Forum House M.D Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Staroindyjski bożek [Z]
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum House M.D Strona Główna -> Huddy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
LicenceToKill
Bond's Girl


Dołączył: 27 Lip 2008
Posty: 1243
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Siedziba MI6
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 17:34, 31 Paź 2008    Temat postu:

Właśnie - ja też CZEKAM

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
amandi
Stomatolog
Stomatolog


Dołączył: 05 Sie 2008
Posty: 954
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 21:41, 31 Paź 2008    Temat postu:

Na minutkę. Martwię się, czy mi to dobrze wyszło.. przedostatni odcinek. pozdrawiam wszystkich na niego czekających

Weszli do szpitala. Ciche pytanie skierowane do lekarza dyżurnego wskazało im w odpowiedzi kierunek. Sala nr 13.
Białe ściany zlewały się z tak samo białą podłogą. Wszystko było takie przyciszone, spokojne, a zarazem przepełniające niepokojem. Kliniczna czystość doprowadzała ich do szału. Jedynym dźwiękiem, znajomym i bezpieczny, był stukot laski, rozrywający pętlę czasową.
Lisa uchyliła drzwi, ale nie odważyła się przestąpić progu. Bała się tego, co może tam zobaczyć. Swoją siną twarz z czarnymi obwolutkami wokół oczu. Wychudzoną, zmizerowaną, wciąż mokrą. Bała się spojrzenia House’a. Bała się tego, co mogłoby wyrażać.
Wilson delikatnie zmusił ją do wejścia. Od razu odnaleźli wzrokiem kobietę podpiętą do aparatury, z maską tlenową na twarzy i obandażowanymi nadgarstkami. Nadgarstkami? Z powodu… cięć? A może ktoś jej je wykręcał, łamiąc? Jej ciemne, jeszcze wilgotne loki miękko opadały na jasną poduszkę, wyraźnie się od niej odcinając.
Wilson przezornie trzymał się z boku. Domyślił się, że chcieliby być w tej chwili sami. Czuł, że jego obecność tylko by przeszkadzała. Pozwolił Cuddy dalej pójść samej. Obejrzała się na niego pytająco tylko jeden raz. Gdy skinął głową, zbliżyła się do House’a.
Nie wiedziała, jak on zareaguje. Miał prawo jej nienawidzić… Miał prawo do…
- House? – spytała, chcąc go obudzić. Drgnął na dźwięk jej głosu. Miała mieszane uczucia: z jednej strony tak bardzo pragnęła go dotknąć, wyjaśnić… a z drugiej… z drugiej chciała się odkręcić i wyjść bez słowa. Uciec. Od niego.
W tym samym momencie ktoś nagle przycisnął Wilsonowi chusteczkę nasączoną chloforem do twarzy. Zaczął się szarpać i dusić, ale słodko-gorzki zapach całkowicie go otumanił. Podłoga zaczęła się kołysać w górę i w dół, coraz szybciej i szybciej, a on poczuł, że ma ochotę zwymiotować. Zaraz potem zaległa ciemność. By Cuddy nie usłyszała odgłosu upadającego ciała, ktoś ostrożnie ułożył go na ziemi. Głowa poleciała mu bezwładnie na bok.
- Hej – Cuddy ośmieliła się potrząsnąć Gregiem. – Rozumiem… staram się ciebie zrozumieć, ale… ale jeśli to, co powiedziałeś tamtej nocy chociaż w części jest prawdą, to chyba zasłużyłam choć na jedno spojrzenie!
- Widać, że skromność nie jest twoją mocną stroną.
Podskoczyła gwałtownie i obróciła się szybko do tyłu, skąd dobiegł ją lekko kpiący głos.
- TY SUKINSYNU! – wywrzeszczała, rzucając się na niego z pięściami. Zgrabnie uchylił się od ciosu i stanął w bezpiecznej odległości. Greg House popatrzył na nią z uśmiechem. Gorzkim uśmiechem. Jakkolwiek to nie on leżał na szpitalnym łóżku, to również był w nie najlepszym stanie. Miał zapadnięte, przygasłe oczy, zmierzwione włosy, ranę na policzku i brudne ubranie. Po chwili odwrócił od niej wzrok.
- House… - Cuddy była na skraju wyczerpania nerwowego – Jak… jak ty mogłeś mi… nam to zrobić… odchodziliśmy od zmysłów, bo ty łaskawie nie raczyłeś dać znaku życia. Jednego, cholernego znaku, że jeszcze nie odwaliłeś tej swojej przeklętej kity! – w miarę mówienia coraz bardziej podnosiła głos. Cierpiała, ale role się odwróciły. To ona miała prawo do pretensji, do wyrzucenia z siebie tego wszystkiego, co nazbierało się w niej przez te 5 dni. Nie zauważyła, albo nie chciała zauważyć wyglądu House’a. – Gdzieś ty był?! – kontrolowała się z największym trudem.
- Nie chcę o tym mówić – powiedział cicho.
- Napij się brandy, to łatwiej ci przyjdzie zwierzanie się. Tylko poczekaj, bo musze nastawić sobie budzik na 2 w nocy. Wcześniej nie ma co na ciebie liczyć.
- Tak? – House nagle do niej podszedł i chwycił mocno za ramiona, przypierając do ściany – Jesteś nieszczęśliwa! Zawsze byłaś i będziesz, bo odpychasz każdego, kto choć trochę próbuje się do ciebie zbliżyć! Ty się boisz miłości! Boisz się, że ktoś cię zrani, ale to ty ranisz! Bardziej, niż ci się wydaje! – krzyczał, nie panując nad sobą. – Po co tu przyjechałaś?! Żeby mnie przeprosić i zostawić daleko w tyle wyrzuty sumienia? I uciec? Bo ty zawsze uciekasz!
- Ty też to robisz, House. Zrobiłeś to zarówno teraz, jak i dwadzieścia lat temu. Ja się boję uczuć? Możliwe, ale to nie ja przez całe życie odcinam się od ludzi, nie podchodzę do nich zakładając, że zawsze kłamią! Nie zachowuję się tak, żeby taktowali mnie jak dupka! Zasłużenie!
- Wychodzi na to, że oboje jesteśmy siebie warci! – Greg ciężko, wściekle oddychał. Znowu wszystko zepsuł. Teraz ona się odwróci i odejdzie, zostawiając go samego. Już na zawsze. Samotny, rozgoryczony, zapamiętały w swoim bólu, ukrywający go za maską drwin.
- Masz absolutną rację – dając się porwać impulsowi, zatopiła się z nim w pocałunku. Oboje całkowicie oszołomieni tym, co robili, zanurzyli się w słodyczy swoich ust, miękkich, wilgotnych, namiętnych warg. Świat jakby na chwilę przystanął. Teraz nie liczyło się nic, poza nimi. Potem House gwałtownie przerwał i cofnął się o krok. Spojrzał na nią, ale jego oczy już nie były zgasłe. Rozbłysły tym samym, od czego zakwitł uśmiech Lisy. Świadomością wzajemnej miłości.
- House, ty durniu, coś ty zrobił?! – wyjąkała nagle Cuddy. Kiedy minął chwilowy szok, podążył za jej wzrokiem, trafiając na leżącego bez ruchu Wilsona.
- Nie przewidywałem udziału publiczności. Grunt to zabezpieczenie. – wyznał niewinnie House. – Poza tym, Cuddy, nie chciałabyś zobaczyć jego miny, kiedy się dowie, co go ominęło?
- On cię zabije – nadal na niego spoglądała.
- Tak. Prawdopodobnie dosypie arszeniku do sałatki i wyjątkowo nie będzie jej trzymał poza moim zasięgiem. Co więcej, podsunie mi ją pod nos.
- Jasne, Jimmy już jako dziecko truł złote rybki… - stwierdziła, przenosząc wzrok na Grega. To rozcięcie na policzku… Nie miała odwagi pytać. A on ochoty mówić. Zaczeka. Jak długo będzie trzeba. Teraz ma czas. ONI mają czas.
Wilson poruszył się odrobinę, coś jęknąwszy. House zerknął na przyjaciela z mieszaniną współczucia i rozbawienia.
- Cóż… planowałem mocne wejście.
- Wow. A ona to kto? – spytała Cuddy, wskazując ruchem głowy na ofiarę rzeki.
- Nasza mała syrenka? Arielle.
- Moja wina, nie doczytałam ci zakończenia tej bajki na dobranoc. Arielle przecież…
- Ale ona naprawdę ma tak na imię! – bronił się House – Nie wierzysz mi? Cuddy, nie wierzysz: MI?
Westchnęła z politowaniem, a on się roześmiał. Wreszcie, wreszcie skończyły się ich codzienne zmagania z udręką pojedynczych godzin, wypełnionych palącą pustką… Wszystko już było dobrze. Auć. Nie wszystko.
- House? My nie wróciliśmy do swoich ciał. – zauważyła Lisa. Co prawda, zdążyła się przyzwyczaić, a skoro to ich do siebie zbliżyło… to… to i tak chciała powrotu.
- No co ty?! – udał zaskoczenie Gregory – Jak się zorientowałaś? Bo nie wpadłaś na myśl o ślubie. Ewentualnie znowu mnie nie słuchałaś – zakończył, szczerząc się.
- ??
- Uklęknij, a ja siebie poproszę w twoim imieniu, bym za ciebie wyszedł. Ożenił się. Albo coś. No wiesz… gdyby ktoś całkiem przypadkowo wszedł, to moglibyśmy go zgorszyć nieprzyzwoitą myślą, jeśliby zobaczył, jak ja, czyli jak kobieta klęczy przed facetem – uśmiechnął się.
- Och… - szturchnęła go ze śmiechem. I znów pocałowała…


