nie zrobiła tego, bo ceniła go jako lekarza i świetnego diagnostyka, a jednocześnie nie chciała usuwać ze swojej placówki tak dobrze wyglądającego mężczyzny. House w wieku zaszczytnych czterdziestu siedmiu lat trzymał się świetnie i nic nie wskazywało na to, by miało się to zmienić.

Niech to nie będzie koniec...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
kmyhair
Gość





PostWysłany: Nie 13:57, 20 Kwi 2008    Temat postu:

Eeeee, no swietne. Naprawdę! Ale szczerze? Podoba mi się, ze tak to zakończyłaś Rewelacja. I dzięki za scenkę w przychodni - bardzo mi tego brakuje w sezonie czwartym... To było superowe!
Powrót do góry
cuddy rulz
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 17 Lut 2008
Posty: 287
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: idziesz? Dokąd zmierzasz?

PostWysłany: Nie 14:20, 20 Kwi 2008    Temat postu:

super...
śmieszne i ciekawe
a House z rozłozonymi rękami...
ale założę się, że w ksiązce o toczniu ma jeszcze jedno opakowanie Vicodinu - takim idiotą to on nie jest


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
lisa
Stomatolog
Stomatolog


Dołączył: 13 Mar 2008
Posty: 942
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków

PostWysłany: Nie 14:27, 20 Kwi 2008    Temat postu:

super i dobrze ze tak sie kończy każdy sobie dopisze ciag dalszy, no a jesli nie każdy to napewno ja.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
gosiaaa
Lekarz Rodzinny
Lekarz Rodzinny


Dołączył: 25 Lut 2008
Posty: 821
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 1/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 16:10, 20 Kwi 2008    Temat postu:

Świetne, humorystyczne i bardzo przyjemnie się czyta

Strasznie podobały mi się dialog Wilsona z House'm z tym całowaniem w dupę i hormonami - no śmiech na sali a już scena z przychodzi:
- Pastę do zębów. Podobno pomaga na trądzik. Tak mówiły mi koleżanki. - wyszeptała cicho dziewczyna, a House stwierdził, że wolałby już odwalać papierkową robotę.

totalnie mnie rozbawiła. Skojarzyło mi się z ta pacjentką, która jako antykoncepcję stosowała galaretkę malinową ekstra:)

No, a zakończenie świetne! CHCE CIEBIE - i chyba po raz pierwszy House nie deliberował jak to jej powiedzieć, ani nie uciekał przed samym sobą - tylko konsekwentnie powiedział czego chce

ŚWIETNE !


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
*Madziula*
Pulmonolog
Pulmonolog


Dołączył: 20 Kwi 2008
Posty: 1145
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Poznań

PostWysłany: Nie 18:43, 20 Kwi 2008    Temat postu:


- W związku z zaistniałą sytuacją - jakiej części zdania "chcę ciebie" nie rozumiesz?


mocne zakończenie Lubię takie


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Em.
The Dead Terrorist
The Dead Terrorist


Dołączył: 06 Gru 2007
Posty: 5112
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Trójmiasto

PostWysłany: Nie 19:08, 20 Kwi 2008    Temat postu:

Czy tylko ja widzę napis Koniec. Części pierwszej.

Boże, to mój szczęśliwy dzień .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
gosiaaa
Lekarz Rodzinny
Lekarz Rodzinny


Dołączył: 25 Lut 2008
Posty: 821
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 1/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 19:15, 20 Kwi 2008    Temat postu:

Em. też mam te zwidy jak Ty : dziś jest taki dzień, że nie wyrabiam z czytaniem takkich zajebistych fikólców

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
lisa
Stomatolog
Stomatolog


Dołączył: 13 Mar 2008
Posty: 942
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków

PostWysłany: Nie 20:58, 20 Kwi 2008    Temat postu:

aaa czyli to nie koniec? a ja juz kombinowałam jak oni to rozegraja ale teraz to czekam niecierpliwie na ciąg dalszy

