Forum House M.D Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Powrót do przeszłości, czyli zjazd absolwentów! [NZ][11/13]
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum House M.D Strona Główna -> Przechowalnia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
magdalenka
Student Medycyny
Student Medycyny


Dołączył: 24 Wrz 2009
Posty: 149
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: warszawa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 14:56, 11 Sty 2011    Temat postu:

akcja sie rozwija czekam na cd

p.s. "ty zdziecinniały idioto!" uwielbiam te ich czułe słówka...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
soffi
Pacjent
Pacjent


Dołączył: 14 Sty 2011
Posty: 85
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 15:53, 18 Sty 2011    Temat postu:

Jesteś niesamowita. Mega wspaniała. A ten fik wywołuje u mnie takie emocje jakich jeszcze nigdy nie miałam podczas czytania czegokolwiek ! Tworzysz takie arcydzieła. Prosze cie napisz do końca ten fik. Weź sie w sobie i usiądz przy komputerze. Przecież gdyby nie sprawiałoby ci to przyjemności to byś tego nie robiła. Daj się ponownie pochwalic ! !

BŁAGAM NA KOLANCH. NAPISZ DO KOŃCA !!! BEDE CZEKAĆ !!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kika
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 19 Cze 2009
Posty: 246
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Żywiec
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 20:26, 19 Sty 2011    Temat postu:

Dziewczynki moje kochane, dziękuję za wszystkie komentarze i uspokajam - będę pisać dalej, tylko za jakieś dwa tygodnie najwcześniej się coś pojawi...
Jestem na etapie sesji na uczelni i jestem zawalona po uszy notatkami, człowiek nie ma czasu się po głowie podrapać nawet
Także wszystko będzie, tylko w swoim czasie.
Dziękuję jeszcze raz.
Pozdrawiam gorąco i ściskam
Kika


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
sylrich05
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 23 Lis 2009
Posty: 164
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Btm
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 11:38, 22 Sty 2011    Temat postu:

boskiee. bardzo mi się podoba jak opisujesz uczucia Cuddy i House'a. czekam na ciąg dalszy.

a ten fragment na początku?? jak się nie mylę to chyba "Lalka" .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
soffi
Pacjent
Pacjent


Dołączył: 14 Sty 2011
Posty: 85
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 18:24, 24 Sty 2011    Temat postu:

KIKA ! Pozwolilam sobie zajrzeć w bibilotekę twoich fików i zauważyłam ,że raz lubisz smutne zakończenia a raz happy endy.
Jeśli chcesz aby ta historia zakończyła się źle. To juz mi o tym powiedz bo jak zaczne czytać i dowiem sie ,że moje kochane huddy poszło się (uwaga dzieci nie czytać !! ) jeba* to skoczę z niezrobionego jeszcze w Warszawie mostu =.= albo rzuce się z mostu grota. Do wyboru są dwie opcje.
Prosze cie . Uwielbiam czytać to co piszesz Mam zawsze taką mine jak sięgam po twoje fiki ------>
Ostatnio nawet nie śpie po nocach tylko wydaje kase na telefonie i w internecie czytam twoje poezje. Tak poezje ! Jest to wspaniałe.
To co piszesz sprawia ,że moje serce zaczyna bić mocniej. Normalnie wczuwam się w bohaterów. W bohaterów ,których tak bardzo uwielbiam !

PROSZE CIE NIE ZNISZCZ MI FRAJDY JAKĄ MAM

WENA WENA WENA I POWODZENIA NA SESJACH


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
shattered
Pacjent
Pacjent


Dołączył: 05 Lis 2010
Posty: 47
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 19:12, 24 Sty 2011    Temat postu:

Póki co, przeczytałam 6 części i nie mogę się powstrzymać, by nie dać choćby lakonicznego komentarza: to jest naprawdę świetne Gratuluję pomysłu - swoistego powrotu do przeszłości i zupełniej innej odsłony Huddy! Twoje opowiadanie wydaje się takie realistyczne i huddzinowe... Masz fajny, lekki język, ciekawe opisy i fantastyczne dialogi. Gratuluję!

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
HuddyFan
Stażysta
Stażysta


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 325
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 23:44, 28 Sty 2011    Temat postu:

*siada wygodnie*
Taaak! Wróciłam i mam się dobrze. Nie no, wszystko w porządku, dzięki za troskę. Tak, mam się świetnie (przynajmniej na razie) i jest w pełni gotowa, aby przekazać Ci parę cieplutkich słów na temat tego arcydzieła.

Po pierwsze, doszłam do strasznej konkluzji! Wiem, że jako Twoja fanka #1 powinnam być tu pierwsza, zaraz po tym jak dodałaś kolejną część, że powinnam być pierwszą która zacznie się drzeć: "O Mój Borze, Kika dodała nowy rozdział!!!", ja to wszystko wiem.
*pada na kolana i zalewa się łzami* Dlatego błagam Cię, błagam! Wybacz mi i daj mi jeszcze jedną szansę, a przysięgam, że Cię nie zawiodę. Obiecuję, na łapki i nóżki Huffusia!!! Miałam oczywiście bardzo ważny powód swojej nie obecności - wciąż mam - ale nie wnikajmy w nudne wątki mojego życia, które nikogo nie zaciekawią. Ważne, że jestem tu teraz, ot co! No tak, czy nie?

Ekhm... więc przed jakże ważną moją recenzją, która nastąpi za sekundę, chcę wszystkim czytelnikom przypomnieć pewien aspekt.
*wyciąga oświadczenie z kieszeni, otrzepuje kurz, i rozciąga je trzymając na głową, aby wszyscy widzieli*
Cytat:
Tak jest, sir! Zadanie zostało przyjęte i przygotowywane do wykonanie, sir! Operacja kryptonim: Seks w czasie teraźniejszym w toku, sir!


*opuszcza zmęczone łapki i chowa obietnicę do kieszeni*
Taaaak, trzymałam to w kieszeni, żeby się nie zgubiło.
Nieeee, nie chodzi tu o to, że moja idolka jest taka posłuszna wobec moich rozkazów, (choć nie ukrywam, że jest to dość intrygujące i wymaga <i>dogłębnej</i> analizy. *uśmiecha się złowieszczo*)
Tak!!! Ten Pan w drugim rzędzie! Tak, tak Pan! Mógłby Pan powtórzyć do mikrofonu? *podchodzi z mikrofonem do kolegi*
- Uważam, że chodzi szanownemu Huffusiowi, o tą część 'Seks w czasie teraźniejszym w toku, sir!', tak?
Braaawo! Wygrał Pan całoroczny zapas oleju z pierwszego tłoczenia, tymczasem ja wracam do Państwa, aby...

Ekhm, a teraz tak serio. '(...) w toku'? <i>W toku?!</i> Chyba w <i>tłoku</i> i to dość dużym, bo się na wierzch nie może przecisnąć. Napisałaś kiedyś coś zÓego? *wertuje w pamięci dorobek Horumowy Kiki. (tak znam na pamięć wszystkie tytuły! *pręży się dumnie*)* Taak, <i>"Because it's easier this way"</i> miało ten fajny obrazek z jednego z moich ulubionych odcinków. Pomijając ten fakt, NALEGAM i nie tylko dlatego, że mi <i>obiecałaś</i>, jak wszyscy właśnie widzą, ale dlatego, że jestem Twoją fanką #1 i znam Twoje znakomite, niezaprzeczalnie wyśmienite zdolności i przystaję przy tym, - z wielkim naciskiem przystaję, ot co! - abyś wypełniła misję, kapralu! Bez odbioru!

No, a więc teraz, gdy moja misja uszczęśliwienia świata poprzez przypomnienie ci o Twoich obowiązkach, mogę przystąpić do mej cudownej recenzji! Tak, wiem, wręcz pałam skromnością.

Game On!

Cytat:
(...) bo dziś przedstawiam Wam odcinek 9332


O kur.!!! Jak ja przegapiłam te pozostałe 9323 części?!?! *cofa histerycznie strony w poszukiwaniu zagubionych części i wtedy zauważa subtelną ironię autorki, co do swojej pracy*
*przygotowuje się do dalszego komentowania, pozostawiając okrutny żart idolki bez... komentarza*

Cytat:
pierwsza: z czego pochodzi cytat na początku części?


Wydaje mi się, że odpowiedź brzmi... *zerka szybko na odpowiedzi innych*... "Lalka", ale nie jestem pewna.

*pięć minut później*
Stwierdziłam, że nie będę taka wredna, więc postanowiłam oddać swój wieniec laurowy <i>Coolness</i> *oddaje*
Cytat:

- Po prostu w końcu, po dwudziestu latach, zdałaś sobie sprawę, że popełniłaś błąd i (...)
- Może tak jest? Może ktoś złośliwie (...)


Nie zaprzeczyła!!!! Nie zaprzeczyła, tak?! Tak?! Powiedzcie, że mam rację, omójboże, omójboże, o-mój-boże!!! *hiperwentylacja on*

Cytat:
Miał ogromną ochotę podejść do niej, objąć ją ramieniem i pocałować w skroń, tak, jak zwykł to robić, gdy byli razem.


No idźże!!! *pcha Grega w stronę Lisy* No szybko, no!

Cytat:
Mogłaby ukryć twarz w zagłębieniu jego szyi. Mogłaby położyć dłoń na jego klatce, zaciskając pomiędzy palcami materiał koszuli…


Czemu oni to robią?! Czemu ciągle gdybają zamiast czegoś zrobić?! *żółta żaróweczka* Czekajcie! Wiem!!! *patrzy oskarżycielsko na autorkę, która nie pozwala dwóm, zakochanym w sobie osobom być razem* Wiesz, ranisz mnie! I ich też, ale przed wszystkim mnie!

Cytat:
- To, co było na studiach nie miało znaczenia. Zwykły młodzieńczy błąd… - Wzruszył ramionami, pociągając łyk piwa. – Po co wracać do czegoś, co nigdy nie powinno mieć miejsca?


Auć! Sędzia ogłasza 1:0 dla Gregory'ego House'a! Moim skromnym zdaniem należało jej się! Ot co!
Cytat:

- Chryste, zrób coś! – mruknęła zirytowana Suz. – Bo trzeciej szansy już nie dostaniecie!


Go Susan, Go Susan!
Już wspominałam, że ją kocham?
Cytat:

Widziała na niej siebie, siedzącą na tylnej kanapie samochodu i wtuloną w męskie ramię. Mimo że fotografia rozmazywała się w miejscu, w którym powinna rozpoczynać się męska postać, doskonale wiedziała, kto siedział obok niej. Uśmiechnęła się szeroko, pocierając kciukiem ciemną plamę, gdzie miała widnieć jego twarz.


Popłakałam się!!! Beeeeeee....

Cytat:
(...) kartonik. Odetchnęła cicho i powoli otworzyła oczy. Stał przed nią, a w jego spojrzeniu widziała tylko czułość.


*mruga parę razy*
WTF?! Koniec?! Are you kidding me?! Nie no, fajnie! Normalnie foch!!!

Game Over! (i ta fajna muzyczka co leci w Mario, jak przegrywasz, bo ci zjadło wszystkie życiodajne grzybki. ^^)

A więc... ogólnie, to daje ci 100 pnkt. na 10 możliwych, ale sobie za nadto nie pochlebiaj! Dałabym Ci 99, ale bałam się, że źle to przyjmiesz.

A więc... Nie, wcale się nie powtarzam! Uważam, że *włącza opcję 'serious'* jesteś bardzo, ale to <i>bardzo</i> utalentowaną osobą. Jeśli radzisz sobie w życiu tak dobrze, jak radzisz sobie z pisaniem, to cho, cho, będzie o Tobie głośno. Jesteś oryginalna, jedyna w swoim rodzaju, tak samo jak każdy napisany przez Ciebie dialog i opis sytuacji i emocji, do których przywiązujesz ta wielką wagę. Wszystko co napiszesz, bez względu co to będzie, czy będzie to rzecz mnie lub bardziej ważna, odegra ważną rolę w moim życiu. Nigdy, <i>nigdy</i> nie zapomnę o tej całej przygodzie zwanej Housomanią! I kiedyś, za parędziesiąt lat, gdy będę już biała swoje wnuki, to wyciągnę z pudełka Twoje utwory (tak, mam je wszystkie wydrukowane.) i przeczytam moim wnukom mówiąc o tym, jak w pewnym stopniu zmieniłaś moje nastawienie do otaczającego mnie świata, życia i przed wszystkim do języka polskiego, bo nauczyłaś mnie, że jest piękny i cudowny. Sądzę, ba! <i>Wiem</i>, że będziesz wspaniałą polonistką. Właśnie to udowodniłaś, a ja jestem tego żywym, jak na razie, przykładem.

