Forum House M.D Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Powrót do domu [NZ]

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum House M.D Strona Główna -> Huddy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
sarape
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 18 Maj 2013
Posty: 229
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 21:41, 26 Lut 2017    Temat postu: Powrót do domu [NZ]

Okej, nie mam kompletnie smykałki do wymyślania tytułów, znając życie wymyślę coś lepszego leżąc już na łóżu śmierci, to wtedy zmienię (a to co teraz jest doceńcie - z pół godziny myślałam nad tym )
Nie mam weny do poprawienia Afery, a jest co poprawiać i to niestety fabularnie. Chyba, że chcecie fick na poziomie mojego gimnazjum
Parę info co do samego ficka - fick będzie dość luźno pisany i w sumie nie wiem czy nie bardziej dla mojej rozrywki, niż waszej (chociaż można ponoć wszystko pogodzić Wwystępują tu moje OC (mam nadzieję, że nie będziecie mieli mi tego za złe :c ) i z początku może się wydawać, że Huddy... Zeszło bardzo na dalszy plan, ale to się potem zmieni, a wszystko co się wcześniej działo potem okaże się istotne ... Chyba
Aaa i jeszcze jedno - fick z początku miał być po prostu po wydarzeniach z 7 sezonu, jednakże tyle rzeczy jeszcze było inaczej więc powiem jednak to tak: House przegiął w taki czy inny sposób (House i Cuddy byli razem wtedy), Cuddy z nim zerwała i zmusiła go do rezygnacji i tyle go Princeton Plainsboro widziało. Akcja dzieje się wiele lat później, oboje jakoś super się nie zestarzeli--->wyglądają mniej więcej tak samo staro jak w 7 sezonie (tak sobie to wyobrażam i nie umiem inaczej ). Cała reszty dowiecie się w ficku, więc nie będę nic więcej zdradzać
No i jest jeszcze jedna rzecz, którą mocno zmieniłam... Ale nie chcę Wam na razie psuć niespodzianki - wyjaśnię tą sprawę jak przyjdzie odpowiedni czas
Fick dedykuję pewnym 3 użytkowniczkom, które jeszcze jakoś znoszą (albo przynajmniej bardzo dobrze udają ) mój rozpierający mnie od paru dni entuzjazm, przez który chcę przywrócić to forum do łask (a przynajmniej do jakiekolwiek ruchu z tej śpiączki - choćby drgnięcia palcem u nogi ), które na mnie krzyczą jak zamiast kontynuować fick ja po prostu zmieniam poprzednie rozdziały i na które jak krzyczę, że się za mało udzielają tutaj Aa - jeszcze z nimi się najlepiej ogląda i komentuje House'a na odległość na 4 różnych urządzeniach )


