Forum House M.D Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Fic: Piątkowy wieczór & sobotni poranek [Z]

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum House M.D Strona Główna -> Hilson
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Richie117
Onkolog
Onkolog


Dołączył: 24 Sty 2008
Posty: 5994
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 39 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: w niektórych tyle hipokryzji?
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 7:29, 10 Cze 2010    Temat postu: Fic: Piątkowy wieczór & sobotni poranek [Z]

Kategoria: friendship (pre-slash)

Zweryfikowane przez Richie117

Cytat:
Gaad, mam tyle rzeczy do zrobienia 'na wczoraj', a wynajduję sobie inne zajęcia, byle tylko nie robić tego, co trzeba

Tym razem mam zaszczyt obdarować Was mało-ambitną i niczego-nie-wnoszącą, fluffiastą miniaturką z troskliwym House'em i nieporadnym Wilsonem w rolach głównych Wybaczcie mi takie obniżenie standardów

Enjoy!



Dedykowane nefrytowejkotce. Bo się onegdaj domagała.




Tytuł: Piątkowy wieczór & sobotni poranek ([link widoczny dla zalogowanych])
Autor: Housepiglet


- Wilson?

Miał niejasną świadomość, że czyjś głos wypowiada jego nazwisko, ale ów głos wydawał się odległy, a on sam nie był pewien, skąd ten głos dochodził. Poza tym, nie był do końca pewny, czy głos zwracał się do niego.

- No dalej, Wilson! Otwórz oczy!

Znowu to samo: tym razem bardziej stanowczo i odrobinę głośniej. W tym głosie było coś znajomego, ale Wilson był zmęczony i... Jezu, co do diabła miało znaczyć to światło świecące mu prosto w twarz?

- Obudź się, do cholery!

Wilson gwałtownie odzyskał świadomość i otworzywszy oczy, zobaczył House'a, który klęczał nad nim z zatroskaną miną. House w jednej ręce trzymał niewielką latarkę, a drugą rękę przyciskał do skroni Wilsona, unosząc kciukiem jego prawą powiekę, równocześnie przesuwając latarką z lewej strony na prawą przed jego twarzą. Wilson stęknął i gwałtownie odwrócił wzrok od światła, ale ten nagły ruch przyprawił go o zawroty głowy. Upłynęło kilka chwil, zanim mógł zacząć zastanawiać się nad tym, co się dzieje.

- House. Co...? - zaczął niewyraźnie, mrużąc oczy i usiłując podnieść rękę, żeby spróbować odepchnąć dłoń House'a sprzed swojej twarzy. Jednak jego ręka wydawała się być ciężka i nie chciała udać się tam, gdzie Wilson ją kierował.

- Jezu, Wilson! - warknął House, wypuszczając oddech, który nieświadomie wstrzymywał. Odprężył się nieco i rozluźnił rękę, którą przytrzymywał głowę Wilsona. Jego ton był szorstki, ale zaniepokojenie sprawiało, że jego oczy wydawały się być jeszcze większe, niż zazwyczaj. Potrząsnął głową i wyciągnął rękę, żeby sprawdzić drugą źrenicę Wilsona.
- Nie ruszaj się przez moment. - Ostrożnie uniósł lewą powiekę Wilsona i nachylił się bliżej na kilka sekund, ponownie oświetlając jego twarz latarką. Kiedy skończył, wyłączył ją i rzucił ją na stolik. - Co ty, u diabła, próbowałeś zrobić, kretynie? Powiedziałem ci, żebyś zdjął na dół głośnik, a nie żebyś wyrwał półkę z pieprzonej ściany! - Robiąc głęboki wdech, House usiadł na piętach dygocząc lekko i obrzucił Wilsona taksującym spojrzeniem.