Nie zmieniaj się! Nie wolno! Zabraniam!
I czekam na kolejną część, bo mimo, iż wiele z nas opuściło Horum, to mam gorącą nadzieję, że Ty będziesz jedną z tych nielicznych, które zostaną i pokażą światu, że jest jeszcze coś takiego, jak wspaniałe pisanie.

Twoja dozgonna fanka,
HuddyFan.

e; kurczaczki, ale miałam dziś Wena na komenta. ^^


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez HuddyFan dnia Pią 23:46, 28 Sty 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kika
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 19 Cze 2009
Posty: 246
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Żywiec
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 18:34, 01 Lut 2011    Temat postu:

Huffuś
Gdzieś Ty się, kobieto, podziewała? Już się zaczynałam martwić, że mnie już nie lubisz
Wiesz, że bardzo, ale to bardzo, bardzo się cieszę, że Cię widzę? Kikusiowe serducho się uśmiechnęło szeroko. Dlatego też wybaczam Twoją niesubordynację i oczekuję poprawy! No!

Ekhm, uwaga teraz będzie ten, no... oświadczenie. Dementuję wszystkie pogłoski, jakoby moja firma Kika FicProduction nie dotrzymywała danego słowa. Operacja "Seks w czasie teraźniejszym" nadal jest w TOKU, ale to, że toczy się dość powoli, nie jest winą prezesa firmy - ot, wystąpiła pewna skomplikowana sytuacja w środowisku wewnętrznym - bohaterowie domagają się podwyżek i rozpoczęli seks... tfu! strajk! Trwają już negocjacje, mające doprowadzić do załagodzenia kryzysu. Dziękujemy za uwagę.
Jeszcze jakieś pytania? Tak? Pan w różowym body?
- <i>Ponoć istnieją pogłoski, że Pani firma nie napisała nigdy niczego zÓego?</i>
- Są to oczywiście pomówienia, moja firma nie specjalizuje się w tego typu zadaniach, jednakże posiadamy w swoim dorobku również takie fiki - proszę spojrzeć choćby na "Na orbicie serc", z tomu "Miniaturki różne..."
- Dziękuję.
- Dziękujemy. To wszystko.
*przerwa na reklamy*
Plum... plum... plum...


Cytat:
O kur.!!! Jak ja przegapiłam te pozostałe 9323 części?!?! *cofa histerycznie strony w poszukiwaniu zagubionych części i wtedy zauważa subtelną ironię autorki, co do swojej pracy*
*przygotowuje się do dalszego komentowania, pozostawiając okrutny żart idolki bez... komentarza*


*śmieje się diabolicznie, próbując ukryć pod burzą loków natrętnie wyłaniające się rogi*

Cytat:
Nie zaprzeczyła!!!! Nie zaprzeczyła, tak?! Tak?! Powiedzcie, że mam rację, omójboże, omójboże, o-mój-boże!!! *hiperwentylacja on*


Żebyś tylko samozapłonu nie wywołała, bo gaśnice drogie są... Na stanie mamy tylko przeterminowane

Cytat:
Czemu oni to robią?! Czemu ciągle gdybają zamiast czegoś zrobić?! *żółta żaróweczka* Czekajcie! Wiem!!! *patrzy oskarżycielsko na autorkę, która nie pozwala dwóm, zakochanym w sobie osobom być razem* Wiesz, ranisz mnie! I ich też, ale przed wszystkim mnie!


Autorka pogwizduje pod nosem, rozglądając się na boki i nie zwracając uwagi na oskarżycielskie spojrzenia. Autorka ponadto stwierdza, że zimna s*ka z niej i lubi ranić innych, a co!
Każdy ma jakiegoś bzika, każdy hobby jakieś ma, a ja jestem sadystka i lubię znęcać się! ha!

Cytat:
Popłakałam się!!! Beeeeeee....


Papieru toaletowego? Chusteczek zabrakło... Mówiłam, że jest kryzys, no!

*czyta dalszą wypowiedź Huffusia i bezczelnie wyrywa mu z dłoni papier, pochlipując cichutko*

Dziękuję, Kochana!
Będę tu dopóty, dopóki będzie to komuś sprawiało przyjemność i dopóki nie pochłonie mnie szaleństwo dorosłego życia, w które trzeba zacząć powoli wchodzić. Mam nadzieję, że w tym całym galimatiasie będę potrafiła znaleźć choć chwilę oddechu, żeby zajerzyć tutaj i dowiedzieć się, co się dzieje z ludźmi, którzy przecież dla mnie naprawdę wiele znaczą...
Tymczasem, podbudowana kolejnym zdanym egzaminem i końcem sesji, zbliżającym się ogromnymi krokami, biorę się za kolejną część, mając nadzieję, że nie zawiodę Was nawet w najmniejszym stopniu.

Dziękuję, Słońca!

Ps. Rozwiązanie konkursów:
Ad. 1 - Oczywiście Lalka, moje polonistyczne serce się raduje, że tak wielu z Was o tym wiedziało.
Ad. 2. - Nawiązanie do wiersza Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej - Fotografia


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kika
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 19 Cze 2009
Posty: 246
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Żywiec
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 18:46, 21 Lut 2011    Temat postu:

Bez zbędnego paplania, jedziemy z częścią 10

Powiem tylko, że jest - jak to określił mój TŻ - nieco rykliwa Ale on się nie zna, więc ciiii....
Miłego!


Cz. 10


„Bywają wielkie zbrodnie na świecie, ale chyba największą jest zabić miłość. Tyle lat upłynęło, prawie pół wieku; wszystko przeszło: majątek, tytuły, młodość, szczęście… Sam tylko żal nie przeszedł i pozostał, mówię ci, taki świeży, jakby to było wczoraj.”


Żwir zachrzęścił cicho, gdy wypuścił torbę z dłoni, pozwalając jej bezwładnie opaść na ścieżkę. Niechętnie spojrzał na swój bagaż, a następnie na taksówkę i siedzącego w niej zirytowanego kierowcę. House westchnął ciężko, nie do końca będąc pewnym, czy chciał wsiąść do samochodu. Mógł przecież jeszcze poczekać. Miał na to czas, całe… dwadzieścia minut? Jak wiele może wydarzyć się w ciągu tej chwili? Coś, na co warto było czekać? Rozejrzał się wokoło, chłonąc wzrokiem zalany południowym słońcem kampus. Mimo wiedzy, że stoi w tym miejscu po raz ostatni, jakoś nie czuł żalu. A chyba powinien? Bo gdy kończy się jakiś etap w życiu, zazwyczaj jest czegoś żal… Pozostaje uczucie tęsknoty za pięknymi latami, które już nie wrócą i za spokojem, pewnością jutra. Bo gdy opuści te mury, nic już nie będzie takie samo, nic już nie będzie takie proste. Ale czy kiedykolwiek było? Przecież to właśnie ostatni czas nauczył go, że tak naprawdę nic w życiu nie jest pewne. Że wszystko może się zmienić zaledwie w ciągu jednego wieczoru. W ciągu godziny, która mogłaby zaważyć na całym życiu. Zaważyła. Tylko nie w tę stronę, co trzeba było…
Pokręcił głową. Nie, nie czuł żalu, na pewno. Może tylko było mu odrobinę przykro. Nie tak wyobrażał sobie tę chwilę. Miało być przecież zupełnie inaczej. Miała być z nim, a tak? Towarzyszył mu tylko przeklinający cicho pod nosem taksówkarz, który najpewniej, gdyby nie miał do wykarmienia pokaźnej rodzinki, rozjechałby teraz House’a i dobrowolnie poddał się karze, będąc przekonanym, że każdy sąd by go uniewinnił. Zresztą, House wcale nie miałby mu tego za złe. Gdyby się dało, nawet po wszystkim podziękowałby mu.
- Masz nadzieję, że ta torba sama zapakuje się do bagażnika?
Uśmiechnął się pod nosem i przeniósł wzrok na przyjaciela.
- Kurczę, cały czas mam nadzieję, że jednak w końcu pojąłem na jakiej zasadzie działa telekineza…
- Mnie się to udaje dopiero po kilku piwach – odparł, uśmiechając się szeroko. – Na pewno nie chcesz zostać do jutra? – zapytał, podchodząc bliżej i opierając się o tył samochodu. – Szykuje się niezła impreza…
- Nie… - odpowiedział cicho. – Chcę być jutro w Nowym Jorku.
Paul pokiwał głową.
- No to… - Marten wzruszył ramionami. – Powodzenia?
- Chyba tak…
Uśmiechnął się i po raz kolejny rozglądnął po kampusie. Już nigdy tutaj nie wróci, nie postawi nogi na idealnie przystrzyżonych trawnikach, nie usłyszy radosnych śpiewów rozbrzmiewających wśród uczelnianych murów po kolejnych wygranych meczach, nie złapie piłki na akademickim stadionie, nie będzie miał już z tym miejscem nic wspólnego poza dyplomem w kieszeni i kilkoma wspomnieniami, które wyblakną w ciągu kolejnych lat. Przybywając tutaj, tego przecież pragnął i tylko tyle chciał – zdobyć papierek i wieść życie, które sobie wymarzył. Kto by pomyślał, że jedna noc tak bardzo zmieni priorytety w jego życiu? Że jej wystraszone spojrzenie, przewróci jego świat do góry nogami. Że na końcu tej długiej drogi nie wsiądzie do taksówki z myślą, że to jest właśnie to! Zamiast radości w sercu, będzie czuł tylko tę dziwną przykrość. Przykrość, że po raz kolejny w życiu ktoś zdecydował za niego, a on poddał się temu bez walki. Przykrość, że znów spełniał nie swoje marzenia, a tylko wymogi innych. Przykrość, że był zbyt słaby, by sięgnąć po to, na czym mu zależało.
Wyciągnął rękę po torbę, mocno zaciskając dłoń na jej rączkach. Wrzucił bagaż do samochodu, zatrzaskując głośno klapę bagażnika. Spojrzał na Paula, a następnie w jedno z okien damskiego akademika. Uśmiechnął się lekko, widząc jak za firanką poruszył się jej cień. Gdy wszystko odejdzie, chociaż to mu pozostanie – jej cień ukryty głęboko w zakamarkach jego pamięci.