Powrót do domu

Oczywiście musiałam zaspać. W pierwszy dzień mojego stażu. Mój plan bycia całkowicie samodzielną i odpowiedzialną - zwłaszcza to ostatnie - legł w gruzach na falstarcie. Cudownie
- Jesteś pewna? Zawiozę cię...
- Mamo, ile razy mam ci powtarzać?! - odkrzyknęłam, pakując jednego tosta do torby, drugiego do ust.
Jak tylko wystarczająco zarobię, przeprowadzę się do jakiejś klitki na przedmieściu, słowo daję. Jeśli naprawdę chcę być od teraz całkowicie samodzielna i niezależna, nie mogę nadal żyć na garnuszku rodziców. Wiedziałam, że trzeba było celować w szpital przynajmniej w innym mieście.
W odpowiedzi usłyszałam głośne westchnienie, dobiegające z sypialni.
- Powodzenia - powiedziała, kiedy byłam już w drzwiach. Stała na schodach w różowym szlafroku i z kubkiem kawy w ręku.
- D-dzięki - powiedziałam, po czym obdarzyłam ją nieco bladym uśmiechem. Na tylko tyle starczyło mi czasu... I chęci - no ile razy można się upierać przy tym podwożeniu? Nie idę do podstawówki, a do najprawdziwszej pracy!
Dobiegłam na przystanek w tym samym momencie, kiedy zaczęły się powoli zamykać drzwi w autobusie. Jakimś cudem udało mi się wślizgnąć do środka, idealnie z ich zatrzaśnięciem. Na znudzone spojrzenie kierowcy odpowiedziałam szybkim sarkastycznym uśmieszkiem, po czym opadłam na pierwsze-lepsze siedzenie, obok jakiegoś wypindżonego blondyna, mniej więcej w moim wieku.
Nie zaszczycając go ani jednym spojrzeniem, otworzyłam torbę na całą szerokość, a następnie wyciągnęłam z niej nieco pognieciony, biały kitel. Jednak opłacało się wtedy iść za przeczuciem i wziąć go ze sobą do domu.
Jeśli wejdę od razu w fartuchu, może uda mi się wtopić w tłum reszty stażystów... Wszystko tylko się za bardzo nie wychylić
Czułam na sobie zaciekawione spojrzenie mojego sąsiada, kiedy niezgrabnie zakładałam lekarski kitel, ale niezbyt się nim przejmowałam.
Kiedy w końcu dojechałam na miejsce, było już dziesięć minut po czasie. Wybiegłam jako pierwsza, omal nie wywalając się na chodnik, po czym galopem ruszyłam w stronę szpitala.
Jakimś cudem trafiłam na dobre miejsce. Nie wiedziałam ile minut po czasie i raczej wolałam tego nie wiedzieć.
Na szczęście jeszcze byli w trakcie pogadanki.
Uff, kamień z serca!
Najdyskretniej jak tylko umiałam, umieściłam się na samym tyle nowych stażystów. Na szczęście lekarka, która do nas przemawiała miała na tyle donośny głos, że ciężko byłoby mi jej wtedy nie usłyszeć.
- ... a przynajmniej 25 procent z was nie wytrzyma presji, pochrzanionych godzin pracy, czy marudnych i niewspółpracujących pacjentów i opuści to miejsce na zawsze. Jeśli sądzicie, że zrobicie wielką karierę i będą o was pisać w gazetach to się mylicie! No chyba, że jesteście synalkami rodziców uważających się za genialnych lekarzy, którzy zapłacą odpowiednim osobom, aby wznieść was na wyżyny tej kariery... A przynajmniej tak by było, ale na nieszczęście połowy z was, to ja jestem waszym opiekunem i ja decyduję, czy można komuś z was powierzyć chociażby świnkę morską. I żadne znajomości wam w tym nie pomogą, a wręcz mogą nawet przeszkodzić!
No, nieźle się zaczyna... Chociaż, z drugiej strony podoba mi się jej sposób myślenia...
Nagle podskoczyłam, kiedy czyjaś ręka dotknęła mojego ramienia. Czym prędzej odwróciłam się, stając twarzą w twarz z jednym z lekarzy, którzy mieli zajmować się stażystami.
Cholera, skoro stałam cały czas do niego plecami, to znaczy, że musiał zauważyć moje wejście!
Szybko zilustrowałam go wzrokiem. Miał krótkie, blond, równo ostrzyżone włosy, szary krawat w ukośne paski i uśmiech cwaniaka. Jednak nie zdołałam zerknąć na jego plakietkę, przypiętą do kitla, z powodu kartki, którą trzymał przed sobą.
- Masz niezły tupet, że się postanowiłaś spóźnić pierwszego dnia pracy - mruknął, unosząc delikatnie kąciki ust.
Cholera
- Jeśli mam za to czyścić przez tydzień nocniki, to proszę mi to powiedzieć wprost - odparłam, krzywiąc się. Nie miałam zamiaru wymyślać wymówek, czy się tłumaczyć. Ktoś tu w końcu postanowił być odpowiedzialny.
- To zależy kto cię widział i czy to był twój opiekun - odpowiedział, po czym zerknął z lekkim rozbawieniem na kartkę, jak się domyśliłam - z listą podopiecznych stażystów.
Cudownie. Za dobrze już znam moje szczęście...
- ... Czy ty przypadkiem nie jesteś... Hope? - W tym momencie zaśmiał się pod nosem, podtykając mi pod nos listę, patrząc na mnie z niedowierzaniem.
- Tak, to ja - odparłam beznamiętnie.
- A więc Hope - jesteś aż tak zakręcona, że nie tylko zapomniałaś nastawić budzika, ale również napisać swojego nazwiska na liście?
- Wolałabym... Po prostu Hope... Jeśli można?
I co dziwisz, głupia. Kto by się nie śmiał z takiej szopki?
- A ja wolałbym mieć tutaj twoje nazwisko - Nie dawał za wygraną.
Wzięłam głęboki wdech.
- Nie chcę, żeby ludzie kojarzyli i oceniali mnie po moim nazwisku. Jeśli pan wątpi, czy aby na pewno to ja dostałam też staż, wszystkie papiery wraz z moim nazwiskiem są zapewne u pańskiego szefa....
Zamilkłam.
Chyba się nieco zagalopowałam...
- Przepraszam, już zapiszę tu swoje nazwisko... Tylko, jeśli mogłabym prosić, proszę się nie zwracać do mnie po nazwisku... Zwłaszcza przy innych stażystach... Czy przy kimkolwiek! A najlepiej to mało na mnie zwracać uwagę - lepiej dać innym szansę...
- Może w ogóle jak będę coś od ciebie potrzebował, po prostu cię wezwę pagerem? - spytał z rozbawieniem.
Nie wiedziałam, czy mówił poważnie, czy tylko się ze mnie zgrywał.
- ... No dobra - niech będzie... Hope. Jeszcze na wszelki wypadek sprawdzę, czy twoja nazwisko-fobiczna osoba na pewno to ta Hope .
- Dziękuję - wymamrotałam, czując jak czerwienią mi policzki.
To tyle chyba jeśli chodziło o nie zwracanie na siebie uwagi. Co ja sobie w ogóle myślałam?!
- Już czuję, że nie będę się z tobą tutaj nudził - odparł chowając kartkę do kieszeni. Chociaż jedno na dobre z tego wyszło - w końcu mogłam zobaczyć jego plakietkę. - Witam w moich szeregach.
- D-dziękuję... Doktorze Chase.

