Forum House M.D Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Niespodziewana Wizyta [Z]
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum House M.D Strona Główna -> Hilson
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
soft
Pulmonolog
Pulmonolog


Dołączył: 16 Kwi 2009
Posty: 1128
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: tu te truskawki?
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 7:48, 22 Sie 2009    Temat postu:

ha. napisałam. oto przed wami kolejna część i jak to mam w zwyczaju, napiszę, że mi osobiście się nie podoba. trzeba na coś marudzić.
mam nadzieję, że się nie zanudzicie.
miłego czytania
part tworzony przy pomocy kings of leon, afi, red hot chilli peppers, pidżamy porny, jamie'go t, eminema i nirvany
dedyk dla wszystkich czytających i komentujących. kom najlepszy pokarm dla wena.


Part IId
Wilson wypuścił z gabinetu kolejną męczącą (żeby nie powiedzieć upierdliwą) pacjentkę. Nie, żeby leczenie nie sprawiało mu przyjemności, choć onkologia do najweselszych specjalizacji nie należała, ale od kilku dni, a nawet tygodni nie miał ochoty na nic, tym bardziej gdy tym czymś była praca. A to wszystko przez pewnego błękitnookiego diagnostę, który wciąż zaprzątał jego myśli. Brzmiało to głupio i absurdalnie, ale on, najlepszy onkolog PPTH zakochał się w swoim najlepszym przyjacielu i czuł się z tym jak ostatni idiota. Niestety, przyjęcie to do świadomości nie pomogło i czuł się z tym tak samo okropnie jak na samym początku.

Okropne? Nie... Choć z jednej strony tak, okropne i cholernie bolesne, ale z drugiej było to najwspanialsze uczucie jakie go dotąd spotkało. Gdy tylko słyszał znajome stukanie laski na korytarzu jego serce zaciskało się i z niecierpliwością czekał aż drzwi się otworzą i diagnosta wparuje do jego gabinetu by podzielić się najnowszymi plotkami albo ukraść mu kanapki. Zawsze wtedy mógł spojrzeć w te cudowne błękitne oczy, udając niezadowolonego, choć w rzeczywistości był koszmarnie szczęśliwy.

Dopiero teraz w pełni ukazało się jak skomplikowane jest całe życie, lecz sile wyższej to nie wystarczało. Wszystko poplątało się jeszcze bardziej, gdy w nocy pojawiła się ta dziewczyna. Chrześniaczka House'a? Przecież to było... niemożliwe? A jednak. Chyba, że kłamała, że oboje kłamali i była kimś innym. Przez myśl przeszło mu, że jest córką diagnosty, ale odrzucił to od siebie, nawet nie chcąc się nad tym zastanawiać. I tak nie wiedział o niej zbyt wiele, prócz tego, że ma na imię Annie, uciekła z domu i ma naprawdę kamienny sen (albo poprostu udawała, że śpi gdy wychodził do pracy).

Ciężko podniósł się z krzesła, z zamiarem... no właśnie. Nie wiedział co chce zrobić. Następną wizytę umówioną miał dopiero za godzinę, potem obchód po oddziale, klinika, może jakieś konsultacje, papierkowa robota, a teraz...? Zbliżała się pora lunchu, więc jeśli House nie miał jakiegoś super skomplikowanego przypadku, była praktycznie stuprocentowa szansa, że wyciągnie go do kafeterii. W końcu diagnosta nigdy nie gardził darmowym jedzeniem.

Z takim postanowieniem wyszedł z pomieszczenia i udał się do gabinetu przyjaciela. Jak na zawołanie jego serce zaczęło bić mocniej, ciesząc się ze spotkania. Przebył tą krótką drogę od drzwi do drzwi kilkoma krokami i zatrzymał się z ręką na klamce. W szklanym pokoju wcale nie siedział House, tylko Annie. Dziewczyna siedziała na fotelu diagnosty z nogami opartymi o biurko i podrzucała do góry softballową piłeczkę. Spojrzenie błękitnych oczu śledziło lot szaro-czerwonej kulki, dopóki nie przeniosło się na niego. Wzrok nastolatki był znajomy. Zbyt znajomy. Odnalazł w nim to samo co zazwyczaj napotykał w oczach House'a. Wszystko prócz bólu. Tego chcąc nie chcąc nie mogła poznać w takim stopniu jak kaleki diagnosta. Annie uśmiechnęła się lekko, jakby zapraszająco. Nie mógł teraz uciec, więc wszedł do środka.

- Um... Gdzie House? - zapytał.

- Mówił coś o zabawie z kolegą w śpiączce, czarownicach i klinice - odpowiedziała, nie przestając bawić się piłeczką.

- Och... Rozumiem - potarł kark jedną ręką, całkowicie nie wiedząc co robić. Dziewczyna przyglądała mu się z ciekawością i delikatnym uśmiechem błąkającym się po twarzy. Teraz w świetle dnia mógł się jej dokładnie przyjrzeć. Nie zmieniła się zbytnio od tej drugiej w nocy. Nadal wyglądała na dwadzieścia lat, lecz z prawdziwym wiekiem zdradzały ją resztki trądziku. Nie malowała się, jak to większość nastolatek ma w zwyczaju. Spojrzał jej w oczy. Coś teraz jednak powinien powiedzieć. Przedstawienie się chyba byłoby najlepszym pomysłem.

- Hm. Tak w ogóle to jestem James Wilson - powiedział.

- Wiem kim pan jest. Leczył pan mojego ojca.

Wilson zamrugał kilkakrotnie.

- Och... Kiedy?

- Pięć lat temu.

Cofnął się pamięcią. Tak.. Pięć lat temu. Kupa czasu jak na onkologa, przyjmującego całą masę pacjentów, jednak ten pozostał mu w pamięci. Mężczyzna, trzydzieści osiem lat, jedenastoletnia (teraz szesnastoletnia) córka, żona i glejak płata skroniowego. Nic nie mógł zrobić, prócz próby przedłużenia mu życia i to nawet nie tak długo jak chciał. Robert Thomason bardzo chciał przeżyć do dwunastych urodzin swojej małej córeczki. Córeczki, którą okazała się Annie. Kto go do niego skierował? House, oczywiście. Udało mu się przypomnieć jak żona Thomasona rozmawiała z diagnostą trzymając córkę za rękę. W tedy też zauważył kolor oczu dziewczynki, głównie z tego powodu, że ojciec miał piwne, a matka zielone. W tamtym momencie jednak nie bardzo go to obchodziło.

To wyjaśniało, dlaczego Annie wydawała mu się taka znajoma.

- Pamiętam. Przykro mi.

Dziewczyna wzruszyła ramionami.

- Wszyscy umierają, a pan pewnie mówi to każdemu, kto straci kogoś bliskiego.

- Tak masz racje... Na jak długo zostajesz u House'a?

- Do końca lipca.

- Czyli z faktu, że także u niego mieszkam, nie widzę powodu byś mówiła mi per 'pan'. James brzmi lepiej.

- Okej - powiedziała z uśmiechem. - O co chodziło z kolesiem w śpiączce i czarownicą? Jak wujek mnie już tu wyciągnął to mógłby chociaż postawić mi coś do jedzenia, a nie zostawiać samą. Ja tu głoduję...