*

Odwróciła wzrok.
- Wiesz, że on wyjeżdża?
Pokiwała głową i skuliła się na łóżku.
- Wiesz, co robisz, prawda?
Wzruszyła ramionami.
- Boję się o ciebie…
- Wiem – szepnęła. – Będzie dobrze…
- A jak nie? Jak już nigdy nie będzie dobrze?
- Nie wiem… Przecież to nie będzie trwało wiecznie.
- A jak już nigdy się nie zakochasz? Jeżeli to on miał być tym jedynym.
Uśmiechnęła się lekko.
- Życie to nie komedia romantyczna…
- Nie, raczej dramat. W komedii romantycznej przewidziane są happy endy.
- Nie w moim scenariuszu. Z mojego ktoś wyrwał ostatni akt.
- I co? Tak będziesz trwać? W tym zawieszeniu?
Po raz kolejny wzruszyła ramionami, co doprowadzało Susan do szału.
- Popełniasz błąd, ogromny błąd…
Odetchnęła ciężko i spojrzała twardo na przyjaciółkę.
- Po prostu nic już nie mów, dobrze? – wyszeptała, zamykając oczy.
Odpowiedziało jej tylko ciche skrzypienie podłogi i lekkie trzaśnięcie drzwiami.
Rozejrzała się powoli po pokoju. Po raz ostatni chciała przywołać jego postać. Jeszcze tylko raz chciała go zobaczyć rozpartego na jej łóżku i uśmiechającego się do niej zawadiacko. Pragnęła nakarmić swoje serce i umysł jego obrazem, tak by starczyło go jej na wiele lat, w ciągu których powoli, aczkolwiek skutecznie będzie o nim zapominać. Lat, w ciągu których wyraz jego oczu będzie się zacierał, a jej skóra zacznie zapominać jego dotyk. W ciągu których na nowo nauczy się oddychać. Miała pewność, że pewnego dnia po prostu obudzi się i wszystko zniknie. Ból, wspomnienie, a nawet ta ogromna rana w sercu. Wszystko rozmyje się w czasie, zostając daleko za nią i zapewniając ją, że już nigdy nie wróci. Ale nim to nastąpi, pragnęła jeszcze raz nasycić oczy jego widokiem.
Powoli wstała z łóżka i na chwiejnych nogach podeszła do okna. Wiedziała, że tam będzie. Wiedziała od samego początku, że wybierze właśnie ten fragment ścieżki, na której przecież stał tak wiele razy, wpatrując się w jej okno. Teraz jednak nie dostrzegała na jego twarzy pogodnego uśmiechu, widziała tylko skupienie i smutek, który nagle zmienił się w zdeterminowanie. Sięgnął po torbę i energicznie wrzucił ją do bagażnika. Uśmiechnęła się delikatnie. Wiedziała, że i on pewnego dnia zapomni, że wyrzuci ją z serca, zastępując kimś nowym. Że kiedyś będzie jej wdzięczny, bo któregoś dnia wszystko zostanie przebaczone, a dla tego warto było czekać, żyć… Dla tej chwili słodkiego uzdrowienia warto było oddychać. Spojrzała na niego ponownie, patrzył w jej okno, a na jego ustach malował się lekki uśmiech. I mimo, że wiedziała, że jej nie zobaczy, odpowiedziała mu uśmiechem, głęboko w środku wiedząc, że cząstka jego na zawsze będzie należała do niej.


*

Życie nie zawsze układa się po naszej myśli. W gruncie rzeczy, praktycznie nigdy. W końcu zdajesz sobie sprawę, że wszystkie twoje plany kiedyś i tak legną w gruzach. A młodzieńcze mrzonki, w które niegdyś wierzyłeś, będą sprawiać, że na twoich ustach pojawi się krzywy uśmiech pełen współczucia dla samego siebie. Życie po prostu było żałosne.

Powoli uniosła powieki, rozglądając się po pomieszczeniu. Nie miała pojęcia, jak wiele czasu minęło od momentu, w którym opuścił jej pokój. Nie wiedziała, jak długo stoi już pod oknem, zaciskając mocno dłonie na parapecie. Wiedziała tylko, że bolał ją każdy skrawek ciała, a policzek piekł nieznośnym gorącem. Powoli rozwarła palce i niepewnie dotknęła delikatnej skóry twarzy. Przymknęła oczy i odetchnęła cicho, dopiero teraz zdając sobie sprawę, że od kilku chwil wstrzymywała powietrze, od czasu do czasu jedynie pozwalając sobie na spazmatyczny, urwany oddech. Byleby przetrwać…
Niepewnie podeszła do łóżka i opadła na nie bez siły. Wpatrując się w otwarte drzwi, poczuła dziwne odrętwienie, które powoli obejmowało całe jej ciało. Które sprawiało, że myśli w jej głowie zaczynały się plątać, a serce poczęło zwalniać swój rytm. Potrząsnęła głową, próbując przywołać się do rzeczywistości, bo czuła się, jakby stąpała po krawędzi obłędu. Wszystko, co wydarzyło się kilkanaście minut temu, zlewało jej się w jedną wielką, niezrozumiałą plamę. Nie do końca wiedziała, co tak naprawdę się wydarzyło i co to wszystko miało znaczyć. Wiedziała tylko tyle, że się bała. Była przerażona tym, co przyniesie jutro, tym, co będzie dalej. Czy będą potrafili przejść z tym wszystkim do porządku dziennego? Czy będą potrafili bez złości i nienawiści żyć koło siebie, tak jakby nic nigdy się nie wydarzyło? Czy House odejdzie, tak jak zrobił to dwadzieścia lat temu, i czy starczy jej siły na to, aby nie próbować go zatrzymać? Wiedziała, że już nic nie będzie takie samo… Nie po tym wszystkim, co sobie powiedzieli. Bo z ich ust padło zbyt wiele słów, zbyt wiele zostało też przemilczanych.

*

Zatrzymał się nagle. Przymknął na chwilę oczy, czując, jak zimny dreszcz przemknął po jego ciele. Odetchnął powoli, przekonany, że z jego ust nagle wydostanie się mały obłoczek pary. A przecież doskonale wiedział, że było na to za ciepło. Że ta ciemna, zachmurzona noc była jednak zbyt ciepła. Dlaczego więc było mu tak cholernie zimno? Dlaczego cały był przesycony jakimś dziwnym chłodem? Cały, za wyjątkiem dłoni. Spuścił głowę i powoli zacisnął palce, a następnie je rozprostował, czując nieprzyjemne pieczenie skóry po wewnętrznej stronie. Przechylił głowę i zaczął przyglądać się ręce, jakby nagle była czymś obcym. Czymś, czego bardzo się wstydził. Zamknął oczy i po raz ostatni zaciskając dłoń w pięść, schował ją do kieszeni spodni.
Rozglądając się wokoło, poczuł się nagle bardzo przytłoczony. Przytłoczony przez wszechogarniającą ciemność nocy, przez wszystkie uczucia, które kotłowały się w jego głowie, przez wszystkie słowa, które niedawno wypowiedział. Przez całe swoje całkowicie popaprane życie. I przez to, że najprawdopodobniej się zgubił.
Westchnął cicho i powoli powlekł się do jednej z ławek, siadając na niej ciężko. Oparł się wygodnie i odchylając głowę do tyłu, zamknął oczy.
Próbował uporządkować wszystko w głowie, próbował wyjaśnić sobie, co się wydarzyło kilkadziesiąt minut temu, ale nie mógł… Nie potrafił. Czuł się tak cholernie zagubiony w całej tej sieci dziwnych gier, kłamstw, zaprzeczeń. Tak bardzo, że w tym momencie sam nie wiedział, co było prawdą, a co tylko udawaniem, którym był już zmęczony. Poszedł do niej przecież z chęcią wyjaśnienia sobie wszystkiego. Po raz pierwszy od dwudziestu lat zapragnął usłyszeć od niej całkowitą prawdę i taką samą prawdę jej ofiarować. No, cóż… Wyszło jak zwykle.

***

Około godziny wcześniej.