Muszę zmienić sobie ten baner w końcu


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez sarape dnia Nie 21:51, 26 Lut 2017, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
OLA336
Narkoman
Narkoman


Dołączył: 30 Lis 2008
Posty: 3408
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 7:55, 27 Lut 2017    Temat postu:

Po pierwsze, to dziękuję za dedykacje, która jest w pełni niezasłużona I tak, jeszcze wytrzymuje. Jeszcze...
sarape napisał:

- Mamo, ile razy mam ci powtarzać?! - odkrzyknęłam, pakując jednego tosta do torby, drugiego do ust.

Kurcze... Przez Ciebie zjadłabym tosta
sarape napisał:

Jeśli naprawdę chcę być od teraz całkowicie samodzielna i niezależna, nie mogę nadal żyć na garnuszku rodziców.

To gdzie jest tata, co?
sarape napisał:

- Powodzenia - powiedziała, kiedy byłam już w drzwiach

Można byś w drzwiach? Ekstra! Tak, musiałam xD
sarape napisał:

Wybiegłam jako pierwsza, omal nie wywalając się na chodnik, po czym galopem ruszyłam w stronę szpitala. 

Ewa Chodakowska byłaby dumna + 10 do kondycji
sarape napisał:

A przynajmniej tak by było, ale na nieszczęście połowy z was, to ja jestem waszym opiekunem i ja decyduję, czy można komuś z was powierzyć chociażby świnkę morską.

Ja bym im nawet biednej świnki nie dała!

No i wszystko ładnie, pięknie ale ja chce więcej! I to w trybie natychmiastowym! Proszę!! Ładnie proszę


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
HelpMe
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 27 Paź 2013
Posty: 224
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Starogard Gdański
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 22:56, 27 Lut 2017    Temat postu:

O jaa, dostałam dedyk Jak mi miło


Cytat:
W odpowiedzi usłyszałam głośne westchnienie, dobiegające z sypialni

*lenny face*

Cytat:
(...)obok jakiegoś wypindżonego blondyna (...)"

Jakiego?

Nooo... xD Zapowiada się ciekawie Biedna Hope Tak to bywa, jak człowiek próbuje zrobić dobre pierwsze wrażenie xD

Łap pyranię i szykuj kolejny rozdział

EDIT: Głupia pyrania mi nie działa


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez HelpMe dnia Pon 23:00, 27 Lut 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
sarape
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 18 Maj 2013
Posty: 229
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 22:01, 28 Lut 2017    Temat postu:

Pisałam to parę dni temu że niby wy wytrzymujecie ze mną... Teraz się zastanawiam, czy już nie jest na odwrót
Taaa a te dedyki to już żałuję (to wszystko wina pyrani )
Ola336:
Ola336 napisał:
Ewa Chodakowska byłaby dumna + 10 do kondycji

Tym zdaniem poprawiłaś się o 360 stopni cały poniedziałek
Ola336 napisał:
Ja bym im nawet biednej świnki nie dała!