Wilson wyglądał jak kupka nieszczęścia. Leżał na plecach wśród rozrzuconych książek i czasopism u stóp biblioteczki House'a, a roztrzaskany na kawałki ciężki drewniany głośnik leżał na ziemi tuż za nim. Dowód na to, że głośnik wszedł niedawno w gwałtowny kontakt z Wilsonem, był wyraźnie widoczny w postaci głębokiego skaleczenia ponad lewą brwią mężczyzny. Opuchlizna wciąż się tworzyła, a pierwsze oznaki podbitego oka już można było dostrzec na jego twarzy. Krew spłynęła mu po podbródku, plamiąc jego krawat i koszulę, a w tej chwili płynęła w dół po skroni, zbierając się w miękkich brązowych włosach przy jego uchu.

Wilson czuł, że boli go głowa i spróbował zmarszczyć brwi, ale jego zazwyczaj pogodne rysy twarzy wykrzywiły się już w minę bolesnego zażenowania, więc prawie cały efekt zagubił się w jeszcze wyraźniejszym wyrazie cierpienia i ogólnego nieładu. Zauważył jednak mieszaninę książek i czasopism rozsypaną na podłodze wokół niego i niedawne wydarzenia zaczęły z wolna układać się w spójną całość.

- Zacznijmy od tego, że gdybyś nie postawił tam tego głupiego głośnika... - wydyszał, krzywiąc się, kiedy z wysiłkiem spróbował wziąć się w garść i usiąść. Jednak jego żołądek niespodziewanie fiknął koziołka i w następnej chwili Wilson skulił się, łapiąc się za żebra i zaczął wymiotować. Natychmiast poczuł jak silne dłonie chwytają go za koszulę na ramieniu oraz za pasek z tyłu spodni, a następnie pewnym ruchem przewracają go na bok. Jeszcze jedna fala nudności przetoczyła się przez ciało Wilsona, a kiedy odchylił głowę do tyłu usiłując odzyskać oddech, zyskał niejasną świadomość, że kolana House'a napierają mocno na jego ramię i żebra. Nawet gdy jego żołądek ponownie się skurczył, wyrzucając swoją zawartość na podłogę House'a, Wilson stwierdził, że ten kontakt fizyczny działa na niego dziwnie kojąco.

- Powoli, Wilson. Uspokój się! Weź głęboki oddech. - Ton House'a nadal był ostry, ale oznaki niepokoju na jego twarzy pogłębiły się, a jego lewa dłoń zaczęła poruszać się równomiernie w górę i w dół po plecach Wilsona, podczas gdy prawą przytrzymywał jego ciało oparte o swoje własne kolana.

Wilson rozluźnił się i spróbował odzyskać kontrolę nad oddechem. Po około minucie nudności zaczęły słabnąć, a on zaczął coraz bardziej opierać się o ciało House'a. Lewa ręka House'a zataczała teraz uspokajające kręgi na jego plecach i Wilson poczuł nacisk prawej dłoni House'a, która ściskała go lekko za ramię. Otworzył oczy i zaczerpnął niepewny oddech, zaczynając się czuć z lekka niedorzecznie.
- Myślę, że już mi lepiej, House - powiedział nieco nieco ochrypłym głosem, jąkając się przy tym odrobinę. - Możesz mi pomóc usiąść?

- Nie. Po prostu nie ruszaj się i zostań tak przez chwilę - warknął znowu House, jego wolna ręka przesunęła się na biodro Wilsona i przytrzymała go stanowczo ale delikatnie na podłodze. - Boli cię coś jeszcze? - zapytał i zaczął ostrożnie przesuwać rękoma wzdłuż kręgosłupa oraz nóg i rąk Wilsona, szukając śladów kolejnych obrażeń.

Wilsonowi znów zakręciło się w głowie i nie był pewien, czy może wyczuć cokolwiek poza pulsowaniem ponad okiem, więc oparł się o kolana House'a i z rezygnacją poddał się oględzinom. Jednak kiedy dłonie House'a dotarły do jego lewego nadgarstka i zacisnęły się na nim, Wilson wzdrygnął się i krzyknął z bólu.