- Sam cię tu wyciągnął?

- Tak, stwierdził, że to środek zapobiegawczy przed imprezą u niego w domu i że lubi szokować.

Wilson roześmiał się. Cały House.

- No tak. Co bardziej pobudzi plotkarskie umysły pielęgniarek niż najlepszy lekarz szpitala przychodzący do pracy z nastolatką, która jest do niego całkiem podobna.
Choć, miałem zamiar wyciągnąć go na lunch, ale jeśli woli towarzystwo faceta w śpiączce, a ty głodujesz, to wezmę ciebie.

- Okej, ja nie mam nic przeciwko. No chyba, że mam za siebie płacić.

Odłożyła piłeczkę na miejsce i podniosła się z fotela. Przeciągnęła się lekko i ziewnęła.

- Ja zapłacę - zapewnił. - Za House'a też zawsze płacę.

Annie uśmiechnęła się i wyszła razem z nim z gabinetu diagnosty.

cdn.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Any
Czekoladowy Miś


Dołączył: 28 Cze 2008
Posty: 6989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 26 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: zza zakrętu ;)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 9:54, 22 Sie 2009    Temat postu:

Jak to Jimmy potrafi nawiązać przyjaźń z każdym, nawet takim diabełkiem. I w ogóle jeszcze tutaj się nie wypowiadałam, więc parę słów o całym fiku. Tekst naprawdę fajny, ciekawie prowadzana akcja, cały czas coś się dzieje, bardzo mi się podoba.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
HannahLove
Student Medycyny
Student Medycyny


Dołączył: 20 Mar 2009
Posty: 129
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Mieszkanko wśród własnych gwiazd :)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 20:49, 22 Sie 2009    Temat postu:

No wspaniale ! Widzę dużo podobieństw między Gregiem a milutką Annie bardzo ciekawy fik

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
soft
Pulmonolog
Pulmonolog


Dołączył: 16 Kwi 2009
Posty: 1128
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: tu te truskawki?
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 6:07, 25 Sie 2009    Temat postu:

pierwsza połowa trzeciego parta jak widać wytworzyła się wcześniej niż spodziewałam. jeśli tak dalej pójdzie (czyt. wen dobry i kochany będzie chciał ze mną współpracować) pisanie ficka nie będzie mi kolidować zbytnio z nadchodzącą szkołą.
tym razem pomogli: madina lake, tradycyjnie kings of leon i razorlight
dedyk dla any za cudowną betę ;3 cieszę się, że podoba ci się mój fick
enjoy!


Part IIIa

- On naprawdę to lubi?

- Ta.

- A ty?

- Gustuję w trochę innych programach.

- I to oglądasz?

- No tak...

- Jesteś nienormalny.

- Annie...

- No co?! Jestem po prostu szczera. Wiesz, ludzie to cenią.

Dziewczyna podniosła się z kanapy i skierowała swoje kroki do kuchni. Wyciągnęła z lodówki karton mleka i otworzyła go zębami. Było już późno, ale dla niej każda pora była dobra na ten napój. Wróciła do pokoju i klapnęła obok Wilsona. Oglądali właśnie trzeci odcinek General Hospital, choć House’a wcale nie było w domu (trafił mu się wyjątkowo trudny przypadek, który wygrał nawet z nocnym maratonem jego ulubionego serialu). James tłumaczył, że ogląda to z przyzwyczajenia, ale Annie miała co do tego inne zdanie. W końcu, któremu facetowi nie imponują cycki siostry Carli?

W ciągu ostatnich pięciu dni, kiedy mieszkała w domu diagnosty, zauważyła wiele rzeczy, ale jedna z nich wyróżniała się najbardziej - House i Wilson lecą na siebie i, co po prostu nie wiedziała czy ma ją doprowadzać do łez czy do śmiechu, oni tego po prostu nie zauważali. Zachowywali się normalnie, jeśli do normalnego zachowania można było zaliczyć zbyt długie i na pewno nie przypadkowe spojrzenia, stykanie się ramionami gdy stali obok siebie albo gdy siedzieli na kanapie, mimo że ona sama zawsze zajmowała jakiś wygodny kawałek podłogi i mieli dużo wolnego miejsca. Co było jeszcze śmieszniejsze, wszyscy wokół też nie widzieli nic dziwnego w ich zachowaniu, albo po prostu nie chcieli widzieć. W każdym razie postawiła sobie jeden cel - zeswatać ich ze sobą.

- Dobra. Idę spać - powiedziała, znów wstając do kanapy i ściągając z siebie jeansy. Wilson, jak za każdym razem, speszony odwrócił wzrok. W przeciwieństwie do House'a, nie przyzwyczaił się do jej rozbierania. Spodnie wylądowały gdzieś na podłodze, razem ze stanikiem i skarpetkami, a ona wślizgnęła się do śpiwora. Jeśli miała wdrożyć swój plan w życie, musiała być wyspana.

***

- Nie ma jej? - zapytał Wilson, gdy House przekręcił klucz i otworzył drzwi. Mieszkanie pogrążone było w ciszy i ciemności, co było nowością odkąd Annie z nimi zamieszkała. Gdy zazwyczaj przychodzili pozapalana była połowa świateł, a z kanału muzycznego leciała rockowa muzyka. Co było dziwne, dziewczyna przy tym wszystkim spała.

Mężczyźni weszli do środka. Wilson pstryknął światło i wszystko zalało się jasną poświatą, a po Annie nie było śladu. Diagnosta rozejrzał się wkoło. Plecak i śpiwór były na swoim miejscu. Ściągnął buty i już kierował się w stronę kanapy, lecz jego wzrok przykuła wściekle różowa torba, stojąca na stole. Gdy podszedł bliżej dostrzegł na niej narysowane dwa misie, zdecydowanie tej samej płci, przytulające się do siebie, a obok leżała złożona na pół kartka. Chociaż targała nim ciekawość, najpierw wziął do ręki papier i rozłożył go. Okazało się, że był to list, napisany pochyłym i lekka dziecięcym pismem Annie.

Hej,
Nie wiem czy interesuje was gdzie się znajduję, ale jeśli, to informuję was, że poszłam na koncert. Spotkałam starego znajomego, a akurat miał dwa bilety więc się zabrałam. Wrócę późno.
Co do torby... Mam nadzieję, że najpierw wzięliście mój list, a dopiero potem przejrzycie jej zawartość. Kupiłam wam kilka zabawek, żebyście się nie nudzili...


- Z a b a w e k? - rozległ się zdumiony głos przy uchu diagnosty. House odwrócił głowę i zobaczył Wilsona czytającego mu przez ramię. Stał tak blisko, że czuł ciepło bijące od ciała przyjaciela. Przyjemny dreszcz przeszedł go od stóp do głów, lecz zignorował go, tak samo jak zignorował fakt, że ma gigantyczną ochotę by pocałować onkologa. Zamiast tego zmierzył go jednym z groźnych spojrzeń jakie posiadał w swoim repertuarze i powrócił do lektury listu.

Tylko wykorzystajcie! Nie macie pojęcia ile musiałam się nachodzić by to wszystko kupić!
Do zoba najprawdopodobniej rano,
A.