I jednak to nie był House . Nie zdążyłabym go wtedy tak szybko ozdrowić . zamiast tego mamy buziaczka


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
jeanne
Nefrologia i choroby zakaźne
Nefrologia i choroby zakaźne


Dołączył: 29 Mar 2008
Posty: 6080
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 21:57, 31 Paź 2008    Temat postu:

Cytat:
W tym samym momencie ktoś nagle przycisnął Wilsonowi chusteczkę nasączoną chloforem do twarzy.

WTF?!
Czyżby Hałś wrócił z zaświatów?
Cytat:
Miał zapadnięte, przygasłe oczy, zmierzwione włosy, ranę na policzku i brudne ubranie. Po chwili odwrócił od niej wzrok.

Poor Hałś! A mówilam, że to nie on?
Cytat:
- Napij się brandy, to łatwiej ci przyjdzie zwierzanie się. Tylko poczekaj, bo musze nastawić sobie budzik na 2 w nocy. Wcześniej nie ma co na ciebie liczyć.

Auć... Cuddy wyciąga ciężka artylerię...
Cytat:
- Masz absolutną rację – dając się porwać impulsowi, zatopiła się z nim w pocałunku

Nie ma to jak pomysłowe rozładowanie napięcia
Cytat:
- Nie przewidywałem udziału publiczności. Grunt to zabezpieczenie.

Przy zabezpieczeniu Jeanne umarła, albowiem przypomniała sobie, co robiła z koleżanką w kościele
Cytat:
To rozcięcie na policzku… Nie miała odwagi pytać.