Ej no każdy kiedyś zaczynał - dajmy im może szansę, co? (Ja też nie )
Ola336 napisał:
[..]ale ja chce więcej! I to w trybie natychmiastowym! Proszę!! Ładnie proszę

Nie wiem, czy zauważyłaś, ale te zdania się nieco ze sobą gryzą Tak jakby są sprzeczne
HelpMe:
HelpMe napisał:

sarape napisał:
W odpowiedzi usłyszałam głośne westchnienie, dobiegające z sypialni

*lenny face*

Cicho siedź gimbie
HelpMe napisał:

sarape napisał:
...)obok jakiegoś wypindżonego blondyna (...)"

Jakiego?

Czepiasz się przymiotnika czy chcesz konkrety?

Mam już kawałek następnego rozdziału (i przestańcie mnie molestować o to ). Nwm ile to wyjdzie (dużo-mało?) bo piszę na telefonie, ale coś jest. A teraz dajcie mi się uczyć


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
sarape
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 18 Maj 2013
Posty: 229
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 23:10, 03 Mar 2017    Temat postu:

Jak są tu jacyś ludzie lekarze czy jeszcze przed tym, to proszę nie bijcie ;_: Moja wiedza jest w tym temacie dosyć mała, opieram się na internetach i serialach, zresztą to tylko fick i to jest bardziej jako tło do wydarzeń (póki co nim nie jest, ale potem się to zmieni )
Albo tak - to jest MOJA, urojona wizja stażu i tak po prostu tu jest
Wiem, że się prawie nic nie dzieje i rozdizał jest jakiś... Suchy. Jednakże jest to moment, przez który muszę przebrnąć i dość mocno mi zależy, aby tak się cały fick zaczynał. Miał być dłuższy, jednakże mam już dość, a tamci mnie i tak męczą, więc proszę bardzo Ja się poddaję na ten rozdział
I.. Miłego czytania... Czy coś w tym stylu

Po pogadance mieliśmy parę minut na ogarnięcie się przed początkiem pierwszego, wielkiego dyżuru.
Stanęłam przed lustrem próbując przygładzić i spiąć włosy. Nie miałam czasu na to w domu, rzecz jasna.
- Fajny kitel - Nieznajomy głos dobiegał zza moich pleców. Odwróciłam się z wolna unosząc brwi.
A temu co? Wydaje mu się, że jest zabawny, czy aż tak zdesperowany?
- Twój też niezły, nie ma co - odparłam przekąśnym tonem. - Nie masz gorszych tekstów na podryw?
- Czyli mnie nie kojarzysz? - spytał, przekrzywając głowę z zainteresowaniem.
- A niby skąd? - Wzruszyłam ramionami.
Gadam z nim już niecałą minutę, a już nie lubię tego nachalnego gościa.
- Autobus, trójka? Już tak szybko zapomniałaś?
Akurat grzebałam w mojej torbie w poszukiwaniu dużej niebieskiej spinki, więc nawet nie podnosząc na niego wzroku, mruknęłam, nie mogąc się powstrzymać od nie robienia min przy tym:
- Aaaa, no tak - czemu nie mówiłeś od razu?
W życiu nie kojarzę gościa. Zwłaszcza, że ja tą linią w ogóle nie jeżdżę. Przecież dojechałabym nią jedynie na...
O.Cholera.