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
dr Asia
Chirurg plastyczny
Chirurg plastyczny


Dołączył: 14 Gru 2007
Posty: 2782
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 1/5

PostWysłany: Pon 7:59, 21 Kwi 2008    Temat postu:

genialne
CHCE CIEBIE - żeby tak w serialu się naprawdę zdarzyło


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Richie117
Onkolog
Onkolog


Dołączył: 24 Sty 2008
Posty: 5994
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 39 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: w niektórych tyle hipokryzji?
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 8:58, 21 Kwi 2008    Temat postu:

Tak, to nie żadne zwidy - Apricotka się nad Wami ulitowała i kazała mi dopisać, że to część pierwsza była

No, dobra Nie znam się na Huddzikowych fikach, bo ich prawie nie czytam (chyba, że ktoś mnie zmusi...) Zresztą Autorka i tak już na moje zdanie

To ja tylko zacytuję Hilsonowego rodzynka:
Cytat:
- Czy miałem okazję kiedyś ciebie pocałować w dupę?
Onkolog uśmiechnął się swoim chłopięcym uśmiechem.
- Nie, ale nadal czekam na ten moment.
Nawet House lekko się uśmiechnął.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Holiday
Student Medycyny
Student Medycyny


Dołączył: 01 Mar 2008
Posty: 117
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wołomin

PostWysłany: Pon 9:03, 21 Kwi 2008    Temat postu:

- W związku z zaistniałą sytuacją - jakiej części zdania "chcę ciebie" nie rozumiesz?
tekst tygodniaa


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Narenika
Forumowy Vicodin
Forumowy Vicodin


Dołączył: 28 Sty 2008
Posty: 6167
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 105 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gdańsk

PostWysłany: Pon 9:36, 21 Kwi 2008    Temat postu:

I kolejny fantastyczny fik do czytania
Colgate w zatokach wymiata Całowanie w dupę Wilsona i pointa takoż


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marau Apricot
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 28 Sty 2008
Posty: 235
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 17:32, 21 Kwi 2008    Temat postu:

Kochane Hudzinki! Nowej części "Objawów" możecie się spodziewać już niedługo - zaraz po moich egzaminach (trzymajcie kciuki we wtorek i środę od godziny dziewiątej do jedenastej!) mam zamiar zabrać się za pisanie. I proszę o drobną pomoc którąś z Hudzinek - potrzebuję jakiegoś świeżego spojrzenia na sprawę numer gadu jest w podpisie
Co do Colgate'a w zatokach - to tylko przypadek mojej koleżanki, która nam uwierzyła na szczęście nic się nie stało i silne krople do nosa załatwiły sprawę


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Em.
The Dead Terrorist
The Dead Terrorist


Dołączył: 06 Gru 2007
Posty: 5112
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Trójmiasto

PostWysłany: Pon 18:15, 21 Kwi 2008    Temat postu:

WOW. To ludzie jednak tak robą . Ja wierzę w twoją wenę twórczą .

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
kremówka
Onkolog
Onkolog


Dołączył: 19 Kwi 2008
Posty: 2623
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 21:41, 21 Kwi 2008    Temat postu:

Myślałam, że z tą pastą to zbyt abstrakcyjne żeby bylo prawdziwe przyłączam się do zachwytów nad ostatnim zdaniem

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marau Apricot
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 28 Sty 2008
Posty: 235
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 14:18, 26 Kwi 2008    Temat postu:

Uff, już po egzaminach... (na szczęście byłam w grupie tych uczniów, którzy przeczytali "Kamienie na szaniec" i jako tako napisałam charakterystykę wybranej postaci). Do końca maja walczę o średnią, chociaż jeśli do tej pory tyle pisałam, to szkoła i oceny nie ucierpią jak na razie zapraszam na miłą (mam nadzieję!) lekturę drugiej części "objawów".