- Boli, co? - House przytrzymał Wilsona za ramię i odchylił się do tyłu, sięgając lewą ręką do lampy, żeby oświetlić nią nadgarstek mężczyzny. Następnie delikatnie przyciągnął do siebie prawe kolano Wilsona i ułożył je ugięte na podłodze, po czym ponownie ujął w dłonie jego rękę i odsunąwszy ostrożnie rękaw koszuli z większą dokładnością przyjrzał się nadgarstkowi. Był on spuchnięty i zaczynało być widać na nim ślady stłuczenia, a House wyczuł pod palcami przemieszczoną kość.
- Gratuluję ci, Wilson! Jest złamany - oznajmił chwilę później. - Będzie ci potrzebne prześwietlenie, ale z całą pewnością przez co najmniej miesiąc będziesz nosił gips.

Jeżeli Wilsona zaniepokoiła wiadomość o złamanym lewym nadgarstku, nie okazał tego w żaden sposób i wyraz troski powrócił na twarz House'a. Po chwili sięgnął ręką do kieszeni i wydobył z niej Vicodin.
- Wybacz, Wilson! Nie ma dziś dla ciebie pigułek szczęścia - powiedział, grzechocząc pojemnikiem przez twarzą Wilsona. Wytrząsnął jedną tabletkę na dłoń i odchylił głowę, żeby ją połknąć. Wilson tylko stęknął i zamknął oczy, a zatroskanie House'a pogłębiło się jeszcze bardziej. Sięgnął do twarzy Wilsona i zaczął odgarniać mu z oczu lepkie włosy.
- Wilson? - odezwał się znowu, tym razem z wyraźną nutą dociekliwości. Odpowiedź jednak nie nadeszła i House uświadomił sobie nagle, że słyszy jak jego własne serce bije szaleńczym rytmem. Pochylił się i przyłożył dwa palce do szyi Wilsona.
- Jimmy? Nie zgrywaj się, do cholery. Otwórz oczy, w tej chwili!

- Daj mi spokój, House - wymamrotał niewyraźnie Wilson. Żołądek jeszcze raz podszedł mu do gardła i Wilson gwałtownie pochylił się do przodu, zwracając resztki kolacji na kolana House'a.


<center>-- ----- --</center>


Dwie godziny później Wilson drzemał lekko na leżance w klinice, podczas gdy House i Foreman rozmawiali cicho między sobą po drugiej stronie pomieszczenia.

Prześwietlenie i tomografia głowy nie ujawniły niczego groźnego, a Foreman potwierdził wystąpienie wstrząsu mózgu prawdopodobnie drugiego stopnia. Dalsze prześwietlenia lewego nadgarstka Wilsona wykazały nieskomplikowane [link widoczny dla zalogowanych], które od razu opatrzono. Ręka Wilsona została umieszczona w szynie, żeby opuchlizna mogła zejść oraz umówiono go na założenie gipsu po dwóch dniach. Niewielkie grono pielęgniarek z nocnej zmiany jakimś sposobem zgromadziło się przy łóżku Wilsona i stały tam teraz, rozmawiając przyciszonymi i zaniepokojonymi głosami, rzucając okazjonalnie oskarżycielskie spojrzenia w kierunku House'a.

Wilson w dalszym ciągu był ospały i nieco zdezorientowany, a także w niezwykły dla siebie sposób zirytowany bólem głowy i nadgarstka, ale Foreman zgodził się go wypisać pod opieką House'a. Obserwując House'a i Wilsona, Foreman nie był pewien, który z nich wyglądał na bardziej wytrąconego z równowagi.


<center>-- ----- --</center>


Godzinę po tym, House zaprowadził Wilsona do swojej sypialni i posadził go po jednej stronie łóżka, po czym cofnął się o krok i zmierzył Wilsona niepewnym spojrzeniem.
- Będzie ci potrzebna pomoc przy rozbieraniu - stwierdził. - Możesz w ogóle poruszać tą ręką?

