Forum House M.D Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

W progu [M]

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum House M.D Strona Główna -> Inne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Czerwono-Zielona
Pediatra
Pediatra


Dołączył: 02 Kwi 2009
Posty: 736
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: from unbroken virgin realities
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 0:02, 07 Lip 2010    Temat postu: W progu [M]


Zweryfikowane przez autorkę

Wiecie, że ja piszę dziwne rzeczy... To też jest dziwne. Ale musiałam. Tak, jak człowiek musi się napić, gdy czuje pragnienie, tak ja musiałam napisać to...

Zainspirowane ostatnimi scenami Unfaithful oraz pewnym osobistym doświadczeniem... Ale spokojnie, rodzice nie zamykali mnie w piwnicy, gdy byłam mała

Dedykuję Osobie, której dedykacja już od dawna się należy - Mazel. Za Twoje wspaniałe komentarze... Dziękuję.

*idzie schować się pod dywanem*






W PROGU


Siedzisz na podłodze i wpatrujesz się w przestrzeń. W nieistniejącą przestrzeń. Pomieszczenie, w którym się znajdujesz, jest niewielkie. I ciemne. Ale ty lubisz ciemność. Jest tak przyjemnie miękka i gęsta. Jedynie przez wąską szparę w drzwiach wpada do wnętrza żółta smuga oślepiającego światła.

W pomieszczeniu jest pusto. Tylko ty i powietrze. Miękkie i gęste. To dobrze – myślisz. Przynajmniej o nic się nie potkniesz.

Jest cicho. Zupełnie. To dobrze – myślisz. Lubisz ciszę. Jest taka miękka i gęsta. Można w niej płakać i śmiać się. I nikt cię nie usłyszy.

Jednak istnieje pewien szkopuł. Dość istotny. Nie możesz się poruszyć. W ogóle. Nie jesteś w stanie wykonać najmniejszego ruchu. Bo wszystkie części twojego ciała są jak wypełnione mgłą – miękką i gęstą. Co ciekawe, wcale ci to nie przeszkadza. Przynajmniej się nie przewrócę – myślisz.

Myślisz, że chciałbyś tak trwać. Trwać do końca czasu, zanurzony w tej nieistniejącej przestrzeni. Miękkiej i gęstej. Bez rażącego w oczy światła, kłujących uszy dźwięków i bólu upadków. Ale nie możesz.

Nie możesz, bo pod drzwiami słyszysz kroki. Najpierw dochodzą z oddali, potem wyraźnie słychać, że szybko się zbliżają. Czujesz powodowane nimi lekkie drżenie podłogi. Narasta w tobie lęk. Że ktoś zaraz wyważy drzwi. Drzwi do twojego świata. Miękkiego i gęstego. Po niedługiej chwili kroki są już naprawdę blisko, potem jeszcze bliżej, tuż-tuż... Wstrzymujesz oddech i zamykasz oczy, gotowy na najgorsze. Nie, wcale nie gotowy... Jednak w momencie, gdy drzwi mają się otworzyć, zamieniając twój miękki i gęsty świat w proch i pył, zapada cisza. Miękka i gęsta. Otwierasz powoli oczy. Wokół wciąż panuje ciemność. Miękka i gęsta. Nadchodzący człowiek po prostu zatrzymał się u progu. I nie próbuje się włamać. Nie próbuje wedrzeć się brutalnie do twojego świata. Miękkiego i gęstego. Nie. Nie robi nic. Po prostu stoi. Długo, naprawdę długo. Stoi. Tak blisko i tak daleko jednocześnie. I chyba coś szepcze – nie słyszysz dokładnie, drzwi są grube. A potem nie mówi już nic. W końcu powoli i niechętnie, jakby zrezygnowany i rozczarowany, odchodzi.

To dobrze. Znów jesteś sam. Sam w swoim świecie. Miękkim i gęstym.

Jednak twój spokój nie trwa długo. Po pewnym czasie znów słyszysz kroki. Te same, co poprzednio, oraz jeszcze jedne. Muszą należeć do kobiety, bo słyszysz wyraźnie stukot wysokich obcasów, a tamte już znajome to chyba cięższy krok mężczyzny. Po chwili pojawiają się kolejne, najwyraźniej dziecięce - szybkie, drobne i lekkie. Dziecko śpiewa wysokim, dźwięcznym głosem sobie tylko znaną piosenkę. Czasami przerywa ją na chwilę, by przeprowadzić rozmowę z wyimaginowanymi towarzyszami zabawy. Nie możesz sobie przypomnieć dlaczego, ale myśl o rozmowie z nieistniejącymi ludźmi napawa cię przerażeniem. I wtedy znów ogarnia cię ten paniczny lęk. Co oni tu robią? Czego od ciebie chcą? Po co przyszli? Czy zamierzają wejść? I dlaczego ten bachor tak wyje? Masz dość, masz dość wszystkiego… Dlaczego oni do cholery nie mogą tego zrozumieć?! Dlaczego nie mogą po prostu zostawić cię w spokoju? Miało być cicho. Miało być spokojnie. Miało być pusto. Miękko i gęsto. Nie zawsze możesz dostać to, czego chcesz – słyszysz nagle w głowie nieprzyjemny głosik.

Nie, nie wytrzymasz tego. Tego napięcia. Hałasu. I obecności tych wszystkich ludzi. Chcesz uciec. Jedyne, na czym jesteś w stanie się teraz skupić, to myśl, by jak najprędzej się stamtąd wydostać. By pobiec przed siebie, jak najszybciej i jak najdalej. I ukryć się. Ukryć się przed nimi wszystkimi w jakimś najgłębiej schowanym zakątku nieistnienia. Miękkim i gęstym. Ale nie możesz. Przecież nie jesteś w stanie się ruszyć. Bo twoje ciało jest jak mgła. Miękkie i gęste.

I wtedy staje się coś jeszcze gorszego. Słyszysz następne kroki. A potem kolejne, i kolejne. Nie ma ich dużo, ale słyszysz wyraźnie, jak się zbliżają, nacierając na ciebie ze wszystkich stron. Serce wali ci jak oszalałe. Czujesz, że zaraz cię zadepczą, zgniotą, zmiażdżą jak robaka… I wtedy nagle uświadamiasz sobie, że znasz te kroki. Tak, znasz melodię ich echa rozchodzącego się po pustych korytarzach. Ale co z tego? Tym bardziej nie chcesz, by tu weszli. By cię zobaczyli. By zobaczyli twoją zamienioną w mgłę pustą twarz. A oni są blisko, coraz bliżej. Nie możesz zrobić nic, by się przed nimi schować. Zupełnie nic. Są tuż pod drzwiami. Napięcie sięga zenitu. W panice nie możesz złapać oddechu, dusisz się. Twoje przerażone serce zamiera, a ty osuwasz się na zimną posadzkę.