House odłożył kartkę i sięgnął po torbę. Wysypał całą jej zawartość na stół. W pierwszym momencie zamrugał kilkakrotnie ze zdumienia, ale zaraz wybuchnął śmiechem. Spojrzał na onkologa, który chyba nie wiedział czy ma być rozbawiony czy zmieszany. Przed nimi na blacie leżały dwie prezerwatywy, jedna o smaku czekolady, druga o smaku wanilii, buteleczka żelu nawilżającego i bita śmietana w spray'u.

- No to co, Jimmy? Bawimy się? - zapytał beztroskim głosem. Wilson kilkakrotnie otworzył i zamknął usta, a na jego twarz wpłynął rumieniec. Reakcja była dokładnie taka jakiej spodziewał się diagnosta. Z ukrywanym żalem, klepnął przyjaciela w ramię i dodał: - Żartowałem.

Usiadł ciężko na kanapie, położył nogi na stoliku wśród całej masy jakichś dupereli Annie i włączył telewizor. Trafił na finałowy mecz Ligi Narodowej - Boston Red Sox kontra Washington Nationals. Rozsiadł się wygodnie, zastanawiając się co miały oznaczać te 'zabawki'. W te kilka dni zdążył zauważyć, że ulubioną 'zabawką' Annie jest aluzja. Mógł się założyć, że gdyby na świecie istniało Międzynarodowe Stowarzyszenie Aluzjonistów, stanęła by na jego czele i znając jej charakter dodatkowo podbiła świat. Ale wracając do wcześniejszych rozmyślań... Czyżby spostrzegła? Czyżby zachowywał się tak oczywiście, że rozgryzła go głupia, no może nie głupia, nastolatka? A Wilson, jeśli ona to on też musiał coś zauważyć. W końcu znał go już zbyt długo, aby być takim ślepym.

Cholera. Zaklął w duchu. Jasna cholera! Wszystko się spieprzyło... Przymknął na chwilę oczy i odetchnął głęboko. Najlepszy sposób na głupie uczucie - wyprzeć je, zapomnieć. Tak, tak właśnie zrobi.

Poczuł, że Wilson siada obok niego. Otworzył oczy i spojrzał na przyjaciela. Miał lekko zatroskaną minę, a w ręku dwa piwa. Podał mu jedno.

- Znów noga? - zapytał. A może jednak był taki ślepy.

- Ta - skłamał. Dla podkreślenia swoich słów wyciągnął z kieszeni pomarańczową fiolkę, otworzył ją i wziął dwie tabletki, a następnie popił zimnym piwem. Onkolog już miał zaoponować i powiedzieć, że popijanie leków alkoholem jest niebezpieczne, lecz zamknął usta, wiedząc, że nic tym nie wskóra.

- Nie martwisz się o Annie?

- Jest dorosła.

- Ma dopiero szesnaście lat! - oburzył się Wilson.

- Może już robić prawo jazdy - powiedział House niewinnie, pociągając kolejny łyk piwa z butelki. - Jezu... Jimmy martwisz się o nią pewnie bardziej niż jej matka.

Wilson przewrócił oczami. A czego innego mógł się spodziewać po House'ie?

cdn... ;3


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Any
Czekoladowy Miś


Dołączył: 28 Cze 2008
Posty: 6989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 26 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: zza zakrętu ;)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 10:32, 25 Sie 2009    Temat postu:

po pierwsze - yaaaay, mam dedyka, dziękuję!!

A po drugie, jak zresztą już Ci pisałam, tekst naprawdę mi się podoba. Zabawki od Annie mnie rozwaliły, jaka szkoda, że chłopcy jednak nie zdecydowali się ich wykorzystać... Ale cóż. Wszystko przed nimi... i wszystko w Twoich rękach.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Any dnia Wto 10:32, 25 Sie 2009, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Agusss
Członek Anbu
Członek Anbu


Dołączył: 15 Lut 2009
Posty: 2867
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: bierze się głupota?

PostWysłany: Wto 11:53, 25 Sie 2009    Temat postu:

ten fic jest po prostu genialny xD uwielbiam go
No i nie mogę te chłopaki są tak ślepi jak stare gumiaki w stodole! niech oni przejrzą na oczy!! xD


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Cudna :D
Student Medycyny
Student Medycyny


Dołączył: 11 Sie 2009
Posty: 119
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 8:00, 29 Sie 2009    Temat postu:

Dostali "zabawki".
Ach, gdyby Wilson nie był taki wstydliwy...
Fik świetny, czy ona naprawdę jest jego córką???


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
soft
Pulmonolog
Pulmonolog


Dołączył: 16 Kwi 2009
Posty: 1128
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: tu te truskawki?
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 8:07, 29 Sie 2009    Temat postu:

Cudna, może, może... ;p wszystkiego dowiecie się w swoim czasie ;p

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
soft
Pulmonolog
Pulmonolog


Dołączył: 16 Kwi 2009
Posty: 1128
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: tu te truskawki?
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 11:39, 29 Sie 2009    Temat postu:

heej ;3
przyszło zbetowane od any, więc oto prezentuję kolejny part.
dziękuję wszystkim za miłe komentarze ) cieszę się, że wam się spodobała postać Annie, bo po większej części odziedziczyła moje cechy charakteru i zainteresowania
dedykowane dla kotka za to święte 'tak' ;3, za to, że pozwoliła mi zabłysnąć moją erą w końcówce jej beztytulnika i za przygotowania xd do ślubu


Part IIIb

Drugi raz w ciągu niecałego tygodnia obudził go dzwonek do drzwi. Irytujący dźwięk przewiercał jego umysł, docierając aż do delikatnej otoczki snów, rozbijając ją na kawałki. Otworzył oczy i sprawdził czy Annie jest już w domu. Śpiwór wciąż leżał zwinięty pod ścianą. Czyli wiadome było, kto przyszedł. Niezadowolony zwlókł się z kanapy i ruszył do drzwi. Po drodze udało mu się wpaść na plecak dziewczyny i pozrzucać kilka książek z półki, lecz nie bardzo go to obchodziło. Zapalił światło, które zaatakowało jego biedne, przyzwyczajone do ciemności oczy. Déjà vu? Będzie musiał przypomnieć Annie, że on jednak nie ma wakacji i rano musi wstać do pracy, a nocne podbudki temu nie sprzyjają.

Gdy w końcu jego wzrok przyzwyczaił się do światła, wziął kluczę i otworzył drzwi. Na zewnątrz stał jakiś blondwłosy chłopak, trzymający Annie, opierającą mu się na ramieniu. Najwidoczniej pijaną. Nastolatek spojrzał na niego lekko zdziwiony i w tym momencie Wilson go rozpoznał. Eddy Barton, dwa miesiące temu leczył jego babcię z nieszkodliwego raka żołądka. Nastolatka nawet nie podniosła głowy, tylko mruknęła coś do siebie i zaśmiała się cicho.

- D-doktor Wilson? - powiedział pytającym głosem Eddy.

- Dobry... wieczór, Eddy - przywitał go. - Proszę, powiedz, że to nie to co myślę.

- Trochę przesadziła na koncercie... - chłopak zerknął na nią z ukosa. - Mieszka pan tu?