A ja mam! Co mu się stało?
Cytat:
- Uklęknij, a ja siebie poproszę w twoim imieniu, bym za ciebie wyszedł. Ożenił się. Albo coś. No wiesz… gdyby ktoś całkiem przypadkowo wszedł, to moglibyśmy go zgorszyć nieprzyzwoitą myślą, jeśliby zobaczył, jak ja, czyli jak kobieta klęczy przed facetem – uśmiechnął się.

Tu ostatecznie zaliczyłam zgon Musiałam się chwilę zastanowić kto przed kim będzie klękał
Klękanie przed facetem... Amandi! Ty chcesz mojej śmierci!
*ómarła*

Moje roztocze z pod łóżka czekają na dalej!


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez jeanne dnia Pią 21:59, 31 Paź 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
kremówka
Onkolog
Onkolog


Dołączył: 19 Kwi 2008
Posty: 2623
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 22:05, 31 Paź 2008    Temat postu:

Cytat:
Weszli do szpitala. Ciche pytanie skierowane do lekarza dyżurnego wskazało im w odpowiedzi kierunek. Sala nr 13.
Białe ściany zlewały się z tak samo białą podłogą. Wszystko było takie przyciszone, spokojne, a zarazem przepełniające niepokojem. Kliniczna czystość doprowadzała ich do szału. Jedynym dźwiękiem, znajomym i bezpieczny, był stukot laski, rozrywający pętlę czasową.
To jest mój zdecydowanie ulubiony cytat... Oczywiście, poza oświadczynami
No i powiem Ci, że mieszasz... Ciągle nie pozwalasz mieć pewności, że zaraz nie wydarzy się coś niespodziewanego... I dobrze

Czekam niecierpliwie na dalszą część... Pozdrawiam:*


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
minnie
Internista
Internista


Dołączył: 10 Lip 2008
Posty: 663
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Szczecin
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 23:03, 31 Paź 2008    Temat postu:

Hah
Żyje!! Yeah
Nie chce końca, ale i tak czekam na ciąg dalszy
Wena życzę


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
ceone
Tygrysek Bengalski
Tygrysek Bengalski


Dołączył: 12 Cze 2008
Posty: 1766
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 23:20, 31 Paź 2008    Temat postu:

dziwna ta ostatnia część

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
lizbona
Student Medycyny
Student Medycyny


Dołączył: 28 Paź 2008
Posty: 105
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Poznań
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 23:30, 31 Paź 2008    Temat postu:

Sorki, że się wtrącę - ale tak nieśmiało napomkę, że ponoć przerywanie szkodzi: GDZIE JEST DALSZA CZĘŚĆ?!?!?!

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
runiu
Internista
Internista


Dołączył: 13 Cze 2008
Posty: 615
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gorzów Wlkp.
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 9:45, 01 Lis 2008    Temat postu:

Rozwaliłaś mnie tą ostatnią częścią, tak namieszane i nieprawdopodobne, że aż świetne. Nie spodziewałam się czegoś takiego.
Zazdroszczę talentu i pozdrawiam.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jarii007
Kardiochirurg
Kardiochirurg


Dołączył: 30 Wrz 2008
Posty: 2951
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 10:14, 01 Lis 2008    Temat postu:

Nie noo Boskiee amandi

Cytat:
W tym samym momencie ktoś nagle przycisnął Wilsonowi chusteczkę nasączoną chloforem do twarzy.


Eyy nooo ... Buba ?

Cytat:
- TY SUKINSYNU!




Cytat:
Miał zapadnięte, przygasłe oczy, zmierzwione włosy, ranę na policzku i brudne ubranie.


Ojojoj ... *wyciąga paczkę chusteczek*

Cytat:
- Tak? – House nagle do niej podszedł i chwycił mocno za ramiona, przypierając do ściany – Jesteś nieszczęśliwa! Zawsze byłaś i będziesz, bo odpychasz każdego, kto choć trochę próbuje się do ciebie zbliżyć! Ty się boisz miłości! Boisz się, że ktoś cię zrani, ale to ty ranisz! Bardziej, niż ci się wydaje! – krzyczał, nie panując nad sobą.


Ojć ... *wyciera oczy* Alee przemowa Noo ten smutne

Cytat:
- Masz absolutną rację – dając się porwać impulsowi, zatopiła się z nim w pocałunku. Oboje całkowicie oszołomieni tym, co robili, zanurzyli się w słodyczy swoich ust, miękkich, wilgotnych, namiętnych warg. Świat jakby na chwilę przystanął. Teraz nie liczyło się nic, poza nimi.


ooo to to HuK2 !!!

Cytat:
- House, ty durniu, coś ty zrobił?! – wyjąkała nagle Cuddy. Kiedy minął chwilowy szok, podążył za jej wzrokiem, trafiając na leżącego bez ruchu Wilsona.


Noo ale żeby Wilsona ??? Biedny Wilson

Cytat:
- Jasne, Jimmy już jako dziecko truł złote rybki…


Haha Wilson - morderca złotych rybek

Cytat:
To rozcięcie na policzku… Nie miała odwagi pytać. A on ochoty mówić. Zaczeka. Jak długo będzie trzeba. Teraz ma czas. ONI mają czas.


Mrauuu Ojj mają , mają

Cytat:
Wilson poruszył się odrobinę, coś jęknąwszy. House zerknął na przyjaciela z mieszaniną współczucia i rozbawienia.


Hahahahahahaha xD Dostałam ataku śmiechu *śmiej się na cały dom*

Cytat:
- House? My nie wróciliśmy do swoich ciał.