Najszybciej jak tylko umiałam odwróciłam się, ale mój ZNAJOMY blondyn się już ulotnił.
No żesz...
- Uwaga - te nazwiska, co teraz wyczytam idą ze mną! - Wrócili już lekarze sprawujący opiekę nad obecnymi stażystami.
Podskoczyłam z zaskoczenia po czym tak szybko, jak tylko to było możliwe (czyli krótko mówiąc - niedbale) chwyciłam dwa ciemne kosmyki w dłonie, spinając je ze sobą z tyłu głowy.
- Roots, Jepherson, O'Malley i Lestrade - za mną - Wrócili opiekunowie i zaczęli wywoływać nazwiska podopiecznych.
No to do roboty.
Następną wywołującą była ta bardzo uprzejma i szczera lekarka, której końcówkę przemówienia udało mi się wysłuchać.
- Sandler, Ficks, Durmain, Percks i Sawater - Wymieni stażyści najszybciej jak umieli podążyli za swoją szefową, która nawet nie musiała się odwracać, żeby sprawdzić czy za nią idą. Zanim wyszła ze szatni, dało się słyszeć jak jeszcze warknęła przez ramię:
- Zasada numer pismo święte - ja mówię, wy milczycie... Chyba że powiem inaczej. Wtedy wy milczycie, a ja mówię...
Nie mogłam się zdecydować, czy powinnam im zazdrościć czy raczej współczuć.
Następnie zaczął wyczytywać nazwiska doktor Chase, przechadzając się długimi krokami po całej sali i czytając bardzo wolno, jakby specjalnie chciał trzymać nas w niepewności.
- Hargrave...
Niska szatynka podniosła się z siedzenia, po czym podeszła do opiekuna. Jej niezadowolenie tak pasowało do jej rysów twarzy, że zaczęłam się zastanawiać, czy wtedy była zawiedziona przydzielonym jej lekarzem, czy po prostu zawsze tak wyglądała.
- Darcey....
Ku mojemu zdziwieniu, ponownie znikąd, pojawił się mój "znajomy z autobusu". Nie uszło mojej uwadze, że podchodząc do Chase'a wymienił z nim znaczące spojrzenia.
Znają się, czy już mnie nakapował?
- I... - Chirurg robił coraz większe koła i chyba przy tym miał jeszcze większą przyjemność. Nagle, kiedy znalazł się tuż za moimi plecami, poczuł mocne klepnięcie w prawe ramię: - I ty - odparł, posyłając mi bardzo rozbawiony uśmiech.
On się dosłownie ze mnie zgrywał!
Poczułam jak nieoczekiwanie zrobiło mi się gorąco. Z wściekłości, rzecz jasna. Zamiast być bardziej dyskretnym, a przecież dokładnie o to go poprosiłam, jeszcze bardziej zwrócił na mnie uwagę!
Ostatkiem sił zmusiłam się na ni to kamienną, ni to znudzoną mimikę i podeszłam do tamtej trójki, ignorując z trudnością spojrzenia pozostałych stażystów. Z tym, że mój znajomy, albo raczej - pan Darcey patrzył na mnie z rozbawieniem, zaś tamta dziewczyna... Cóż, powiedzmy, że jej twarz nie świeciła pięknością... Wiem na pewno, że nie była zadowolona z tego, co zobaczyła.
Jednak to doktor Chase bawił się chyba najlepiej z nas wszystkich.
- Cóż.. W takim razie proszę za mną.
Szłam na samym tyle - zdecydowałam, że jednak nie chcę widzieć ich głupich uśmieszków... Ani, żeby te uśmieszki były skierowane do moich pleców.
Idąc rozglądałam się uważnie. Znaczy - szpital jak szpital, do tego to nie jest przecież mój pierwszy tutaj, ale... Wygląda zupełnie inaczej, kiedy zaczyna się tutaj pracować... I pewnie zupełnie inaczej, kiedy po kilku latach pracy zrobi się wszystko, byleby tylko na niego nie patrzeć.
Nie wiedziałam gdzie szliśmy, co mieliśmy robić i tak dalej, bowiem stałam za daleko, a gwar na korytarzu zdecydowanie mi w tym nie pomagał.
Dziwak, sztywniara, na czele bardzo zabawny Doktor Cwaniak no i ja... Drużna marzeń. Nawet nie wiem, kto tu byłby największą anomalią...
Chociażby, jakby się tak przyjrzeć z innej strony... Dlaczego nas jest tak mało? Innym opiekunom nie brakowało podopiecznych.
Mam złe przeczucia.