Rozdział II

- Nie. - powiedziała na wpół z rozbawieniem, na wpół z niedowierzaniem. - Nie.

- Nie?

- Nie. - odpowiedziała dobitnie, zamykając teczkę z papierami, które miała przed sobą. - Nie pójdę z tobą do łóżka. Nie ja.

- A widzisz tu inne Lisy Cuddy z którymi chcę iść do łóżka?

- Nie. - powiedziała po raz czwarty i nie miała zamiaru powtarzać tego dalej. - Możesz wyjść, i tak wychodzę do domu.

Stał w miejscu, patrząc, jak chaotycznie chowa do swojej torby różne papierzyska, aż w końcu chwyciła za marynarkę. Spojrzała na niego, mając nadzieję, że zaraz rzuci jakimś seksistowskim komentarzem, lub - najlepiej - wyjdzie. Stał, patrzył na nią i sprawiał wrażenie, jakby usilnie chciał coś powiedzieć.

- Nie. - powiedziała, gdy wychodziła z gabinetu. - Nie jedź za mną.

***

Następnego dnia unikali się jak ognia - i żadne z nich nie widziało, które tak naprawdę ma prawo czuć się złym. House olał przychodnię i obraził rodzinę pacjenta. Cuddy niemalże latała jak na skrzydłach i naprawiała wszystkie jego błędy, przepraszając najpierw czekających chorych, szybko znajdując zastępstwa, a na końcu rozmawiając z rodziną pacjenta i błagając ją wręcz, by nie wnosili pozwu.

W całym tym zabieganiu Cuddy zapomniała o swoich wynikach badań krwi, które robiła anonimowo raz na jakiś czas. Gdy była pewna, że przez najbliższe pół godziny nikt nie wejdzie do jej gabinetu, zaczęła je przeglądać, analizując każdy wykres. Kiedy doszła do ostatniego zdania swoich wyników, wydawało jej się, że jej serce przestało pracować na krótki moment. Nie wiedziała, czy ma lamentować, bać się, czy może wręcz przeciwnie...

W jednym momencie zrozumiała, że wszystko, czego teraz potrzebuje, to House. Niewiele myśląc zmięła wyniki w kulkę, cisnęła do kosza i szybkim krokiem skierowała się do gabinetu House'a. Wszystko robiła mechanicznie, sprawnie i w miarę szybko, jakby bała się, że sama zrezygnuje ze swego postanowienia. Był sam w gabinecie. To był dobry znak.

Weszła bez pukania. Spojrzał na nią nie z zaciekawieniem, a z obojętnością. Sprawnie i szybko, powtórzyła sobie w myślach.

- Przepraszam. - powiedziała.

- Za co?

- Za wczoraj. Ja... - przełknęła ślinę, robiąc krok do przodu. - Zaskoczyłeś mnie. Nie wiedziałam jak postąpić, więc...

- ... na wszelki wypadek odmówiłaś. Dzięki. - odburknął. Odwrócił wzrok w kierunku monitora, a Cuddy zdecydowanie podeszła do niego i delikatnie wzięła jego twarz w swoje dłonie. Pod palcami czuła jego drapiący zarost.

- Ilu w tym pokoju widzisz Gregów House'ów, z którymi chcę się przespać?

Jego piękne niebieskie oczy studiowały w skupieniu jej minę pełną wątpliwości. Jeszcze chwila, a zaczęłaby przygryzać wargi.

- U ciebie? - zapytał.

- Za godzinę.

Gdy wychodziła z gabinetu, czując na swoim tyłku jego wzrok, uważała, że te pół minuty rozmowy było jej największym sukcesem.

***

Otworzyła po pierwszym dzwonku. Miała na sobie czarną sukienkę dobrze opinającą jej wdzięki, a dekolt już przyprawiał o zawroty głowy.

Zaprosiła go do środka. Przyparła go do drzwi, zdejmując z niego płaszcz i otulając mocnym zapachem perfum. Przymknął oczy, czując jej usta na szyi.