Tak, jest zimna – stwierdzasz ze zdumieniem, gdy się budzisz. Nie wiesz, ile czasu tak leżałeś, ani czy oni w końcu weszli, lecz sądząc, że umarłeś, postanowili pozostawić tu twe ciało. To dziwne. To dziwne, że posadzka jest zimna. Przecież miało być inaczej. Miało być miękko. I gęsto. Nie zawsze możesz dostać to, czego chcesz - znów słyszysz w głowie natrętny głosik.

Jednak we wpadającej przez szparę w drzwi ach smudze światła jesteś w stanie dostrzec jeszcze jedną zmianę. Na środku pomieszczenia widzisz duży, ciemny kształt. Gdy twoje oczy na nowo przyzwyczają się do ciemności, jesteś już pewien. Tak, to fortepian.

Walczysz ze sobą, by nie próbować się poruszyć . Miałeś przecież trwać w bezruchu i milczeniu. Miękkim i gęstym. Ale posadzka jest zimna . I twarda. A o krok od ciebie stoi fortepian. Z niego można wydobyć muzykę. Miękką i gęstą. Wystarczy do niego podejść. To nic nie znaczy – przekonujesz sam siebie. To tylko fortepian. Przecież nie musisz od razu otwierać drzwi.

Próbujesz więc wstać. Napinasz wszystkie mięśnie. Skupiasz na nich całą swoją uwagę, starając się zmusić swe kończyny do ruchu. Z całej siły walczysz z ciałem. Miękkim i gęstym. Kropelki potu pojawiają się na twym czole. Mięśnie drżą z wysiłku. Jednak nie udaje ci się. Nie udaje ci się przesunąć swojego ciała choćby o milimetr.

Wyczerpany i rozczarowany, zasypiasz. Zamykając oczy, czujesz na swych ustach słony smak spływającej spod powieki niedużej kropli. Nim sen – brat śmierci, weźmie cię w swoje objęcia, zdążysz jeszcze usłyszeć w głowie ten napawający przerażeniem głos: Nie zawsze możesz dostać to, czego chcesz.

Budzisz się. Posadzka jest jeszcze bardziej zimna i jeszcze bardziej twarda niż przedtem. Wszystko cię boli. Chcesz wstać. Bardzo chcesz wstać. Jednak myśl, że znów masz męczyć się na darmo, działa na ciebie obezwładniająco. Czujesz się odarty z nadziei.

Przychodzi ci jednak do głowy myśl, że trzeba. Po prostu trzeba wstać. To dziwne – myślisz. Przecież nie lubisz robić tego, co robić należy. A jednak. Wbrew sobie samemu, wbrew zdrowemu rozsądkowi i wszelkim przewidywaniom, próbujesz znowu.

I udaje ci się. Jednak nie cieszysz się. Bo wiesz, że jest to jedyny ruch, jaki możesz wykonać – wstać i podejść do fortepianu. I zagrać. Nic więcej.

Jedyne, co teraz odczuwasz, to obojętność. Bo wiesz, że nie masz wyboru. I że następnym razem znów ci się nie uda. Tak, jakby to, co robisz, uzależnione było od ilości oczek na kostce, jakie wyrzuci dla ciebie los w grze zwanej „życie”. A prawdopodobieństwo, że będą wypadać same „szóstki”, jest raczej niewielkie.

Podchodzisz jednak do instrumentu. Siadasz i kładziesz palce na chłodnych klawiszach. Przyjemnie chłodnych. To dziwne – myślisz. To dziwne, że nie przeszkadza ci, że nie są miękkie i gęste. Zaczynasz grać. Pomieszczenie powoli wypełnia się dźwiękami. One miękkie i gęste. Nie boisz się ich.

Grasz długo, naprawdę długo.

W pewnym momencie przez muzykę zaczynają przedzierać się inne dźwięki. Wzdrygasz się. To znów kroki. Powoli przestajesz grać i w napięciu wsłuchujesz się w tupot butów. To ci sami ludzie, co poprzednio. Nagle jednak zdajesz sobie sprawę z tego, że tym razem nie chcą wywarzyć drzwi. Może wtedy też nie chcieli? A teraz po prostu tam są. Są pod twoimi drzwiami. Spacerują. Raz bliżej, raz dalej. Ale poza tym nie dzieje się nic. Trwasz tak przez dłuższą chwilę, i tak, jak jeszcze przed momentem wsłuchiwałeś się w muzykę płynącą z fortepianu, tak teraz wsłuchujesz się w muzykę płynącą z ich kroków.

I wtedy nagle czujesz, że możesz zrobić wszystko. Że nie musisz już tylko leżeć lub grać na fortepianie. Możesz zrobić cokolwiek.
Nic sensownego jednak nie przychodzi ci do głowy. Obojętność. Zdaje ci się, że odczuwasz tylko ją. Siedzisz więc dalej. I nie zmienia się nic. Czy nie móc znaczy to samo, co nie chcieć?

Wtedy pomiędzy odgłosami kroków zaczynasz zauważać inne dźwięki. To słowa. Ludzie pod twoimi drzwiami rozmawiają. Jednak to, co przykuwa twoją uwagę najbardziej, to fakt, że co jakiś czas pada twoje imię. Innych słów nie jesteś w stanie rozróżnić, ale to jedno słyszysz bardzo wyraźnie.

Podchodzisz do drzwi i przystawiasz ucho do gładkiej powierzchni drewna. Jest chłodna. I znów – to dziwne, ale chłód jest przyjemny. Dalej słuchasz. Wsłuchujesz się w melodię ludzkiej mowy. Znów zauważasz swoje imię. A potem kolejny raz, i kolejny. Wtedy powoli, bardzo powoli, podnosisz do góry rękę i ostrożnie kładziesz dłoń na klamce. Boisz się. Bardzo. Słyszysz pulsujący szum krwi w swoich skroniach i głuche, szybkie uderzenia serca. Zamykasz oczy i naciskasz klamkę. Ale drzwi się nie otwierają. Czujesz ulgę, ale i pewnego rodzaju zawód. Nie zawsze możesz dostać to, czego chcesz – mówi głos w twojej głowie. Jednak tym razem głos jest inny. Jakby… miękki i gęsty. I prawdziwy. Tak, jak ich głosy.