- Tu są wasze pagery... - odezwał się w końcu doktor Chase, kiedy doszliśmy do portierni.
Można powiedzieć, że rzuciliśmy się na nie jak zwierzęta. Tak, ja też.
- Zaczynacie wasz staż na internie za jakieś... - Zerknął na zegarek, który miał na prawej ręce. - Teraz - Skinął głową na nas, żebyśmy za nim poszli. Żadnemu z nas nie trzeba było mówić tego dwa razy. - Ja się nazywam doktor Robert Chase, będę opiekunem waszego stażu, a przynajmniej jego części, którą spędzicie na tym oddziale. Badacie pacjentów, robicie testy laboratoryjne, piszecie zlecenia i jeszcze z samodzielnych czynności - stwierdzacie zgony, chociaż tego wolałbym raczej uniknąć - Mrugnął do nas porozumiewawczo. - Całą resztę konsultujecie ze mną. Pod koniec tej części stażu dostaniecie pacjenta, którego macie wyleczyć całkowicie samodzielnie - ja będę jedynie od monitorowania tego, czy go nie zabijecie. Jeśli dacie radę to się pożegnamy, chyba że następnym waszym oddziałem będzie chirurgia, ale do tego nam jeszcze daleko, więc się trochę razem pomęczymy... Nagle przystnął, odwracając się do nas. - Jakieś pytania?
Zdecydowanie nie.
- No to do roboty - Przeszliśmy za nim przez drzwi prowadzące na Internę. - Na razie chodzimy razem za rączkę, jak stwierdzę że mogę was spuścić ze smyczy, nie wcześniej. O, najpierw tu - Podeszliśmy za nim do młodej pacjentki. - Co my tu mamy?
Przyjrzałam się dziewczynie dokładniej. Aktualnie zwijała się z bólu, trzymając się za brzuch. Jedyne czego mogła w tej chwili potrzebować, to bandy stażystów, którzy muszą najpierw wszystko omówić na głos, zanim coś zrobią.
- Mocny ból w okolicach talerza biodrowego, wymioty, gorączka - zaczął Chase. Kiedy nie uzyskał odpowiedzi, odwrócił się do nas, wzdychając. - Czy mam zacząć literować co jej jest, żebyście się sami odezwali?
- Zapalenie wyrostka robaczkowego - wyrwała się ta Hargrave. - O-oczywiście trzeba operować...
Chase uciszył ją, podnosząc dłoń do góry.
- A co, jeżeli u chorej powstał ropień okołowyrostkowy?
Wtedy powinno się opóźnić zabieg... Chyba. A może nie? Nie wiem! Znaczy wiem, ale... Co jeśli okaże się, że jednak źle mówię? Może to było podchwytliwe? Albo...
- Wtedy się opóźnia zabieg, ze względu na to, że niosłoby to ryzyko perforacji i zakażenia w trakcie operacji - odpowiedziała ponownie Hargrave pewnym siebie tonem.
Nie pamiętam, kiedy bardziej pragnęłam się w swoim życiu pomylić.
To nie tak, że jestem zazdrosna... No, dobra - może trochę. Ale, żeby to powiedział ktoś inny - nawet ten Darcey! Tylko nie ona i tym swoim tonem, jakby miała już co najmniej dwie specjalizacje!
- Bardzo dobrze - Twarz doktora Chase nieco rozjaśnił uśmiech. - Zajmiesz się nią do momentu, aż będzie można operować... Oczywiście pod nadzorem jakiegoś rezydenta, ale... Powiedzmy, że częściowo spuszczam cię ze smyczy.
Hargrave wyglądała jakby właśnie wygrała los na loterii... Bo w sumie to w pewien sposób wygrała. Niestety.
Przynajmniej nie będę musiała przez jakiś czas jej widzieć, ani słyszeć...
- Zaś jeśli chodzi o was, pomęczymy się nieco dłużej - a przynajmniej do czasu, aż nie znajdziecie takiego pacjenta, którego ja mógłbym na początek z wami zostawić.
No kto by mógł się tego spodziewać!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
OLA336
Narkoman
Narkoman


Dołączył: 30 Lis 2008
Posty: 3408
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 23:51, 03 Mar 2017    Temat postu:

sarape napisał:

I.. Miłego czytania... Czy coś w tym stylu


Dobra, nie panikuj

sarape napisał:

W życiu nie kojarzę gościa. Zwłaszcza, że ja tą linią w ogóle nie jeżdżę. Przecież dojechałabym nią jedynie na...
O.Cholera.



Ponoć tylko wariaci są coś warci Kocham nieogarniętych ludzi

sarape napisał:

- Zasada numer pismo święte


Że what?

sarape napisał:

Wygląda zupełnie inaczej, kiedy zaczyna się tutaj pracować... I pewnie zupełnie inaczej, kiedy po kilku latach pracy zrobi się wszystko, byleby tylko na niego nie patrzeć.


Kurde... ale to zdanie jest prawdziwe. Wiem to z własnego doświadczenia. Co prawda krótkiego ale... To sama prawda

Genialne jest w tym to, że ona prowadzi z nimi... Nie wiem jak to nazwać? Niemy dialog? Że oni jej nie słyszą, ale my wiemy co ona naprawdę myśli Mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi Zebra Strasznie mi się to rozwiązanie podoba I wcale nie było krótko, nudno i w ogóle... Więc przestań kłamać! I pisz! Czytać!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum House M.D Strona Główna -> Huddy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Soft.
Regulamin