No , nie ale ja wiem kiedy wrócicie Jak : WEŹMIECIE ŚLUB !!! O !

Cytat:
- Uklęknij, a ja siebie poproszę w twoim imieniu, bym za ciebie wyszedł. Ożenił się. Albo coś. No wiesz… gdyby ktoś całkiem przypadkowo wszedł, to moglibyśmy go zgorszyć nieprzyzwoitą myślą, jeśliby zobaczył, jak ja, czyli jak kobieta klęczy przed facetem – uśmiechnął się.


Ten widok - bezcenne Oj mógłby się zgorszyć

Cytat:
- Och… - szturchnęła go ze śmiechem. I znów pocałowała...




Ale mi się rozpisało
Heh

No ale jak taki świetny fik too ja się nie dziwię

Chyba już wiesz że ten fik jest świetny nie ?

No ja myślę

No to ten kiedy next part ?

Too ja czekam

Pozdrowienia



PS.Stwierdziłam że nasz mały kolega od paluszków był głodny i nie miał odwagi Cię spytać czy mu dasz te paluszki Więc zrobił to co zrobił

Noo i wracaj szybko do zdrowia

PS 2.
Cytat:
Martwię się, czy mi to dobrze wyszło...


To się nie martw !!! O! Bo mi się baaaaaaaaaaardzoooo podobało





Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Jarii007 dnia Sob 10:17, 01 Lis 2008, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
amandi
Stomatolog
Stomatolog


Dołączył: 05 Sie 2008
Posty: 954
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 10:56, 01 Lis 2008    Temat postu:

*padła ze szczęścia i leży*

jeanne
Cytat:
WTF?!
Czyżby Hałś wrócił z zaświatów?

specjalistycznie uzbrojony duch . A ja niedawno nauczyłam mojego 2,5-letniego siostrzeńca mówić - "Hałś"

Cytat:
Poor Hałś! A mówilam, że to nie on?

Mówiłaś i wytrąciłaś mi z ręki element zaskoczenia . Za dobrze mnie znasz
Cytat:
Auć... Cuddy wyciąga ciężka artylerię...


Po 5 dniach wariowania ze strachu, House musi być przygotowany na oberwanie kulą armatnią w łeb

Cytat:
Przy zabezpieczeniu Jeanne umarła, albowiem przypomniała sobie, co robiła z koleżanką w kościele

OMG, to co wy robiłyście??

Cytat:
A ja mam! Co mu się stało?

a ja tam wiem?

Cytat:
Tu ostatecznie zaliczyłam zgon Musiałam się chwilę zastanowić kto przed kim będzie klękał
Klękanie przed facetem... Amandi! Ty chcesz mojej śmierci!
*ómarła*

Moje roztocze z pod łóżka czekają na dalej!

Nieee, nie chcę twojej smierci , żyj, żyj . Roztocza! Trzymajcie się, bo w najbliższym czasie nadciągnie ostatnia część !

Dzięki

kremówka
Cytat:
To jest mój zdecydowanie ulubiony cytat... Oczywiście, poza oświadczynami

dziękuję

Cytat:
No i powiem Ci, że mieszasz... Ciągle nie pozwalasz mieć pewności, że zaraz nie wydarzy się coś niespodziewanego... I dobrze

Nie ma jak trzymanie ludzi w niepewności , dzięki

minnie
Dzięki , ożył, bo wczoraj było Halloween

ceone,
skoro się na koniec uśmiechasz, to chyba było pozytywne, więc:

lizbona
dalsza część jeszcze nie powstała , ale ponieważ nie chcę, żeby wam przerwa zaszkodziła , powstanie niedługo

runiu
Cytat:
Rozwaliłaś mnie tą ostatnią częścią, tak namieszane i nieprawdopodobne, że aż świetne. Nie spodziewałam się czegoś takiego.

Akurat miałam w domu włączony mikser, więc samo się zmieszało, dziękuuję

Cytat:
Zazdroszczę talentu i pozdrawiam



Jarii
Cytat:
Nie noo Boskiee amandi



Cytat:
Ojojoj ... *wyciąga paczkę chusteczek*

Ja się tak właśnie zastanawiam, czy on miał co jeść i gdzie spać

Cytat:
Ojć ... *wyciera oczy* Alee przemowa Noo ten smutne

House już też miał dość milczenia..........

Cytat:
ooo to to HuK2 !!!

Nie ma jak -

Cytat:
Noo ale żeby Wilsona ??? Biedny Wilson

Ewentualnie mógłby być kop z półobrotu za Chuckiem Norrisem, ale Greg postanowił być delikatniejszy i go tylko uśpił. No, co im będzie przeszkadzać swoim szokiem połączonym z niedowierzaniem i psychoanalizą

Cytat:
Wilson - morderca złotych rybek

*zaczyna się krztusić ze śmiechu*

Cytat:
No , nie ale ja wiem kiedy wrócicie Jak : WEŹMIECIE ŚLUB !!!

Nie jest powiedziane

Cytat:
Ten widok - bezcenne Oj mógłby się zgorszyć

House dba o dobro psychiczne pracowników tamtejszego szpitala

Cytat:
Chyba już wiesz że ten fik jest świetny nie ?

Skoro tak mówisz

Cytat:
PS.Stwierdziłam że nasz mały kolega od paluszków był głodny i nie miał odwagi Cię spytać czy mu dasz te paluszki Więc zrobił to co zrobił

No właściwie......