- Chwilowo. To mieszkanie mojego przyjaciela. Jest wujkiem Annie - wytłumaczył. - To z tobą szła na ten koncert?

- Taak.. Próbowałem ją pilnować, ale jakoś mi zniknęła w tłumie, a potem znalazłem ją tak. Rozmawiała z jakąś laską... O ile w takim stanie da się prowadzić jakąś sensowną rozmowę.

- Heh... Rozumiem. Wniesiesz ją do środka?

- Jasne, panie doktorze.

Wilson odsunął się by przepuścić chłopaka i prawie nic nie kojarzącą Annie w drzwiach. Dziewczyna mamrotała coś do siebie. Nagle podniosła głowę i spojrzała na niego prawie trzeźwo.

- I co, Jimmy? Przydały się wam, hik, zabawki? - zapytała, czkając. Onkolog patrzył na nią nie bardzo wiedząc jak się zachować. Gdyby to była jego córka, pewnie byłby wściekły, choć nigdy nie dopuściłby do takiej sytuacji. Ale Annie nie była jego córką, choć przez ten czas bardziej wyrażał zainteresowanie tym co robi i gdzie jest niż House, który jakby na to nie spojrzeć, był za nią odpowiedzialny. Ruszył za Eddy'm, który ułożył ją na kanapie, a następnie sięgnął do swojej kieszeni.

- Tu jest jej telefon i portfel. Chyba nic nie zniknęło - powiedział, wyjmując rzeczy i kładąc je na stoliku.

- Dziękuję, Eddy. Chyba już powinieneś iść do domu. Rodzice się pewnie martwią - Wilson odprowadził nastolatka do drzwi.

- Nie, rodzice są na jakiejś wystawie w Nowym Jorku, ale babcia nie powinna zostać sama. Czuje się już o wiele lepiej i bardzo często o panu mówi.

- Miło mi to słyszeć. Pozdrów ją ode mnie.

- Jasne. Dobranoc, panu.

- Dobranoc, Eddy.

Zamknął drzwi za chłopakiem i zgasił światło w przedpokoju. Szybkim krokiem ruszył do salonu i stanął nad dziewczyną. Kucnął obok niej i lekko szturchnął w ramię. Otworzyła oczy i spojrzała na niego nieprzytomnie.

- Siema, Jimmy! - powiedziała. - Wyglądas na.. ten...noooo... no, wyglądas.. sam wies jak wyglądas.

- Taaak, Annie wiem... Jak się czujesz? - zapytał głupio, lecz po chwili dopiero zdał sobie z tego sprawę. Jak miała się czuć. Była pijana. Zamiast odpowiedzieć zaczęła śpiewać.

- All you need is loveee... pampararam... All you need is lovee.. srututu.. All you need is love.. Love is all you need *- nuciła wesołym głosem. - Ty też Jimmy potrzebujesz miłości, nie? I wuuujeeek też... Pasujecie do siebie - powiedziała po chwili, a potem zaczęła się dziko chichrać z tylko jej znanego powodu. Wilson przejechał dłonią po twarzy. Cholera. Chyba powinien obudzić House'a.

Nagle drzwi do sypialni otworzyły się i stanął w nich nikt inny jak Greg House w swojej niewyspanej i niezadowolonej osobie.

- Jimmy, robisz imprezę i mnie nie zaprosiłeś? - zapytał z udawanym wyrzutem, podchodząc do nich. Spojrzał ze zdziwieniem na zwijającą się ze śmiechu Annie. - A tej co?

- A jak myślisz?

- Nie mów, że się upiła albo naćpała.

- Upiła się.

- Jezzuu.. Od razu wiedziałem, że z tym dzieciakiem będą same kłopoty - mruknął. Dźgnął ją laską w bok. Na chwilę przestała się śmiać, wstrzymując oddech i spojrzała na niego. Trwało to zaledwie kilka sekund, bo prawie od razu znów mieszkanie wypełniło się gwałtownych chichotem.

- Co robimy? - zapytał Wilson, podnosząc się i stając przy diagnoście. Obydwaj wpatrywali się w dziewczynę, która powoli zaczęła się opanowywać, a kilka minut później spała w najlepsze.

- Chyba właśnie zostałeś wyrzucony z kanapy - powiedział House. Onkolog zamrugał i skrzywił się lekko.

- Jej śpiwór może być trochę za mały, ale...

- Możesz spać ze mną - rzucił, na pozór obojętnie diagnosta. Wilson popatrzył na niego oniemiały. Spać z House'm w jednym łóżku, spełnienie marzeń brązowookiego onkologa. Jego serce zaczęło wywijać koziołki, tańczyć sambę i wyśpiewywać "Odę do radości", próbując wygrać ze zdrowym rozsądkiem, który mówił, że to zły pomysł. Bardzo zły pomysł. Przecież mógłby zrobić coś głupiego, a wtedy... - mruknął w jego głowie poważny głos. Och, zamknij się - warknęło serce, coraz głośniej wyśpiewując swoją odę. Wilson jeszcze nigdy nie czuł się tak zmieszany. Co robić, co robić...?

- Obiecuję, że będę trzymać rączki przy sobie - zażartował House, na widok skonsternowanej miny przyjaciela. Gdyby tylko Jimmy wiedział jakie to będzie trudne... - Słowo skauta - dodał, kładąc jedną rękę na piersi, a drugą unosząc do góry i uśmiechając się niewinnie.

Wilson zamrugał kilkakrotnie, wciąż będąc niepewnym co zrobić. A co jeśli on sam nie będzie w stanie trzymać rączek przy sobie? Odetchnął głęboko. No cóż, taka okazja zbliżenia do House'a może już mu się nie przytrafić. Ba, na pewno mu się nie przytrafi, tak więc... Raz kozie śmierć.

- Ja... Okej - powiedział. Jego serce wzniosło chóralny okrzyk zwycięstwa, a zdrowy rozsądek poszedł pakować walizki, mrucząc coś o wyprowadzce na Syberię.

- No to chyba możemy zostawić ją samą i iść spać - diagnosta skierował się do swojej sypialni. Wilson spojrzał jeszcze na śpiącą nastolatkę i udał się za nim, zagaszając po drodze światło. House położył się już na swojej połowie łóżka. Onkolog wdrapał się na drugą i powoli wsunął pod kołdrę, którą musiał dzielić z przyjacielem. Przysunął się jak najbardziej do krawędzi łóżka, jednocześnie prawie z niego spadając.

- Jezuu... Jimmy! Możesz się do mnie przysunąć. Ja naprawdę nie gryzę! No chyba, że zniweczyłem twoje marzeniu o spaniu na podłodze - zażartował diagnosta.

- Ja..

- Ty?

- Nieważne - Wilson podziękował Bogu, że przyjaciel nie może zobaczyć jak się rumieni.

- Ech... - westchnął House i złapał go za tył koszulki, a następnie przyciągnął go do siebie. - No tak lepiej. Nie mógłbym spać ze świadomością, że w każdej minucie możesz spaść, pogruchotać sobie kości, a ja będę musiał zwlec mój drogocenny tyłek i cię pozbierać.

- Dobranoc House - mruknął tylko w odpowiedzi, chowając twarz w poduszkę.