Zaklął cicho pod nosem, stając na początku korytarza prowadzącego do pokoju Cuddy. No dobrze, Suz kazała mu coś zrobić, szkoda tylko, że nie uściśliła, na czym to miało polegać. Miał przeprosić Cuddy? Nie bardzo miał za co… W gruncie rzeczy nie zrobił przecież nic złego. Miał powiedzieć, że mu przykro? Że zachował się jak idiota? Cóż, w takim wypadku musiałby znowu skłamać, bo wcale tak nie uważał. Nie był winny przecież temu, że Lisa dopowiedziała sobie do jego zachowania jakieś drugie dno. Miał więc z nią porozmawiać o tym, co się między nimi działo, co tak naprawdę zdarzyło się dwadzieścia lat temu? Nie był pewny, czy chciał do tego wracać. W tym momencie nie był pewny niczego poza tym, że jednak powinien wejść do jej pokoju. Nie wiedział skąd brało się to przekonanie, ale po prostu czuł, że tak musiało być.
Westchnął z irytacją i powoli ruszył w kierunku jej pokoju. Zmarszczył brwi, zauważając, że drzwi były uchylone. Rozejrzał się wokoło i widząc, że nikt nie zwracał na niego uwagi, delikatnie pchnął drzwi dłonią.
Widok jej, siedzącej na podłodze wśród porozrzucanych zdjęć, sprawił, że w jego głowie nagle zapanowała pustka. W jednej chwili poczuł przypływ paniki. Co on tu robił? Po co w ogóle tutaj przyszedł?! Przecież doskonale wiedział, co przez ostatnie dni się z nim działo i wiedział, do czego mogłoby to doprowadzić. Nie miał pojęcia, czy miał na tyle siły, aby po prostu wejść do pokoju, powiedzieć jej, że mu przykro i zwyczajnie wyjść, gdy ona będzie tak blisko. Zaledwie na wyciągnięcie ręki.
Potrząsnął głową, czując ciepły dreszcz spływający wzdłuż kręgosłupa. To było zbyt niebezpieczne. Powoli, najciszej jak potrafił, zrobił krok w tył, chcąc jak najszybciej stamtąd uciec, ale gdy zobaczył, jak niepewnie sięgnęła po jedno ze zdjęć, jak uśmiechnęła się pocierając fotografię palcem, jak zamknęła oczy, zaciskając kartonik w ręce, tak, jakby był najważniejszą rzeczą na świecie, coś w nim pękło. Jego ciało nagle zalała fala uczuć, której za nic w świecie nie potrafił opanować i był pewny, że nie miał siły na to, aby uciekać. Niczego więcej nie pragnął, jak stać tam całą wieczność i patrzeć na jej bezbronną, zapłakaną i piękną twarz.
Uniosła wzrok, a serce na chwilę w nim zamarło. Wpatrywała się w niego niepewnie, chłonąc czułe spojrzenie jego oczu. Przez chwilę poczuła się dziwnie spokojna, tak, jakby nagle wszystko było na swoim miejscu. Jakby celem jej życia było to, aby on już zawsze patrzył na nią w ten sposób. Ale sekundę później nadeszło orzeźwienie. Spuściła wzrok i czym prędzej poczęła sprzątać porozrzucane zdjęcia.
Patrzył, jak nerwowo wrzucała fotografie do pudełka, skrzętnie unikając jego wzroku. Miła ochotę podejść do niej, ukucnąć obok i pochwycić jej roztrzęsione ręce, ale wiedział, że musiał działać ostrożnie, tak, aby jej nie spłoszyć.
Nakładając wieczko na pudełko, na chwilę przymknęła oczy i westchnęła cicho. Widział, jak zbierała w sobie siłę na kolejną konfrontację. Nie chciał się z nią kłócić, nie znów… Bo nagle myśl, że mogłaby przez niego płakać, sprawiła, że zaczynał czuć do siebie obrzydzenie. Chciał tylko porozmawiać, wyjaśnić sobie wszystko. Raz na zawsze.
- Czego chcesz? – spytała chłodno, podnosząc się z ziemi.
Nie odpowiedział, zamiast tego wszedł do pokoju i powoli zamknął za sobą drzwi. Oddaliła się od niego, robiąc kilka kroków w tył. To, że pragnęła od niego uciec, sprawiło mu nieoczekiwany ból. Spojrzał na nią, marszcząc brwi. Stała pod oknem z założonymi rękoma na piersi, wbijając w niego wyczekujący wzrok. Chciała odpowiedzi, on także ich pragnął, dlatego tym razem powinien powstrzymać się od gierek i kłamstw. Szczerość za szczerość.
- Nie wiem… - odparł w końcu, wzruszając delikatnie ramionami. Posłała mu wątpiące spojrzenie, ledwie powstrzymując się od prychnięcia. Otworzył usta, by coś powiedzieć, ale zrezygnował w ostatniej chwili. To, że brakowało mu przy niej słów, napawało go dziwnym przerażeniem. – Suz się martwiła, chciałem sprawdzić czy wszystko w porządku.
Popatrzyła na niego z niedowierzaniem, tak, że przez chwilę poczuł się jak największy idiota na świecie. Widać, to, co powiedział, nie zabrzmiało zbyt wiarygodnie.
- Możesz jej przekazać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku – odpowiedziała obojętnym tonem. – Dzięki za troskę. – Uśmiechnęła się krzywo, wbijając w niego uważne spojrzenie. Stał bez ruchu, wpatrując się intensywnie w jej twarz. Na jego czole pojawiło się kilka głębokich zmarszczek, jakby usilnie się nad czymś zastanawiał, jakby walczył sam ze sobą. Pragnęła powiedzieć mu, żeby sobie poszedł, żeby zniknął jej z oczu, ale z drugiej strony tak bardzo nie chciała zostać teraz sama, nie chciała zrobić nic, co sprawiłoby, że przestanie na nią patrzeć z tym dziwnym ciepłem w oczach.
- Nie rozumiem… - zaczął powoli. – O co ci chodzi? O co się tak wściekasz?
Przymykając powieki, zaśmiała się cicho, na co on zareagował czystym zdumieniem. No tak, skąd on mógł wiedzieć, przecież nigdy nie zauważał, że robił coś złego, nigdy nie widział, że tak wiele razy przez niego cierpiała, że czasami tak bardzo potrafił ją zranić. A ona miała już dosyć tłumaczenia, mówienia… Miała dosyć jego gierek i tego, że od dwudziestu lat nie robił nic innego, jak tylko mścił się za dawne lata, jakby celem jego życia było zadanie jej jak największej ilości ran.
- O nic – odpowiedziała spokojnie, a na jej ustach nadal igrał ironiczny uśmiech.
- O nic… - powtórzył powoli, próbując się uspokoić, bo czuł, jak gdzieś w środku niego narastała złość. W tym momencie tak bardzo przypominała mu Lisę z dawnych lat. Kobietę, która odpychała jego dłoń, ilekroć wyciągał ją w jej stronę. Która przestawała słuchać, gdy on chciał mówić o uczuciach, która po prostu uciekała zawsze, gdy sprawy zaczynały robić się poważne. I jak bardzo ją za to nienawidził, tak bardzo również ją za to kochał. – To ciekawe… - rzucił, nie mogąc nic poradzić na to, że jego głos aż ociekał sarkazmem. – Nie wiedziałem, że rekreacyjnie od czasu do czasu wybiegasz z baru ze łzami w oczach… Chociaż nie powinno mnie to dziwić, uciekanie opanowałaś do perfekcji.
Zamknęła oczy. Brawo! Kolejny celny cios.
- Wyjdź, House… - wyszeptała, spuszczając głowę z rezygnacją. – Nie mam ochoty z tobą rozmawiać.
- Wyjdę, jeśli wytłumaczysz mi skąd to irracjonalne zachowanie? Dlaczego na słowa, które sama wczoraj wypowiedziałaś, zareagowałaś tak, jakbym cię śmiertelnie obraził?!
Podniosła wzrok i wbiła go w jego oczy. Chciał odpowiedzi, miał to wypisane na twarzy. Zastanawiała się tylko dlaczego, skoro najpewniej wszystko już wiedział. Chciał żeby się odsłoniła? Żeby znów pokazała mu skrawek siebie, w który po raz kolejny mógłby wbić ostre słowa? Nie rozumiała jego zachowania i nie chciała go zrozumieć, bo ostatnie lata z nim spędzone nauczyły ją, że zrozumienie zazwyczaj przynosiło ból. Że ktokolwiek próbował się do niego zbliżyć, zawsze zostawał zraniony, a ona miała już wystarczająco wiele ran przez niego zadanych.
- Przecież dobrze wiesz dlaczego… – powiedziała. – Więc po co te gierki? Po co te udawane zatroskanie, przecież sam już wszystko wiesz?!
Wyzywała go. Chciała zarzucić go pytaniami, na które sądziła, że nie będzie w stanie odpowiedzieć. Miała nadzieję, że to on pierwszy zrezygnuje, że w porę się opamięta i nie będzie chciał zagłębiać się w grząski grunt, który najpewniej wciągnie ich głęboko pod powierzchnię. Poruszanie tego tematu było niezwykle niebezpiecznie. Cuddy doskonale wiedziała, że jeśli teraz zaczną o tym rozmawiać, to wszystko, co przez ostatnie lata udało im się wypracować, legnie w gruzach. Że w tej sekundzie, w której on zdecyduje się odpowiedzieć na jej pytanie, wszystko się zmieni.
Gdy zobaczyła, jak powoli otwierał usta, poczuła, jak ziemia osuwa się jej spod nóg. To był koniec. Koniec wszystkich zaprzeczeń, kłamstw, udawania… Koniec ich dotychczasowego życia.
- Bo może po raz pierwszy w życiu, chciałbym usłyszeć od ciebie coś, co nie będzie wyłącznie kłamstwem! Powiedz mi, po co były te wczorajsze słowa, skoro tak nie uważasz, skoro one sprawiły ci taki ból? Co chciałaś sobie udowodnić? Że niemalże połowa twojego życia nie opierała się na kłamstwie? Na udawaniu?! – Podszedł do niej bliżej, wpatrując się w jej oczy i ignorując zbierające się w nich łzy. Ściszył głos, wiedząc, że wypruty z emocji, obojętny ton zada większy ból. – Powiedz mi Cuddy, co chciałaś osiągnąć po dwudziestu latach zadając ostateczny cios? Próbując odebrać mi, sobie… jedyną rzecz, która była prawdziwa?
Spuściła głowę, próbując uciec przed jego wzrokiem. Co mu miała powiedzieć? Że wszystko, co przed chwilą padło z jego ust, było prawdą? Że przez swoje zaślepienie i urażoną dumę przegrała całe swoje życie? Że chore ambicje i paraliżujący strach przed ryzykiem wykluczyły ją z gry o szczęście? To było zbyt wiele słów, które i tak nie miały już żadnego znaczenia.
- Powiedz mi, - ciągnął niewzruszenie - jakie to uczucie żyć na co dzień ze świadomością, że gdybyś tylko nie stchórzyła, wszystko mogłoby wyglądać zupełnie inaczej? Zgrywasz silną i niezależną kobietę, a nie miałaś odrobiny odwagi, by powiedzieć mi, co czułaś?
- Naprawdę?! – Podniosła wzrok i wbiła go w jego twarz. – A niby kiedy? Pomiędzy jedną a drugą złośliwą uwagą? Po tym jak mnie upokarzałeś, czy może zaraz zanim złamałeś wszystkie znane ci reguły, tylko po to, aby uprzykrzyć mi życie?! No, powiedz mi, kiedy i w jaki sposób spośród twojego chamstwa, arogancji i braku jakiegokolwiek szacunku miałam znaleźć w tobie coś, za co kiedyś cię kochałam?! Zamiast czułego, inteligentnego i zabawnego faceta miałam przed oczami samolubnego, nie zważającego na uczucia innych sukinsyna!
Uśmiechnął się ironicznie, a w jego oczach zobaczyła błysk, który ją wystraszył. Wyglądał zarazem na bardzo zranionego, ale i zadowolonego, tak, jakby tylko na to czekał.
- Cóż… - powiedział powoli, uśmiechając się szerzej. Jego głos był lodowaty i tak przejmująco pusty. Odruchowo cofnęła się o krok, opierając się o parapet. – To ty mnie stworzyłaś, Cuddy. Ty wybrałaś, jakie miałem wieść życie, ty wyznaczyłaś w nim priorytety i doskonale wiedziałaś, co było dla mnie lepsze… Zobacz! – podniósł głos, gdy odwróciła wzrok. – Chciałaś ponoć mojego szczęścia, spełnienia tych wszystkich pieprzonych marzeń… Spełniłem i widzisz, jak cholernie szczęśliwy jestem?! A ty? Co ty masz, Cuddy? Odrzuciłaś jedyną rzecz, która mogła być wartościowa w twoim życiu. Jesteś zadowolona ze swojego wyboru? Skazałaś nas oboje na życie, którego żadne z nas nie chciało. Wybrałaś za nas oboje… Mówisz, że to ja nie zważam na uczucia innych, a co ty, Cuddy, zrobiłaś dwadzieścia lat temu? Zamieniłaś w żart chwilę, w której powiedziałem ci, że chciałbym spędzić z tobą życie. Uciszyłaś mnie, gdy chciałem ci powiedzieć, że cię kocham… Pozwoliłaś mi wierzyć, że nic dla ciebie nie znaczyłem. Że w całym swoim życiu nic dla nikogo nie znaczyłem! Popatrz na mnie!
Gdy nie zareagowała, podszedł do niej i, kładąc dłoń na jej policzku, uniósł jej twarz. Patrzyła na niego oczami, w których bezbrzeżny smutek mieszał się z bólem. Jego uścisk był silny, ale zarazem niesamowicie delikatny, jakby bardziej pieścił jej twarz niż próbował ją do czegoś zmusić. Załkała cicho.
- Powiedz, że popełniłaś błąd, że żałujesz. Powiedz to wszystko, czego nie powiedziałaś mi dwadzieścia lat temu!
Spojrzała mu w oczy, tak bardzo pragnąc mu wszystko opowiedzieć, wytłumaczyć, że naprawdę był dla niej kimś wyjątkowym, kimś bardzo ważnym, ale wszystkie uczucia, które wtedy do niego żywiła napawały ją jakimś nieopisanym przerażeniem, bo nigdy wcześniej nie czuła nic równie silnego, równie niesamowitego i odbierającego trzeźwość myśli. Bała się obezwładniającego uczucia pewności, że w końcu go straci. Że coś na pewno nie pójdzie po ich myśli i wszystko zakończy się ogromnym bólem, na który nie byłaby gotowa. Wolała więc zakończyć wszystko szybciej, będąc przygotowaną na wszystkie konsekwencje swojej decyzji. Myślała, że kontrolowany i spodziewany ból będzie łatwiejszy do przeżycia. Jakże bardzo się myliła…
Miał rację, była tchórzem, zawsze wybierała ucieczkę. I tak było w tym momencie… Zamilkła nim jakiekolwiek słowo wypłynęło z jej ust. A przecież znowuż wystarczyło tylko do niego podejść, wyciągnąć rękę i dotknąć jego ust. Zrobić tylko krok, który dla niej jednak wydawał się przepaścią nie do pokonania. Dwadzieścia lat temu wybrała swoją drogę, którą miało pójść jej życie. Spokojną, prostą… Bez niepewności, strachu, drżenia o każdy nowy dzień. Ale decydując się na to, poświęciła coś, co być może skutecznie wynagrodziłoby każdy spazmatyczny oddech, łzę i odłamany kawałek serca. Zrzekła się miłości, nie wierząc w to, że chwila szczęścia jest w stanie zrekompensować lata cierpienia. Dziś nareszcie zdawała sobie z tego sprawę, ale mimo to gdzieś w głębi jej umysłu natrętny głos bez przerwy wykrzykiwał, że jest już za późno. Że zmarnowała swoją szansę, a przecież drugiej nigdy się nie dostaje… Więc nim odwróciła wzrok, jeszcze raz spojrzała głęboko w uważnie wpatrzone w nią błękitne oczy. Nie wiedziała dokładnie, co pragnęłaby tam odnaleźć… Odrobinę nadziei? Może krztynę zrozumienia? A może po prostu modliła się, aby nie popełnił jej błędu. Aby wykorzystał szansę, która stała tuż naprzeciw niego… Aby nie pozwolił jej zrezygnować.
- Więc pozwól, że teraz ja zdecyduję o kolejnych dwudziestu latach naszego życia… - wszeptał niemalże wprost w jej usta. – Zniszczyłaś to, Cuddy. Rozpieprzyłaś wszystko na drobne kawałeczki.
Puścił jej twarz i odsunął się od niej na kilka kroków. Nim się odwrócił i wyszedł z pokoju, posłał jej ostatnie spojrzenie. W jego oczach mieszało się wiele emocji, ale jedna z nich rozerwała jej serce. Znów zobaczyła tę ciepłą czułość, tylko tym razem powoli zaczęła ona zanikać, ustępując miejsca zimnej obojętności.
Cóż za ironia losu! Czyż dwadzieścia lat temu ona nie żegnała go w podobny sposób? Czyż on też nie szukał w jej spojrzeniu czegoś, co pozwoliłoby mu sądzić, że po prostu znalazł się w środku jakiegoś wyjątkowo nieudanego żartu? Przeszłość zatoczyła koło, odgrywając po raz drugi swoją tragedię na deskach teatru życia. Tylko tym razem ktoś złośliwie podmienił scenariusze. Przecież to ona powinna stać po drugiej stronie. To ona powinna przyodziewać maskę zimnej obojętności. Właśnie ziszczały się największe obawy jej młodzieńczego życia. Traciła House’a, a przecież takiej chwili pragnęła uniknąć. Udawało się jej przed nią uciec przez ostatnie dwadzieścia lat. Lat, które równie dobrze mogła spędzić ukryta w jego ramionach. A może właśnie one okazałyby się odpowiednią, skuteczną kryjówką? Lecz teraz boleśnie uświadomiła sobie, że ucieczka nigdy się nie udaje. Wciąż będzie się ściganym przez cienie przeszłości, a przeznaczenie i tak w końcu cię dopadnie, przywołując i ziszczając wszystkie obawy. Nie sądziła tylko, że jej strach przybierze formę jej samej sprzed lat.
Zamknęła oczy, pragnąc tylko tego, aby zniknąć, aby przestać istnieć. Uciec od wszystkiego, co sprawiało ból. Tylko jak tym razem uciec przed samą sobą?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gorzata
Narkoman
Narkoman