Cytat:
Noo i wracaj szybko do zdrowia

staram się cały czas

Cytat:
To się nie martw !!! O! Bo mi się baaaaaaaaaaardzoooo podobało

zgodnie z zaleceniem przestałam się martwić , dzienks


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez amandi dnia Sob 11:11, 01 Lis 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jarii007
Kardiochirurg
Kardiochirurg


Dołączył: 30 Wrz 2008
Posty: 2951
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 11:04, 01 Lis 2008    Temat postu:



amandi napisał:
Ewentualnie mógłby być kop z półobrotu za Chuckiem Norrisem, ale Greg postanowił być delikatniejszy i go tylko uśpił. No, co im będzie przeszkadzać swoim szokiem połączonym z niedowierzaniem i psychoanalizą


Haha To tylko Chuck Norris potrafi

amandi napisał:
*zaczyna się krztusić ze śmiechu*


Klepie amandi po plecach

amandi napisał:
Nie jest powiedziane


No chyba nie ale kto wie może ?



*w oczekiwaniu na cd*



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
amandi
Stomatolog
Stomatolog


Dołączył: 05 Sie 2008
Posty: 954
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 11:16, 01 Lis 2008    Temat postu:

House nie ma szans w starciu z Chuckiem Norrisem (chociaż.... kto wie? ).. *dzięki poklepywaniu znowu nabrała oddechu*. Co do ostatniej części, to musze jeszcze pomyśleć, jak ma ona wyglądać

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
jeanne
Nefrologia i choroby zakaźne
Nefrologia i choroby zakaźne


Dołączył: 29 Mar 2008
Posty: 6080
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 11:26, 01 Lis 2008    Temat postu:

Cytat:
Po 5 dniach wariowania ze strachu, House musi być przygotowany na oberwanie kulą armatnią w łeb

Ja bym go tak wykastrowała Ale myślę, że Cuddy nie zrobi sobie tego
Cytat:
OMG, to co wy robiłyście??

Nic takiego strasznego xD Tylko zabezpieczałam swoją gumką jej biały pomponik od włochatej kamizelki Bo jeden to był on, a drugi to był ona i przecież nie mogli tak bez zabezpieczenia
Cytat:
Roztocza! Trzymajcie się, bo w najbliższym czasie nadciągnie ostatnia część !

Najbliższym? Tzn? Bo ja się tu niecierpliwię!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
amandi
Stomatolog
Stomatolog


Dołączył: 05 Sie 2008
Posty: 954
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 11:30, 01 Lis 2008    Temat postu:

swietnee!! a wy tak w kościele, zbereźnicy ! No, Cuddy to chyba by tego nie zrobiła, nie mając pewności, czy wróci do swojego ciała . A ja jeszcze nie wiem kiedy... w ciągu 3 dni??

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jarii007
Kardiochirurg
Kardiochirurg


Dołączył: 30 Wrz 2008
Posty: 2951
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 13:13, 01 Lis 2008    Temat postu:

amandi napisał:
A ja jeszcze nie wiem kiedy... w ciągu 3 dni??


3 dni ?!?! Ojojoj to duużo

*umiera z tęsknoty za ciągiem dalszym...*



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
amandi
Stomatolog
Stomatolog


Dołączył: 05 Sie 2008
Posty: 954
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 13:23, 01 Lis 2008    Temat postu:

Postaram się napisac dziś wieczorem . Bo ostatnio to jest tak, że ochotę na pisanie zaczynam mieć od 22 wzwyż. Np., podczas nauki do fizyki, przylazł Wen i zaczął marudzić, więc dla świętego spokoju napisałam odcinek. Jego szczęście, że to się nie dobiło na ocenie

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jarii007
Kardiochirurg
Kardiochirurg


Dołączył: 30 Wrz 2008
Posty: 2951
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 13:30, 01 Lis 2008    Temat postu:

Hehe

Zamiast się uczyć to fiki pisze ... ale to BARDZO DOBRZE

House zawsze pomaga w nauce

Pozdrów Wena


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
amandi
Stomatolog
Stomatolog


Dołączył: 05 Sie 2008
Posty: 954
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 14:10, 01 Lis 2008    Temat postu:

Wen się dumnie uśmiechnął, podziękował i zapowiedział przeszkadzanie w nauce do angielskiego jutro. O wow.....

P.S. ale te tematy z fizyki były taaaaaaaaaakie nudne w porównaniu z House'em


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
jeanne
Nefrologia i choroby zakaźne
Nefrologia i choroby zakaźne


Dołączył: 29 Mar 2008
Posty: 6080
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 15:42, 01 Lis 2008    Temat postu:

My nie jesteśmy zbereźniacy, tylko... o! Pomysłowi!
Powiem tak po cichutku, że opowiadałam tej koleżance niektóre fragmenty fików i ona powiedziałą, ze więcej koło mnie nie siedzi
Cytat:
zapowiedział przeszkadzanie w nauce do angielskiego jutro.

A nie możesz się pouczyć dziś?
Cytat:
ale te tematy z fizyki były taaaaaaaaaakie nudne w porównaniu z House'em

W porównaniu z Housem wszystko wychodzi blado
Twój Wen jest chyba łasy na komplementy, więc mu powiedz, że taka Jeanne go bardzo lubi i prosi o kolejną część, bo jest cudowny
I czekam


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jarii007
Kardiochirurg
Kardiochirurg


Dołączył: 30 Wrz 2008
Posty: 2951
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 16:00, 01 Lis 2008    Temat postu:

Hehe

amandi napisał:
i zapowiedział przeszkadzanie w nauce do angielskiego
jutro


Eee tam po co się uczyć angielskiego jak z House'a znasz wystarczającą ilość słówek ?

amandi napisał:
P.S. ale te tematy z fizyki były taaaaaaaaaakie nudne w porównaniu z House'em


Noo tak fizyka jest taaaaaaakaaaaaaa nudna

Hmmm ... No to czekamy na jutrzejszą naukę angielskiego w Twoim wykonaniu


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
amandi
Stomatolog
Stomatolog