- To zostaje tutaj. - wyjęła mu laskę z ręki i rzuciła nią o podłogę. House skrzywił się, chcąc zaprotestować, jednak gdy poczuł, że jej ręce na początku majstrujące przy guzikach jego koszuli, teraz dobrały się do jego rozporka. Złapał ją w pasie, a ona pociągnęła go na siebie, gwałtownie całując. Myślał, że zwariuje, gdy rozpiął jej sukienkę, a ona zaciągnęła go w stronę sypialni.

Godzinę później stwierdził, że Lisa Cuddy to demon seksu.

Dała mu spokój dopiero nad ranem. W pewnym momencie chciał zapytać co nakłoniło ją do zmiany decyzji, jednak postarał się tej nocy, w jej ramionach, zachowywać się jak każdy inny facet - spytać o to rano.

Gdy się obudził, na zewnątrz było już jasno - zegarek na stoliku nocnym wskazywał godzinę jedenastą. Tym razem wiedział, że Cuddy będzie wobec niego nieco bardziej wyrozumiała.

Gdy dokuśtykał do szpitala, było coś w okolicach południa. Pierwsze, co zobaczył, to Cuddy kręcąca się w okolicy dyżurki pielęgniarek. Gdy go zobaczyła, zrobiła zniecierpliwioną minę, jednak błysk w jej oku był nieco inny niż zwykle.

Razem z nim podeszła do windy i to ona wcisnęła guzik. Gdy zamknęły się drzwi, miał wielką ochotę wcisnąć guzik "stop".

- Dzień dobry. - powiedział pierwszy, pochylając się w jej stronę. Podniosła się na palcach, by pocałować go w kącik ust.

- Seks nie zwalnia cię z obowiązków w klinice. - stwierdziła miękko. - Nie daje ci również przywileju pojawiania się w pracy o której tylko chcesz.

- W nocy twierdziłaś inaczej.

- W nocy nie rozmawialiśmy o obowiązkach w szpitalu. Mieliśmy lepsze rzeczy do roboty. - dodała szeptem. House nie odpowiedział, dopiero teraz zastanawiając się nad korzyściami seksu z Cuddy, oprócz samego seksu. Gdy winda szarpnęła nieznacznie, House musnął dłonią biodro Cuddy, co w domyśle mogło znaczyć "jeszcze pogadamy".

- Dzień dobry. - powiedział House, tym razem do Kaczątek, które wymownie na widok szefa postukały w szkiełka swoich zegarków.

Koniec rozdziału drugiego.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Marau Apricot dnia Sob 16:12, 10 Maj 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Richie117
Onkolog
Onkolog


Dołączył: 24 Sty 2008
Posty: 5994
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 39 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: w niektórych tyle hipokryzji?
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 14:37, 26 Kwi 2008    Temat postu:

Kiedy doszła do ostatniego zdania swoich wyników, wydawało jej się, że jej serce przestało pracować na krótki moment.(...)
Bosh... Mam nadzieję, że Cuddy nie wpadła na pomysł zaraźenia House'a jakąś chorobą, żeby musiał znaleźć lekarstwo dla siebie i dla niej...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Em.
The Dead Terrorist
The Dead Terrorist


Dołączył: 06 Gru 2007
Posty: 5112
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Trójmiasto

PostWysłany: Sob 14:49, 26 Kwi 2008    Temat postu:

Cuddy pewnie chce tylko zajść w ciążę, a sypianie z Housem ma to rzekomo ułatwić. House się dowie, poczuje się zraniony, a potem Cuddy będzie żałować i zrozumie, jak bardzo go kocha. Każdy by to tak pociągnął, ale jestem pewna, że tym razem będzie inaczej . To absolutnie jedyny w swoim rodzaju fik i zamierzam czekać na ciąg dalszy. Z niecierpliwością .