Dołączył: 12 Lut 2010
Posty: 3805
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Krk
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 22:12, 21 Lut 2011    Temat postu:

Nie wiem, czy komentowałam wcześniej (chyba nie), ale na pewno czytałam.
To jest cudowne. Tak naładowane emocjami, że nadal czuję je w koniuszkach palców. Na serio! Czytałam tę część z zapartym tchem, co chwilę zaskakiwana. To znaczy: po początku można było się spodziewać, że nie skończy się ta część za dobrze. Jednak i tak ta ciekawość, co zdarzy się za chwilę, pozostała.
Pięknie wszystko opisane, tylko czemu oni muszą być tacy głupi? Ile jeszcze przeciwieństw losu musi stanąć na drodze prawdziwej miłości? Wiem, bredzę już, ale to od WOSu, którego powinnam się uczyć, a czytam takie Dzieła. Ale jestem słabym człowiekiem i nie mogłam się powstrzymać. Pokusa była za wielka.
Po prostu brak mi słów, bo to jest tak wspaniałe. Tylko szkoda, że nie potrafią się po prostu przyznać do tego, co czują.
Rzuciła mi się w oczy literówka:
Cytat:
Miła ochotę podejść do niej, ukucnąć obok i pochwycić jej roztrzęsione ręce, ale wiedział, że musiał działać ostrożnie, tak, aby jej nie spłoszyć.

Powinno być "Miał...", oprócz tego nic nie zauważyłam, ale również nie zwracałam na te kwestie szczególnej uwagi.
Biję pokłony, czekam niecierpliwie na ciąg dalszy, który (mam nadzieję) pojawi się szybko (choć jak tak patrzę na daty poprzednich części to... ale może tym razem będzie szybciej, nadzieja to dobra rzecz) i życzę Wena i czasu!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
soffi
Pacjent
Pacjent


Dołączył: 14 Sty 2011
Posty: 85
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 1:03, 22 Lut 2011    Temat postu:

KIKA no nareszcie czekałam czekałam i jest

Cudowne i takie cholernie bolesne. Jej zabrakło mi słow i w ogóle mnie zatkało.

Masz u mnie naganę za sad, a nie happy end! I chociaż od pewnego czasu wole te smuty to tutaj wyczekuję czegoś szczęsliwego.

House i Cuddy są straaaaaasznie głupi.
Wez tam rusz Suz i jej męża do jakiejś komitywy ! Huddy musi być !

ajj.. uwielbiam twoje historie


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
blondi22
Pacjent
Pacjent


Dołączył: 21 Lut 2011
Posty: 10
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 10:38, 22 Lut 2011    Temat postu:

Kurczę, tak wyczekiwałam kolejnej części, a tu taki zawód. Nie zostawisz tego tak, prawda? Błagam... szybciutko pisz kolejną część, mam nadzieje, że pozytywniejszą. Super piszesz!

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Cave
Rezydent
Rezydent


Dołączył: 25 Maj 2008
Posty: 1411
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 16:07, 22 Lut 2011    Temat postu:

Trochę tego wszystkiego nie rozumiem.. Bo przecież było tak,że ona go właściwie rzuciła, po tym jak wyznał jej miłość. Ale chyba chciała to naprawić idąc wtedy na tę imprezę, tak? .. zobaczyła go tam z inną. Więc to że nie są teraz razem to chyba nie jest tylko jej wina, ale także i jego. Gdyby wtedy tego nie zrobił.. to prawdopodobnie byli by razem.
Przez to nie rozumiem zachowania House'a, który wszystko jej zarzuca.. chociaż w sumie on nic o tym nie wiem. Zapewne jak się o tym dowie to zmieni zdanie.
Czy mam rację?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Cave dnia Wto 16:09, 22 Lut 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Szpilka
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 15 Maj 2010
Posty: 255
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 18:22, 22 Lut 2011    Temat postu:

Kikuś! Jaką Ty mi sprawiłaś radochę pojawiając się tutaj! Od tak długiego czasu zastanawiałam się, kiedy dopiszesz nam dalszą część tej historii... no i jest. W dodatku lepsza niż mogłam sobie wymarzyć. No, ale czego innego się po Tobie spodziewać. Jesteś niezwykła w tym, co robisz i bezkonkurencyjnie najlepsza. Jak zwykle nie znajdę dla Ciebie odpowiednich komplementów, bo nic nie odda tego jak cudownie piszesz... choć nie, nie tak, to już jest pisanie przez duże „P”! Ale dobrze, już nie zanudzam Cię tym wstępem.

Lubię smutne i dramatyczne historie, więc brak szczęśliwego zakończenia tej części nie przeszkadzał mi zbytnio. Dużo więcej można pokazać pisząc o czymś niewesołym. Przynajmniej tak mi się wydaje. Dla mnie opisanie cierpienia, psychicznego bólu, walki ze samym sobą, z drugim człowiekiem, rozstania, pożegnania czy kłótni jest trudniejsze od pokazania szczęścia czy radości. Dlatego tak lubię dramaty. Co oczywiście nie zmienia faktu, że bądź co bądź mogą się na końcu pogodzić. Byłoby to piękne ukoronowanie całości i tego jak piszesz. Jak skończy się źle to będzie jedynie cudowne ukoronowanie Twojego talentu. Więc... cokolwiek się stanie i tak mnie zachwycisz.

Sprawa kolejna – jeśli miałabym wypisać stąd zdania, które mnie zauroczyły, zachwyciły, rozkochały w sobie, przytłoczyły swoją prawdziwością i trafnością to... nie dobrnęłabyś do końca w czytaniu tego komentarza, bo było tego dość sporo. No, ale chociaż dla przykładu:

Gdy wszystko odejdzie, chociaż to mu pozostanie – jej cień ukryty głęboko w zakamarkach jego pamięci.

Wiedziała, że i on pewnego dnia zapomni, że wyrzuci ją z serca, zastępując kimś nowym. Że kiedyś będzie jej wdzięczny, bo któregoś dnia wszystko zostanie przebaczone, a dla tego warto było czekać, żyć… Dla tej chwili słodkiego uzdrowienia warto było oddychać.

Życie nie zawsze układa się po naszej myśli. W gruncie rzeczy, praktycznie nigdy. W końcu zdajesz sobie sprawę, że wszystkie twoje plany kiedyś i tak legną w gruzach. A młodzieńcze mrzonki, w które niegdyś wierzyłeś, będą sprawiać, że na twoich ustach pojawi się krzywy uśmiech pełen współczucia dla samego siebie. Życie po prostu było żałosne.

Rozmowa House’a z Cuddy jest niezwykła. Czuć targające nimi emocje. Da się wyczuć to napięcie między nimi, strach o to, co zostanie powiedziane, żal, że tracą siebie nawzajem i smutek, że żadne z nich nie potrafi cofnąć czasu. House wreszcie pokazał co go zraniło, co go zabolało, jak bardzo Lisa wpłynęła na jego życie – podobało mi się to. Cała ich rozmowa jest żywa. Nie skreśliłabym tam żadnego słowa, bo każde pasuje, jest przemyślane i dobrze dobrane. No, ale to w końcu Ty, więc jakie miało by niby być?

O wszystkich opisach powiem dość nudno... mam wrażenie, że już wszystko o nich powiedziałam, więc Cię raczej nie zaskoczę. Napiszę jasno, wyraźnie i bez plątania – Uwielbiam je i Ciebie za to, że je tworzysz. Są niesamowite! Prawdziwe, rozkochujące w sobie kogoś kto je czyta, napełnione emocjami, takie, że wciągają czytelnika w Twój świat i sprawiają, że za nic nie chce się go opuścić. Bo jest taki... lepszy niż ten świat za oknem, a przy tym idealnie taki sam. W tymi samymi niedoskonałościami, prawdami, zdarzeniami. Tylko, że opisujesz ten nasz nieidealny świat w taki sposób, że aż trudno byłoby go nie pokochać.

Mówiłam Ci już, że nie znajdę odpowiednich komplementów, prawda? I znów powrót do tego, że najwspanialsze rzeczy same są dla siebie pochwałą. Pisz nam dalej tak długo dopóki będzie sprawiało Ci to przyjemność. Jestem niewyobrażalnie szczęśliwa, że mogę czytać to, co stworzysz. Bo umiesz pokazać to, jak dobrze można umieć pisać. Dziękuję Ci za to.

Czekam na ciąg dalszy. Czy napiszesz go szybko, czy też nie... co za różnica? Są rzeczy, dla których warto czekać choćby i pół wieczności. W każdym razie życzę weny, chęci i czasu.

Pozdrawiam i całuję!
Zauroczona Tobą Szpilka


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kika
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 19 Cze 2009
Posty: 246
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Żywiec
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 11:35, 05 Mar 2011    Temat postu:

Gorzata, bardzo się cieszę, że zdecydowałaś się skomentować Fajnie, że nawet przy końcu opowiadania ktoś jeszcze się ujawnia, bo nie ma co ukrywać, do końca zbliżamy się wielkimi krokami
Ponoć w miłości najtrudniejszy jest ten pierwszy krok naprzód, oni trochę tańczą w miejscu lub delikatnie się cofają, ale w końcu ktoś popchnie ich do przodu, chyba...
Ach, dziękuję również za wskazanie błędów, kurczę, poprawiałam to tysiące razy, czytałam po literce a i tak jakieś dziadostwo musiało się wkraść!
Dziękuję za wspaniały komentarz

Soffi, naganę przyjęłam z pokorą Ale myślę, że prędzej czy później się zrehabilituję...
Szczerze mówiąc, też wolę tę smutne zakończenia, ale jakoś tak zawsze żal mi zostawiać moich bohaterów nieszczęśliwych, więc jest duża możliwość happy endu, ale jeszcze nie jestem pewna Mogę zmienić zdanie w każdej chwili Dziękuję

blondi22, kurczę, wiesz, że jak przeczytałam słowo "zawód", to prawie dostałam ataku serca z myśli, że napisałam jakąś k*pę Straszysz ludzi, no!
Czy zostawię? Hm... Zależy od mojego nastroju
Dziękuję za komentarz

Cave, hm...
Po pierwsze, który facet uzna się za winnego "zdrady", którą popełnił po rozstaniu? Żaden, zresztą House w jednej części powiedział "Przecież skoro coś z nią kombinowałem na imprezie, to, co im do tego? Lisa zerwała ze mną dzień wcześniej." W jego umyśle figuruje to jako: jestem wolny, mogę robić co chcę...
Zresztą to sprawdzone, zapytaj kolegów, czy czuliby się winni w takiej sytuacji
Po drugie: On dowiedział się o tym, że go kochała, że chciała by został dopiero na zjeździe po dwudziestu latach i to właśnie jej zarzuca, że przez całe życie, całą ich znajomość był przez nią oszukiwany, że nie mówiła mu całej prawdy, że stchórzyła i nie zawalczyła o nich... To go boli, to, że z nich zrezygnowała.
A to, czy on w końcu się przyzna do błędu, czy jakoś weźmie odpowiedzialność też na siebie, to się okaże
Nie zapominaj, że wszystko, co powiedział w ostatniej części było przesycone złością, a ludzie w gniewie mówią rzeczy, których potem mogą żałować

Szpiluś, wiesz, że ja nie potrafię odpisywać na Twoje komentarze? One po prostu sprawiają, że brakuje mi słów i że jestem zawstydzona... Bo, kurczę, cały czas jestem przekonana, że na nie nie zasługuję, że moim pracom jeszcze bardzo, bardzo, bardzo wiele brakuję i choć staram się coś cały czas naprawiać, zmieniać, ulepszać, to i tak w końcu nie jestem z tego całkowicie zadowolona i nie wiem, czy kiedykowlwiek to zadowolenie z siebie wykrzesam...
Jednakże cieszę się, że swoimi "pisaninami" sprawiam komuś przyjemność To bardzo fajne uczucie, które zresztą powinnaś doskonale znać.