Dołączył: 05 Sie 2008
Posty: 954
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 16:02, 01 Lis 2008    Temat postu:

Uczyć?...... dziś?....... buu, ale taki ładny weekend jest . dziś może cóś uda mi się stworzyć . Wen tak i teraz przybrał pozę i minę Napoleona, ale ja za niego nie odpowiadam, nie przyznaję się do jakiegokolwiek z nim pokrewieństwa i się rumienię na wzmiankę o komplementach . A, kazał ci przekazać, że on też cię bardzo lubi (i tu wyjątkowo się z nim zgadzam ).
Pomysłowi , ja się nie dziwię tej koleżance . Tobie zresztą też nie, bo jak ja ze swoimi siedzę w ławce w kościele, to dostajemy jakiegoś niezidentyfikowanego ataku śmiechu . Może to jakaś choroba jest? House help us

Jakbym panu zaprezentowała słówka, które znam z House'a, to chyba by mnie z lekcji wyrzucił . House do fizyki, to jak... jak... i metafory nie mam,


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez amandi dnia Sob 16:04, 01 Lis 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Cave
Rezydent
Rezydent


Dołączył: 25 Maj 2008
Posty: 1411
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 19:26, 01 Lis 2008    Temat postu:

ohh:P

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
jeanne
Nefrologia i choroby zakaźne
Nefrologia i choroby zakaźne


Dołączył: 29 Mar 2008
Posty: 6080
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 20:51, 01 Lis 2008    Temat postu:

Cytat:
A, kazał ci przekazać, że on też cię bardzo lubi (i tu wyjątkowo się z nim zgadzam ).

Naprawdę? *chlipie ze wzruszenia* Ja też was tak mocno lubie
Cytat:
Tobie zresztą też nie, bo jak ja ze swoimi siedzę w ławce w kościele, to dostajemy jakiegoś niezidentyfikowanego ataku śmiechu

Na szczęście siedzi w dalszym ciągu obok mnie i musi słuchać moich wywodów na temat Huddy Biedna. Ale w ramach zadośćuczynienia obiecałam jej, że napiszę jej scenkę Huddy z umywalką I to ona to wymyśliła w kościele!
Cytat:
Może to jakaś choroba jest? House help us

Zgłaszam sie na terapię do Housa! Może wypróbowywać na mnie swoje szalone metody
No i co z tą częścią? *uśmiecha sie prowokacyjnie do Wena*
Bo Jeanne trawiona gorączką, zamiast się położyć ślini sie do komputera i czeka xD


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jarii007
Kardiochirurg
Kardiochirurg


Dołączył: 30 Wrz 2008
Posty: 2951
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 11:13, 02 Lis 2008    Temat postu:

amandi napisał:
Jakbym panu zaprezentowała słówka, które znam z House'a, to chyba by mnie z lekcji wyrzucił


Eee tam Słówka z House'a są przecież baaardzo przydatne na angielskim No ... przynajmniej mi Ostatnio się pani pytała kto wie jak jest gorączka No to ja od razu odpowiadam [nikt inny nie wiedział] No i jak mogłam nie dodać że to z House'a ? Co by to było

amandi napisał:
House do fizyki, to jak... jak... i metafory nie mam,


Poczekaj ja coś wymyślę może ... to jak House do fizyki O ! House jest o WIEEEEELE przydatniejszy i potrzebniejszy do życia od fizyki No jaki z tego morał ? Że lepiej jest zajmować się House'm niż czymś innym

jeanne napisał:
Zgłaszam sie na terapię do Housa!


Zaczekajjj !!! Idę z Tobą *wybiega z domu jak szlona*

Czekamy na cd amandi

Pozdro



Ehh używam za dużo tej minki :
No ale cóż !


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Jarii007 dnia Nie 11:16, 02 Lis 2008, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
amandi
Stomatolog
Stomatolog


Dołączył: 05 Sie 2008
Posty: 954
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 19:23, 02 Lis 2008    Temat postu:

dzięki , ja też się zgłaszam (żeby tylko na mnie nie eksperymentował ). Ostatnia część. Może nie wyszła dokładnie tak, jak chciałam, ale już po-oszło w eter . mam nadzieję, że się wam spodoba . Miłej lektury . P.S. tak się zastanawiam... może zrobić sobie przerwę od pisania??