Naciskasz klamkę jeszcze raz.





_________________


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Czerwono-Zielona dnia Czw 0:13, 08 Lip 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mazeltov
Neurolog
Neurolog


Dołączył: 28 Paź 2009
Posty: 1656
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z poczekalni
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 2:02, 07 Lip 2010    Temat postu:

Oh my god. Dedykacja dla mnie? Jest mi strasznie milo, ale tez czuje sie przerazajaco zawstydzona. Dedykacja dla kogos kto pisze jest zrozumiala, ale dla kogos, kto od czasu do czasu wpadnie z czyms co mozna nazwac co najwyzej chaotycznym belkotem... Dziekuje jestes kochana

Jutro sie rozwine z komentarzem


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Czerwono-Zielona
Pediatra
Pediatra


Dołączył: 02 Kwi 2009
Posty: 736
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: from unbroken virgin realities
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 5:01, 07 Lip 2010    Temat postu:

Mazel, Twoje komentarze są po prostu wspaniałe i zawsze się nimi zachwycam i to ja jedynie mogę być zawstydzona, że decydujesz się umieszczać je pod moimi tforami... Dlatego dedyk należy Ci się już od dawna

Pozostaje mi jedynie mieć nadzieję, że nie obraziłam Cię dedykując Ci ten akurat dziwaczny tfór... Bo ja w ogóle nie mam jeszcze pewności, czy to da się czytać... Wy mi dopiero to powiecie...

I nie czuj się broń borze zobowiązana do pisania pieśni pochwalnych - konstruktywna krytyka jest w moim przypadku wysoce wskazana, bo jakoś póki co mało tu chętnych na pisanie takowej, więc istnieje uzasadniona obawa, że popadnę w samozachwyt i będzie wówczas tak zwany klops...

Poza tym sam fakt, że tu zajrzałaś, jest już dla mnie przemiłym komentarzem


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
JiKa30
Nefrologia i choroby zakaźne
Nefrologia i choroby zakaźne


Dołączył: 31 Gru 2009
Posty: 5276
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 1/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 10:37, 07 Lip 2010    Temat postu:

Klepu-klep.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Agnes
Immunolog
Immunolog


Dołączył: 16 Maj 2010
Posty: 1023
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Śląsk
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 13:31, 07 Lip 2010    Temat postu:

Czerwono-Zielona… Okey, nie wiem, co mam napisać. Pozwolisz, że chwilę odczekam?

Dobra, już. Nienawidzę, kiedy nie umiem wydusić z siebie słowa albo kiedy jestem aż nazbyt zachwycona. Cholera, przeklęte uczucie. Ale teraz też takie mam. I wiesz czemu? Przez ciebie. I nie, nie jestem zła. Albo i jestem. Czemu ty musisz pisać teksty, które tak bardzo mi się podobają, że piszę same głupoty, co? Wiem, nie twoja wina. W końcu jakbyś ich nie pisała, to… nie wiem co. Ale z pewnością byłoby to coś związanego z ogniem, wodą, trzęsieniem ziemi, huraganem, tajfunem, deszczem meteorytów wielkości zakładów pogrzebowych „Bratek”… Dobra, już nie ględzę.

Masz taką dziwną, niezwykłą zdolność do przekazywania emocji. Tekst jest prosty, nie jakiś strasznie złożony, zagmatwany. A jednocześnie tak pełen emocji, wszelkich myśli bohaterów… Stop. Cofnij. Nie bohaterów, a właściwie jednego bohatera. House’a, prawda? No, ale do rzeczy. Opisałaś to… pięknie.

Najpierw radość, ulga. Bo przecież jest w tym „gąbczastym” świecie. Miękkim i gęstym. Jak mgła, którą on w sumie jest. Potem strach przed krokami. Śpiewem dziecka. Następnie znalezienie w pokoju. Zimnym. Chcę zagrania na fortepianie, ale zamiast tego zapadnięcie w sen. Potem zagranie i podejście do drzwi, jednocześnie pokonanie strachu. Kapitalnie ci wyszło. Gratuluję talentu.

Nie wiem, co jeszcze mogę napisać. Czekam na więcej twoich dzieł, Cz-Z.

Pozdrawiam,
Agnes


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Agnes dnia Śro 13:32, 07 Lip 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Czerwono-Zielona
Pediatra
Pediatra


Dołączył: 02 Kwi 2009
Posty: 736
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: from unbroken virgin realities
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 0:31, 08 Lip 2010    Temat postu:

Agnes - OK, odczekaj. Ja też odczekam.

Już?
O, ja też już!


Agnes, ach... Twój komentarz jest cudowny, jest jeszcze bardziej zakręcony niż ja sama! To oczywiście komplement

A Twoja wizja "końca świata" z zakładami pogrzebowymi "Bartek" po prostu rozłożyła mnie na łopatki...
Chociaż naprawdę nie sądzę, abym miała aż taką moc sprawczą... Ciekawe ile czasu musiałabym nie pisać, żeby to się stało...? Poczekamy, zobaczymy... Czas start!

No dobrze, bądźmy poważni... W końcu powyżej jest tekst o nie mogących się poruszyć ludziach zamkniętych w ciemnych pomieszczeniach... A to przecież wcale nie jest śmieszne!

OK, odbiło mi, przepraszam... Już się uspokajam...

*bierze głęboki oddech*

Droga Agnes, dziękuję. Dziękuję za każde Twoje tak miłe dla mego oka słowo

Mam zdolność przekazywania emocji...? Wiesz, że to dla mnie cudowny komplement...

Tak, tekst miał być z założenia prosty... Namówiłam mojego polskiego wena, że napisał coś w stylu mojego wena angielskiego, ale czy mu się udało - naprawdę, nie wiem...

Bardzo, bardzo Ci dziękuję za absolutnie niebanalnego, ale jakże miłego komenta!