Cytat:
Dużo więcej można pokazać pisząc o czymś niewesołym. Przynajmniej tak mi się wydaje. Dla mnie opisanie cierpienia, psychicznego bólu, walki ze samym sobą, z drugim człowiekiem, rozstania, pożegnania czy kłótni jest trudniejsze od pokazania szczęścia czy radości. Dlatego tak lubię dramaty.


Dokładnie uważam tak samo, może dlatego rzadko kiedy piszę coś wesołego, bo nie sprawia mi to frajdy... Oczywiście nie uważam, że wesołe, zabawne i lekkie opowiadania są łatwe do napisania, nie... Ale ja w nich nie potrafię odnaleźć tego, co lubię najbardziej - wchodzenia w ludzką psychikę, w uczucia, we wszystko to, co każdy z nas ma ukryte głęboko w sobie - to mnie fascynuje i stawia przede mną wyzwania...
Dziękuję, Skarbie


Na końcu chciałabym podziękować wszystkim przede wszystkim za wytrwałość... Ja wiem, że części pojawiają się bardzo rzadko, ale uwierzcie mi, że robię, co mogę... Czuję się winna, że musicie tyle czekać, naprawdę... Poza tym ostatnio weszłam w taki stan, że nie wypuszczę nic z moich prywatnych dokumentów w świat, póki nie będzie to zbliżone do mojego wzorca ideału. Dlatego mimo, że czasami mam napisaną już część, ona dojrzewa nawet miesiąc. Bo czasami wsadzenia innego słowa, niż z początku się użyło, zmienia bardzo wiele... Więc proszę o wyrozumiałość i dziękuję za cierpliwość
Pozdrawiam gorąco z miejsca, które zapachniało wiosną.
Kika


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
soffi
Pacjent
Pacjent


Dołączył: 14 Sty 2011
Posty: 85
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 13:30, 05 Mar 2011    Temat postu:

Okaż serce Kochana. Czekamy z niecierpliwością. Może masz racje? Czasem jak coś sie napisze to potem po kilku tygodniach czytając to znów mamy pogląd na to zupełnie inny i praca wychodzi lepsza. WENA

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Malinowa_Rozkosz
Student Medycyny
Student Medycyny


Dołączył: 28 Sty 2011
Posty: 130
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 1:57, 08 Mar 2011    Temat postu:

Właśnie skończyłam czytać. Tak, jest 2 nad ranem i co z tego skoro towarzyszył mi tak wspaniały fik? Jej... nie wiem od czego zacząć, więc może przytoczę cytat, który niesamowicie mocno ujął moje serce...
Cytat:
Uśmiechnęła się delikatnie. Wiedziała, że i on pewnego dnia zapomni, że wyrzuci ją z serca, zastępując kimś nowym.

and
Cytat:
Gdy wszystko odejdzie, chociaż to mu pozostanie – jej cień ukryty głęboko w zakamarkach jego pamięci.


Niesamowicie opisane... nie, nie mogę trzeźwo myśleć... może później edytuję i dodam coś w miarę mądrego.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kika
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 19 Cze 2009
Posty: 246
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Żywiec
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 19:21, 10 Mar 2011    Temat postu:

Soffi, moje serce ostatnimi czasami coś szwankuje
A po ostatnim odcinku czuję się, jakby ktoś je wyrwał i zdeptał, także... może być różnie...
Ale obiecuję, że zabieram się do pracy i postram się, żeby coś pojawiło się w weekend

Malinowa_Rozkosz, dziękuję Ci bardzo za komentarz Ale, kobieto, na miłość boską, o 2 w nocy się śpi, a nie na internecie siedzi!
Dziękuję jeszcze raz i zmykam do worda

Buziaki, misie!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Malinowa_Rozkosz
Student Medycyny
Student Medycyny


Dołączył: 28 Sty 2011
Posty: 130
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 20:36, 10 Mar 2011    Temat postu:

Oj taaam się śpi.
A co do Twego zdeptanego serca. Chodzi o Bombshells?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Malinowa_Rozkosz dnia Wto 15:48, 22 Mar 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
soffi
Pacjent
Pacjent


Dołączył: 14 Sty 2011
Posty: 85
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 20:44, 10 Mar 2011    Temat postu:

Oj Kika to znajdujemy się w takim samym położeniu. Ja po obejrzeniu tego odcinka czułam się jakby mnie pobito spoliczkowano i na domiar złego straciłam już totalny pogląd na to, że facet może być porządku, a miłość istnieje. Yhymm.. Soffi = Stara Panna Ever.

No ale nie kieruj się pomysłami głupich scenarzystów. Kobieto daj mi wiarę

Czekam i WENA !


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
ciapkowa13
Rezydent
Rezydent


Dołączył: 06 Cze 2010
Posty: 432
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: skąd to pytanie?
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 7:08, 12 Mar 2011    Temat postu:

Będę płakać cudowne ale strasznie smutne, jeśli chodzi o Huddy zdecydowanie wolę Happy Endy(czego nie mogę powiedzieć o 15 odc.7 sezonu) przemyśl to
I błagam napisz coś wcześniej *robi oczka jak kotek ze Shreka*


Pozdrawiam i zycze wena


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kika
Ratownik Medyczny
Ratownik Medyczny


Dołączył: 19 Cze 2009
Posty: 246
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Żywiec
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 11:27, 22 Mar 2011    Temat postu:

Dzień dobry.
Na początek kilka wyjaśnień. Część miała pojawić się w zeszłym tygodniu i pojawiłaby się, gdyby nie moja głupota. W ostatniej chwili postanowiłam zmienić koncepcję, no i... wyszło, co wyszło...
Znacząco zmieniłam życiorys Cuddy - musiałam, na potrzeby dostosowania do opowiadania. Poza tym mam nadzieję, że pomimo znaczącej zmiany moich planów, wszystko nadal trzyma się przysłowiowej kupy
Na koniec chciałam wyjaśnić dziwne oznaczenie w tytule - jest to pierwsza część dłuuuugiej części, która najpierw miała być wklejona w całości, ale ze względu na to, że dziwnym trafem wyszło tego dużo, muszę to podzielić, coby nie męczyć Was zbyt wielką ilością bzdur na raz
Iii... no tak, ostatnio jakoś bawi mnie dodawanie cytatów na początek, zazwyczaj pochodzą one z piosenek, które pomagały mi w pisaniu, nie przejmujcie się tym... Rozpoczęłam już leczenie, za jakiś czas wrócę do normy
Pozdrawiam gorąco,
Kika




Części 11. część pierwsza.

To może być koniec, ale to nie zakończy się tutaj. Jestem tu dla ciebie, jeśli tylko będziesz się o mnie troszczyć.
Dotknęłaś mojego serca, dotknęłaś mojej duszy. Zmieniłaś moje życie i moje cele.
Jestem marzycielem, ale kiedy nie marze możesz złamać mojego ducha - przez sny, które mi odbierasz
I kiedy pójdziesz dalej, pamiętaj mnie. Pamiętaj nas i pamiętaj tych, którymi byliśmy.*




Wyciągnął ku niej dłoń. Jakby w zwolnionym tempie widziała, jak powoli rozwarł i zacisnął palce. Rezygnował. Wycofywał się. Spuścił głowę i uciekł wzrokiem przed jej spojrzeniem. Wyglądał jak zastraszone, zranione zwierze, które pragnęło jedynie ukryć się w jakimś ciemnym, niedostępnym miejscu.
Poczuła, jak jej serce szarpnęło się, chcąc być jak najbliżej niego. Pragnęła go objąć, przytulić. Powiedzieć mu, jak bardzo było jej przykro. Że tak naprawdę nigdy nie chciała, żeby to się wydarzyło. Wyznać mu, że kochała go ponad życie, ale wiedziała, że nie miało to znaczenia. Nie ważne było to, że gdy tylko się odwrócił, po jej policzkach spłynęły pierwsze łzy. Nie ważne, że gdy tylko wyszedł z pomieszczenia, świat rozpadł się na małe kawałki. Nie ważne, że gdy tamtej nocy zasypiała, zostawiła dla niego miejsce, by mógł przyjść i wtulić się w jej plecy. Nie ważne, że przez bardzo wiele nocy śniła, jak chwyta wyciągniętą ku niej rękę, jak splata palce z jego; jak kochając go, wtula się w jego ciało, ukrywając się przed światem. Ważne było tylko to, że zrobiła wszystko, by uczynić jego życie jak najlepszym.

Powoli skręciła w jedną z uliczek. Tabliczka z napisem Fuchsia Avenue sprawiła, że jej serce zabiło szybciej. Zacisnęła mocno dłonie na kierownicy i odrobinę zwolniła pedał gazu. Samochód powlókł się, omijając bawiące się na ulicy dzieci, których krzyki i głośny śmiech roznosiły się po okolicy. Maluchy jeździły na rowerach, grały w klasy, w kapsle. Cieszyły się kolejnym beztroskim i gorącym dniem wakacji.
Lisa uśmiechnęła się lekko, gdy jedna z dziewczynek grających w gumę, pomachała do niej radośnie. Wyminęła ją ostrożnie i ruszyła ulicą, przesuwając wzrokiem po dwóch równiutkich rzędach małych domków. Przed jednym z nich mężczyzna kosił trawnik, natomiast starsza pani w ubłoconych gumowych rękawiczkach plewiła rabaty. W ogrodzie obok młody chłopak mył samochód, z zadowoleniem patrząc, jak gęsta, biała piana zlewała się pod ciśnieniem wody z gumowego węża, zostawiając za sobą lśniący lakier. Chłopak co rusz odwracał się i z łobuzerskim uśmiechem polewał bawiące się na trawniku dwie dziewczynki w jaskraworóżowych kostiumach kąpielowych. Za każdym razem bliźniaczki wydawały z siebie pisk oburzenia, a następnie wybuchały dźwięcznym śmiechem.
Po kilku chwilach Cuddy zatrzymała się przed jednym z domków. Powoli wysiadła z samochodu i, opierając się plecami o maskę, wbiła wzrok w białe ściany budowli. Jej serce tłukło się coraz głośniej i Lisa miała wrażenie, że wszyscy zebrani na ulicy byli w stanie usłyszeć ten nerwowy trzepot. Wzdychając, zrobiła kilka kroków naprzód i niepewnie nacisnęła na klamkę furtki. Przechodząc przez niewielki ogród, wdychała ciepły zapach pomidorów, jaśminów, rosnących nieopodal pod kuchennym oknem, oraz niesiony z wiatrem zapach świeżo skoszonej trawy. Odgłosy grającego w domu radia i wiekowej już kosiarki sąsiada, sprawiały, że jej serce powoli się uspakajało, a w myślach kształtowały się obrazy z dzieciństwa. Gwałtownie odczuła niespotykaną wcześniej tęsknotę do czasów, gdy była dzieckiem. Dokładnie pamiętała, jakim wtedy wydawał się być świat. Pozornie szczęśliwie dzieciństwo sprawiło, że życie malowało się przed jej oczami w różowych barwach. Już jako sześciolatka miała dokładnie sprecyzowane marzenia. Śniła o leczeniu ludzi, o pięknym ślubie z przystojnym księciem i gromadce dzieci, które co dzień będzie odwoziła do szkoły i na treningi. I ani razu przez ten czas nie pomyślała, że coś mogłoby się nie udać. Przecież ramiona ukochanych rodziców zawsze skutecznie broniły przed złem, usuwając sprzed nóg wszystkie rzucane przez los kłody. Więc kiedy przyszło podjąć pierwsze samodzielne i poważne decyzje, w których miłość rodziców pomóc już nie mogła, nastoletnia Cuddy zgubiła się w swoim świecie. Marzenia stawały się coraz mniej osiągalne, gdy strach zaczynał górować nad snami. Bo z dnia na dzień obawy przyjęły fizyczną formę – nie były już tylko duchami z szafy, przed którymi chroniły ojcowskie ramiona, ale stały się prawdziwym życiem, na które nikt jej nie przygotował. Powiedziano jej, że życie nie jest proste, ale nikt nie uprzedził, że może być aż tak cholernie trudne. Rezygnacja z wyzwań, z marzeń, wydawała jej się wtedy choć pozornym przedłużeniem dzieciństwa. Orzeźwienie przyszło w momencie, gdy strach skutecznie zamknął jej drogę na szczęście. Wtedy też wyparła się wszystkiego, co sprawiło, że jej życie stało się pasmem niepowodzeń. Wyparła się małego domku na przedmieściach Rochester Hills, powracając do niego tylko w momentach, kiedy było to nieuniknione. Ale dziś, stając na wycieraczce swojego rodzinnego domu, w którym przecież przeżyła tak wiele wspaniałych chwil, poczuła nagle obejmujący ją spokój. Podjęta rano decyzja wydawała się jej teraz jeszcze bardziej słuszna. To był ostatni moment na to, aby rozliczyć się z przeszłością i zacząć nowe życie. Pukając delikatnie w mahoniowe drzwi, wykonała pierwszy krok.