- Dobranoc Wilson.
cdn

*jakby ktoś nie wiedział (choć wątpie), to fragment piosenki The Beatles "All you need is love" ;3 jeśli ktoś nie słyszał (w co wątpie jeszcze bardziej ) to polecem do posłuchania


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
oliwka
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 21 Mar 2009
Posty: 190
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Bo jak dwoje ludzi się kocha...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 14:06, 29 Sie 2009    Temat postu:

Biedna Annie pewnie House wymyśli jakąś przerażająca kare, aż boje się myśleć

soft napisał:
-Ech... - westchnął House i złapał go za tył koszulki, a następnie przyciągnął go do siebie. - No tak lepiej. Nie mógłbym spać ze świadomością, że w każdej minucie możesz spaść, pogruchotać sobie kości, a ja będę musiał zwlec mój drogocenny tyłek i cię pozbierać.


Taa House po prostu chciał mieć Wilsona blisko siebie

Życzę weny i czekam na następną część


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Agusss
Członek Anbu
Członek Anbu


Dołączył: 15 Lut 2009
Posty: 2867
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: bierze się głupota?

PostWysłany: Nie 10:07, 30 Sie 2009    Temat postu:

O tak soft! Pijana Annie! No widok dla oczy piękny!
Przynajmniej się opłaciło jej upić! pierwszy krok chłopaki mają za sobą
Wen niech będzie z Tobą xD


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
HannahLove
Student Medycyny
Student Medycyny


Dołączył: 20 Mar 2009
Posty: 129
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Mieszkanko wśród własnych gwiazd :)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 12:47, 30 Sie 2009    Temat postu:

Po pierwsze: Niesamowita scena łóżkowa
Po drugie: Pijana Annie to dobra Anie
Po trzecie: Kocham Twój styl pisania! ;*
Po czwarte: W E N Y !!!

Czekam niecierpliwie na następna część!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Cudna :D
Student Medycyny
Student Medycyny


Dołączył: 11 Sie 2009
Posty: 119
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 9:18, 31 Sie 2009    Temat postu:

Cytat:
- All you need is loveee... pampararam... All you need is lovee.. srututu.. All you need is love.. Love is all you need *-

śpiewa zupełnie jak ja, ale ja wcale nie muszę być pijana.


Cytat:
- Możesz spać ze mną.
Oł jee co to będzie

Cytat:
Obiecuję, że będę trzymać rączki przy sobie.
- Nieeeee

Cytat:
Okej - powiedział. Jego serce wzniosło chóralny okrzyk zwycięstwa, a zdrowy rozsądek poszedł pakować walizki, mrucząc coś o wyprowadzce na Syberię.
- I bardzo dobrze, ten zdrowy rozsądek niszczy Hilsona

Muszę napisać, świetny fik, świetna Annie, świetny Hilson. Super.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
soft
Pulmonolog
Pulmonolog


Dołączył: 16 Kwi 2009
Posty: 1128
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: tu te truskawki?
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 18:56, 17 Wrz 2009    Temat postu:

yo.
nadeszłam z kolejnym partem.
po pierwsze: dziekuję wam kochane za komenatrze. strasznie sie człowiekowi miło robi jak takie pochlebstwa czyta. w samozachwyt popaść można ;p
po drugie: wiem, czekałyście długo, a sam part w sobie nie najlepszy. objecuję, że następnym razem postaram sie bardziej, lecz leń, brak wenu i szalejace nade mną widmo szkoły pozostawia mało czasu na pisanie.
po trzecie: jak zwykle z podziękowaniem dla any za cudowną betę i z podziwem dla tych, którzy w połowie czytania nie wcisną czerwonego kwardacika z białym X w prawym, górnym rogu ekranu.
enjoy!


Part IIIc

Obudziło go... Sam nie wiedział dokładnie co. Może to była zdecydowanie zbyt przyjemna bliskość diagnosty, a może jego ramię obejmujące go w pasie... Zaraz, zaraz! Jego ramię obejmujące go w pasie?! Wilson z paniką w oczach spoglądał na rękę oplatającą jego brzuch. Nie, to był sen. Na pewno to był tylko sen. Zaraz obudzi się na kanapie i spojrzy na całkowicie trzeźwą i nieskacowaną Annie śpiącą w śpiworze, a następnie cały dzień będzie żałował, że to nie stało się naprawdę. Jednak owy "sen" nie mijał, a bicie jego serca prawie zahaczało o tachykardię. Przełknął nerwowo ślinę, nie wiedząc jak się z tego wyplątać. W między czasie zauważył, co wprawiło go w jeszcze większe zakłopotanie i zdenerwowanie, że nos diagnosty przyciśnięty jest do jego szyi i ciepłe, wydychane powietrze przyjemnie go łaskocze. Wstrzymał oddech zatapiając się w tym uczuciu.

Do rzeczywistości przywróciły go kroki za drzwiami sypialni, a następnie dźwięk gwałtownego wymiotowania i spuszczanej wody. Annie! Bardzo powoli i bardzo ostrożnie wyplątał się z uścisku śpiącego House'a. Jego serce ścisnęło się lekko z żalu, że musiał opuszczać to przyjemne, ciepłe gniazdko wypełnione ogłupiającym zapachem diagnosty. Opuścił bose stopy na zimną podłogę i wstał, obciągając koszulkę. Najciszej jak potrafił przeszedł przez sypialnię i otworzył drzwi, a te zaskrzypiały lekko. Skrzywił się i spojrzał na mężczyznę, który na szczęście wciąż pochrapywał w najlepsze. Wyszedł z pokoju i skierował swoje kroki do łazienki. Dziewczyna klęczała na białych kafelkach, pochylając się nad sedesem. Jej oczy były zaszklone, a oddech płytki i nierówny. Wilson doskonale wiedział jak się czuła. Po tych wszystkich upojnych, piątkowych wieczorach z House'em, spędzonych na zmianę na piciu, piciu i, ku zdziwieniu wszystkich, piciu, stawał się ekspertem w leczeniu kaca.

- Annie? - klęknął obok i położył jej dłoń na ramieniu. Podniosła głowę i spojrzała na niego przekrwionymi oczami. Po brodzie spływała jej strużka śliny. Otarła wilgotne usta dłonią i skrzywiła się.

- Następnym razem jak wypadnę na coś tak głupiego to kopnij mnie porządnie w dupę... - mruknęła, znów pochylając się nad sedesem i powstrzymując wymioty.

- Miejmy nadzieję, że nie będzie następnego razu - odpowiedział. - Choć, coś poradzimy na twoje chorowanie - podniósł się i wyciągnął dłoń w jej stronę. Ujęła ją słabo i także wstała. Nachyliła się jeszcze nad umywalką i odkręciła kran. Zimną wodą przepłukała usta i przemyła twarz. Chwiejąc się lekko, wyszła za nim z łazienki. W salonie bezładnie osunęła się na kanapę, odchylając głowę do tyłu. Wilson spojrzał na nią z nieukrywaną troską. Zniknął na chwilę w kuchni. Gdy wrócił w ręku trzymał szklankę, karton z sokiem i białą tabletkę.