Pozdrawiam serdecznie,

Czerwono-Zielona


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Agnes
Immunolog
Immunolog


Dołączył: 16 Maj 2010
Posty: 1023
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Śląsk
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 7:53, 08 Lip 2010    Temat postu:

Cz-Z, ale ja naprawdę muszę czytać twoje fiki. Nie wiem czemu, ale pobudzjaą mojego wena i czuję się dzięki nim lepiej.

A to z zakładami pogrzebowymi... Jak ja coś palnę, to już palnę

Komplement, komplementem, a najlepsze jest to, że to prawda. A tak się składa, że większość komplementów to kłamstwa. A więc widzisz, jak to działasz na ludzi? Zmuszasz ich do prawienia ci szczerych komplementów. Tak, udało ci się. Naprawdę.

Mój komentarz jest niebanalny? Jejku, nie wiedziałam

Pozdrawiam,
Agnes


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Czerwono-Zielona
Pediatra
Pediatra


Dołączył: 02 Kwi 2009
Posty: 736
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: from unbroken virgin realities
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 8:21, 08 Lip 2010    Temat postu:

Jej, uwielbiam "Cię" czytać... Twoje komentarze poprawiają mi humor. Dostaję głupawki. Pozytywnej głupawki I znów - to jest komplement! Możesz palnić... palnywać... palić... matko, jak to się odmienia??!! - w każdym razie możesz to robić do woli

Tak, to prawda - niestety tak się często zdarza, że komplementy nie są szczere... Agnes, tym bardziej więc dziękuję Ci za Twoje szczere słowa uznania...
Nie wiem, co powiedzieć... To szalenie miłe... ale jeśli ja mam działanie uzależniające, to chyba przebywam, w tym kraju nielegalnie...?
Nie mów więcej głośno, że musisz mnie czytać... Cicho sza! Bo jeszcze mnie zwiną!

No widzisz - odbija mi!

A Ty tymczasem tak pięknie mnie chwalisz... Dziękuję. Naprawdę jestem wzruszona. Bardzo

Ściskam,

Cz-Z


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mazeltov
Neurolog
Neurolog


Dołączył: 28 Paź 2009
Posty: 1656
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z poczekalni
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 12:32, 08 Lip 2010    Temat postu:

Kochana, musisz wybaczyc to opoznienie, ale nie dalam rady nic napisac wczesniej. Dzisiaj wieczorem napewno skoncze komentarz

mazel


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Czerwono-Zielona
Pediatra
Pediatra


Dołączył: 02 Kwi 2009
Posty: 736
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: from unbroken virgin realities
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 12:41, 08 Lip 2010    Temat postu:

Mazeluś, spokojnie, za te wszystkie długaśnie, szczegółowe, piękne komentarze, które dotąd mi zaserwowałaś, masz ze dwieście lat luzu... Co najmniej Poza tym nigdzie nie jest napisane, że musisz coś tu wystukać... Choć oczywiście będę przeszczęśliwa! (Tak, wiem, to się nazywa szantaż emocjonalny... No ale skoro i tak sama się już tu zgłosiłaś... ).
Miłego komentowania! (Jeśli się da ).


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Czerwono-Zielona dnia Czw 12:45, 08 Lip 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mazeltov
Neurolog
Neurolog


Dołączył: 28 Paź 2009
Posty: 1656
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z poczekalni
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 14:56, 08 Lip 2010    Temat postu:

Zacznę od tego, ze mimo wszytko uważam, ze nie zasługuję na dedykacje. Co nie znaczy, ze moja próżność, narcyzm czy wybujałe ego nie wywraca koziołków z radości. Najbardziej wspaniale jest to, ze dedykacja dotyczmy tekstu, który wcale nie jest łatwy, a może jest napisany w łatwy sposób, ale jego interpretacja już łatwa nie będzie.

Cytat:
Siedzisz na podłodze i wpatrujesz się w przestrzeń. W nieistniejącą przestrzeń. Pomieszczenie, w którym się znajdujesz, jest niewielkie. I ciemne.


Kiedy przeczytałam ten fragment, od razu miałam kilka pytań, które się zrodziły. Dlaczego mimo, ze to pomieszczenie nie istnieje, to ja tam siedzę?.. w co się wpatruje?...
Jednego byłam pewna, a mianowicie, ze kolejny raz zafundowałaś nam wycieczkę „w głąb” Housa. Czy moja interpretacja będzie słuszna ocenisz sama, zresztą interpretacja jest sprawa indywidualna.

Cytat:
Miękkie i gęste.


Ten słowa pojawiają się kilkanaście razy w tekście. Same w sobie są zasadniczo nic nie mówiące, ale kiedy zastąpiłam je innymi, wyszło mi coś bardzo ciekawego. Tego jakie to słowa dowiesz się później.
Najważniejsze, to zrozumieć o czym mówi ten tekst. Ja zakładam, ze tekst mówi o tym jak wysoka obronna fortece wybudował wokół siebie House. Pokazuje powody dla których te obronne mury powstały jak i to, dlaczego ich nie próbuje zburzyć, a raczej co go powstrzymuje i w efekcie na końcu zburzenie tych probe ich zburzenia.

Cdn dziś wieczorem, ponieważ mazel musi udać się do pracy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Czerwono-Zielona
Pediatra
Pediatra


Dołączył: 02 Kwi 2009
Posty: 736
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: from unbroken virgin realities
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 16:24, 08 Lip 2010    Temat postu:

Mazel, przestań mi tu wygadywać takie bzdury! Zagługujesz na dedykację i już! Koniec, kropka. Ja wiem lepiej! W końcu to chyba ja dedykuję, prawda? A Twoje ego i inne narcyzmy niech sobie dalej wywijają koziołki, bardzo mnie to cieszy Trochę ruchu na świeżym powietrzu każdemu się przyda...

Ja mam dziś naprawdę dziwny humor- - lojalnie ostrzegam

Musiałaś iść do pracy... Ło matko. Współczuję. Miłego pracowania!

I dziękuję, że znalazłaś czas, by jeszcze przed wyjściem do mnie skrobnąć... Po prostu uwielbiam Twoje komentarze!

Napisałaś, że tekst:
Cytat:
wcale nie jest łatwy, a może jest napisany w łatwy sposób, ale jego interpretacja już łatwa nie będzie.