Uśmiechając się kącikami ust, powoli pchnęła białe drzwi. Miała dziwne uczucie, jakby naruszała czyjąś prywatność. Nie mogła tego wyjaśnić w żaden sposób, bo przecież wchodziła jedynie do swojego starego pokoju. Być może wynikało to z faktu, że była już całkowicie inną osobą; że dziewczyna, która niegdyś tu mieszkała, już dawno nie istniała. Lisa osobiście zamordowała w sobie tę uległą, bojącą się dorosłości nastolatkę. Zadała jej ostateczny cios, opuszczając miejsce, które pewnego dnia uznała za więzienie, z którego pragnęła jak najszybciej uciec, nigdy już nie wracając. Ale teraz znów stała pośrodku niebieskiego pomieszczenia, patrząc na plakaty zawieszone na ścianach, na półki z książkami, pluszowymi maskotkami i kobiecymi bibelotami, i bez problemu potrafiła sobie wyobrazić ponowne życie tutaj. Znów mogła zobaczyć siebie, siedzącą na jednoosobowym, drewnianym łóżku, i zaczytaną w powieści Agathy Christie. I to wyobrażenie równie mocno ją przeraziło, jak i sprawiło, że uśmiechnęła się w duchu. Widać, głęboko w jej sercu nadal żyła ta dwudziestoletnia dziewczyna, która śmiertelnie bała się życia.
Odetchnąwszy ciężko, powoli podeszła do niewielkiego biurka, ustawionego pod oknem. Uśmiechając się, przejechała dłonią po zniszczonym już blacie. Na jej palcach nie pozostał nawet najmniejszy pyłek kurzu. Myśl, że matka nadal skrupulatnie tu sprzątała, odrobinę stopiła jej serce. Nadal uważała, że pewnego dnia jej malutka córeczka powróci do domu.
Słysząc ciężkie kroki na drewnianych schodach, spojrzała w stronę korytarza. Uśmiechnęła się lekko, gdy zobaczyła w drzwiach postać ojca i gdy do pokoju wbiegł mały czarnobiały cocker spaniel, wymachując zawzięcie krótkim ogonkiem. Powoli zanurzyła palce w długiej, zmierzwionej sierści i spojrzała na stającego przed nią ojca.
- Wcale nie wygląda na swoje lata – zaczęła cicho, drapiąc psa za uchem.
- Weterynarz twierdzi inaczej… - odparł, podchodząc do okna. – Zaczyna tracić słuch.
- Przykro mi.
Mężczyzna kiwnął głową.
- Takie jest życie – rzucił, uśmiechając się smutno, a bruzdy na jego czole pogłębiły się. Cuddy dopiero teraz zauważyła, jak bardzo przez ostatnie lata ojciec się postarzał. Niegdyś postawny, wysportowany mężczyzna był teraz przygarbionym, zmizerniałym staruszkiem z plamami wątrobowymi na dłoniach. Czas biegł bezlitośnie.
- Z mamą wszystko ok? – zapytała nieśmiało, wciąż mając przed oczami załzawione oczy rodzicielki. Czuła się winna, bo być może odrobinę przekroczyła wyznaczone sobie rano granice, ale nie żałowała ani jednego słowa, które wypowiedziała. Potrzebowała… Obie potrzebowały ciepłej, płaczliwej i oczyszczającej rozmowy. Musiały wyjaśnić sobie wszystkie pretensje i bolączki, musiały przeprosić i wybaczyć, by ruszyć dalej, by zostawić za sobą wszystko to, co było złe i zacząć cieszyć się tym, co dobrego mogło przynieść jutro.
- Tak, musi sobie przetrawić wszystko, co jej powiedziałaś. Nie bój się, nie będzie ci miała tego za złe, już dawno pogodziliśmy się z tym, że nie wszystko wyszło nam w życiu, choć z początku wydawało się, że postępowaliśmy jak należało. – Uśmiechnął się lekko. – Więc zjazd absolwentów, co?
Przytaknęła bezgłośnie, uśmiechając się szeroko.
- Nie mogę uwierzyć, że się na to zgodziłaś – zaśmiał się cicho.
- Przyjaciel mnie zmusił – odparła z udawanym oburzeniem.
- Gdyby nie ten zjazd, pewnie jeszcze długo by cię tutaj nie było… Nie odpowiadaj – zastrzegł, widząc, jak jej twarz wykrzywił bolesny grymas. Odwrócił głowę, wbijając wzrok w obraz za oknem. - On też tu jest, prawda?
- Tak – odpowiedziała cicho i uśmiechnęła się, przypominając sobie, jak jej ojciec wyjątkowo dobrze dogadywał się z House’em, gdy Cuddy zapraszała go od czasu do czasu na domowe obiady. Nigdy tego nie lubił, ale nigdy też specjalnie się nie skarżył. Robił to dla niej, a ona nie potrafiła tego wtedy dostrzec.
- Pamiętam, jaka byłaś, gdy przyjechałaś po tamtym roku do domu na wakacje. Nadal mam przed oczami to, jak siedziałaś po nocy na ganku i starałaś się nie płakać. Nigdy ci o tym nie wspominałem, ale pewnej nocy, gdy przechodziłem koło twojego pokoju, usłyszałem, jak mówiłaś przez sen. Błagałaś go, by został…
- Kochałam go, tato…
- A mimo to, pozwoliłaś mu odejść.
Wzruszyła ramionami i spuściła głowę, pamiętając, jak ojciec kolejnego przepłakanego dnia otwarcie i bez skrępowania powiedział jej, że totalnie nie rozumiał jej decyzji. Ale tata był romantykiem, osobą, która szybko wybaczała i równie błyskawicznie zapominała wszystkie urazy. Gdyby mógł, najpewniej przytuliłby do piersi cały świat. Lisa była całkowitym jego przeciwieństwem.
- I znów mu na to pozwolisz… - westchnął cicho. - Pamiętasz, jak spadłaś z huśtawki i złamałaś sobie rękę? – zapytał po chwili ciszy, wpatrując się w ogrodową bujawkę.
Uśmiechnęła się lekko.
- Gdy do ciebie podbiegłem, przez łzy wykrzyczałaś, że głupia huśtawka cię skrzywdziła – zaśmiał się cicho. – Nigdy nie potrafiłaś dostrzec w tym swojej winy – powiedział łagodnie, nie patrząc na córkę. – I my nigdy nie pomogliśmy ci jej odnaleźć. Zamiast pomóc ci przezwyciężyć strach, przytakiwaliśmy, gdy kategorycznie odmawiałaś bawienia się na placu zabaw. Popełniliśmy z matką wiele błędów, być może po prostu kochaliśmy cię zbyt mocno i chcieliśmy dla ciebie jak najlepiej… Ale to nigdy nie powinno nas usprawiedliwiać… Miłość nie powinna być usprawiedliwieniem. Nie potrafiąc przyznać się do swoich porażek i błędów, nieomal cię straciliśmy… Pewnie powinienem powiedzieć ci to wiele lat temu, ale nigdy, kochanie, nie pozwól, żeby strach zamknął ci drogę na szczęście.
Lisa przymknęła oczy i, wzdychając cicho, uśmiechnęła się smutno.
- Jest już za późno, tato…
Mężczyzna pokręcił zamaszyście głową.
- Może na zabawę na huśtawce, tak… Ale na przeprosiny i na wybaczenie nigdy nie jest za późno. Zobacz, jeszcze jakiś czas temu, nie potrafiłaś wytrzymać z matką w jednym pokoju dłużej niż dziesięć minut, a dziś, wtulone w swoje ramiona, przegadałyście pół dnia. Być może nie odzyskasz już tego, co straciłaś, ale zobaczysz, że poczujesz się o wiele lepiej. Sama walka o szczęście, daje choć jego namiastkę…
Przygryzając delikatnie wargi, podeszła bliżej ojca.
- Przepraszam, tato… Że nie było mnie tak długo.
Mężczyzna uśmiechnął się i, wyciągając ramiona, przytulił ją do siebie.
- Zrezygnowałam w życiu z bardzo wielu rzeczy, ale nigdy już nie zrezygnuję z was. I zrobię wszystko, bym nie musiała rezygnować z niego.

Delikatnie dotknęła dłonią olchowego drewna. Dawno nieoliwione łańcuchy zaskrzypiały nieznacznie. Uśmiechnęła się kącikami ust i niepewnie usiadła na siedzisku huśtawki, mocno zaciskając na nim dłonie. Powoli i bardzo lekko odepchnęła się nogami. Bujawka zakołysała się nieznacznie, wydając z siebie cichy jęk. Lisa uśmiechnęła się szerzej i, mocno odbijając się stopami od ziemi, zamknęła oczy. Pęd powietrza rozwiał jej włosy, a wraz z wiatrem w niebo uniósł się cichy śmiech.