- Masz. Musisz uzupełnić cukier i płyny, a to lek przeciwbólowy - powiedział, podając jej przedmioty. Przyjęła je z wdzięcznością. Wsadziła pastylkę do ust i popiła sokiem, nie kłopocząc się wlewaniem go do szklanki. Duszkiem opróżniła prawie trzy czwarte tekturowego pudełka.

- Chyba mnie suszy - zaśmiała się, przecierając oczy. Wilson uśmiechnął się i usiadł obok niej. Wyglądała cholernie słabo. Nie było mowy by w takim stanie sama została w domu. Onkolog zastanowił się przez chwilę co z tym zrobić. Nie było mowy by House zgodził się na opiekę nad nią, więc nawet nie miał zamiaru marnować śliny na tak głupie pytanie. Jedyne co pozostało to on. Ściągnął brwi rozważając wszystkie za i przeciw. W końcu znalazłby trochę czasu na posprzątanie tego dzikiego bałaganu, którego sprawcami była nastolatka i jej mało normalny wujek. W pracy i tak nie miał co do roboty. Jedna wizyta kontrolna, obchód i praca w klinice. Nic, z czym nie poradziliby sobie asystenci z jego oddziału. Boże, zamieniał się w House'a... Jeszcze trochę i przestanie się golić i zacznie nosić jakieś t-shirty, wyglądające jakby ktoś je psu z gardła wyciągnął.

- Zostajesz - stwierdziła dziewczyna, bezbłędnie czytając mu w myślach. Odwróciła głowę i popatrzyła na niego spod półprzymkniętych powiek. - Nie musisz. Dam sobie radę.

- To samo powiedział mi House wczoraj wieczorem i wróciłaś do domu prawie zalana w trupa - zauważył, obdarzając ją sceptycznym spojrzeniem. Dziewczyna wzruszyła ramionami z miną niewiniątka. Wilson roześmiał się. Tak samo robił diagnosta gdy coś przeskrobał. Ciekawe czy wiedzieli jacy są do siebie podobni.

Przerwało mu nadejście przyjaciela. House spojrzał na dziewczynę i na jego twarzy pojawił się paskudny uśmiech nigdy nie wróżący nic dobrego.

- I jak tam nasz anonimowy alkoholik? - zapytał przesadnie głośno. Wilson zgromił go spojrzeniem, a Annie skrzywiła się.

- Na pewno gorzej niż ty - mruknęła. - Jeśli masz zamiast mnie podręczyć to jest mi to niepotrzebne. Ból głowy, ciągłe pragnienie i nudności są wystarczające. Więc z łaski swojej zamknij się, chyba, że chcesz mieć tą laskę tam gdzie słońce nie dochodzi.

- Och, czy nasza koncertowa gwiazda ma zły humor? Jak miło... A ty Jimmy? Nie w pracy? Cuddy nie będzie zadowolona.

- Nie mogę zostawić jej w takim stanie samej w domu - wyjaśnił onkolog, próbując patrzeć wszędzie byle by nie w te cholernie błękitne tęczówki.

- Nieładnie tak chodzić na wagary - House pogroził mu palcem. - Wszystko powiem mamie.

- Zadzwonię do niej i wszystko wyjaśnię. Wolę, żebyś ty tego nie robił, jeszcze powiesz, że...

- ...Że w nocy była dzika orgia, a Młoda to nagrywała! - radośnie wpadł mu w słowo House. Annie ostentacyjnie zaczęła udawać, że wymiotuje, zanim naprawdę nie zawładnęła nią fala mdłości. Zerwała się z kanapy i pobiegła do łazienki. Diagnosta odprowadził ją wzrokiem, rozbawiony sytuacją.

- Uważam, że ten dzieciak czasem potrafi być zabawny.

cdn..


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Agusss
Członek Anbu
Członek Anbu


Dołączył: 15 Lut 2009
Posty: 2867
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: bierze się głupota?

PostWysłany: Czw 21:30, 17 Wrz 2009    Temat postu:

Aaa soft! Kazałaś nam trochę czekać, ale opłacało się

Początek normalnie czytam i się rozpływam ehć piękności xD
A dalej? Jimmy- opiekun poszkodowanych
Wkroczenie House'a i w ogóle
Pięknie Normalnie uśmiałam się xD
Pisz dziewczyno dalej! xD
A Annie niech się spręża z pomysłami, które mają połączyć dwóch wspaniałych
Weny!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
soft
Pulmonolog
Pulmonolog


Dołączył: 16 Kwi 2009
Posty: 1128
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: tu te truskawki?
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 17:16, 27 Wrz 2009    Temat postu:

heej
widzę, że ostani part miał wzięcie. nie ma co ;P
co do nowego.. nie umiem pisać tego typu rzeczy, ale mi się podoba. w końcu coś się przesunie w hilsonowym kierunku.
wielkie dzięki dla Any za jak zwykle świetną betę ;*
enjoy!


Part IV

Głupek. Zakochany głupek! Co on sobie wczoraj myślał?! Zapraszać go do swojego łóżka... To była najbardziej idiotyczna i spontaniczna decyzja, a on na pewno nie był spontaniczny. To dlaczego, do jasnej cholery, to zrobił? Przypomniał przyjemne ciepło bijące od jego przyjaciela, gdy leżeli obok siebie. Cichy pomruk, który Wilson z siebie w nocy wydał, gdy w końcu odważył się go lekko objąć w pasie i się do niego przytulić. To wszystko dane mu było tylko na chwilę. Spróbował czegoś czego nie powinien zaznać i teraz oddałby wszystko by dostać to jeszcze raz.

Zwiesił głowę. Musiał się nad tym wszystkim zastanowić. Wziął do ręki swoją piłkę i rzucił. Dywan, ściana, znowu dywan, jego dłoń i wszystko od nowa. W pewien magiczny sposób to go uspokajało i pozwalało zebrać myśli.

Wilson. On. On i Wilson. Zaśmiał się gorzko. To było anormalne i całkowicie niemożliwe. Było ku temu kilka powodów. Pierwszy i najważniejszy z nich to fakt, że dla onkologa był tylko przyjacielem, a on nie chciał tego niszczyć. Nie zniósłby wyśmiania, odrzucenia. Wilson był jedynym ogniwem łączącym go z normalnością. Jedyną osobą, która go rozumiała. Jedyną osobą, która widziała w nim kogoś więcej niż cynicznego, kulawego dupka. Jedyną osobą, którą kochał...

Drugim powodem było to, że on, Gregory-jestem-lepszy-niż-wy-House, się bał. Bał się zranienia, bo wiedział, że ani on, ani Wilson nie byli w stanie stworzyć normalnego związku, który miałby jakiekolwiek szanse na przetrwanie. Gdyby im nie wyszło, straciliby siebie na zawsze i już nic nie byłoby takie same...

Coś w głębi niego kazało mu spróbować, bo co jeśli Wilson czuje to samo i z tych samych powodów się z tym ukrywa? Jeśli jednak stworzyliby wbrew wszystkim i wszystkiemu szczęśliwy związek? Czy w końcu nie mógłby nazwać się szczęśliwym, nawet chociaż odrobinę? Czy ryzyko nie było warte tego przyjemnego uczucia rozlewającego się po jego sercu, które tak wiele ludzi uważa za zrobione z kamienia? Gdyby teraz każdy z nich wiedział, co się działo w jego głowie, na pewno zmieniłby zdanie..