Lewe ramię Wilsona było przymocowane do jego klatki piersiowej za pomocą temblaka, a jego łagodne, brązowe oczy wyglądały ponuro na tle jego bladej i wciąż z lekka zabrudzonej krwią twarzy. Szeroki opatrunek zakrywał prawie zupełnie lewą połowę jego czoła, a wyraźniejsze ślady krwi znaczyły przód jego koszuli i spodni, przez co wyglądał bardziej na małego chłopca, któremu przytrafił się paskudny wypadek na rowerze, niż na szefa jednego z najbardziej prestiżowych oddziałów onkologii w całym kraju. Pielęgniarka zdjęła mu koszulę z lewej ręki przed założeniem szyny, ale prawa ręka ciągle znajdowała się w rękawie koszuli, której pozostała część była narzucona na jego lewe ramię i uwięziona pod temblakiem.

- Myślę, że dam sobie radę - odparł Wilson, ale palce jego prawej ręki bezskutecznie manipulowały przy guzikach koszuli i dla obu mężczyzn było oczywiste, że Wilson niczego nie osiągnie bez pomocy. Z lekko teatralnym grymasem na twarzy, House usiadł obok niego i odepchnął jego rękę.

- Czekaj chwilę - powiedział. - Jesteś do niczego. Siedź cicho i pozwól mi to zrobić.
Wilson skapitulował, a House pochylił się ku niemu i rozpiął mu koszulę.
- Nie ruszaj się przez sekundę - powiedział i uwolnił lewe ramię Wilsona, zdejmując mu temblak przez głowę i rzucając go na jego kolana. Następnie sięgnął od tyłu do ramienia Wilsona i zdjął koszulę z jego prawej ręki. W końcu ponownie zawiesił mu temblak na szyi i unieruchomił na powrót jego rękę.

W międzyczasie dotarło do House'a, że do tej pory rzadko widywał Wilsona bez ubrania i nagle ogarnęła go dosyć krępująca świadomość jak miękka i ciepła była skóra Wilsona pod jego palcami. Ukradkiem zerknął na twarz przyjaciela i zobaczył, że Wilson zamknął oczy. Wyglądał na wykończonego, a gdy House przyjrzał się nieco uważniej, nie mógł nie zauważyć drobnych zmarszczek, które pojawiły się pod jego oczami w ciągu ostatnich miesięcy.

Powieki Wilsona zatrzepotały i uniosły się niespodziewanie, spojrzenia obu mężczyzn natknęły się na siebie i House odwrócił wzrok z dziwnym poczuciem winy. Biorąc głęboki oddech przypomniał sobie o zadaniu, które miał do wykonania i jego spojrzenie spoczęło nagle na spodniach Wilsona. Odruchowo sięgnął po swój Vicodin, wytrząsnął na dłoń dwie pigułki i szybko je połknął.

- No dobra, kolego. Teraz będziesz musiał mi trochę pomóc - powiedział, sięgając po laskę i podnosząc się z łóżka z grymasem na twarzy. - Myślisz, że możesz wstać?

Wilson oparł prawą rękę na materacu i wstał, chwiejąc się lekko na nogach. House złapał go za ramię i przez chwilę opierali się o siebie nawzajem, próbując odzyskać równowagę.
- W porządku? - spytał House, zaniepokojony po raz kolejny. Wilson pokiwał głową.

- Trochę kręci mi się w głowie - odpowiedział. Wyglądało na to, że waha się przez chwilę, po czym sięgnął do swojego paska, a jego palce zaczęły mocować się ze sprzączką.

Gdy tylko stało się jasne, że Wilson nie zdoła samodzielnie jej rozpiąć, House usiadł na krawędzi łóżka i pochylił się do przodu, odciągając na bok rękę Wilsona. Spoglądając w górę na Wilsona, rozpiął sprzączkę paska, guzik spodni oraz suwak rozporka, a następnie na ułamek sekundy zamknął oczy, zanim zaczepił palce o spodnie Wilsona i zsunął je w dół po jego biodrach. Spodnie opadły na podłogę wokół kostek onkologa i wtedy obaj uświadomili sobie, że Wilson nie zdjął jeszcze butów.