Skrzywił się i zacisnął mocniej powieki, gdy poczuł, jak na jego twarz padł nieprzyjemny cień. Powoli otworzył oczy i jęknął cicho, widząc nad sobą rozwścieczone oblicze drobnej blondynki. Suz uśmiechnęła się krzywo, zauważając, że wreszcie zwrócił na nią uwagę.
- Zasłaniasz mi słońce – mruknął, zamykając oczy.
- Och, doprawdy? – wysyczała. – Jakże mi przykro!
- Czego chcesz? – zapytał, kapitulując. Doskonale znał Susan i wiedział, że gdy tylko się na coś uprze, nie da nikomu spokoju, dopóki tego nie osiągnie.
- Bardzo wielu rzeczy – odrzekła, rozglądając się po pustym stadionie futbolowym, a następnie znów przenosząc wzrok na leżącego na ławce diagnostę, uśmiechnęła się złośliwie i jednym, płynnym ruchem zrzuciła jego nogi na ziemię. House poderwał się gwałtownie, starając się nie spaść z ławki.
- Chcesz mnie zabić?!
- To jest właśnie jedna z tych rzeczy – odparła, wyraźnie z siebie dumna.
Siadając wygodnie, posłał jej groźne spojrzenie. Rozradowana umościła się obok niego. Westchnął cicho i przewrócił oczami.
- Proszę, nie krępuj się… Możesz mnie opieprzyć.
- Dzięki za pozwolenie, bez niego na pewno bym tego nie zrobiła.
- Wiesz, co? Irytujesz mnie… - odparł. – Kazałaś mi coś zrobić i to zrobiłem…
- Pies liżąc się po dupie, też coś robi – przerwała mu. – Ale to nie znaczy, że to jest dobre.
- Twoja zdolność budowania metafor zawsze powalała mnie na kolana – prychnął. - Powiedziałem ci wczoraj, że moje rozmowy z Cuddy nie mają sensu, bo od dwudziestu lat kończą się tak samo – kłótnią.
- To nie trzeba było z nią rozmawiać! – wybuchła.
Spojrzał na nią pytająco.
- Myślisz, że przywiązanie jej do krzesła i zakneblowanie byłoby lepszym wyjściem? – zapytał, udając, że poważnie to rozważa.
- Owszem, trzeba było ją zakneblować… Najlepiej swoim językiem!
Posłał jej wątpiące spojrzenie, ale na samą myśl o tym, poczuł, jak po jego plecach przebiegł mały dreszczyk, a na usta mimowolnie wypłynął lekki uśmiech.
- Gdybym tak zrobił, to w tym momencie leżałbym na najbliższym OIOMie…
- Chyba ze zdziwienia… - mruknęła cicho.
Diagnosta westchnął ciężko, wbijając wzrok w murawę stadionu i dokładnie śledząc jeżdżącego na wielkiej kosiarce mężczyznę. Suz spojrzała na niego uważnie i uśmiechnęła się ciepło.
- Ciebie też to męczy, prawda? – spytała cicho.
Wzruszył tylko ramionami, nadal nie odrywając wzroku od jeżdżącego urządzenia.
- Wyjaśnij mi coś, Suz… - powiedział po chwili. – Dlaczego ci tak bardzo na nas zależy?
- Bo pamiętam, jak szczęśliwi byliście – odparła, ale House bez problemu wyczuł w jej głosie niepewność. Kłamała albo przynajmniej coś skrzętnie przed nim ukrywała.
- Jasne… - przytaknął. – A tak naprawdę?
Mitchell uśmiechnęła się niepewnie i spuściła głowę. Przez kilka minut wyglądała, jakby walczyła z samą sobą, ale potem odetchnęła i wbiła wzrok w bliżej nieokreślony punkt na niebie.
- Bo czuję się winna – odparła cicho. – Bo gdyby nie ja, to dzisiaj może bylibyście razem… - Wzruszyła ramionami i spojrzała na diagnostę. Wpatrywał się w nią z pytaniem wymalowanym na twarzy.
- W wieczór imprezy pożegnalnej, Lisa powiedziała mi, że chciałaby, abyś został. Wyznała, że zawsze bardzo cię kochała i że nareszcie znalazła w sobie tyle odwagi, żeby ci o tym powiedzieć. Bała się tego, jak zareagujesz i czy w ogóle będziesz chciał z nią rozmawiać, ale chciała zaryzykować. A znasz ją przecież bardzo dobrze, wiesz, że wszystko musiała mieć zawsze idealnie zaplanowane, że wszystko musiało być pod kontrolą. To, co nieznane, nowe, budziło w niej lęk. Ale wtedy na jej twarzy widziałam tylko ekscytację i szczęście - zamilkła na chwilę, marszcząc brwi. – Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ta moja cholerna nadgorliwość! Matka zawsze mi mówiła, że przez to moje roztrzepanie i niecierpliwość wpędzę kiedyś kogoś do piekła, no i proszę…
- Suz! – warknął, próbując sprowadzić ją na odpowiednie tory.
- No tak… Cuddy chciała z tym poczekać do rana, chciała z tobą porozmawiać na spokojnie, powiedzieć wszystko, co leżało jej na sercu. Omówić to, jak miałoby wyglądać wasze wspólne życie i w ogóle... – Westchnęła ciężko i przymknęła oczy. Wyglądała teraz jak mała dziewczynka, która bała się przyznać rodzicom, że zrobiła coś złego. – Namówiłam ją, żeby poszła ze mną na tę imprezę. Na początku się wzbraniała, mówiła, że to nie jest dobre miejsce… Ale w końcu się zgodziła, a potem… - Wzruszyła ramionami. – Dalej wiesz, co było. Zraniłeś ją… Mimo że teoretycznie nie byliście razem, ona czuła się zdradzona. Później uroiła sobie, że skoro tak szybko zadowoliłeś się kimś innym, to tak naprawdę nigdy jej nie kochałeś… Pomyślała, że to wszystko działo się tylko w jej głowie. Gdy wróciła na drugi rok z wakacji, zauważyłam, że się zmieniła. Była jeszcze bardziej ostrożna, wycofana. Nie liczyło się dla niej nic poza nauką, chciała po prostu skończyć studia i wynieść się z Michigan. Uciec jak najdalej od tego, co bolało… I to wszystko przeze mnie, gdybym jej nie namówiła, na drugi dzień powiedziałaby ci wszystko. Nadal byłaby szczęśliwa… A teraz jeszcze tak bardzo starając się was pogodzić, rozdrapałam tylko stare rany. Przepraszam, nie powinnam była się mieszać ani wtedy, ani dziś…
House uśmiechnął się lekko.
- Chciałaś dobrze – powiedział. – To ja wtedy zachowałem się jak kretyn, a na dodatek nawet nic z tego nie pamiętam! Tak, przynajmniej miałbym coś na osłodę – mruknął, krzywiąc się cierpiętniczo.
Suz posłała mu groźne spojrzenie, ale po chwili uśmiechnęła się przepraszająco.
- Przykro mi, że wam nie wyszło… znowu.
Diagnosta wzruszył ramionami.
- Widać, to naprawdę nigdy nie miało szans. – Po raz drugi w życiu wypowiedział te słowa, ale tym razem wszystko wskazywało na to, że się nie mylił.

Kucając, sięgnęła po jedną ze świeczek. Uśmiechnęła się delikatnie, gdy w mroku zajaśniała zapalona zapałka. Ze zmarszczonymi brwiami przyglądała się, jak płomień wybuchał nagle, by po chwili się uspokoić i kilka sekund tlić się jasnym blaskiem. Westchnęła cicho, widząc, jak zapałka powoli się kurczyła i zamieniała w proch, upadający u jej stóp.
- Życie… - mruknęła i powoli zapaliła kilka świec, rozstawiając je obok rozciągniętego na podłodze grubego pledu. Podniosła się i rozglądnęła po pomieszczeniu, które swoje lata świetlności miało już dawno za sobą, ale o które ktoś nadal dbał. Mała wieżyczka zegarowa, wznosząca się nad budynkami rektoratu, bezustannie dawała schronienie osobom, które pragnęły odpocząć od studenckiego gwaru i spędzić chłodne wieczory w ukochanym towarzystwie. Obejmując się ramionami, powoli podeszła do małego, okrągłego okienka. Potrzebowała spokoju, odpoczynku, miejsca, gdzie mogłaby już ostatecznie wszystko sobie poukładać. Uśmiechając się lekko, wbiła wzrok w rozprzestrzeniającą się za szybą ciemność.

- Mogę już? – zapytała ze śmiechem, ale w jej głosie brzmiała nuta zniecierpliwienia i zirytowania. Zaśmiał się cicho i sięgnął ku jej dłoniom, którymi szczelnie zasłaniała sobie oczy.
- Już – szepnął, powoli rozwierając jej palce. – Pomyślałem, że ci się spodoba – powiedział, gdy zaczęła niepewnie rozglądać się po pomieszczeniu.
- Gdzie jesteśmy? – zapytała, patrząc na niego z wyczekiwaniem.
- W wieży zegarowej. Tej nad rektoratem…
Kiwnęła lekko głową i podeszła do małego okrągłego okienka, z którego rozciągał się widok na uczelniany park. Skąpane w popołudniowym słońcu błonia i lśniąca tafla jeziora, tworzyły krajobraz żywcem wyciągnięty z przewodnika o najbardziej bajkowych miejscach na świecie. Zaśmiała się cicho i powoli odwróciła w jego stronę.
- Jest pięknie… - szepnęła.
Jego twarz rozjaśniła się w szerokim uśmiechu.



Latarnie wzdłuż alejek zaczynały już płonąć, rozpraszając zalegający powoli wokoło mrok. Wiatr wzmógł na sile, targając koronami drzew i ścigając po niebie gęste, ciemne chmury, które co rusz pozbawiały świat ciepłej, srebrnej poświaty księżyca. Tego wieczoru kampus wydawał się być niespotykanie pustym. I sytuacja ta w równym stopniu budziła w sercu diagnosty niepokój, jak i pewnego rodzaju radość. Samotność i cichy szum wiatru powodowały, że w jego umyśle wszystko powoli zaczynało wracać na swoje prawidłowe miejsce. Władanie nad jego ciałem ponownie odzyskiwał zdrowy rozsądek, spychając uczucia w odległe dno zapomnienia.
Nieśpiesznie podniósł się z ławki i narzucając na ramiona marynarkę, powlókł się w stronę akademików. Czuł się niesamowicie zmęczony, pragnął jak najszybciej znaleźć się w wygodnym i ciepłym łóżku. Już miał skręcić w alejkę prowadzącą do męskiego akademika, gdy jego wzrok przykuł dziwny blask u szczytu wieżyczki zegarowej. Mógłby przysiąc, że przez małe, okrągłe okienko wydobywała się ciepła poświata.

Patrząc na jej zaróżowione od emocji policzki, na błyszczące szczęściem oczy, na delikatnie rozchylone w uśmiechu wargi, powoli zbliżył się do niej i, wyciągając dłoń, pogładził jej policzek. Uśmiech zamarł na jej twarzy. Wykrzywił wargi w zwycięskim uśmiechu, widząc, jak bezwiednie zwilżyła wargi koniuszkiem języka. Chciała tego, był o tym święcie przekonany. Przeciągnął dłonią po jej skroni, policzku, zatrzymując się na szyi. Palcami począł pieścić niewielkie zagłębienie na karku. Jej wargi rozchyliły się, a powieki delikatnie opadły. Nachylił się nad jej twarzą, owiewając ją ciepłym oddechem i zatrzymując się kilka centymetrów od jej ust. Chciał dać jej szansę ucieczki, wycofania się, ale zamiast tego przybliżyła się do niego, stykając swoje czoło z jego. Ostatni raz spojrzał w jej oczy – takie chętne, ciepłe, szczęśliwe – i zamykając powieki, delikatnie wpił się w jej wargi. Gdy pocałował ją po raz pierwszy w życiu, doskonale wiedział, że nie potrafiłby przetrwać dnia bez smaku jej ust.



C.d.n.


______
* James Blunt - Goodbye my lover (w tłumaczeniu tekstypopolsku.com)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
flippi
Pacjent
Pacjent


Dołączył: 08 Sty 2011
Posty: 16
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 13:57, 22 Mar 2011    Temat postu:

Kika respect.

Przeczytałam dopiero teraz wszystkie części, no i cóż tu mogę powiedzieć jak nie wspaniałe, cudowne, świetne

Z niecierpliwością czekam na cd.
Nie każ długo czekać, bo ogarnie mnie rozpacz


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Malinowa_Rozkosz
Student Medycyny
Student Medycyny


Dołączył: 28 Sty 2011
Posty: 130
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 16:09, 22 Mar 2011    Temat postu:

Piękne, takie... delikatne. Fajnie opisałaś jej uczucia w czasie powrotu do domu rodziców.
Czy House ma zamiar odpuścić? Nie! Nie zgadzam się, o.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gorzata
Narkoman
Narkoman


Dołączył: 12 Lut 2010
Posty: 3805
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Krk
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 21:14, 22 Mar 2011    Temat postu:

Nie lubię komentować tak świetnych ficków, bo nigdy nie wiem, co napisać. Po prostu brakuje mi słów. Wszystko jest tak cudowne, pełne emocji, masz piękny styl. Bardzo mi się podobał fragment o powrocie do domu, szczególnie o huśtawce. Lubię jakoś teksty o pokonywaniu słabości. No i rozmowa House'a i Suz. Greg z uczuciami, wybaczył, bo chciała dobrze. Piękne, po prostu piękne. Nie mogę się już doczekać kolejnej części i tego, co wymyślisz. Czekam i życzę Weny!

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum House M.D Strona Główna -> Przechowalnia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5  Następny
Strona 4 z 5

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Soft.
Regulamin