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
eye_roller
Immunolog
Immunolog


Dołączył: 26 Lut 2008
Posty: 1064
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: deep whole

PostWysłany: Sob 15:10, 26 Kwi 2008    Temat postu:

'Godzinę później stwierdził, że Lisa Cuddy to demon seksu." LOL jakby było inaczej

super część. mnie bardzo zastanawia czemu Cuddy zmieniła zdanie :> hehehe. czekam na nast rozdział


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
lisa
Stomatolog
Stomatolog


Dołączył: 13 Mar 2008
Posty: 942
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków

PostWysłany: Sob 20:35, 26 Kwi 2008    Temat postu:

napisze tylko OMG! super!

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marau Apricot
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 28 Sty 2008
Posty: 235
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 13:14, 04 Maj 2008    Temat postu:

Kochane Hudzinki! Wybaczcie, że tak długo trzymam was w niepewności - obiecuję, że decydująca część pojawi się niedługo i bardzo, bardzo wam dziękuję za miłe komentarze

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marau Apricot
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 28 Sty 2008
Posty: 235
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 16:10, 10 Maj 2008    Temat postu:

ROZDZIAŁ III

część I

Przez następny miesiąc House czuł się dobrze - zrozumiał pewną zależność pomiędzy tym co się dzieje w pracy, a tym, co dzieje się poza nią. Kiedy wypełniał swoje obowiązki w przychodni, Cuddy zawsze jakoś starała się okazać swoje uznanie - poprzez założenie dla niego jakiegoś fikuśnego ciuszka, nowej, seksownej bielizny... House uznał ich "związek" za tak naturalny, że rzeczą jasną było to, że gdy on pojedzie po pracy do siebie, ona zjawi się u niego w przeciągu godziny. Nie pamiętał od kiedy czuł się tak bezpiecznie - bycie ze Stacy dawało mu to samo uczucie, a House wiedział, że to spośród wszystkich innych uczuć to lubił najbardziej.

Tej nocy była jakaś inna, nieobecna - kiedy rano się obudził, Cuddy już nie było. Przetarł oczy i usiadł na łóżku - wydawało mu się, że w powietrzu unosi się zapach jej świeżych perfum.

- Cuddle? - zapytał i nagle zrozumiał, że został sam.

Pokuśtykał do łazienki, by obmyć twarz - niemalże odskoczył, gdy zobaczył na swoim lustrze wielki napis szminką Cuddy - "MUSIMY POGADAĆ". House zrozumiał, że rozmowa ta będzie o zupełnie innym charakterze niż ich codzienne rozmowy, od kiedy zaczęła wpadać niemalże każdej nocy.

Weszła parę godzin później do jego gabinetu, a na jej twarzy odmalowywał się niepokój. On opierał czoło na rączce laski, myśląc nad przypadkiem kolejnego pacjenta. Gdy na nią spojrzał rozchmurzył się trochę, a po jego ustach przebiegł niezauważalny uśmiech.

Podeszła, musnęła wargami jego wargi i uśmiechnęła się smutno.

- Co się stało, Cuddle? - zapytał na pozór obojętnie, choć Cuddy słyszała w jego głosie cień troski. Usiadła na krześle i wzięła głęboki oddech.

- Dwa miesiące temu paru lekarzy złapało rzeżączkę. Okazało się, że źródłem jest jedna osoba, a raczej - jedna kobieta. Debbie Kane jest nie tylko dobra w liczeniu. Szybko wskazała dziesięciu lekarzy z którymi spała w przeciągu ostatniego półrocza. Wszyscy mieli badania i... i... - zawiesiła na chwilę głos, po czym odważnie spojrzała w oczy mężczyzny. - House, jestem w ciąży.

House uniósł brwi.

- Dowiedziałaś o swojej ciąży z badań spermy jednego z dziesięciu lekarzy? Cuddle, nie przestajesz mnie zaskakiwać.