Hmmm. O to mi chodziło To znaczy - żeby tekst był łatwy - próbowałam po polsku nasladować angielskiego wena... Byłam ciekawa, czy tak potrafię... Przeszkadało mi to, że język polski ma zupełnie inną strukturę oraz fakt, że znam go znacznie lepiej niż angielski Ale było to bardzo ciekawe doświadczenie... Fajnie, że to widać.

Cytat:
Dlaczego mimo, ze to pomieszczenie nie istnieje, to ja tam siedzę?

Po pierwszym przeczytaniu tego zdania nie bardzo rozumiałam o co Ci chodzi... Jak to - Ty siedzisz...? I dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że fik jest napisany w drugiej osobie, więc odbierasz to tak, jakby narrator mówił do Ciebie... W mojej wyobraźni mówił do bohatera, był jakby głosem w jego głowie... Stąd moje początkowe skonfudowanie (Wiem, że to idiotyczne słowo, ale przyszlo mi do głowy angielskie confused i już nic innego nie mogłam wymyślić ).

Twoje pytanie mnie także nieco zaskoczyło pod innym względem... I skłoniło do następującej refleksji - albo ja nie umiem się w miarę jasno wyrażać, albo - na co mam nadzieję - już te pierwsze słowa można odebrać na rózne sposoby i już tu można zacząć interpretację...
Ja w każdym razie chciałam napisać, że przestrzeń owa nie istnieje, bo pomieszczenie jest niewielkie i po prostu miejsca tam jest mało. A poza tym ciemno tam - więc nic nie widać. A wpatrujesz się w przestrzeń - czyli w tę ciemność przed sobą... Tak bardzo zwyczajnie. "Schody" w interpretacji zaczynają się dopiero potem Ale jesli ja nawet tak prostej rzeczy nie umiem napisać, to chyba trafiłam w niewlaściwe miejsce tego forum Powinnam sobie grafiki poprzeglądać albo coś... Choć oczywiście każda wersja na temat nieistnienia pomieszczenia, przestrzeni, czy czegokolwiek innego jest dla mnie niezwykle ciekawa i frapująca... Bo to przecież miało być wszystko takie niejdnoznaczne... A może ja zupełnie niepotrzebnie zdradzam takie rzeczy... ? Niech sobie każdy widzi lub nie widzi przestrzeni i pomieszczeń według własnego uznania...?
Nie wiem, teraz jestem skonfudowana jeszcze bardziej...

A interpretacja jest oczywiście dobra w każdej postaci - im dziwniejsza, tym lepsza, choc oczywiście taka pokrywająca się z moją wersją też by była wspaniała... W każdym razie czekam na Twoją z niecierpliwością i ciekawością.

Jejku, Mazel, co Ty za niesamowite eksperymenty na czytanych tekstach przeprowadzasz...? Najpierw "Failed" przetłumaczyłaś, a tutaj zastępujesz słowa innymi.... Ale ekstra! Podoba mi się to szalenie... I jestem straszliwie ciekawa co to były za słowa i co z tego wyszło
*ómiera z ciekawości*

Mury obronne House'a... Chyba idziesz w dobrą stronę, choć tak do końca sama Ci tego powiedzieć nie mogę, bo... sama nie wiem. Myślę, że Ty mi to powiesz i rozwiejesz pewne moje wątpliwości... Bo... ja siedzę razem z nim tam w środku i nie bardzo widzę, co się dzieje na zewnątrz...

Dziękuję za te ciekawe słowa i jeśli tylko będziesz miała chęć kontynuować, to już się na czytanie dalszego ciągu cieszę

Pozdrawiam,
Cz-Z


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mazeltov
Neurolog
Neurolog


Dołączył: 28 Paź 2009
Posty: 1656
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z poczekalni
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 20:45, 11 Lip 2010    Temat postu:

Czerwono-Zielona, czyś Ty całkiem zwariowała, piszesz pięknie. Tak idealnie słowami opisujesz dana sytuacje, ze ja wręcz poczułam się ze jestem w tym pomieszczeniu i stad moje pytania.

Masz racje, ze już pierwsze zdanie można rożnie interpretować. Ja mimo, ze wcześniej napisałam, ze to pomieszczenie, ale tak naprawdę chodzi o stan w jakim znajduje się House. Jest zawieszony w miejscu w którym czuje się bezpiecznie, bo nie okazuje żadnych uczuć, przez co jednoczenie nie daje szansy innym na zbudowanie więzi ze sobą, a przez to na ewentualne zranienie. Piszesz, ze mimo, ze nie może się poruszyć, czuje się z tym dobrze. Wydaje mi się, ze to właśnie idealnie odzwierciedla Housa. On nie lubi zmian, nie chce się otworzyć, ale jednoczesne chce wiedzieć, ze ma bliskie sobie osoby wokół siebie. Mimo, to nie chce żeby przekroczyli ta granice, ta barierę, której złamanie może przynieść ból.
Tak właśnie było w Unfaithful. Pójście na przyjcie do Cuddy było by znakiem, ze potrzebuje ludzi, ze potrzebuje bliskości, ale w mniemaniu Housa okazanie takich uczuć, może wystawić go na atak. House woli wyprzeć się uczuć, pozostać obojętnym, pozostać samowystarczalnym, indywiduum jak kiedyś sama go określiłaś (ja bardzo lubię słowo indywiduum).
Mam wrażenie, ze strach Housa przed tym, ze ktoś otworzy te drzwi w których tylko przez szparę przebija światło spowoduje ze utarci ta miękkość i gęstość stanu w jakim się znajduje.
Jak już pisałam, to określenie miękko i gęsto jest dziwne, ale jak najbardziej w dobrym znaczeniu tego słowa. Pozwala ono na rożne interpretacje. Sadze, ze te słowa maja sprawiać, ze czytając to, czytelnik poczuje komfort i spokój taki sam jak odczuwa Housa, kiedy nie musi nikogo dopuszczać do siebie. Całkowicie rozumie Housa, jego sposób myślenia. Czy tego chcemy czy tez nie, kiedy nawiązujemy jakaś relacje z kimś i mam tu na myśli koleżeństwo, przyjaźń czy tez miłość, stajemy się podatni na odczuwanie bólu. O ile obcy ludzie mogą mieć problem z zadaniem nam bólu psychicznego, to ludzie do których żywi się jakieś uczucia, mogą to zrobić bez specjalnego wysiłku. Obojętność i bezuczuciowość są bezpieczne, ale tez bardzo smutne i przytłaczające.
Kolejny ciekawy fragment, to ten dotyczący fortepianu. Walka Housa o podejście do instrumentu jest troszeczkę jakby podjęciem decyzji co wybrać. Z jednej strony podejście do fortepianu będzie powrotem do tego co znane, do samotności, obojętności, do swoje jedynej kochanki, która nigdy go nie skrzywdzi, a dokładniej do muzyki. Co ciekawe bohatera wcale nie cieszy to, ze gra. Gdzieś w głębi House pragnie bliskości chce otworzyć te drzwi, ale jakaś siła go powstrzymuje.