Całowali się. Intensywnie, mocno, zmysłowo. Niepozorny składzik przemieniał się w wyśnioną, dostępną tylko im, krainę. Zdezelowane meble istniały jedynie wtedy, gdy potykali się o nie w szale namiętności – i to tylko na jedno króciutkie mgnienie. Zaraz potem znowu znikały. Czerwonawe światło przenikające przez zaciągnięte zasłony balansowało na krawędziach ich ubrań, przemykało w smudze promieni razem z ich błądzącymi dłońmi i uderzało niczym ślepiec w kawałek wystającego skądś szkła, rozpraszając się i okaleczone tańcząc z drobinkami unoszącego się zewsząd kurzu.
House delikatnie, ale zarazem natarczywie ściągał czarną kurtkę Cuddy, jednocześnie opierając ją samą o ścianę. Ona również, nie odrywając od niego wygłodniałych warg, pośpiesznie zrywała z niego bluzkę. Może i mieli inne ciała, ale dusze te same i pragnące tego samego. Gorącej miłości…
House pokrywał jej szyję pocałunkami jak tysiącem drżących motyli. Drżących jak ona. Słysząc jej niecierpliwy, urywany oddech, uklęknął i zaczął zębami rozpinać jej pasek u spodni. Poczuła narastające podniecenie. Objęła dłońmi jego głowę, wsuwając palce między włosy, wichrząc je i tarmosząc.
Mimo uczucia spełnienia, a zarazem niedosytu, naszła ją fala wątpliwości. Czy powinni, czy w pracy, czy…
- Nie powinniśmy z tym zaczekać? – wydyszała – Nie słyszałam w żadnej tradycji o dniu przedślubnym… Zresztą… zresztą pewnie nas już szukają… Mamy obowiązki i…
- Och, zamknij się wreszcie – wymruczał niewyraźnie Greg, mocując się z klamrą. Z radością, potulnie go usłuchała. Wreszcie zdała się całkowicie na kogoś innego. Wreszcie to nie ona musiała podejmować decyzje. Wreszcie ktoś ją pokochał…
W oczekiwaniu zwilżyła językiem usta i wtedy… drzwi gwałtownie i niespodziewanie się otworzyły. Znieruchomiała przerażona, czując, jak na jej policzki wypływa gorący rumieniec pod wpływem zaskoczonego spojrzenia… Foremana.
- Cuddy… - powiedziała lekko zdławionym głosem, zabierając ręce – Cuddy, przestań. – ostrożnie, ale nerwowo trąciła ją kolanem.
Foreman został „narażony” na to, co House chciał zaoszczędzić zdrowiu psychicznemu pracowników innego szpitala. Widok administratorki PPTH na kolanach przed… a raczej pod zaczerwienionym diagnostą, „wgryzionej” w jego pasek był dla osoby postronnej z deka zabawny, szczególnie, jak się ich znienacka przyłapało…
- Spokojnie, przecież taki Foreman nie wleci tu z tasakiem bronić twojej cnoty – „dyrektorka” zadarła głowę do góry, patrząc swoimi roześmianymi, niebieskimi tęczówkami na uśmiechającego się z przymusem lekarza.
- Z tasakiem nie, bo nie będzie miał potrzeby rąbać otwartych drzwi… - wycedziła. „Taki Foreman” zatkał sobie ręką usta, żeby nie wybuchnąć śmiechem. I tak się krztusił, rzucając raz po raz rozbawione spojrzenia. „Cuddy” powoli się odwróciła i zwęziła oczy.
- To jest dokładnie to, o czym myślisz i to, na co nie masz ani biletu, ani zaproszenia. – powiedziała wściekła. – Wypożyczalnia jest tuż za rogiem, więc skoro się nie przyłą… - urwała, dostawszy „kuksańca” w podbrzusze. – Moja macica! – wydusiła z wyrzutem.
- Ekh… no… hihi… to może ja już pójdę… powiem Wilsonowi, gdzie jesteście, bo szukał House’a… yyy… to miłej zabawy… pa… - wyjąkał się Eric, chichocząc i wyszedł równie szybko, jak się pojawił.
Prawdziwa Lisa wyminęła ze złością wciąż klęczącego House’a i usiadła na pufce. Wyciągnęła Vicodin, wysypała sobie na rękę dwie tabletki i połknęła, odchylając głowę do tyłu.
Z jej punktu widzenia to była tragedia na miarę wybuchu Wezuwiusza. Mimo, że wszyscy wiedzieli o jutrzejszym ślubie, to nie chciała, żeby plotkowali o ich życiu erotycznym na każdym dyżurze. Oczywiście House zdawał się w ogóle tym nie przejmować. Co prawda widział, że ona stała się jakaś nieswoja, ale…
- Lisa… - zaczął, wstając.
- Pójdę po nowe opakowanie – zerwała się, niefortunnie pokazując mu ledwo napoczętą, pomarańczową fiolkę. Greg spojrzał na nią smutno.
- W tej szafie jest potwór i wyjdzie, i mnie zje, i to wtedy, jak ty sobie stąd wymaszerujesz – wyrecytował na jednym wdechu z przeświadczeniem pięciolatka. Uśmiechnęła się, już w miarę spokojna.
- Zobaczymy się jutro, House. Ja idę po nowy garnitur, a tobie w domu na łóżku położyłam suknię. Przymierz ją potem. – zamknęła cicho drzwi.
- Zapomniałaś zwinąć mi kartę kredytową? – zapytał domyślnie Gregory, kiedy drzwi się znowu otworzyły.
- Zapomniałem ci jej oddać. – oświadczył Wilson, wchodząc do środka. Greg trochę się nastroszył pamiętając, jak Wilson był łaskaw go wyzywać następnego dnia po uśpieniu. Zaś Jimmy przyszedł do House’a na medyczną konsultację. Tylko. Nadal czuł się urażony ostatnim incydentem.
- To dlatego musiałem za chloroform zapłacić gotówką! – wykrzyknął House, zbliżając się do wyjścia. Jimmy spojrzał na niego, niemile zdziwiony. Doszło już do tego, że nawet nie mogą przebywać ze sobą w jednym pomieszczeniu?
- Wychodzisz? Mam problem z pacjentem i potrzebuję…
- Ostatnio jest duże zapotrzebowanie na Foremana. Jego zapytaj. On wywęszy wszystko, zapewniam. Jego nos jest niewiele gorszy od czarnego nosa psa ryjącego w czarnej ziemi. Zastanawiam się nawet nad wynajęciem go komuś do wyszukiwania trufli.
- Ale ty…
- Ja chciałem cię poprosić, żebyś został moim świadkiem – uśmiechnął się Greg i opuścił składzik, zostawiając w nim oniemiałego Wilsona.