Spojrzała na niego uważnie.

- Sądzisz, że żartuję?

- Tak.

- JESTEM w ciąży, Gregory. - powiedziała dobitnie po czym wstała i nie czując na na tyłku jego wzroku, szybko wyszła z pomieszczenia. House odchylił się na krześle i spojrzał w sufit. Nagle zaczął się zastanawiać, przez jego głowę pędziły najróżniejsze myśli, wydawało się, że pacjent stracił teraz znaczenie. Wściekły, że symptomy chorego zajmują całą tablicę, wyciągnął z biurka kartkę papieru i napisał na niej liczby od jeden do trzydzieści jeden. Po chwili zastanowienia pod spodem napisał dokładnie to samo.

Kreślił, wykreślał, robił legendę, pisał przydatne informacje. Przecież zawsze prawidłowo określał jej owulację. Przecież ją znał. Przecież...

- ... to niemożliwe. - powiedział i skierował się w stronę najmniej lubianego przez siebie departamentu. Ginekologi. Starał się tam nie pojawiać, a gdy koniecznie musiał, to wysyłał Cameron. Na jednym z przyjęć gwiazdkowych w szpitalu, na które Wilson wyciągnął go niemalże siłą, wypił o parę szklanek ponczu za dużo i nie zdając sobie sprawy z towarzystwa ponad czterdziestu pracownic departamentu ginekologii, stwierdził, że położne to zazwyczaj stare panny z owłosionymi nogami.

Był w desperacji. Zacisnął mocniej spoconą dłoń na rączce laski i zdecydowanym krokiem wyszedł z windy wprost do dyżurki.

- Chciałembadaniacassandryjoplinonajestmojąpacjentką. - powiedział szybko do pielęgniarki, która spojrzała na niego ze zdziwieniem.

- Doktorze House, ma pan uszkodzony aparat mowy, czy pana niedbalstwo urosło do rangi manii? - zapytała.

- Cassandra Joplin. Akta.

- Zobaczmy... - pielęgniarka postukała w klawiaturę, podczas gdy House rozglądnął się po korytarzu. "Cholera", pomyślał, gdy zobaczył stado ubranych na biało kobiet, które pamiętał z przyjęcia. Pielęgniarka zacmokała.

- O Boże, jak mi przykro. Cassandra Joplin nie żyje od trzech lat.

- Super! - wykrzyknął zdenerwowany House i rzucił się w kierunku windy. Z uporem maniaka wciskał guzik z numerem dwa. Kiedy w końcu drzwi się zamknęły, odetchnął z ulgą. Dopiero teraz zdał sobie sprawę ze słów pielęgniarki. Dlaczego Cassandra Joplin nie żyła?

***

- Jak mam szpiegować przebieg twojej ciąży, skoro osoba, pod którą się podszywasz według akt nie żyje?!

- Ciszej. - syknęła Cuddy, siadając wygodniej za biurkiem. - Proszę cię, Gregory.

Usłuchał. Usiadł naprzeciwko niej, patrząc na nią podejrzliwie. Założył prawą nogę na jej biurko. Już jej to nie przeszkadzało.

- Cuddle. - zaczął miękko. - Dlaczego mi nie ufasz?

- Ufam ci. To, że nie informowałam cię o ciąży nie znaczy, że ci nie ufam.

- To także moje dziecko, Cuddle. Raczej mnie obchodzi, co się z nim dzieje.

Cuddy najpierw otworzyła usta, a zaraz później gwałtownie je zamknęła. Wyglądało na to, że nad czymś myśli.

- Bo to moje dziecko, prawda, Cuddy?

Spojrzała na niego, a jej oczy błyszczały.

- Tak, to twoje dziecko. - powiedziała, a on się uśmiechnął.

Koniec części pierwszej rozdziału trzeciego.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum House M.D Strona Główna -> Huddy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4  Następny
Strona 1 z 4

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Soft.
Regulamin