Końcówka jest również interesująca pod względem interpretacji. Bo mimo, ze pokazuje, ze House decyduje się zaryzykować i otworzyć, to nie ma pewności, ze to zrobi.
Napisałaś:
Cytat:
Czy nie móc znaczy to samo, co nie chcieć?
Kiedy czytałam ostatnie zdania, naszła mnie taka myśl – czy chcieć znaczy zawsze moc? Zdałam sobie sprawę, ze może mimo tego, ze bohater kolejny raz nacisnął klamkę, to drzwi i tak mogą się nie otworzą bo jego strach przed tym jest silniejszy niż wszelkie nawet najszczersze chęci jakie może okazywać. Oczywiście mogę się mylić i Twoje zakończenie może być pozytywne, ale to nie domówienie pozwala mi wysnuć takie wnioski.

Jeśli chodzi o odcinek i Twoje wczorajsze pw, które mnie zdecydowanie usatysfakcjonowało i zawstydziło. Zmarnowałaś tyle czasu na tak wyczerpującą odpowiedz, a jedyne co mogę ci powiedzieć to, ze bardzo dziękuję.

Wracając do Housa. Zrobiło mi się go szkoda. To bardzo przykre uczucie dowiedzieć się, ze dwoje twoich najlepszych przyjaciół nie chce żebyś był z nimi w ważnych dla nich życiowych momentach bez względu na to jaki House ma stosunek do tej uroczystości. Najbardziej zaskoczył mnie mimo wszytko Wilson. Zdaje sobie sprawę, ze Cuddy jest jego przyjaciółką, ale to nie usprawiedliwia tego, jak potraktował Housa knując za jego plecami z Cuddy.

Cóż mogę jeszcze powiedzieć, poza tym, ze piszesz wspaniale. Każdy Twój tekst pozwala spojrzeć na złożoność tej postaci. Każdy jeden mimo, ze wyjaśnia wiele, to tez stawia nowe pytania. House jest zagadka sama w sobie, a interpretacja jego zachowań jest bardzo ciężka, ale tez przez to tak ciekawa. Zresztą zawsze będę uważała, ze każdy jest ślepcem i widzi, to co chce widzieć.

Jak zawsze wybacz ewentualny chaos, ale ja nie potrafie pisac i nie skakac z tematu na temat oraz to, ze piszac naduzywalam niektorych slow.

Pozdrawiam, mazel


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
InvisibleCone
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 21 Maj 2010
Posty: 216
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Śląsk
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 21:25, 11 Lip 2010    Temat postu:

Klepię.
Jutro na pewno skomentuję.
*****************
To było tak piękne i tak... niezwykłe. Piszesz tak cudownie . W tych wszystkich słowach, zdaniach zawarty jest głęboki sens. Czytając tą miniaturkę potrafiłam sobie to wszystko wyobrazić, a dzięki tym wspaniałym opisom można było dokładnie poczuć te emocje, uczucia. Zagubienie, strach, chwile szczęścia i spokoju.
Ten tekst idealnie odzwierciedla świat Housa. House - zamknięty w swoim świecie, w osobnym pomieszczeniu, odizolowany od zewnętrznego świata. Czuje się w nim dobrze. Do czasu, gdy z zewnątrz nie zaczyna słyszeć zbliżających się kroków. Czuje się zagrożony, gdyż ktoś chce wtargnąć do jego świata. Jest to kobieta, mężczyzna i dziecko. House po jakimś czasie rozpoznaje te kroki, a po chwili zaczyna słyszeć ich głosy jednak z potoku słów wyłapać potrafi tylko swoje imię. Nie jest napisane w prost kim są te osoby za drzwiami, ale jak tylko doszłam do tego fragmentu to od razu skojarzyło mi się, że może to być Cuddy, Wilson i Rachel. Nie wiem czy to ich miałaś na myśli, ale takie ja mam skojarzenie.
Jest jeszcze kwestia tego fortepianu. Miałam takie wrażenie, że ta muzyka jest taką jakby odskocznią dla Housa od tego ,,jego" własnego świata. Odskocznią, która zbliżyła go do tego zewnętrznego świata.

Cytat:
Podchodzisz jednak do instrumentu. Siadasz i kładziesz palce na chłodnych klawiszach. Przyjemnie chłodnych. To dziwne – myślisz. To dziwne, że nie przeszkadza ci, że nie są miękkie i gęste. Zaczynasz grać. Pomieszczenie powoli wypełnia się dźwiękami. One są miękkie i gęste. Nie boisz się ich.

Grasz długo, naprawdę długo.

W pewnym momencie przez muzykę zaczynają przedzierać się inne dźwięki. Wzdrygasz się. To znów kroki. Powoli przestajesz grać i w napięciu wsłuchujesz się w tupot butów. To ci sami ludzie, co poprzednio. Nagle jednak zdajesz sobie sprawę z tego, że tym razem nie chcą wyważyć drzwi. Może wtedy też nie chcieli?

Chłód klawiszy już mu nie przeszkadza, a dźwięk muzyki jest miękki i gęsty. Jak dla mnie jest to taka mieszanina dwóch światów.

Cytat:
Dalej słuchasz. Wsłuchujesz się w melodię ludzkiej mowy. Znów zauważasz swoje imię. A potem kolejny raz, i kolejny. Wtedy powoli, bardzo powoli, podnosisz do góry rękę i ostrożnie kładziesz dłoń na klamce. Boisz się. Bardzo. Słyszysz pulsujący szum krwi w swoich skroniach i głuche, szybkie uderzenia serca. Zamykasz oczy i naciskasz klamkę. Ale drzwi się nie otwierają. Czujesz ulgę, ale i pewnego rodzaju zawód. Nie zawsze możesz dostać to, czego chcesz – mówi głos w twojej głowie. Jednak tym razem głos jest inny. Jakby… miękki i gęsty. I prawdziwy. Tak, jak ich głosy.
Naciskasz klamkę jeszcze raz.