Jasnozielone liście drzew poruszały się lekko na wietrze. Słońce mocno przygrzewało na leśnej polance. W białej, przystrojonej różowymi, drobnymi kwiatami altance czekał ksiądz. Po obu stronach wysypanej czerwonymi płatkami róż ścieżce, siedzieli na beżowych krzesełkach zauroczeni goście. Przed nimi, na prawo od altanki stał Wilson „pod krawatem”, a obok niego „House”, ubrany w elegancką, hebanową marynarkę i takież same spodnie od kompletu. Wyprasowane w kant, bez najmniejszego śladu pomięcia. Z kieszonki wystawała mu biała róża. A spod spodu – granatowy
T-shirt.
„Cuddy” kroczyła dróżką, witana dźwiękami marszu Mendelsona. „House” radośnie się uśmiechnął. Wyglądała pięknie: w czarne loki misternie wplątany był niesforny welon, okalający jej zarumienioną twarz z błyszczącymi oczami. Szczupłą talię podkreślała marszczona, śnieżnobiała suknia, z czerwonymi wstawkami na dole. Szła pewnie, patrząc prosto przed siebie. Miała małe pantofelki na płaskim obcasie, wstążeczkę na szyi i średniej wielkości dekolt.
„Greg” spojrzał z niepokojem na Wilsona i zbliżył się do „Lisy”.
- Masz 100% pewności? – spytał.
- Tak – skinęła głową.
- Że po ślubie to wszystko się skończy? Że się uda? – wzdrygnął się i spojrzał po sobie. „Lisa” przekrzywiła głowę.
- Nie dramatyzuj. Mi powinno na tym bardziej zależeć. Ludzie się gapią na moje cycki! – wyrzuciła z pretensją. – Specjalnie mi to wybrałaś!
- Że niby ja?? Teraz wiesz, co czułam – mruknął z przekąsem „House”.
- Nie widziałem, żeby ci to przeszkadzało. Nosiłaś dekolty wielkości Oceanu Atlantyckiego.
- Chodzi mi o twoje niewybredne komentarze, przykład patrz: dwie sekundy temu.
- Aha… Czyli spełnienie, dowartościowanie i radość – zaczęła się śmiać „Lisa” i wzięła „Grega” za rękę.
Podeszli do ołtarza…
Zapatrzeni w siebie, powtarzali cicho słowa przysięgi… „Że cię nie opuszczę”… „W zdrowiu i w chorobie”… „Póki nas śmierć nie rozłączy”…
- Ogłasza, was mężem i żoną – rozległ się uroczysty głos księdza. Kiedy złączyli się ustami, odezwały się najpierw nieśmiałe, potem coraz głośniejsze oklaski. W końcu wszyscy zebrani powstali i bili brawo, razem z nimi świętując ich szczęście…
- Smakujesz jak truskawki – mruknęła.
- A ty jak drops miętowy. – odparował z uśmiechem. – Nie przejmuj się, jak bardzo lubię miętówki – dodał szybko, kiedy go szturchnęła.
Nic się nie wydarzyło. Żadnego lśnienia, pioruna albo trzęsienia ziemi.
- Nie udało się, House… - powiedziała cicho Cuddy. A raczej Lisa Cuddy - House.
- Spójrz na to pozytywnie: nie będziesz miała odwagi mnie zdradzić. – puścił do niej oko i odeszli we wspólną przyszłość, obrzucani deszczem ryżu…

KILKA TYGODNI PÓŹNIEJ

- Cuddy… Złaź z tej kanapy, bo niedługo obrośniesz na niej mchem. A poza tym ona nie przywykła do takich ciężarów. – rzucił z łazienki House. Lisa leniwie przekręciła się na drugi bok, nie odrywając wzroku od „General Hospital”. Pomyśleć tylko, że House zdołał ją zarazić pasją oglądania tej opery mydlanej. Gdyby ktoś zasugerował to jeszcze te parę miesięcy temu, chyba by go wyśmiała. Ale czy to było ważne? Ważne było to, że nadal byli ze sobą szczęśliwi. Nawet kłótnie sprawiały im radość, mimo że aż się od nich iskrzyło w powietrzu. Tak, jak każdej nocy…
- Albo wracaj tam z powrotem – Gregory nagle zmienił zdanie, wychodząc i stając przed nią z pełną podekscytowania miną.
- Bo chcesz się dołączyć? – zaproponowała.
- Nie, bo chcę ci powiedzieć… że za 9 miesięcy już nie będziesz miała czasu się na niej wylegiwać… - oznajmił, przygryzając wesoło wargi.
- Czy ty…? – poderwała się.
- Spodziewam się przyszłego postrachu wujcia Jimmy’ego – House nieśmiało położył rękę na brzuchu. Lisa nie mogła wykrztusić słowa ze szczęścia i zaskoczenia.
Będą mieli dziecko…
Będą mieli dziecko?
Będą mieli dziecko!!!
Posążek, ustawiony na honorowym miejscu na pianinie, rozświetlił się na biało. Oboje równocześnie stracili przytomność. A gdy ją odzyskali…
- W którym kodeksie są przepisy zakazujące kradzieży nienarodzonych House’ów? – Greg rzucił w nią testem ciążowym, pokazując język. Spojrzeli na siebie i… wybuchnęli śmiechem. Wszystko wróciło na swoje miejsce.
Byli we dwoje, znowu we właściwych ciałach i z jednym malutkim w brzuszku mamusi gratis… Za 3 trymestry mieli się razem pochylić nad łóżeczkiem z kwilącym radośnie niemowlęciem o wspaniale niebieskich oczętach w środku…
Czego mogli jeszcze chcieć?
- Wilson? – uśmiechnął się House do słuchawki – Przynieś szampana!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum House M.D Strona Główna -> Huddy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następny
Strona 9 z 10

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Soft.
Regulamin