Z zamyślenia wyrwała go granatowa teczka, która z głośnym plaśnięciem wylądowała przed nim na biurku. Podniósł głowę i spojrzał na swoją szefową.

- Masz przypadek. Mężczyzna, biały, 22 dwa lata, częste zakażenia, bóle kostno-stawowe.

- To może być ostra białaczka szpikowa - odpowiedział w ogóle nie zainteresowany.

- Brak niedokrwistości i skazy krwotocznej.

- Na wszystko przyjdzie czas.

- Masz go leczyć. Jest synem naszego sponsora..

- Dałem Kaczuszkom wolne.

- To ich znów wezwij i nie udawaj, że martwisz się, że za długo przesiadują w szpitalu.

House westchnął i wstał, opierając się na lasce ciężej niż zazwyczaj. Cuddy śledziła go wzrokiem, zdumiona jego dziwnym zachowaniem. Żadnych docinków? Komentarzy? Nic? Gdzie się podziało seksistowskie poczucie humoru jej najlepszego lekarza? Co się stało z House'em? Jej spojrzenie nieświadomie powędrowało do okna, by sprawdzić czy przypadkiem niebo nie wali im się na głowy. Nic takiego się nie działo, a mimo tego świat wariował. Gdy w końcu otrząsnęła się ze zdziwienia, ruszyła za nim. Złapała go w przy windzie.

- House, zaczekaj.

Diagnosta zatrzymał się wyjątkowo posłusznie. Stanęła przed nim.

- House, coś się stało? - zapytała z troską. Mężczyzna wyraźnie unikał jej spojrzenia, wbijając swoje w widzialny tylko punkt na szpitalnej podłodze. W błękitnych oczach nie było ironii, sarkazmu, drwiny i wszystkiego inneg,o co można tam spotkać na co dzień. Wyglądał starzej. Jak człowiek zmęczony życiem.

- Nie. Co niby miało się stać? - odpowiedział obojętnie.

- No nie wiem...

Właśnie. Nie wiesz i tak powinno pozostać.


- Nic mi nie jest. Lepiej idź molestować innych pracowników, a ja idę leczyć tego dzieciaka - minął ją i wszedł do windy.

- Jak będziesz chciał porozmawiać, to wiesz gdzie mnie szukać - powiedziała zanim drzwi się zamknęły i diagnosta zniknął jej z oczu.

cdn..


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Muniashek
Endokrynolog
Endokrynolog


Dołączył: 14 Paź 2008
Posty: 1801
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: a stąd <-
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 18:56, 27 Wrz 2009    Temat postu:

Piękne. Cudowne. Wesołe. Radosne. Napawające mnie uśmiechem. Genialne. Pomysłowe.

Ach, to jest świetne! Najbardziej, ofkorz, spodobał mi się fragment:
a) House przyciągający Wilsona w łóżku za koszulkę
b) pobudka. House przytulony do Wilsona i oparty na nim nosem. Aww!

Taa, moja wyobraźnia zaczyna działać. Szybciej tego Hilsona, w mordę misia!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
oliwka
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 21 Mar 2009
Posty: 190
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Bo jak dwoje ludzi się kocha...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 19:52, 27 Wrz 2009    Temat postu:

Part świetny. I w końcu wszystko ruszyło do przodu.

Teraz House spotka Wilsona gdzieś po drodze i ... Moja wyobraźnia za daleko zagalopowała

House jest najsłodszym zakochanym głupkiem jakiego znam

Życzę dużo weny i czekam na następny part


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Agusss
Członek Anbu
Członek Anbu


Dołączył: 15 Lut 2009
Posty: 2867
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: bierze się głupota?

PostWysłany: Pon 12:31, 28 Wrz 2009    Temat postu:

Soft! xD

O to takie superaśnie superaśne xD Hmm.. House zastanawiający sie jest zawsze taki seksowny I do tego nad czym sie zastanawia? xD Nad swą miłością

Pięknie! Oby tak dalej!

Weny!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sovereign. ;)
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 16 Mar 2009
Posty: 185
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 8:57, 01 Paź 2009    Temat postu:

zakochany House to jest naprawdę piękna rzecz xd a na dodatek zakochany w Wilsonie! to napełnia mnie szczęściem, mam nadzieję że teraz coś się rozwinie i będą razem
pisz szybko nexta, bo już się nie mogę doczekać


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Sovereign. ;) dnia Czw 8:59, 01 Paź 2009, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Cudna :D
Student Medycyny
Student Medycyny


Dołączył: 11 Sie 2009
Posty: 119
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 15:41, 04 Paź 2009    Temat postu:

Czyżby zazdrosna Cuddy? Ta troska mi do niej nie pasuje.
No a House sobie w końcu uświadomił, że kocha WIlsona. No to teraz będzie z górki.
A gdzie się podziała Annie? Już mi jej brakuje.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Atris
Knight of Zero
Knight of Zero


Dołączył: 24 Wrz 2009
Posty: 3395
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: A z centrum :D
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 17:47, 07 Paź 2009    Temat postu:

Byłam tu już?

Nie? Naprawdę nie pisałam nic??
A mogę się założyć, że ficka już wcześniej czytałam
Eh, głupia ja
No, ale już jestem.

Fick jest taaki świetny, świetniasty
Naprawdę
Nie żartuję i się nie podlizuję
Podoba mi się.

Ot, przyjeżdża jakaś laska, wpycha się w życie House'a i Wilsona, a oni śpią razem (och, to mi się zdecydowanie, bardzo podobało) i mamy ślicznego Hilsonka

Pisz, pisz dalej, bo ja już nie mogę się doczekać ciągu dalszego.

Budyń z tobą (och, taki prywatny żarcik, nie przejmuj się )
I nie fochaśnego wena


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Atris dnia Śro 17:48, 07 Paź 2009, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
soft
Pulmonolog
Pulmonolog


Dołączył: 16 Kwi 2009
Posty: 1128
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: tu te truskawki?
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 19:22, 12 Paź 2009    Temat postu:

Elo, elo
Tak więc sofć wzięła dupę w troki i wzięła się za dalszy ciąg pisania. "Najgorsze" części opowiadania mam już za sobą, więc teraz to już z górki ;P
Naprawdę nie mam pojęcia jak wam dziękować za te wszystkie przemiłe komentarze . No i mój wen jest bardzo wdzięczny, że go tak karmicie.
Część pewnie zadowloi wszystkich "wielbicieli" Annie, choć nie wiem czy jeszcze ją tak będziecie lubić po następnym rozdziale. ;P Ale nie zdradzam co się stanie, nie zdradzam.
Pozstaje mi tylko życzyć miłego czytania.


Part Va

- Jimmy... Ale czy ja naprawdę muszę jeść to coś? - zapytała z wyraźnym obrzydzeniem, dźgając widelcem dziwną papkę zaserwowaną jej przez Wilsona. Onkolog spojrzał na nią i pokręcił głową. Jeśli chodziło o sprawy żywienia to i tu podobna była do House'a. On mógł żyć na samej szkockiej, chińszczyźnie i Vicodinie, ona za taką samą świętość uważała masło orzechowe, żelki i mleko.