<center>-- ----- --</center>


Dziewięćdziesiąt minut później Wilson leżał ułożony wygodnie w łóżku i nareszcie spał. House siedział przy nim na fotelu, z nogami opartymi na łóżku i czasopismem na kolanach, w zamyśleniu przyglądając się Wilsonowi. Biorąc pod uwagę sposób, w jaki wydarzenia tego wieczora odbiły się na jego przyjacielu, zapadnięcie w sen zajęło Wilsonowi więcej czasu, niż House się spodziewał.

Wilson jęknął cicho i przesunął się niespokojnie na poduszkach. Jego lewe oko było fioletowe i niemal zupełnie zamknięte opuchlizną, a House przymknął powieki, pozwalając sobie wrócić pamięcią do wydarzeń, które miały miejsce znacznie wcześniej. Jednakże obraz Jimmy'ego, który leżał nieprzytomny na podłodze - blady, nie dający znaku życia, oddychający płytko i pokryty krwią - był tak przerażająco wyraźny, że House szybko otworzył oczy i potrząsnął głową, próbując odsunąć od siebie tę wizję.

Nachylając się ku Wilsonowi, House zauważył niewielką plamkę zaschniętej krwi, która wciąż znajdowała się we włosach nad lewym uchem mężczyzny. Marszcząc brwi, sięgnął do stolika po wilgotny ręcznik i zaczął wycierać krew. Wilson wymamrotał coś przez sen i odruchowo podniósł prawą rękę, zarzucając ją sobie na twarz.

House jeszcze raz pochylił się do przodu, krzywiąc się przy tym, odłożył czasopismo na łóżko i opuścił nogi na podłogę. Wziął laskę do ręki i wstał, podszedł do brzegu łóżka i pochylił się, żeby chwycić Wilsona za nadgarstek, po czym ostrożnie ułożył jego rękę z powrotem wzdłuż jego boku. Przytrzymał jego nadgarstek przez chwilę, mierząc tętno, a następnie położył dłoń na piersi Wilsona i zaczął liczyć ponownie, tym razem o wiele wolniej. Potem pozwolił swoim palcom zatrzymać się na moment na zabandażowanej głowie Wilsona, ale Wilson odwrócił się i ponownie cicho jęknął, więc House zabrał swoją rękę.

Teraz House westchnął głęboko, jego myśli wróciły do chwili, kiedy obaj znajdowali się w klinice i diagnosta przypomniał sobie sposób, w jaki Jimmy wrzasnął z bólu i chwycił go mocno za rękę, kiedy chirurg nastawiał jego nadgarstek. House ponownie spojrzał w dół na Wilsona i zastygł w bezruchu. Kilka chwil później usiadł po drugiej stronie łóżka, ułożył nogi na materacu i ostrożnie przesunął się w bok, dopóki nie poczuł koło siebie ciepła ciała Wilsona. Delikatnie otoczył lewą ręką ramiona Wilsona i przyciągnął go odrobinę bliżej. Po tym wszystkim sięgnął po swoje czasopismo i zaczął czytać.


<center>. . . : : : the end : : : . . .</center>


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
nefrytowakotka
Lara Croft


Dołączył: 02 Sie 2008
Posty: 3196
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 76 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Śląsk
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 9:29, 10 Cze 2010    Temat postu:

Och, yeah!
Dzięki za dedykację i owszem, marudziłam o coś strasznie fluffowego
Wilson w roli ofiary i jako lekka oferma i zatroskany House, to jest to
A końcówka miodzio


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Richie117
Onkolog
Onkolog


Dołączył: 24 Sty 2008
Posty: 5994
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 39 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: w niektórych tyle hipokryzji?
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 3:46, 11 Cze 2010    Temat postu:

Cała przyjemność po mojej stronie
Damn, coś ostatnio nie mam pod ręką zbyt wielu strasznie fluffowych fików A konkretnie o tego fika (i jeszcze parę innych rzeczy, na które nadal nie mam czasu ) marudziłaś pod swoim fikiem "Laska" (moja skleroza najwidoczniej na chwilę mnie odstąpiła)
Cieszem się, że Ci się podobało

PS. Więcej troskającego się House'a w FGD


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Izoch
Okulista
Okulista


Dołączył: 08 Sty 2010
Posty: 2248
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Sammyland
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 7:33, 11 Cze 2010    Temat postu:

Jest tak gorąco, że mojemu umysłowi się myśleć nie chce. Ale o godzinie ósmej chyba jeszcze pracuje, bo z ochotą podrzuca mi, co napisać

Dzisiaj nie będę cytować. Chyba. Mam nadzieję, że dam radę. Raczej xD

Wilson ciapa! Jej, kocham Wilsona-ciapę. Pisałam o tym, wiem. Nikt mi nie wmówi, że nie ma w nim wtedy czegoś tak urokliwego, tak urzekającego, że aż by się poszło za nim, poleciało znienawidzonym samolotem, do tego PPTH, gdzie śledziłoby się go przez najbliższy miesiąc, aż w końcu House przegoniłby mnie ze szpitala
Po tytule z wiadomych powodów myślałam, że to będzie wersja kolacji ze śniadaniem troszkę inna niż ta ze złamanym nadgarstkiem (swoją drogą, wiesz, że nie miałam pojęcia, że nadgarstek można złamać? Jak to się robi? ), ale cudowną niespodzianką było rozbieranie Wilsona przez House'a *_* Tylko tak całkowicie w sumie buty zdjąć to sobie Jimmy sam poradzi
W ogóle, to wszyscy znęcacie się nad Wilsonem Wcześniej chory Wilson, teraz Wilson, któremu grozi więzienie oraz Wilson, który ma złamany nadgarstek i cierpi, a House perfidnie wymachuje mu przed nosem Vicodinem
O, właśnie, kocham też House'a, który martwi się o Wilsona na swój House'owy sposób, który nie wyklucza wyzywania ofiary od kretynów


Bardzo mi się podoba, że co chwilę obdarowujesz nas czymś nowym
O, i podziwiam, że aż tak wyrobiłaś się z językiem. Ja mimo najszczerszych chęci poległabym po chwili
Tłumacz dalej, pisz Gimme, miej dużo wena, którego Ci życzę, czasu (tego też Ci życzę), pozdrawiam


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Richie117
Onkolog
Onkolog


Dołączył: 24 Sty 2008
Posty: 5994
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 39 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: w niektórych tyle hipokryzji?
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 3:13, 12 Cze 2010    Temat postu:

Izoch napisał:
Jest tak gorąco, że mojemu umysłowi się myśleć nie chce.

mojemu też się nie chce, pomimo godzin nocnych Na szczęście niedługo zima - wytrzymamy

Izoch napisał:
gdzie śledziłoby się go przez najbliższy miesiąc, aż w końcu House przegoniłby mnie ze szpitala


i House miałby rację - tylko ON ma prawo szpiegować Wilsona!!!

Izoch napisał:
Po tytule z wiadomych powodów myślałam, że to będzie wersja kolacji ze śniadaniem

domyślałam się, że tak będzie i z góry wam współczułam zawodu

Izoch napisał:
(swoją drogą, wiesz, że nie miałam pojęcia, że nadgarstek można złamać? Jak to się robi? )

na przykład tak, że skaczesz na skakance na mokrej trawie, poślizgujesz się i lądujesz ciężarem całego ciała na nadgarstku właśnie - wiem to z autopsji Szczegóły złamania takiego jak u Wilsona pod linkiem w wikipedii
Zresztą, nadgarstki kruche są i łamliwe ze względu na dużą liczbę małych kosteczek - bardziej mnie zawsze intrygowało, jak można złamać kość udową

Izoch napisał:
Tylko tak całkowicie w sumie buty zdjąć to sobie Jimmy sam poradzi

a jeśli się pochyli siedząc na łóżku i upadnie na głowę? lepiej, żeby House mu pomógł, tak na wszelki wypadek

Izoch napisał:
W ogóle, to wszyscy znęcacie się nad Wilsonem

niby piszesz "wszyscy", a wspominasz moje tłumaczonka... czyżby jakaś aluzja? I co zrobić, kiedy Wilson sam się prosi o znęcanie?
Ale spoookooo Next time poznęcam się nad House'em. Bardzo!