W tym fragmencie House wreszcie ma odwagę opuścić swój świat i wejść w ten świat za tymi grubymi, chłodnymi drzwiami. Boi się, ale w końcu naciska na klamkę, jednak drzwi się nie otwierają. W tym momencie czuje ulgę i zawód. Z jednej strony chciał wyjść, ale z drugiej wolał nic nie zmieniać i tkwić w osobnym pomieszczeniu. I jeszcze ten głos w jego głowie. Wcześniej był natrętny i przerażający, a teraz stał się miękki i gęsty. Mimo, że Housowi nie udało się otworzyć drzwi za pierwszym razem próbuje ponownie, jednak nie wiemy co stało się dalej. Może mu się udało...

Na koniec jeszcze fragmencik:
Cytat:
Nim sen – brat śmierci, weźmie cię w swoje objęcia, zdążysz jeszcze usłyszeć w głowie ten napawający przerażeniem głos: Nie zawsze możesz dostać to, czego chcesz.

Czytając to aż dreszcz mnie przeszedł.

Chciałam napisać swoją własną interpretację. Tak genialnego tekstu nie mogłam zostawić bez bardziej rozwiniętego komentarzu . Nie wiem czy to mi się udało, gdyż pierwszy raz postanowiłam się tak rozwinąć.
Pozdrawiam i życzę dużo weny w dalszej twórczości oraz z niecierpliwością czekam na dalsze dzieła.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez InvisibleCone dnia Pon 12:06, 12 Lip 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Czerwono-Zielona
Pediatra
Pediatra


Dołączył: 02 Kwi 2009
Posty: 736
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: from unbroken virgin realities
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 1:13, 12 Lip 2010    Temat postu:

Mazel!
Cytat:
czyś Ty całkiem zwariowała

Tak, to bardzo możliwe
Niemniej dziękuję Ci za te pocieszające zdania... Jeśli coś z tego zrozumiałaś, to mogę mieć nadzieję, że może nie jest ze mną tak źle...

Mazel, cóż, tym razem chyba nie napiszę zbyt długiej odpowiedzi... A to dlatego, że napisałaś dokładnie to, co ja czuję i myślę a propos tego tekstu, jest to dokładnie to, co miałam na myśli... Poza tym mój punkt widzenia poznałaś też we wczorajszym PW. No właśnie - Mazel, było mi bardzo miło, że do mnie napisałaś i odpowiedziałam Ci z prawdziwą przyjemnością. Cieszę się, że mogłam opowiedzieć już "normalnym" językiem o tym, jakie miałam odczucia na temat tego odcinka...

Mazel, pięknie to wszystko ujęłaś.... Sama opisałabym to wszystko w podobny sposób.

Zaciekawiła mnie natomiast Twoja interpretacja sceny z fortepianem.
Cytat:
Z jednej strony podejście do fortepianu będzie powrotem do tego co znane, do samotności, obojętności, do swoje jedynej kochanki, która nigdy go nie skrzywdzi, a dokładniej do muzyki. Co ciekawe bohatera wcale nie cieszy to, ze gra.

Ładnie to ujęłaś. Dla mnie był to jednak już pewien moment przełamania się. Oczywiście - tak jak napisałaś - także pozostanie w tym, co jest - nuty są miękkie i gęste. Ale jednak wymagało to jakiejs zmiany, jakiegoś ruchu, podjęcia świadomej decyzji... Bohater nie cieszy się jednak, bo wie, że czymś jest ograniczony - czymkolwiek jest owo "coś"... I że to, co jest "miękkie i gęste" - czyli z jednej strony tak przyjemne dla nas, jest jednocześnie naszym przekleństwem, nie pozwalającym wyrwać się z okowów własnych ograniczeń...Ale ten fortepian to jednak początek, coś, co inicjuje końcowe podejście do drzwi i naciśnięcie klamki. W tym fragmencie jest też zawarta taka banalna rzecz - że muzyka może naprawdę wiele znaczyć w naszym życiu, że ma tę dziwną moc...

Zakończenie - tak ładnie to opisałaś.... Że pomimo prawdziwych chęci, by coś zrobić, nasze wewnętrzne ograniczenia mogą okazać się silniejsze od nas samych, od naszej wolnej(!) i silnej woli... Dla mnie oznacza to też, że tę klamkę często trzeba naciskać wiele razy, że na jednej dezycji się nie kończy, że każde kolejne "wyjście z mroku" (przypomniało mi się "Pierwsze wyjście z mroku" Comy) wymaga tyle samo wysiłku, potu, łez i walki z samym sobą, co pierwsze...

Tak sobie myślę... Ten tekst nie jest chyba aż tak trudny, jak może się to wydawać... Te metafory są chyba dość czytelne... Ale to przecież dobrze. Chodzi o to, aby Czytelnik zrozumiał, co piszę... A ta wizja zamkniętego gdzieś bohatera, próbującego się wydostac i jednocześnie bojącego się tego, nie dawała mi spokoju i kazała się opisać... Teraz nagle przestraszyłam się, że może ten tekst jest zbyt banalny...


Cytat:
Każdy Twój tekst pozwala spojrzeć na złożoność tej postaci. Każdy jeden mimo, ze wyjaśnia wiele, to tez stawia nowe pytania

Dziękuję. Piękny komplement. O niczym innym marzyć nie mogłam.

Cytat:
House jest zagadka sama w sobie, a interpretacja jego zachowań jest bardzo ciężka, ale tez przez to tak ciekawa. Zresztą zawsze będę uważała, ze każdy jest ślepcem i widzi, to co chce widzieć.

Tak, House jest postacią naprawdę niewiarygodną, tak złożoną i wielowymiarową... Ale oczywiście - jesteśmy ślepcami - dlatego to takie wspaniałe, że możemy czytać fiki i wypowiedzi innych, by próbować dostrzec coś więcej...

Cytat:
(...)indywiduum jak kiedyś sama go określiłaś (ja bardzo lubię słowo indywiduum).