- Jedz. Musisz uzupełnić wytracone składniki odżywcze - powiedział, wstając z kanapy i udając się do kuchni z zamiarem zrobienia sobie kawy. Czekając aż woda się zagotuje, przyglądał się dziewczynie, która zajęta była klikaniem na klawiaturze telefonu. Nigdy nie myślał, że po śmierci Amber znajdzie jeszcze kogoś, kto aż tak będzie przypominał upierdliwego diagnostę. Dlatego też chyba tak dobrze mu się z nią rozmawiało. W końcu była podobna do człowieka, którego darzył dozgonnym uczuciem i był pewien, że jeśliby był sposób na oznajmienie mu tego w jakikolwiek sposób, zrobiłby to. Ale nie było sposobu, który nie wiązałby się z ryzykiem utraty przyjaźni i zaufania diagnosty. Właśnie dlatego do tej pory nie zrobił tego i zamiaru zrobić nie miał. Bał się, że on go wyśmieje, odsunie się, zostawi lub, co gorsza, znienawidzi. Już wiedział, że nie będzie wstanie tego znieść. A jego strach nie zmniejszył się nawet po porannym, łóżkowym wydarzeniu....

Otrząsnął się z zamyślenia i zorientował się, że Annie patrzyła na niego czujnym wzrokiem. Spojrzał w parę intensywnie błękitnych tęczówek i zrozumiał. Ona wiedziała. Nie wiedział jak, nie wiedział skąd. Po prostu wiedziała.

Spiął się w sobie jak zwierze złapane w pułapkę. Nie zwracał uwagi na wodę, która intensywnie bulgotała w czajniku. Czekał na jej ruch. Mogła zrobić wszystko. Wyśmiać go, stwierdzić, że jest żałosny, brzydzić się go, powiedzieć House'owi. Nie mając nawet odwagi mrugnąć, patrzył jak wstaje z kanapy i podchodzi do niego. Wyłączyła wodę i stanęła na przeciwko.

- Powiedz mu - powiedziała spokojnym głosem i próbując dodać mu otuchy położyła rękę na jego ramieniu. Takiej reakcji się nie spodziewał.

- Dlaczego? - czuł, że zaschło mu w gardle.

- Bo tylko ty i on nie zauważacie tego, co ja zauważyłam już na samym początku. Nie jest dla ciebie tylko przyjacielem i mam pewność, że ty dla niego też nie.

Zamrugał. Nie mógł uwierzyć, że szesnastolatka, która na co dzień wydawała się taka dziecinna, potrafiła mówić tak dojrzale. Poczuł chęć posłuchania jej rady. Dlaczego? Ponieważ sądziła, że diagnosta czuje do niego to samo? Jak mogła stwierdzić to po tak krótkim czasie? Ile z nimi mieszkała? Półtora tygodnia? Może dwa... Mimo tego wierzył jej i wiedział, że nie kłamie.

- Pomyślę nad tym... - powiedział. Ta krótka rozmowa była dziwna. Bardzo dziwna. Włączył jeszcze raz gaz pod czajnikiem. - Chcesz kawy?

Promienny uśmiech pojawił się na jej twarzy.

- Jasne. Wszystko lepsze od tej dziwnej papki, którą ty nazywasz zdrową żywnością.

***

- Gdzie Młoda? - zapytał House, siadając obok niego z piwem w ręce. W rekordowym czasie pilot został zgrabnie skradziony z jego dłoni, a wiadomości ustąpiły miejsca kolejnemu odcinkowi General Hospital.

- Poszła nocować u Eddiego.

- Najpierw się upiła, teraz idzie zrobić sobie dzieciaka?

- Eddie jest porządnym chłopakiem. Mając całą noc spędzić na słuchaniu Nirvany i próbach jego zespołu. Zgodziła się trochę z nimi pograć.

- Oho, jedna dziewczyna otoczona nastoletnimi chłopakami. To nigdy nie kończy się dobrze.

- Nie mów, że się martwisz - powiedział Wilson, pozwalając sobie na złośliwy uśmieszek.

- Nie martwię się, tylko to nie ty będziesz potem opieprzany przez Caroline. Ona potrafi być bardziej przerażająca od Cuddy!

James uśmiechnął się lekko. Zapadła cisza, przerywana tylko odgłosami z telewizora. Onkolog wrócił pamięcią do rozmowy z dziewczyną sprzed kilku dni. Powiedz mu. Czy nadarzała się do tego lepsza okazja niż dziś? Byli sami. Było piwo. Gdyby jednak House nie podzielał jego uczuć mógłby wszystko zrzucić na to, że nie był trzeźwy. Tak. Teraz albo nigdy. Ale musiał poczekać. Musiał zdecydowanie więcej wypić by nabrać potrzebnej mu odwagi.

W miarę z opróżnianymi butelkami odległość między nimi zdecydowanie się zmniejszała. Szumiało im w głowach, a procesy myślowe nie były tak wydajne jak na początku. Mimo tego Wilson czuł chęć ucieczki i jednocześnie realizacji swojego planu. Wypuścił z siebie głośno powietrze. House nucił pod nosem jakąś sprośną piosenkę, co chwila naśmiewając się z tego, co leci w telewizji. Onkolog stwierdził, że nadszedł właściwy moment. Podniósł się z kanapy i stanął nad diagnostą. Powoli kucnął przed nim, łapiąc jego dłonie w swoje. Nie tak to miało wyglądać, ale całkowicie przestał nad sobą panować. Zgrabnie pokonał odległość dzielącą ich wargi. Pocałunek był długi i ostrożny. Przepełniony uczuciem i delikatnością ze strony Wilsona. House był zbyt oniemiały i zmieszany by wykonać choćby najmniejszy ruch, nie mówiąc już o oddaniu pocałunku.

Dla onkologa cały świat przestał istnieć. Czuł słodkie usta diagnosty i nawet nie zauważył faktu, że ten wciąż pozostawał bierny. Wplątał dłonie w włosy przyjaciela i przylgnął do niego całym ciałem, uważając na jego chorą nogę. Po chwili jego palce zjechały niżej, wsuwając się pod czerwonego t-shirta...
TBC.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Atris
Knight of Zero
Knight of Zero


Dołączył: 24 Wrz 2009
Posty: 3395
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: A z centrum :D
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 19:30, 12 Paź 2009    Temat postu:

Tak! Tak!

Atris chce more

Jak w ogóle możesz kończyć w takim momencie! Ty bezbożniku jeden!

Ojej, ojej

Nic więcej nie jestem w stanie napisać przez ciebie

Weeeny!! I pisz szybko kolejną cześć!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Any
Czekoladowy Miś


Dołączył: 28 Cze 2008
Posty: 6989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 26 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: zza zakrętu ;)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 19:32, 12 Paź 2009    Temat postu:

Sofcik, ja już Ci pisałam na PW, że ŻĄDAM, aby pech chłopców już się skończył, prawda? Oni mają żyć długo i szczęśliwie... i całuśnie, jak w ostatnim akapicie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum House M.D Strona Główna -> Hilson Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4  Następny
Strona 2 z 4

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Soft.
Regulamin