Izoch napisał:
Bardzo mi się podoba, że co chwilę obdarowujesz nas czymś nowym

staram się - i jeszcze długo materiału na nowe prezenty mi nie zabraknie

Izoch napisał:
O, i podziwiam, że aż tak wyrobiłaś się z językiem. Ja mimo najszczerszych chęci poległabym po chwili

*skromny*
nie poległabyś!!! zawsze znalazłby się ktoś, kto by Cię kopnął w tyłek i zmuszał do dalszych zmagań

Izoch napisał:
Tłumacz dalej, pisz Gimme, miej dużo wena, którego Ci życzę, czasu (tego też Ci życzę)

...i trochę chłodku, żeby mi się nadgarstki i palce przestały kleić do lapka



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Agusss
Członek Anbu
Członek Anbu


Dołączył: 15 Lut 2009
Posty: 2867
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: bierze się głupota?

PostWysłany: Pon 10:44, 14 Cze 2010    Temat postu:

Czytałam z entuzjazmem. Zresztą jak wszystko czego autorem jest Richie^^

House troszczący sie o Wilsona to taki wspaniały obrazek, że po prostu jest dla mnie tak rzeczywisty No po prostu oni są stworzeni do opiekowania sie nad sobą xD
Do tego tutaj no... House pomagający się rozbierać Nie to, ze przez chwilę pomyślałam, iż do czegoś innego ale...

To było taaaakie słodkie


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Richie117
Onkolog
Onkolog


Dołączył: 24 Sty 2008
Posty: 5994
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 39 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: w niektórych tyle hipokryzji?
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 1:16, 16 Cze 2010    Temat postu:

Agusss napisał:
Zresztą jak wszystko czego autorem jest Richie^^

najwyżej współautorem


Agusss napisał:
No po prostu oni są stworzeni do opiekowania sie nad sobą xD


a w moim następnym planowanym dłuższym tłumaczeniu Wilson będzie się opiekował House'em *ślini się na samą myśl*

Agusss napisał:
House pomagający się rozbierać Nie to, ze przez chwilę pomyślałam, iż do czegoś innego ale...

... a w tym wyżej wspomnianym Wilson będzie i ubierał, i rozbierał, i nawet zabawi się w bardzo osobistą pielęgniarkę... No i co z tego, że to będzie tylko f-ship?



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Agusss
Członek Anbu
Członek Anbu


Dołączył: 15 Lut 2009
Posty: 2867
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: bierze się głupota?

PostWysłany: Śro 17:36, 23 Cze 2010    Temat postu:

Richie117 napisał:

najwyżej współautorem

Ale na Horum jesteś AUTOREM tematów^^ Tenże sposób myślałam


Richie117 napisał:

a w moim następnym planowanym dłuższym tłumaczeniu Wilson będzie się opiekował House'em *ślini się na samą myśl*

Mówisz? No, no to wiedzę ciekawie się zapowiada *ślinie sie razem z Richie*


Richie117 napisał:
... a w tym wyżej wspomnianym Wilson będzie i ubierał, i rozbierał, i nawet zabawi się w bardzo osobistą pielęgniarkę... No i co z tego, że to będzie tylko f-ship?

No to teraz to już w ogóle na ten fic oczekuję jak na szpilkach xD A że fship? Hmmm... Od czego jest wyobraźnia?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum House M.D Strona Główna -> Hilson Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Soft.
Regulamin