Naprawdę pamiętasz, że ja kiedyś użyłam tego słowa...? Zadziwiasz mnie, mazel... Ale słowo jest fajne

Mazel, piszesz pięknie, zrozumiale i składnie i nie nadużywasz żadnych słów... Uwierz. Proszę

Tylko... Nie napisałaś, czym zastąpiłaś słowa "miękko i gęsto" i co z tego wyszło... A nie będę ukrywać, że jestem tego bardzo, bardzo ciekawa

Mazel, jestem Ci ogromnie wdzięczna za to, że podjęłaś się przeczytania i zinterpretowania tego tforka. Dziękuję za poświęcony mi czas.

Pozdrawiam cieplutko,

Czerwono-Zielona


InvisibleCone - jak zawsze będzie mi bardzo miło

E: I oczywiście jest mi bardzo miło

InvisibleCone, cieszy mnie szalenie to, że podjęłaś się napisania takiej długiej analizy. Czuję się zaszczycona.

Bardzo pięknie to wszystko opisałaś, to co zobaczyłaś w tym tekście... Dziękuję Ci za Twoją interpretację. Podoba mi się zwrot, jakiegoś użyłaś - że House jest zamknięty (...) w osobnym pomieszczeniu, odizolowany od zewnętrznego świata. Przecież wiem o tym. Całego fika o tym napisałam Ale to sformułowanie sprawiło, że ta jego odmienność i samotność dotarła do mnie z jeszcze większą siłą...
Ludzie za drzwiami - tak, ja też miałam wizję, że to Wilson, Cuddy i Rachel. Ale mam też jeszcze jedną teorię - że to jego rodzice i on sam, gdy był jeszcze małym chłopcem... Takie demony z przeszłości, z którymi trzeba się zmierzyć... Jako kobieta bardzo odpowiadała by mi również Stacy oczywiście, tylko co wtedy z owym dzieckiem...? Nie wiem, ale to dziecko musiało się tam pojawić, bo jest ono dla mnie symbolem tego prawdziwego, wrażliwego "ja", które jest zakopane gdzieś głęboko w każdym z nas... A do tej prawdy o sobie House tez się boi dotrzeć.
W pewnym momencie piszę też, że pojawiają się i następne kroki - to jeszcze inni ludzie, którzy są przecieżż wokół niego i stanowią jego świat - przynajmniej ten zewnętrzny. To wszystkie Kaczuszki, może pacjenci, kandydaci z IV sezonu, Nolan, Lydia... Kto tam jeszcze...? O, wiem! Dziwki! No nie, ich chyba nie brałam pod uwagę...

Cytat:
Miałam takie wrażenie, że ta muzyka jest taką jakby odskocznią dla Housa od tego ,,jego" własnego świata. Odskocznią, która zbliżyła go do tego zewnętrznego świata

Tak, chyba mniej więcej o to mi właśnie chodziło

Cytat:
Chłód klawiszy już mu nie przeszkadza, a dźwięk muzyki jest miękki i gęsty. Jak dla mnie jest to taka mieszanina dwóch światów

Ach, kocham Cię za tę interpretację! Cudownie to opisałaś Muzyka jest na granicy tych dwóch światów - i dlatego posiada tak niezwykłą moc... Nawiązując do tytułu - to ona stoi w progu, będąc furtką, przepuszczającą nas w obie strony...
Jesteś genialna... Bez Ciebie nie wpadłabym na to, a ta wizja podoba mi się tak bardzo... Dziękuję!

Cytat:
jednak nie wiemy co stało się dalej. Może mu się udało...

No właśnie... Nie wiadomo. Ja myślę, że mogło mu się udać, tylko cały problem polega na tym, że on za każdym razem się tam zaraz z powrotem chowa, i żeby znów wyjść, musi przejść tę całą długą drogę od początku.

NiewidzialnaSzyszeczko - dziękuję Ci za wszystkie piękne, wspierające mnie, dodające otuchy i będące natchnieniem słowa...
Dziękuję, że podzieliłaś się ze mną swoimi o moim tekście przemyśleniami. Każdy Twój komentarz zawsze bardzo, bardzo mnie cieszy

Ściskam Cię mocno,
Czerwono-Zielona


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Czerwono-Zielona dnia Wto 14:23, 13 Lip 2010, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Cutthroat_Bitch
Pacjent
Pacjent


Dołączył: 05 Mar 2010
Posty: 82
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wiesz, że to ja?
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 18:51, 13 Lip 2010    Temat postu:

Czy ja juz Ci mowilam, ze masz talnet?
Kazda Twoja praca musi wzbudzac wyzsze emocje i doglebne przemyslenia? Matko dziewczyno...To dopiero drugie Twoje opowiadanie, a ja juz zaczynam wymiekac (:
Cale opowiadanie wlasciwie mialam wrazenie jakby ten ciemny pokoj byl umyslem. Zamkniety czlowiek we wlasnej glowie, we wlasnym swiecie ktory stworzyl by ochronic siebie.
Piszesz tak, ze czytelnik nie ma wrazenia, ze czyta. A, ze jest obok tego, widzi na wlasne oczy, zupelnie jakby bylo to nieme wspomnienie, i to sa jego wlasne refleksje


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
_sympatyczna_
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 20 Maj 2010
Posty: 281
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Katowice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 19:01, 13 Lip 2010    Temat postu:

Klepię

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Czerwono-Zielona
Pediatra
Pediatra


Dołączył: 02 Kwi 2009
Posty: 736
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: from unbroken virgin realities
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 23:10, 13 Lip 2010    Temat postu:

Cutthroat_Bitch - nie, że mam TALNET jeszcze mi nie mówiłaś! Przepraszam, taka urocza literówka...

Dziękuję, bardzo dziękuję za te tak miłe dla mnie słowa... To piękne uczucie przeczytać taki komentarz pod swoim tekstem...
Cytat:
Piszesz tak, ze czytelnik nie ma wrazenia, ze czyta. A, ze jest obok tego, widzi na wlasne oczy, zupelnie jakby bylo to nieme wspomnienie, i to sa jego wlasne refleksje

Czy muszę mówić, że jestem wzruszona i szczęśliwa...? Pewnie nie. Ale na wszelki wypadek powiem: jestem.

Dziękuję i pozdrawiam
Cz-Z



_sympatyczna_ - miło mi


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Czerwono-Zielona dnia Wto 23:12, 13 Lip 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum House M.D Strona Główna -> Inne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Soft.
Regulamin